|
Himalaje - fotorelacja i nie tylko...
|
| Autor |
Wiadomość |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Nie jestem tak do końca pewien, czy taki charakter egzotyki by mi odpowiadał. W sumie, beztroska i luz, to dobra rzecz na stres i zagoniony tryb życia (poniektórych), ale chaosu i dezorientacji nie lubię i ciężko by mi się było przyzwyczaić do takiego trybu funkcjonowania. Przypuszczam jednak, te wszystkie miejsca, widoki i przeżycia, których byliście świadkami, są w stanie z nawiązką zrekompensować wszystkie niedogodności. Podziwiam za upór w dążeniu do celu i odwagę podjęcia decyzji o wyjeździe praktycznie na drugi koniec, niekoniecznie przychylnego świata.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 19-12-2009 10:46 AM |
|
 |
Fluktus
 
Postów: 13
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2009
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
To ciekawe, ja też nie lubię chaosu i zamieszania, ale tam jakoś zupełnie mi to nie przeszkadzało. Spodziewałem się, że tak będzie zwłaszcza na lotnisku krajowym, gdzie loty są często anulowane po kilka dni z rzędu. Najdziwniejsze jest to, że po paru dniach człowiek zupełnie już nie zwraca uwagi na to, że po ulicach ludzie łażą gdzie chcą, cały czas są korki, wszyscy na siebie trąbią i jest totalne zamieszanie. Po prostu to część egzotyki którą też trzeba smakować będąc w Nepalu czy Indiach.
A chaos jest wykreowany przez ludzi i kończy się na lotnisku w Lukli. My już jesteśmy w Phakding i zaczyna się fajny dzień (no może nie do końca ). Co chwilę przechodzimy przez Dudh Koshi to na lewy to na prawy brzeg i wszystko po wiszących mostach obwiązanych flagami modlitewnymi. Jest Nepalskie "równo" czyli trochę w górę trochę w dół ale generalnie cały czas doliną. Najważniejsze to nie być w połowie mostu kiedy z drugiej strony włazi na niego jak (a właściwie dzo - krzyżówka jaka z krową, używane poniżej Namche Bazar). Okoliczności przyrody są coraz lepsze - widok z 2600 z doliny na szczyty, które mają po 7000 metrów jest rewelacyjny.
A dlaczego dzień nie był do końca fajny ? Pod koniec trzeba się wdrapać do Namche Bazar. Podejście zaczyna się za najwyższym mostem zwanym High Bridge. No i z 2600 trzeba dostać się na 3400. Niby jeszcze nic, ale wymęczyłem się jak cholera przy całkowitym braku aklimatyzacji. Ja wymiękałem na podejściu a Ela następnego dnia kiedy mieliśmy dzień odpoczynku na aklimatyzację w Namche. Wieczorem tętno 150 yyyyy spoczynkowe tętno . Rano lekki szum w uszach. Ale musimy się ruszać, wentylować się, bardzo dużo pić i oczywiście żadnych lekarstw (Diuramid, Diamox) - mamy mnóstwo czasu na aklimatyzację. Zalecenia są takie: nie więcej niż 300m dziennie różnicy poziomów a po każdych 800 -1000m dzień odpoczynku, w czasie którego wychodzimy wysoko i wracamy na nocleg do punktu startu. Działa !
W Namche ostatni super-ciepły prysznic, woda grzana gazem w SherpaLand Lodge . Trochę drogo, ale warunki super, a pierożki momo z mięsem mmmmmm. Lodża jest reklamowana przez Simone Moro (znany w Polsce z wejścia na Shisha Pangma zimą ze śp. Piotrem Morawskim). W Namche można też zaopatrzyć się w dobry (Mammut, North Face itd) sprzęt, jeśli nie zrobiliśmy tego w Kathmandu - ceny niższe niż u nas.
W czasie dnia aklimatyzacyjnego wchodzimy na wzgórza w kierunku Khumjung na 3800m. Pierwszy raz otwierają się widoki na Tengboche (klasztor buddyjski), Ama Dablam, połudinową Lhotse, Nuptse i Everest.
