Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat
Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Wersja do druku

+- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum)
+-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18)
+--- Forum: Górski Świat (/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Temat: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... (/showthread.php?tid=2506)


Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Mallaidh - 13-12-2009 02:00 PM

Na te długie bezgórne wieczory przedstawiam Wam zdjęcia moich znajomych z wyprawy w najwyższe Kopczyki Ziemii:

Uwaga - zdjęcia miażdżą Smile

Część 1.

Część 2.

Część 3.




(autorzy zdjęć Ela & Piotrek - all rights reserved)


RE: Himalaje - fotorelacja - Snieshka - 13-12-2009 08:53 PM

zdjecie 45 z 2 katalogu...szczęka opadła.... Widać jaki człowiek jest malusieński.... Mam nadzieje, że sama sie doczekam takiego zdjęcia... Tylko mi smaka chłopie narobiłeś ta galerią.
Zdradziłbyś troche wiecej szczegółów co do tego wyjazdu Smile


RE: Himalaje - fotorelacja - Johny - 13-12-2009 09:01 PM

Mallaidh napisał(a):
Uwaga - zdjęcia miażdżą Smile
(autorzy zdjęć Ela & Piotrek - all rights reserved)


W pełni świadom...zaryzykowałem! Wink
Czuję się połamany, mały, bezradny i zmiażdżony Cool
Fantastyczne fotografie ok


RE: Himalaje - fotorelacja - dr.Etker - 13-12-2009 09:41 PM

Zdjęcia b.Ok. ok

Mallaidh napisał(a):
Na te długie bezgórne wieczory przedstawiam Wam zdjęcia moich znajomych

Jak znajomi-to wspomnij o "GŚ"-może skrobną na forum -trochę refleksji i wspomnień z tak egzotycznej eskapady. Wink


RE: Himalaje - fotorelacja - Agnieszka.S - 13-12-2009 11:22 PM

Piękna podróż, piękne zdjęcia i na pewno piękne wspomnienia.., może Znajomi napiszą parę słów..Smile


RE: Himalaje - fotorelacja - bober37 - 14-12-2009 05:41 PM

Piękne są te zdjęcia, szczęka opadaSmile))widoki będą mi po nocach się śniłySmile))


RE: Himalaje - fotorelacja - gosia3ek - 14-12-2009 07:37 PM

hmmm a mi się rozszerzyły horyzonty...
bo skoro Elunia z Piotrkiem mogli to... Wink ... uhm


RE: Himalaje - fotorelacja - Galleahad - 14-12-2009 11:37 PM

No właśnie... im się udało. A ja marzyć nie przestałem. Jeszcze tam wrócę.


RE: Himalaje - fotorelacja - Fluktus - 16-12-2009 09:43 PM

Witam wszystkich serdecznie Cool
Wielkie dzięki za miłe słowa o naszych fotkach. Postaram się w najbliższym czasie napisać mini instrukcję do trekkingu w Nepalu Big Grin (bo pamiętajcie, że każdy może tam pojechać !) no i podzielić się z Wami naszymi przeżyciami. A jest co opowiadać. Spędziliśmy 20 dni w górach i 3 w Kathmandu zwiedzając okolicę.


RE: Himalaje - fotorelacja - viking - 16-12-2009 11:12 PM

Witam i jestem pod wielkim wrażeniem cudownych ujęć - i pytanie się samo nasuwa - chcę tam być.. ...tylko kiedy ?


RE: Himalaje - fotorelacja - Stasiu - 17-12-2009 05:44 AM

Wiecie panowie, ja sobie już odpuściłem. Dla mnie Himalaje są w strefie snów i również inne kopczyki na innych kontynentach. Wystarczy, ża wy tam pojedziecie i jakie foteczki na Forum wtrącicie. Ja przyjąłem do świadomości, że mi wystarczą Alpejki i Karpaty Smile Życzę udanego wędrowania. ok


RE: Himalaje - fotorelacja - Fluktus - 18-12-2009 11:45 AM

viking napisał(a):
Witam i jestem pod wielkim wrażeniem cudownych ujęć - i pytanie się samo nasuwa - chcę tam być.. ...tylko kiedy ?


Najlepszy okres żeby pojechać na treking do Nepalu to połowa września - połowa listopada. Wówczas powietrze jest bardziej przejrzyste niż w kwietniu - maju (tak przynajmniej twierdzą znawcy tematu). Choć widoczność jest gorsza na wiosnę kwitną rododendrony. Najgorszy okres to polskie lato: czerwiec - sierpień kiedy trwa monsun. Szlaki niby są puste ale wszędzie łażą pijawki blink:|.

W naszym przypadku wszystko zaczęło się od kwietniowo-majowego numeru Travelera. Przez przypadek otworzyłem tą gazetę nie wiedząc że tematem numeru jest trekking. Oczywiście otworzyła mi się na stronie gdzie ludziki z plecakami na tle lodowej ściany wchodzą sobie na kopczyk Big Grin. Potem drugi raz przeglądałem tą gazetkę bo znowu czekała na mnie na wystawie a następnego dnia już nie wytrzymałem i ją kupiłem.

Kidy okazało się, że taki wyjazd bez biura, bez przewodnika i bez tragarzy jest na prawdę prosty Cool zapadła decyzja - wyruszamy jesienią! Jak nie teraz to kiedy...


RE: Himalaje - fotorelacja - Mallaidh - 18-12-2009 01:01 PM

No to dawaj czekamy na detale - w końcu w Himlalaje rzut beretem Big Grin


RE: Himalaje - fotorelacja - Fluktus - 18-12-2009 08:48 PM

... no więc...
Pierwsza sprawa to lot. Najtańsza opcja to lot do New Delhi, a potem do Kathmandu indyjskimi liniami.

Do New Delhi: fiński Finnair lub rosyjski Aeroflot. Wybór był dość oczywisty giggle zwłaszcza, że all in all Finnair okazał się najtańszy (około 1800 PLN za lot na trasie Warszawa-New Delhi - Warszawa).
Tak na marginesie Finnair wyspecjalizował się w Azji i oferuje usługi na bardzo wysokim poziomie.