Następnego dnia idziemy w lewo, a nie klasycznie pod Everest, do doliny Gokyo. Oooo i tu jest dopiero Nepalskie "równo" wychodzimy z 3400, nocujemy na 3680 a wchodzimy na 4000m do Mongli. Nawet nie zauważyłem, że to już nie warunki na podkoszulek bo wieje zimna górska kosa no i już wieczorem coś mnie brało, zresztą jak wszystkich którzy wciąż charkają, smarkają i kichają. To efekt suchego powietrza i wiatru z kurzem na dużych wysokościach. Warto zabrać chustę na twarz. No i druga myśl - trzeba jak najszybciej pozbyć się zapasu batoników, nawilżanych chusteczek do mycia i tabletek isostar, które czuję jakby były z ołowiu. Wieczorem docieramy do Phortse Tenga, nie ulegając namowom miłego szerpy na festiwal Mani Rimdu w Tengboche. Trafiamy na złotą kumulację - dwie francuskie grupy ich szerpowie i tragarze. Początkowo właścicielka lokuje nas w ... kurniku gdzie są tylko łóżka i nie ma podłogi. A że noce są zimne i mimo że mamy dobre puchowe śpiworki jakoś nam się to nie uśmiecha. Potem awansujemy i możemy spać w jadalni. Ale to nie koniec: po 20 minutach właścicielka wyprosiła trekersów z jednego pokoju no i znalazło się miejsce dla nas. Szacuuuun !
Wieczorem wlewamy w siebie zupę czosnkową, która pomaga lepiej znosić dużą wysokość. Do wyboru jest też Dhal Bat (ryż z soczewicą), zapiekane ziemniaki z żółtym serem, spaghetti i wiele innych prostych potraw. Dla odważnych, lub tych którzy się nie aklimatyzują: mięso .
Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-12-2009 02:59 PM przez Fluktus.
|
|
| 19-12-2009 02:44 PM |
|
 |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Myślę, że specyfika tego miejsca i magiczna atmosfera, szczególnie dla kogoś, kto na co dzień utożsamia się z zupełnie inną kulturą, może faktycznie nasz dotychczasowy świat powywracać do góry nogami. Przestajemy wtedy zwracać uwagę na rzeczy, które w naszym normalnym środowisku nas drażnią i irytują, stając się na nie obojętnymi. Wtapiamy się w tłum i postępujemy zgodnie z regułami w nim obowiązującymi. Z wielkim zainteresowaniem czytam każdą część Twojej relacji i chłonę wiadomości, które dla mnie, czyli nizinnego górołaza są całkowitym novum. Do tej pory nie miałem pojęcia, na czym tak naprawdę polega aklimatyzacja i jakich zasad należy przestrzegać, żeby przebiegała ona w sposób jak najbardziej prawidłowy. Poza tym lubię, kiedy opisywane są w sposób bezpośredni przeżycia i osobiste odczucia, a nie tylko podawane suche fakty i wymieniane w nieskończoność nazwy geograficzne. Dlatego będę dalej śledził ten temat w oczekiwaniu na jak najwięcej szczegółów dotyczących codziennych zachowań i spostrzeżeń, jakie nagromadziły się w ciągu całej wyprawy.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 19-12-2009 03:26 PM |
|
 |
tomtur
    
Postów: 7,595
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Fluktus, daj pomarzyć i PISZ DALSZE CZĘŚCI
"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
|
|
| 19-12-2009 03:42 PM |
|
 |
dr.Etker
    
Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Fajnie, że opisujesz wyprawę -wiadomości praktyczne mogą się przydać .Jeszcze raz gratuluję -pięknej przygody
|
|
| 19-12-2009 03:46 PM |
|
 |
Fluktus
 
Postów: 13
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2009
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Nie napisałem do tej pory co z tą nieszczęsną kartą TIMS. W Lukli powiedzieli, że "no problem in Jorsale". Tyle, że w Monjo (pomiędzy Phakding a Namche Bazar) jest brama, przez którą wchodzi się do Parku Narodowego Sagarmatha. Fakt triumfalnego przekroczenia tejże bramy należy uczcić opłatą dla rządu nepalskiego. Tak się zastanawiałem czy uczcimy podwójnie (kara za brak TIMS to 1000 NPR czyli około 37 PLN), bo wszyscy w kolejce przed nami i za nami dzielnie dzierżyli w dłoniach karty TIMS. I tu znowu zaskoczenie - znudzeni panowie wypisujący bilety powiedzieli, że TIMS nie jest nam do niczego potrzebny .
Przed Namche Bazar czmychnęliśmy przed check pointem gdzie sprawdzane są bilety i karty TIMS (jak sądziliśmy), wykorzystując chwilę zamieszania. Następnego dnia kręciliśmy się po okolicy check pointu i cholera strażnik nas zobaczył z daleka i zaczął wołać . Pierwsze pytanie kiedy ostatni raz tędy przechodziliśmy - "yyyyyy no wczoraj". No to "tickets please". A wiedzieć trzeba, że każdy bilet ma numerek. A numerek, nie inaczej, jest po to żeby go strażnik sobie w swojej przepastnej księdze odnotował. No i zaczął biedny szczerbaty strażnik szukać numerku między setkami innych numerków. Mój nie przeszedł bo i nie mógł - nie był przecież wczoraj wpisany. Eli numerek też coś nie bardzo dawał się odszukać. Trzeba było zaimprowizować coś na szybko więc wypaliłem do strażnika z uśmiechem na twarzy i gestykulując, że nie znajdzie przecie i niech nie szuka biedak, bo jak wczoraj przechodziliśmy to spał sobie zmęczony po robocie. . O dziwo chyba łyknął. Spisał numerki, a o TIMS nie było mowy, a pytania czy trzeba to mieć nie zaryzykowaliśmy.
Kolejny check point za Phortse Tenga był opuszczony, a druga rzecz, że byliśmy tam bardzo wcześnie chcąc wyprzedzić francuskie grupy. Za check pointem już wyraźnie na horyzoncie zaczyna dominować Cho Oyu (8201 m) z potężną lodową ścianą. W Dole (4110 m) znajdujemy przyjemną lodżę. Przed naszym pokoikiem grzeje się woda na słońcu w wielkiej metalowej "antenie satelitarnej" i po 30 minutach zaczyna nawet syczeć. Korzystamy z prysznica - czytaj: "baniaka na nagrzewaną na słońcu wodę". O rzesz motyla noga jak mną telepało pod tym prysznicem. Niby ciepły był ale zawiewało gdzieś strasznie przez szpary między deskami. Ukojenie przyniosło wygrzewanie się na słońcu przed naszym pokoikiem. Dziwne - nasłonecznienie jest ogromne ale jak zawieje to jakby ktoś igły wbijał. W nocy w pokoju zamarza woda w butelce a na szybie jest kawał lodu. Na szczęście wyższe lodże są lepiej izolowane.
Dziś przed nami pierwsza noc w życiu powyżej 4000 m. Wieczorkiem powtarzamy leżąc w śpiworach rytuał z mierzeniem tętna. Tym razem spoczynkowe 150. Rano pewnie będzie ze 100. Następnego dnia wchodzimy na lokalny "wierchlicek", bo to kolejny dzień aklimatyzacji. W ten sposób dajemy sygnał wysokością 4600 m naszym organizmom, że będzie gorzej. Ten sam manewr powtarzamy w kolejnej wsi Machherma. Nocleg na 4470m - wejście na 4800m i powrót na nocleg.
Niektórzy robią dzień aklimatyzacyjny tylko w Dole, ale my mamy przed sobą perspektywę przełęczy Cho Lha, którą chcemy zrobić oczywiście bez tragarzy i to w jeden dzień. Przewodnik z którym się zaprzyjaźniliśmy powiedział nam, że powinniśmy dać radę.