Tak więc 29. października o 13.00 wylecieliśmy do Helsinek. Około 20.15 byliśmy już w samolocie do New Delhi, gdzie dotarliśmy po 6.5h lotu o 6.00 rano czasu miejscowego. Lotnisko już samo w sobie dostarcza nieco egzotyki - wszędzie kręcą się hindusi w turbanach, kobiety w kolorowych sari. Przynajmniej to sprawia, że nie zasypiamy czekając do 12.00 na lot Delhi - Kathmandu (w Polsce jest ciągle noc Cool ). Co do indyjskiej wizy to można ryzykować i próbować się prześlizgnąć tranzytem bez wizy, ale nie polecam - nie mamy żadnej kontroli nad tym czy bagaż z całym szpejem w góry zostanie przeniesiony do drugiego samolotu czy nie.

Po 15 minutach lotu z New Delhi (linie JetLite) na horyzoncie pojawiają się Himalaje - ten widok to po prostu bajka. W powrotnej drodze jest jeszcze lepiej bo leci się bardzo blisko gór. Lotnisko w Kathmandu jest bardzo małe a salę do zakupu wiz zapamiętacie dobrze - my staliśmy w kolejce 2h. Nepalczycy z pełnym luzem przyjmowali wnioski wizowe. Pan numer jeden przyjmował opłatę (chyba 30 USD jeśli dobrze pamiętam). Następnie udajemy się do kolejki numer dwa i pana numer dwa który podaje papierki panu numer 3 który rozprostowuje i segreguje je dla pana numer 4, który prosi nas o paszporty, wbija pieczątkę i NAMASTEEE! ("dzień dobry") - jesteśmy w Nepalu Wink

No i się zaczyna - po wyjściu z sali przylotów dopada nas dziki tłum taksówkarzy (naszego przysłanego z hotelu oczywiście nie ma uhm) ale pełen luz. Wszyscy mają dla nas pokój, lot do Pokhary itp, itd.
Z ogonkiem dwóch samozwańczych przewodników idziemy na lotnisko krajowe żeby kupić bilety na jutrzejszy lot do Lukli (łatwiej było to zrobić poprzez pośrednika w turystycznej dzielnicy Thamel gdzie będziemy nocować). Jest już dosyć późno ale jakimś cudem załapujemy się na lot linii Sita Air na kolejny dzień. Lot powrotny jest otwarty to znaczy należy zapisać się na listę w przeddzień lotu w Lukli. Wszystko zgodnie z najbardziej optymistyczną wersją. Nawet hotel zarezerwowany przez internet czeka na nas. Po drodze giggle:hihi: taxi z lotniska do hotelu i prawdziwy rajdowiec taranujący przechodniów na poboczach. Fajna ta Azja.

Jednego czego nie udało nam się zrobić to rejestracja w systemie TIMS - to takie cuś nowego jest giggle. Rząd w celu ukrócenia działalności samozwańczych agencji trekkingowych życzy sobie rejestracji w systemie (2 zdjęcia). Dla nas było za późno bo ministerstwo pracowało do 16.00 w piątek - trudno "zgłoście się po to w Lukli" tak nam powiedzieli. Ok no problem tylko nie powiedzieli gdzie w Lukli.

O czwartej rano zrywamy się jak skowronki (takie trochę przybite zmianą czasu). Nasz lot do Lukli teoretycznie startuje o 6.30. Szybkie pakowanie worów, śniadanie na wynos i jazda jazda.
Lotnisko domestic to istny młyn i ucieleśnienie chaosu. W małej sali tłoczą się ludki z kurami, jajkami, ogromnymi torbami wyprawowymi. Ufff pierwszy lot poleciał planowo choć na lotnisku mgła była jak mleko. Drugi (to nasz) ciiiiiiszaaaa. Nie zapowiadają. Kolejne loty zostają anulowane - w Lukli jest mgła. Czekamy tak do 10.00. Wreszcie wywołują "flaj number sik ziroł tri". Jedziemy po pasie małym autobusikiem a z tyłu nasze bagaże na przyczepce. No i skucha: gubimy bagaże 200m za sobą (no problem jesteśmy w azji ok). Dojeżdżamy na parking samolotów - nie ma naszego. Jedziemy z powrotem na lotnisko. Zawracamy. Wracamy na pas - jest samolot. Wysiadamy z autobusiku. Każą z powrotem wsiadać do autobusiku. Nie jednak można wyleźć na pas. blink:|blink:|uhm. Szczerze mówiąc w europie krew by mnie już zalała ale tam się nie da denerwować. Człowiek po prostu nie może, bo tak go to wszystko śmieszy. Siedzimy na pasie. Główny szefu (który załatwił nam bilety dzień wcześniej) wyjaśnia, że lotnisko jest zamknięte bo przylatuje prezydent jakiegoś kraju (wiedział figlarz kiedy zablokować pół miasta). No i z 6.30 rano zrobiła się 12.00.
Wreszcie wsiadamy do samolotu, wsiadają też piloci - luzaki
-Oh my God we are so late ! - mówi jeden z nich, hehhehe.
Nasz los jest w ich rękach i malutkim samolociku. W Lukli do lądowania podchodzi się tylko raz - pas jest pochyły i kończy się prawie pionową ścianą zbocza góry.
Zobaczcie sami

Lot do Lukli

Trzęsie, ziemia szybko się zbliża przy lądowaniu. Choć leci się na 3500 m, jest taki moment, że prawie dotyka się skrzydłami drzew na przełęczy. A jak wysoko trzeba zadzierać głowę żeby zobaczyć Everest Wink. Mamy opad szczęki do ziemi. Pierwsza myśl - o cholera jakie duże te góry.

W Lukli (2800 m) oczywiście nie słyszeli o TIMSie - "zapytajcie w Jomsom, no problem in Jomsom" usłyszeliśmy... No to w drogę i tak wieczorem doszliśmy do Phakding na 2800. Obok w dolinie Dudh Koshi (mleczna rzeka). Ponad głowami skalne turnie jeszcze bez lodowców i pierwszy zachód słońca. Jesteśmy w krainie szerpów-buddystów. Wszędzie na kamieniach wyryte są mantry, powiewają kolorowe flagi modlitewne. Pojawiają się pierwsze młynki modlitewne.