W tym rejonie dolina jest przepiękna, bardzo głęboka o kształcie litery V. W górę strzelają skaliste turnie, na które zlewają się z góry lodowce. Hale pokryte są niską roślinnością, skarłowaciałymi rododendronami,jałowcami i ziołami. Ziółka są rewelacyjne - są całkowicie wysuszone a owoce wyglądają jak goździki i tak też pachną - pomieszanie goździków i pieprzu. Kidy przygrzewa słońce nad łąką unosi się fantastyczny zapach. Można tam leżeć i leżeć
Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-12-2009 12:20 PM przez Fluktus.
|
|
| 20-12-2009 12:16 PM |
|
 |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Inwencja twórcza i szybka improwizacja jednak się w życiu do czegoś przydają. Trochę to zawiłe z tymi biletami i kartami, ale skoro wszystko wszystkim pasowało, to czego chcieć więcej. Dziwny to jednak kraj!
Naturalne podgrzewacze wody w tych warunkach też nie są za bardzo wydajne, jak czytam, ale hart ducha i ciała pozwalają wszystko przezwyciężyć. Pewnie liczyliście się z taką sytuacją i psychika działała na prawidłowym poziomie. Intensywny zapach "ziółek" w pewnych okolicznościach, może wywołać stany halucynogenne, ale pewnie nie z tego typu zielskiem mieliście do czynienia.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 20-12-2009 12:50 PM |
|
 |
Agnieszka.S
Aga
    
Postów: 1,959
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2007
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Wspaniale się czyta, uwielbiam takie opisy przygód, emocji, niemalże czytelnik przenosi się tam z Wami..Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy i dzięki, że zachciało Ci się podzielić z nami Waszymi przeżyciami..
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. "
|
|
| 20-12-2009 10:03 PM |
|
 |
viking
   
Postów: 214
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2009
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Witam i pozdrawiam , dla tych co chcą poznać inne relacje z tych cudownych rejonów to :
na forum e-gory.pl znalazłem
Beskidzkie Slajdowisko - Fasolka 2010
8-10 stycznia
Istebna - Schronisko Zaolzianka
W programie imprezy :
- pokazy slajdów z naszych wyjazdów i wypraw
W tej chwili mamy pewne nastepujące pokazy :
- Pik Pabiedy i Chan Tengri
- Południowa sciana Lhotse oraz Dhaulagiri - wyprawa trekkingowa
- Himalajska impresja - duzo obrazu i dobrej muzyki )
i inne relacje
viking
"Góry są silniejsze niż obawa o siebie. Dla mnie jest to tak silne, że czuję potrzebę ciągłego bycia w górach". "Napał"
Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-12-2009 10:57 PM przez viking.
|
|
| 20-12-2009 10:57 PM |
|
 |
bober37
    
Postów: 1,194
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2008
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Życie jest za krótkie....więc po cholerę być przeciętnym człowiekiem.... Kazimierz Kutz
|
|
| 21-12-2009 08:23 AM |
|
 |
Pedro
Administrator
      
Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Fluktus bardzo fajnie, że to wszystko opisujesz. Dzięki i czekam z niecierpliwością na kolejne części. Pewnie dla Ciebie pisanie to powrót myślami do tych miłych i niezwykłych chwil tam w pobliżu najwyższych gór świata. Chciałbym kiedyś przeżyć podobną przygodę
Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
|
|
| 21-12-2009 08:56 AM |
|
 |
Fluktus
 
Postów: 13
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2009
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Wielkie dzięki za miłe słowa. Rzeczywiście kiedy piszę jestem jedną połówką w górach, a druga jest tutaj, ale też słucha muzyki z Nepalu i Indii którą przywieźliśmy . A w tle pali się kadzidło (też przyjechało z Nepalu), żeby było tak jakbyśmy dalej byli u nich .
Jest 9. dzień trekkingu. Wciąż bezchmurnie. Idziemy sobie z Machherma do Gokyo (4790m). Tętno spoczynkowe już bardzo fajne - rano było z 70 czyli tyle ile na nizinach - 200 metrach . Aklimatyzujemy się prawidłowo. Idzie się ciężko z worem na plecach, ale widoki wynagradzają. Na horyzoncie potężna lodowa ściana Cho Oyu. Przed nami morena lodowca Ngozumpa i dwa potoki zlewające się w Dudh Koshi Nadi. Podchodzimy na morenę czołową i do pierwszego jeziora Gokyo (Taujung Tsho, 4740 m). Prawdziwa bajka. Potem drugie jezioro - turkus nie z tej ziemi. Wreszcie trzecie jezioro i wieś Gokyo - w porównaniu ze zdjęciem z przewodnika Kurczaba "Himalaje Nepalu", wieś bardzo się rozrosła. Pomimo tego mamy problemy ze znalezieniem noclegu. W trakcie poszukiwań Ela spotyka nepalskiego przewodnika z francuską grupą, który wskazuje nam lodżę z wolnym pokoikiem. Od tego momentu często będziemy spotykać tego przewodnika, bo trasę mają bardzo zbliżoną do naszej.
Jeszcze tego samego dnia wyruszamy na zachód słońca na Gokyo Ri (5357 m) mimo, że miał to być cel na następny dzień. Kiedy podchodzimy w górę, wszyscy już schodzą. Na szczycie oprócz nas jest tylko jeden turysta!. Reszta grzeje zmęczone kulasy daleko w dole przy piecykach ogrzewanych suszonym łajnem jaków. Zachód słońca na Evereście, różowa poświata - co tu dużo mówić tylko foty są w stanie to oddać. Cho Oyu, Everest, Lhotse, Makalu - dach świata. Było warto męczyć się na tych pięciu tysiącach. W dół schodzimy już w całkowitych ciemnościach w świetle czołówek.
Następnego dnia myjemy nasze zaniedbane włosy. Kiedyś wydawało mi się, że woda zimniejsza niż w Markowch Szczawinach to już być nie może. Myliłem się. Żeby dostać się do wody w beczce przygotowanej przez gospodarzy lodży, najpierw trzeba przebić się przez lód. Ręce drętwieją po minucie a głowa pulsuje jakby miała eksplodować. Dobrze że nie przyszło mi do głowy zrobić sobie prysznica tą wodą.
Po południu oglądnęliśmy czwarte jezioro Gokyo, ale myślami byliśmy już na przełęczy Cho La. Obejrzeliśmy sobie lodowiec Ngozumpa - trzeszczał jak cholera. Co chwilę w środku słychać było jak ogromne kamole wpadają z hukiem do wody. To przez to mamy jutro przechodzić ?
Szczęśliwie mogliśmy sprawę skonsultować z przewodnikiem francuskiej grupy. Teraz między Gokyo a Dragnag ścieżka wiedzie bezpośrednio a nie tak jak pokazuje mapa przez pierwsze jezioro Gokyo !!. Tamto przejście jest już zbyt niebezpieczne i nie jest używane. Francuzi wyszli rano do Dragnag (4700m) i następnego dnia na przełęcz. My zrobimy to jednego dnia. Już się napaliliśmy.
Wstajemy przed 4 rano. O 4 wyruszamy. Ciemno. Aż boję się myśleć jakby było gdyby nie słaby księżyc, albo gdyby sypnął śnieg. Już na początku mamy problem żeby odszukać ścieżkę na morenę. Niby to tu, ale w nocy każda górka na morenie wygląda tak samo. Po chwili znajduję jakieś gówna jaka - najlepszy drogowskaz na całym lodowcu ! Wyłączam czołówkę, delikatny ślad po butach w pyle jakim pokryty jest lodowiec jest lepiej widoczny w świetle księżyca. Przez dwie godziny idziemy jak po 1000-garbnym wielbłądzie. Świt zastaje nas po drugiej stronie lodowca przy morenie. Jeszcze kilkadziesiąt minut i przed 8.00 jesteśmy w Dragnag (myśleliśmy, że będziemy o 6.00). Francuzi już wyszli yyyyyyy o 5.00. Mamy 3 godziny spóźnienia. Szerpowie pytają mnie czy tego samego dnia idziemy do Dzonglhi. Bez cienia udawanego podziwu, patrząc na Elę z wielkim worem mówią - "strong team, very strong team". Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy dlaczego tak mówią.