RE: Himalaje - fotorelacja - Mallaidh - 18-12-2009 11:01 PM

Oj coś czuję, że będzie zabawa przy tej relacji Big Grin
Trochę mi to przypomina Maroko (lotnisko, taxówki, tłum).
W tamtych krajach wszystko się dzieje inaczej...:O


RE: Himalaje - fotorelacja - lapikus - 19-12-2009 10:46 AM

Nie jestem tak do końca pewien, czy taki charakter egzotyki by mi odpowiadał. W sumie, beztroska i luz, to dobra rzecz na stres i zagoniony tryb życia (poniektórych), ale chaosu i dezorientacji nie lubię i ciężko by mi się było przyzwyczaić do takiego trybu funkcjonowania. Przypuszczam jednak, te wszystkie miejsca, widoki i przeżycia, których byliście świadkami, są w stanie z nawiązką zrekompensować wszystkie niedogodności. Podziwiam za upór w dążeniu do celu i odwagę podjęcia decyzji o wyjeździe praktycznie na drugi koniec, niekoniecznie przychylnego świata.


RE: Himalaje - fotorelacja - Fluktus - 19-12-2009 02:44 PM

To ciekawe, ja też nie lubię chaosu i zamieszania, ale tam jakoś zupełnie mi to nie przeszkadzało. Spodziewałem się, że tak będzie zwłaszcza na lotnisku krajowym, gdzie loty są często anulowane po kilka dni z rzędu. Najdziwniejsze jest to, że po paru dniach człowiek zupełnie już nie zwraca uwagi na to, że po ulicach ludzie łażą gdzie chcą, cały czas są korki, wszyscy na siebie trąbią i jest totalne zamieszanie. Po prostu to część egzotyki którą też trzeba smakować będąc w Nepalu czy Indiach.

A chaos jest wykreowany przez ludzi i kończy się na lotnisku w Lukli. My już jesteśmy w Phakding i zaczyna się fajny dzień (no może nie do końca blink). Co chwilę przechodzimy przez Dudh Koshi to na lewy to na prawy brzeg i wszystko po wiszących mostach obwiązanych flagami modlitewnymi. Jest Nepalskie "równo" czyli trochę w górę trochę w dół ale generalnie cały czas doliną. Najważniejsze to nie być w połowie mostu kiedy z drugiej strony włazi na niego jak (a właściwie dzo - krzyżówka jaka z krową, używane poniżej Namche Bazar). Okoliczności przyrody są coraz lepsze - widok z 2600 z doliny na szczyty, które mają po 7000 metrów jest rewelacyjny.

A dlaczego dzień nie był do końca fajny ? Pod koniec trzeba się wdrapać do Namche Bazar. Podejście zaczyna się za najwyższym mostem zwanym High Bridge. No i z 2600 trzeba dostać się na 3400. Niby jeszcze nic, ale wymęczyłem się jak cholera przy całkowitym braku aklimatyzacji. Ja wymiękałem na podejściu a Ela następnego dnia kiedy mieliśmy dzień odpoczynku na aklimatyzację w Namche. Wieczorem tętno 150 yyyyy spoczynkowe tętno kwasny. Rano lekki szum w uszach. Ale musimy się ruszać, wentylować się, bardzo dużo pić i oczywiście żadnych lekarstw (Diuramid, Diamox) - mamy mnóstwo czasu na aklimatyzację. Zalecenia są takie: nie więcej niż 300m dziennie różnicy poziomów a po każdych 800 -1000m dzień odpoczynku, w czasie którego wychodzimy wysoko i wracamy na nocleg do punktu startu. Działa ! ok
W Namche ostatni super-ciepły prysznic, woda grzana gazem w SherpaLand Lodge . Trochę drogo, ale warunki super, a pierożki momo z mięsem mmmmmm. Lodża jest reklamowana przez Simone Moro (znany w Polsce z wejścia na Shisha Pangma zimą ze śp. Piotrem Morawskim). W Namche można też zaopatrzyć się w dobry (Mammut, North Face itd) sprzęt, jeśli nie zrobiliśmy tego w Kathmandu - ceny niższe niż u nas.

W czasie dnia aklimatyzacyjnego wchodzimy na wzgórza w kierunku Khumjung na 3800m. Pierwszy raz otwierają się widoki na Tengboche (klasztor buddyjski), Ama Dablam, połudinową Lhotse, Nuptse i Everest.
Następnego dnia idziemy w lewo, a nie klasycznie pod Everest, do doliny Gokyo. Oooo i tu jest dopiero Nepalskie "równo" wychodzimy z 3400, nocujemy na 3680 a wchodzimy na 4000m do Mongli. Nawet nie zauważyłem, że to już nie warunki na podkoszulek bo wieje zimna górska kosa no i już wieczorem coś mnie brało, zresztą jak wszystkich którzy wciąż charkają, smarkają i kichają. To efekt suchego powietrza i wiatru z kurzem na dużych wysokościach. Warto zabrać chustę na twarz. No i druga myśl - trzeba jak najszybciej pozbyć się zapasu batoników, nawilżanych chusteczek do mycia i tabletek isostar, które czuję jakby były z ołowiu. Wieczorem docieramy do Phortse Tenga, nie ulegając namowom miłego szerpy na festiwal Mani Rimdu w Tengboche. Trafiamy na złotą kumulację blink- dwie francuskie grupy ich szerpowie i tragarze. Początkowo właścicielka lokuje nas w ... kurniku gdzie są tylko łóżka i nie ma podłogi. A że noce są zimne i mimo że mamy dobre puchowe śpiworki jakoś nam się to nie uśmiecha. Potem awansujemy i możemy spać w jadalni. Big Grin Ale to nie koniec: po 20 minutach właścicielka wyprosiła trekersów z jednego pokoju no i znalazło się miejsce dla nas. Szacuuuun ! Big Grin Big Grin Big Grin

Wieczorem wlewamy w siebie zupę czosnkową, która pomaga lepiej znosić dużą wysokość. Do wyboru jest też Dhal Bat (ryż z soczewicą), zapiekane ziemniaki z żółtym serem, spaghetti i wiele innych prostych potraw. Dla odważnych, lub tych którzy się nie aklimatyzują: mięso Smile.




RE: Himalaje - fotorelacja - lapikus - 19-12-2009 03:26 PM

Myślę, że specyfika tego miejsca i magiczna atmosfera, szczególnie dla kogoś, kto na co dzień utożsamia się z zupełnie inną kulturą, może faktycznie nasz dotychczasowy świat powywracać do góry nogami. Przestajemy wtedy zwracać uwagę na rzeczy, które w naszym normalnym środowisku nas drażnią i irytują, stając się na nie obojętnymi. Wtapiamy się w tłum i postępujemy zgodnie z regułami w nim obowiązującymi. Z wielkim zainteresowaniem czytam każdą część Twojej relacji i chłonę wiadomości, które dla mnie, czyli nizinnego górołaza są całkowitym novum. Do tej pory nie miałem pojęcia, na czym tak naprawdę polega aklimatyzacja i jakich zasad należy przestrzegać, żeby przebiegała ona w sposób jak najbardziej prawidłowy. Poza tym lubię, kiedy opisywane są w sposób bezpośredni przeżycia i osobiste odczucia, a nie tylko podawane suche fakty i wymieniane w nieskończoność nazwy geograficzne. Dlatego będę dalej śledził ten temat w oczekiwaniu na jak najwięcej szczegółów dotyczących codziennych zachowań i spostrzeżeń, jakie nagromadziły się w ciągu całej wyprawy.


RE: Himalaje - fotorelacja - tomtur - 19-12-2009 03:42 PM

Fluktus, daj pomarzyć i PISZ DALSZE CZĘŚCI ok


RE: Himalaje - fotorelacja - dr.Etker - 19-12-2009 03:46 PM

Fajnie, że opisujesz wyprawę Smile-wiadomości praktyczne mogą się przydać .Jeszcze raz gratuluję -pięknej przygody ok


RE: Himalaje - fotorelacja - Fluktus - 20-12-2009 12:16 PM

Nie napisałem do tej pory co z tą nieszczęsną kartą TIMS. W Lukli powiedzieli, że "no problem in Jorsale". Tyle, że w Monjo (pomiędzy Phakding a Namche Bazar) jest brama, przez którą wchodzi się do Parku Narodowego Sagarmatha. Fakt triumfalnego przekroczenia tejże bramy należy uczcić opłatą dla rządu nepalskiego. Rolleyes Tak się zastanawiałem czy uczcimy podwójnie (kara za brak TIMS to 1000 NPR czyli około 37 PLN), bo wszyscy w kolejce przed nami i za nami dzielnie dzierżyli w dłoniach karty TIMS. I tu znowu zaskoczenie - znudzeni panowie wypisujący bilety powiedzieli, że TIMS nie jest nam do niczego potrzebny uhm.
Przed Namche Bazar czmychnęliśmy przed check pointem gdzie sprawdzane są bilety i karty TIMS (jak sądziliśmy), wykorzystując chwilę zamieszania. Następnego dnia kręciliśmy się po okolicy check pointu i cholera strażnik nas zobaczył z daleka i zaczął wołać Shy. Pierwsze pytanie kiedy ostatni raz tędy przechodziliśmy - "yyyyyy no wczoraj". No to "tickets please". A wiedzieć trzeba, że każdy bilet ma numerek. A numerek, nie inaczej, jest po to żeby go strażnik sobie w swojej przepastnej księdze odnotował. No i zaczął biedny szczerbaty strażnik szukać numerku między setkami innych numerków. Mój nie przeszedł bo i nie mógł - nie był przecież wczoraj wpisany. Eli numerek też coś nie bardzo dawał się odszukać. Trzeba było zaimprowizować coś na szybko więc wypaliłem do strażnika z uśmiechem na twarzy i gestykulując, że nie znajdzie przecie i niech nie szuka biedak, bo jak wczoraj przechodziliśmy to spał sobie zmęczony po robocie. giggle giggle giggle. O dziwo chyba łyknął. Spisał numerki, a o TIMS nie było mowy, a pytania czy trzeba to mieć nie zaryzykowaliśmy. ok

Kolejny check point za Phortse Tenga był opuszczony, a druga rzecz, że byliśmy tam bardzo wcześnie chcąc wyprzedzić francuskie grupy. Za check pointem już wyraźnie na horyzoncie zaczyna dominować Cho Oyu (8201 m) z potężną lodową ścianą. W Dole (4110 m) znajdujemy przyjemną lodżę. Przed naszym pokoikiem grzeje się woda na słońcu w wielkiej metalowej "antenie satelitarnej" i po 30 minutach zaczyna nawet syczeć. Korzystamy z prysznica - czytaj: "baniaka na nagrzewaną na słońcu wodę". O rzesz motyla noga jak mną telepało pod tym prysznicem. Niby ciepły był ale zawiewało gdzieś strasznie przez szpary między deskami. Ukojenie przyniosło wygrzewanie się na słońcu przed naszym pokoikiem. Dziwne - nasłonecznienie jest ogromne ale jak zawieje to jakby ktoś igły wbijał. W nocy w pokoju zamarza woda w butelce a na szybie jest kawał lodu. Na szczęście wyższe lodże są lepiej izolowane.
Dziś przed nami pierwsza noc w życiu powyżej 4000 m. Wieczorkiem powtarzamy leżąc w śpiworach rytuał z mierzeniem tętna. Tym razem spoczynkowe 150. Rano pewnie będzie ze 100. Następnego dnia wchodzimy na lokalny "wierchlicek", bo to kolejny dzień aklimatyzacji. W ten sposób dajemy sygnał wysokością 4600 m naszym organizmom, że będzie gorzej. Ten sam manewr powtarzamy w kolejnej wsi Machherma. Nocleg na 4470m - wejście na 4800m i powrót na nocleg.
Niektórzy robią dzień aklimatyzacyjny tylko w Dole, ale my mamy przed sobą perspektywę przełęczy Cho Lha, którą chcemy zrobić oczywiście bez tragarzy i to w jeden dzień. Przewodnik z którym się zaprzyjaźniliśmy powiedział nam, że powinniśmy dać radę.
W tym rejonie dolina jest przepiękna, bardzo głęboka o kształcie litery V. W górę strzelają skaliste turnie, na które zlewają się z góry lodowce. Hale pokryte są niską roślinnością, skarłowaciałymi rododendronami,jałowcami i ziołami. Ziółka są rewelacyjne - są całkowicie wysuszone a owoce wyglądają jak goździki i tak też pachną - pomieszanie goździków i pieprzu. Kidy przygrzewa słońce nad łąką unosi się fantastyczny zapach. Można tam leżeć i leżeć Smile




RE: Himalaje - fotorelacja - lapikus - 20-12-2009 12:50 PM

Inwencja twórcza i szybka improwizacja jednak się w życiu do czegoś przydają. Trochę to zawiłe z tymi biletami i kartami, ale skoro wszystko wszystkim pasowało, to czego chcieć więcej. Dziwny to jednak kraj!
Naturalne podgrzewacze wody w tych warunkach też nie są za bardzo wydajne, jak czytam, ale hart ducha i ciała pozwalają wszystko przezwyciężyć. Pewnie liczyliście się z taką sytuacją i psychika działała na prawidłowym poziomie. Intensywny zapach "ziółek" w pewnych okolicznościach, może wywołać stany halucynogenne, innocent ale pewnie nie z tego typu zielskiem mieliście do czynienia. giggle


RE: Himalaje - fotorelacja - Agnieszka.S - 20-12-2009 10:03 PM

Wspaniale się czyta, uwielbiam takie opisy przygód, emocji, niemalże czytelnik przenosi się tam z Wami..Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy i dzięki, że zachciało Ci się podzielić z nami Waszymi przeżyciami..