Po szybkim śniadaniu (dwa jajka na miękko i tosty z dżemem) odpalamy silniki. Idzie się ciężko - to nie to co na Gokyo Ri bez worów. Ja wiedziałem że tak będzie ja wiedziałem .... . Pojawia się nepalskie równo: wychodzimy na jakiś wysoki garb, który ma pewnie z 5200 i widzimy przełęcz 5368m. Jest daleko, a najgorsze jest to, że zanim się do niej dobierzemy czeka nas kolejna dolina.
Trasę zaczyna się o 5.00, bo potem wieją bardzo silne wiatry. Poza tym, istnieje bardzo duże zagrożenie na lodowcu, który jest na przełęczy. Do tego nad trasą wisi paskudny serak. I to w miejscu, w którym człowiek po prostu wlecze się jak mucha przełażąc po ogromnych skałach. Niby nie myślimy, że coś może nam się stać ale w 95' roku lawina na przełęczy zabiła 40 osób. Potem bardzo mozolne podejście stromym osuwiskiem zalodzonych kamieni. Strasznie ciężko. Co parę kroków stop. Spotykamy turystów schodzących z przełęczy, którzy pomagają kobiecie i mężczyźnie (wygląd: uchodźcy) no właśnie - w niesieniu dziecka w nosidełkach. Jak oni zeszli z przełęczy !! Czyste szaleństwo . Na przełęczy jesteśmy sami o 12.00, no prawie sami jakiś czarny ptak unosi się w jednym miejscu na huraganowym wietrze. Już myślałem, że to koniec ale przełęcz dopiero się nami zaczynała bawić. Zejście na lodowiec - twardy jak skała, bez szczelin, kilkaset metrów jak na lodowisku i potem odbicie w prawo, przejście przez szczelinę brzeżną i strome zejście po zalodzonych kamieniach. Nogi już nie moje - dwa razy fiknąłem kozła na tych kamolach. Oj byłaby miazga z aparatu i obiektywu . Przed ... 17.00 jesteśmy na dole. Wyglądamy jak Zamachowski w filmie "Nawrócony" kiedy uciekał przed zomowcami. Na koniec fiknąłbym kozła po raz trzeci ale tym razem straciłbym połowę zębów bo rozpędziłem się do 20 km/h. .
W Dzonghli śpimy w jedynej zbiorowej sali w trakcie całego trekingu. Jest nam wszystko jedno, że warunki są bardzo prowizoryczne. Wlewamy w siebie hot orange wieeeeeelki termos. Spotykamy "naszego" przewodnika z uśmiechem od ucha do ucha, który chyba nie wierzył, że zrobimy Cho La w jeden dzień bez tragarzy i przewodnika. Daliśmy radę. Jesteśmy w odnodze doliny podchodzącej pod Everest.
|
|
| 21-12-2009 10:30 PM |
|
 |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Kiedyś wydawało mi się, że woda zimniejsza niż w Markowch Szczawinach to już być nie może.
Hehe, pamiętam to jak dziś!
Plątać się samemu po nocach na himalajskich bezdrożach No to ładnie dawaliście czasu, mam nadzieję, że Wasze rodziny tego nie wiedzą
|
|
| 21-12-2009 10:44 PM |
|
 |
Fluktus
 
Postów: 13
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2009
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
|
|
| 21-12-2009 10:59 PM |
|
 |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Himalaje - fotorelacja
Lepiej nie wspominaj przy mojej mamie o czym tutaj piszę  bo już nie dostanę błogosławieństwa na drogę 
Tak myślałem hehe.
Co do Babiej - można pomyśleć
(a jeszcze lepiej wpadnijcie na bibę w Gorcach _)
|
|
| 21-12-2009 11:04 PM |
|
 |
|
|