RE: Himalaje - fotorelacja - viking - 20-12-2009 10:57 PM

Witam i pozdrawiam , dla tych co chcą poznać inne relacje z tych cudownych rejonów to :
na forum e-gory.pl znalazłem
Beskidzkie Slajdowisko - Fasolka 2010
8-10 stycznia
Istebna - Schronisko Zaolzianka


W programie imprezy :

- pokazy slajdów z naszych wyjazdów i wypraw
W tej chwili mamy pewne nastepujące pokazy :

- Pik Pabiedy i Chan Tengri
- Południowa sciana Lhotse oraz Dhaulagiri - wyprawa trekkingowa
- Himalajska impresja - duzo obrazu i dobrej muzyki Smile )

i inne relacje


viking


RE: Himalaje - fotorelacja - bober37 - 21-12-2009 08:23 AM

Przemiła opowieć, zabawne sytuacjeSmile)o zdjęciach nie wspominam bo kopara opadalaSmile))pakuję wór i juz tam lecę ech....Smile))


RE: Himalaje - fotorelacja - Pedro - 21-12-2009 08:56 AM

Fluktus bardzo fajnie, że to wszystko opisujesz. Dzięki i czekam z niecierpliwością na kolejne części. Pewnie dla Ciebie pisanie to powrót myślami do tych miłych i niezwykłych chwil tam w pobliżu najwyższych gór świata. Chciałbym kiedyś przeżyć podobną przygodę Smile


RE: Himalaje - fotorelacja - Fluktus - 21-12-2009 10:30 PM

Wielkie dzięki za miłe słowa. Rzeczywiście kiedy piszę jestem jedną połówką w górach, a druga jest tutaj, ale też słucha muzyki z Nepalu i Indii którą przywieźliśmy Smile. A w tle pali się kadzidło (też przyjechało z Nepalu), żeby było tak jakbyśmy dalej byli u nich Smile.

Jest 9. dzień trekkingu. Wciąż bezchmurnie. Idziemy sobie z Machherma do Gokyo (4790m). Tętno spoczynkowe już bardzo fajne - rano było z 70 czyli tyle ile na nizinach - 200 metrach Cool. Aklimatyzujemy się prawidłowo. Idzie się ciężko z worem na plecach, ale widoki wynagradzają. Na horyzoncie potężna lodowa ściana Cho Oyu. Przed nami morena lodowca Ngozumpa i dwa potoki zlewające się w Dudh Koshi Nadi. Podchodzimy na morenę czołową i do pierwszego jeziora Gokyo (Taujung Tsho, 4740 m). Prawdziwa bajka. Potem drugie jezioro - turkus nie z tej ziemi. Wreszcie trzecie jezioro i wieś Gokyo - w porównaniu ze zdjęciem z przewodnika Kurczaba "Himalaje Nepalu", wieś bardzo się rozrosła. Pomimo tego mamy problemy ze znalezieniem noclegu. W trakcie poszukiwań Ela spotyka nepalskiego przewodnika z francuską grupą, który wskazuje nam lodżę z wolnym pokoikiem. Od tego momentu często będziemy spotykać tego przewodnika, bo trasę mają bardzo zbliżoną do naszej.

Jeszcze tego samego dnia wyruszamy na zachód słońca na Gokyo Ri (5357 m) mimo, że miał to być cel na następny dzień. Kiedy podchodzimy w górę, wszyscy już schodzą. Na szczycie oprócz nas jest tylko jeden turysta!. Reszta grzeje zmęczone kulasy daleko w dole przy piecykach ogrzewanych suszonym łajnem jaków. Zachód słońca na Evereście, różowa poświata - co tu dużo mówić tylko foty są w stanie to oddać. Cho Oyu, Everest, Lhotse, Makalu - dach świata. Było warto męczyć się na tych pięciu tysiącach. W dół schodzimy już w całkowitych ciemnościach w świetle czołówek.

Następnego dnia myjemy nasze zaniedbane włosy. Kiedyś wydawało mi się, że woda zimniejsza niż w Markowch Szczawinach to już być nie może. Myliłem się. kwasny Żeby dostać się do wody w beczce przygotowanej przez gospodarzy lodży, najpierw trzeba przebić się przez lód. Ręce drętwieją po minucie a głowa pulsuje jakby miała eksplodować. Dobrze że nie przyszło mi do głowy zrobić sobie prysznica tą wodą. blink

Po południu oglądnęliśmy czwarte jezioro Gokyo, ale myślami byliśmy już na przełęczy Cho La. Obejrzeliśmy sobie lodowiec Ngozumpa - trzeszczał jak cholera. Co chwilę w środku słychać było jak ogromne kamole wpadają z hukiem do wody. To przez to mamy jutro przechodzić ?
Szczęśliwie mogliśmy sprawę skonsultować z przewodnikiem francuskiej grupy. Teraz między Gokyo a Dragnag ścieżka wiedzie bezpośrednio a nie tak jak pokazuje mapa przez pierwsze jezioro Gokyo !!. Tamto przejście jest już zbyt niebezpieczne i nie jest używane. Francuzi wyszli rano do Dragnag (4700m) i następnego dnia na przełęcz. My zrobimy to jednego dnia. Już się napaliliśmy.

Wstajemy przed 4 rano. O 4 wyruszamy. Ciemno. Aż boję się myśleć jakby było gdyby nie słaby księżyc, albo gdyby sypnął śnieg. Już na początku mamy problem żeby odszukać ścieżkę na morenę. Niby to tu, ale w nocy każda górka na morenie wygląda tak samo. Po chwili znajduję jakieś gówna jaka - najlepszy drogowskaz na całym lodowcu ! Wyłączam czołówkę, delikatny ślad po butach w pyle jakim pokryty jest lodowiec jest lepiej widoczny w świetle księżyca. Przez dwie godziny idziemy jak po 1000-garbnym wielbłądzie. Świt zastaje nas po drugiej stronie lodowca przy morenie. Jeszcze kilkadziesiąt minut i przed 8.00 jesteśmy w Dragnag (myśleliśmy, że będziemy o 6.00). Francuzi już wyszli yyyyyyy o 5.00. Mamy 3 godziny spóźnienia. Szerpowie pytają mnie czy tego samego dnia idziemy do Dzonglhi. Bez cienia udawanego podziwu, patrząc na Elę z wielkim worem mówią - "strong team, very strong team". Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy dlaczego tak mówią.
Po szybkim śniadaniu (dwa jajka na miękko i tosty z dżemem) odpalamy silniki. Idzie się ciężko - to nie to co na Gokyo Ri bez worów. Ja wiedziałem że tak będzie ja wiedziałem .... Big Grin Big Grin. Pojawia się nepalskie równo: wychodzimy na jakiś wysoki garb, który ma pewnie z 5200 i widzimy przełęcz 5368m. Jest daleko, a najgorsze jest to, że zanim się do niej dobierzemy czeka nas kolejna dolina.

Trasę zaczyna się o 5.00, bo potem wieją bardzo silne wiatry. Poza tym, istnieje bardzo duże zagrożenie na lodowcu, który jest na przełęczy. Do tego nad trasą wisi paskudny serak. I to w miejscu, w którym człowiek po prostu wlecze się jak mucha przełażąc po ogromnych skałach. Niby nie myślimy, że coś może nam się stać ale w 95' roku lawina na przełęczy zabiła 40 osób. Potem bardzo mozolne podejście stromym osuwiskiem zalodzonych kamieni. Strasznie ciężko. Co parę kroków stop. Spotykamy turystów schodzących z przełęczy, którzy pomagają kobiecie i mężczyźnie (wygląd: uchodźcy) no właśnie - w niesieniu dziecka w nosidełkach. Jak oni zeszli z przełęczy !! Czyste szaleństwo blink blink blink. Na przełęczy jesteśmy sami o 12.00, no prawie sami jakiś czarny ptak unosi się w jednym miejscu na huraganowym wietrze. Już myślałem, że to koniec ale przełęcz dopiero się nami zaczynała bawić. Zejście na lodowiec - twardy jak skała, bez szczelin, kilkaset metrów jak na lodowisku i potem odbicie w prawo, przejście przez szczelinę brzeżną i strome zejście po zalodzonych kamieniach. Nogi już nie moje - dwa razy fiknąłem kozła na tych kamolach. Oj byłaby miazga z aparatu i obiektywu Huh. Przed ... 17.00 jesteśmy na dole. Wyglądamy jak Zamachowski w filmie "Nawrócony" kiedy uciekał przed zomowcami. Na koniec fiknąłbym kozła po raz trzeci ale tym razem straciłbym połowę zębów bo rozpędziłem się do 20 km/h.Shy Shy.

W Dzonghli śpimy w jedynej zbiorowej sali w trakcie całego trekingu. Jest nam wszystko jedno, że warunki są bardzo prowizoryczne. Wlewamy w siebie hot orange wieeeeeelki termos. Spotykamy "naszego" przewodnika z uśmiechem od ucha do ucha, który chyba nie wierzył, że zrobimy Cho La w jeden dzień bez tragarzy i przewodnika. Daliśmy radę. Jesteśmy w odnodze doliny podchodzącej pod Everest. ok




RE: Himalaje - fotorelacja - Mallaidh - 21-12-2009 10:44 PM

Fluktus napisał(a):
Kiedyś wydawało mi się, że woda zimniejsza niż w Markowch Szczawinach to już być nie może.


Hehe, pamiętam to jak dziś!Big Grin

Plątać się samemu po nocach na himalajskich bezdrożachblink No to ładnie dawaliście czasu, mam nadzieję, że Wasze rodziny tego nie wiedzągiggleblink


RE: Himalaje - fotorelacja - Fluktus - 21-12-2009 10:59 PM

Mallaidh napisał(a):

Fluktus napisał(a):
Kiedyś wydawało mi się, że woda zimniejsza niż w Markowch Szczawinach to już być nie może.


Hehe, pamiętam to jak dziś!Big Grin

Plątać się samemu po nocach na himalajskich bezdrożachblink No to ładnie dawaliście czasu, mam nadzieję, że Wasze rodziny tego nie wiedzągiggleblink


Oj tak. To były czasy. Zimny prysznic w starym schronisku na Markowych. A potem prysznic był przez cały dzień z nieba Big Grin. Lepiej nie wspominaj przy mojej mamie o czym tutaj piszę Shy bo już nie dostanę błogosławieństwa na drogę Big Grin Big Grin

A tak apropos to myślimy co by się wgramolić na Babią na wchód słońca ale jeszcze nie wiemy czy się uda w sobotę bo chyba ma padać deszcz/śnieg.


RE: Himalaje - fotorelacja - Mallaidh - 21-12-2009 11:04 PM

Fluktus napisał(a):
Lepiej nie wspominaj przy mojej mamie o czym tutaj piszę Shy bo już nie dostanę błogosławieństwa na drogę Big Grin Big Grin


Tak myślałemBig Grin hehe.
Co do Babiej - można pomyślećuhm
(a jeszcze lepiej wpadnijcie na bibę w Gorcachok_)


RE: Himalaje - fotorelacja - Edyta85 - 22-12-2009 09:16 AM

dopiero miałam chwilę żeby obejrzeć zdjęcia. niesamowite są.
Czekam na ciąg dalszy relacji


RE: Himalaje - fotorelacja - lapikus - 22-12-2009 11:32 AM

Fluktus!

Ja to się już chyba nie opędzę od tej Twojej opowieści. Wciąga jak najlepszy serial kryminalny z odpowiednim suspensem. Czytam sobie po kilka razy, żeby niczego nie przeoczyć i nadążyć za Wami na szlaku. Bardzo lubię tego typu historie i przygody, a Twój sposób narracji niezwykle mi odpowiada. Nie kończ za prędko, żebym mógł jak najdłużej delektować się tymi cudownymi miejscami i popieram Maćka w zaproszeniu na wspólne, gorczańskie wędrowanie.


RE: Himalaje - fotorelacja - gosia3ek - 22-12-2009 11:38 AM

Piotrek, pisz dalejSmile
bardzo fajnie się Ciebie czyta, a opisy umacniają moje postanowienie o podróży marzeń ok:
co do gorczańskiej biby na Turbaczu to wpadnijcie z Elą ok:
a na Babią tez się wybieramy Smile


RE: Himalaje - fotorelacja - Dawid Way - 23-12-2009 01:35 PM

Przeczytałem jednym tchem i proszę o ciąg dalszy... Smile Świetne zdjęcia!
Fluktus czy oprócz lądowania w Lukli masz jeszcze jakieś filmy z Waszej wyprawy?


RE: Himalaje - fotorelacja - Fluktus - 23-12-2009 02:30 PM

Dawid Way napisał(a):
Przeczytałem jednym tchem i proszę o ciąg dalszy... Smile Świetne zdjęcia!
Fluktus czy oprócz lądowania w Lukli masz jeszcze jakieś filmy z Waszej wyprawy?


Filmik z Lukli na You Tube (jest ich tam wiele) nie jest mojego autorstwa oczywiście, bo kamery nie mieliśmy ze sobą. Mamy parę filmików zrobionych komórką, ale są baaaaardzo kiepskiej jakości. Polecam You Tube i wpisywanie w wyszukiwarce miejsc np Lukla, Namche Bazar, Tengboche, Kala Patthar.

Dalszy ciąg relacji oczywiście będzie Big Grin, ale chyba przed świętami już nie zdążę. Przed Nami Kala Patthar (razy dwa Wink), Chukhung i klasztor buddyjski w Tengobche.


RE: Himalaje - fotorelacja - lapikus - 23-12-2009 04:37 PM

Fluktus napisał(a):
Dalszy ciąg relacji oczywiście będzie Big Grin, ale chyba przed świętami już nie zdążę. Przed Nami Kala Patthar (razy dwa Wink), Chukhung i klasztor buddyjski w Tengobche.


Już zacieram ręce. ok


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Fluktus - 05-01-2010 09:56 PM

A z naszym podwójnym wejściem na Kala Patthar to było tak...

... po długim śpiochowaniu w Dzonglha wyruszyliśmy do Lobuche na 4900. Pogoda niestety zepsuła się i góry były zamglone, ale nie było tak źle. Po drodze świetne widoki na Cholatse (6335 m) i turkusowe zamarznięte jezioro Chola Tsho. Im wyżej tym mgły były gęstsze a krok wolniejszy blink. Nocujemy w Lobuche.

Następnego dnia pogoda bez zmian. Postanawiamy na lekko iść na Kala Patthar nie nocując w Gorak Shep. Nie wiem na co liczyliśmy wychodząc, bo mgła była jak mleko od 5000 w górę. W Gorak Shep na pocieszenie zamówiliśmy sobie w lodży owoce z puszki mniaaaaam. A potem jazda jazda jazda na szczyt. Niby Kala to taki pagór na tle Pumori ale swoje trzeba przedreptać na szczyt. Weszliśmy na (jak się potem okazało) niższy lewy wierzchołek 5550 m. Na szczycie spędziliśmy godzinę ale miny mieliśmy nietęgie. Nie dość, że mgła nie ustąpiła to jeszcze zaczęło sypać. Tak zwlekaliśmy i zwlekaliśmy z zejściem (w końcu to miał być finał trekkingu !!) aż zrobiło się tak późno, że do Lobuche schodziliśmy po ciemku z czołówkami w zamieci śnieżnej.

Tego wieczoru, kiedy siedzieliśmy już sobie w ciepłej jadalni w Lobuche jeden z tragarzy złamał nogę i odbywała się akcja zbierania pieniędzy na tragarzy, którzy mieli go znieść do szpitala w Pheriche. Pamiętam, że w rozmowie z miłymi Ślązakami i Poznaniakami (pozdrawiam Big Grin jeśli tu będziecie) przełykaliśmy gorycz porażki i zarzekałem się, że następnego dnia schodzimy do Dingboche - trudno nie widzieliśmy najlepszej panoramy z całego trekkingu kwasny. Do tego prognozy pogody były jednoznaczne - trzy dni załamania pogody. Ślązacy mieli iść dla idei, tak jak my dzień wcześniej.

Następnego dnia ledwo wysunąłem głowę ze śpiworka, a już wiedziałem, że tak ciemno to na pewno nie jest kiedy pada śnieg. Wybiegłem przed lodżę i opadła mi szczęka. Wszystko było białe, zamarznięte i błyszczało poranną zorzą - niebo było bezchmurne. No i odszczekałem wczorajsze bluzgi. Szybka decyzja i po śniadaniu znowu na lekko biegniemy na Kala Patthar. Tym razem nie mamy nawet wody a nasze wory zostały na przechowanie u gospodarza. Spotykamy znajomego przewodnika francuskiej grupy, który obiecuje nam zarezerwować nocleg w Dingboche. Doganiamy Ślązaków - tempo mamy dobre i po kilkudziesięciu minutach jesteśmy na wyższym wierzchołku około 5600m. Potem przychodzą Ślązacy, którzy zatrzymali się w Gorak na śniadanie. Dzięki nim nie umieramy z pragnienia - szacun Panowie. Big Grin Nie ma sensu żebym opisywał jak było - to była prawdziwa euforia, foty mówią same za siebie Big Grinok

Wyobrażam sobie co muszą czuć ludzie tam wysoko na ośmiotysięcznikach, to musi być uzależniające. Z bólem serca, że to już koniec schodzimy na dół. Dla nas to dopiero połowa zabawy tego dnia. W Lobuche jemy obiad i znowu wory na plecy i w dół. Niby w dół ale jakieś męczące to było blink. No i znowu zrobiło się ciemno jeszcze przed Dingboche. Pod koniec to już truchtałem żeby jak najdłużej widzieć gdzie mam iść. Znowu rytuał z czołówką i niepewnym krokiem ruszamy. No i znowu opatrzność nad nami czuwa innocent. Już w całkowitych ciemnościach dogania nas szerpa jakby niebiosa go przysłały akurat w nocy. Idziemy razem. On ma słabą latarkę w przeciwieństwie do nas ale wie gdzie iść. Kimamy w Dingboche gdzie francuzi opijają koniec swojego trekkingu.

Następnego dnia podchodzimy do Chhukhung. Po drodze obok herbaciarni w Bibre zatrzymujemy się przy nowym czortenie Kukuczki. Kilka tygodni wcześniej była tu żona Jerzego, synowie i Artur Hajzer, by uczcić 20 rocznicę śmierci Kukuczki na południowej ścianie Lhotse. Obok leży metalowa walizeczka, w której można zostawiać swoje wpisy. Fotografuję list Koreańczyka.
Następnego dnia nie wchodzimy na Chhukhung Ri i wybieramy spacer dolinką wzdłuż moreny bocznej lodowca pod południową ścianę Nuptse-Lhotse. Im jesteśmy bliżej tym coraz większy respekt odczuwam (tylko jedno ! rosyjskie wiarygodne przejście ściany). Przed nami 3 kilometry lodu i skał (wieżowiec Burj Dubai ma 800 metrów phhhiiiiiiii). Ekstremalnie trudna ściana. Jak patrzę na te lawiniska u podnóża to do dziś mam gęsią skórkę. W górnych partiach wiatr tak dudni jakby przelatywał odrzutowiec blink blink blink blink blink. Tak stoimy i gapimy się. Nawet nie mam odwagi zbliżać się do samego podnóża.

To już właściwie koniec naszego trekkingu. Już tylko pozostało zejście. Chhukhung - Dingboche - Tengboche. Tutaj taki "orzeszek" na koniec w postaci buddyjskiego klasztoru. Już z daleka słychać buddyjskie trąby, bo właśnie rozpoczyna się uroczystość. Załapujemy się nawet na błogosławieństwo od Rinpoche, otrzymujemy czerwony sznureczek z supełkiem (rodzaj amuletu), brązowy proszek, który należy zjeść w razie zagrożenia życia wspominając lamę i jedwabną szarfę (chadak). Wszystkiemu towarzyszą śpiewane przez mnicha i Szerpów buddyjskie mantry. Niezapomniana noc Big Grin.

Ranek w Tengboche znów jest biały, śnieg, mgła. Schodzimy do Namche Bazar do naszej znajomej lodży i wreszcie mamy gorący prysznic Wink. Przed samym Namche przy lodży stoi turysta. Kiedy jesteśmy blisko zaczyna się wymiana zdań
-Cześć.
yyyyyy pełne zdziwienie z naszej strony
- Po czym poznałeś, że jesteśmy z Polski skoro się nie odzywaliśmy.
- No przecież widzę, że jesteście z Polski. ok ok Heheh. Od słowa do słowa i świat okazał się mały. Spotkaliśmy właściciela strony www.himalaje.pl

Drugie fajne spotkanie miało miejsce następnego dnia wieczorem już w Lukli. Po długim, słonecznym, marszu z Namche, stresie związanym z załatwianiem lotu do Kathmandu (przez 2 dni nie latały samoloty i zrobił się mały zator) zasiedliśmy wreszcie do kolacji. Po jakimś czasie podszedł do nas szerpa z tacką i podaje nam ciastko i szklaneczki z red label. Cool. - To od tych państwa w rogu oni też są z Polski i chcieliby, żebyście się do nich dosiedli. ok. No i przegadaliśmy dłuuuugie godziny z grupą, która wracała z Mera Peak.
Następnego dnia piękny wchód słońca, bezchmurnie - lot do Kathmandu i ostatnie spojrzenie na Himalaje, no może prawie ostatnie, bo ostatnie było z samolotu do New Delhi. Potem 4 dni zwiedzania: Kathmandu, Patan, Pashupatinath, Swayambunath, Bhaktapur. Ehhh aż się rozmarzyłem. Byle było nam dane tam wrócić.

Amen Smile




RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - dr.Etker - 05-01-2010 10:27 PM

Fluktus-dzięki za relacje.Fajnie -że następnego dnia -dane Wam było wejść na Kala Pattar przy dobrej pogodzie. ok Zdjęcia są b.piękne ok
Oby i nam było dane zobaczyć w realu ->takie widoki. Rolleyes

Ps.
Co do Lhotse- Japończykom w 2006 r udało się również przejść południową ścianę (dotarli do grani , do wierzchołka zostało bodaj 40m wysokości).
http://www.wspinanie.pl/serwis/200701/12lhotse.php


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Mallaidh - 06-01-2010 10:41 AM

No i koniecSad Tyle przygód..eh Big Grin
Mam nadzieję, że ni tylko Wam będzie dane tam wrócić Wink

A z tym rozpoznawaniem Polaków przez Polaków za granicą coś jest na rzeczy. Ja w swych podróżach też często "trafiałem" zagadując po polsku. Czemu? Nie wiem czy to słowiański wygląd, coś w oczach, czy sposób zachowania...


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Pablo - 06-01-2010 11:37 AM

Mallaidh napisał(a):
...A z tym rozpoznawaniem Polaków przez Polaków za granicą coś jest na rzeczy. Ja w swych podróżach też często "trafiałem" zagadując po polsku. Czemu? Nie wiem czy to słowiański wygląd, coś w oczach, czy sposób zachowania...

nie zawsze Wink miałem taką sytuację, no tyle że w Europie, gadamy ze spotkanymi dziewczynami (duze plecaki, ubiór bardzo hipi) i tak wymiana informacji co i gdzie, tak z 15 minut, i w końcu pytają "łer ju kom from", my "from połlend" a one "kur.a mać" i juz byliśmy w domu Big Grin


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Mallaidh - 06-01-2010 11:41 AM

A to też się zdarzało oczywiście! Akcent to już od razu ściąga całą zasłonęBig Grin


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - gosia3ek - 06-01-2010 11:45 AM

Piotrek i Ela... duży szacunSmile za odwagę, za przygotowanie (po pewnie niejedną godzinę spędziliście wyszukując informacje)...

Mallaidh napisał(a):
Mam nadzieję, że nie tylko Wam będzie dane tam wrócić

ja też mam nadzieje takąWink że niektórym się uda tam pojechaćSmile


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Pablo - 06-01-2010 11:58 AM

Ooooo szykuje sie coś ciekawego Smile czekamy na relację, Gosia, a może jakiś nie nazwany 6tyś padnie przy okazji?? nie trzeba mieć tych paierków/pozwoleń... jako pierwsi zdobywcy macie prawo do nazwania, napisz co byś wymysliła w takim przypadku ?? Smile coś na cześć GŚ uhm
Cała Azja, Nepal, Pamir, Tien-szan itd... jak to pięknie musi wygladać na żywo.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - gosia3ek - 06-01-2010 12:02 PM

Pablo, bez euforiiSmile nie dziś nie jutro, może kiedyś, w szeroko pojętej przyszłości... w sferze marzeń, ale dzięki Piotrkowi i Eli już trochę bliższychSmile

"gosia3kowy szczyt" - to brzmi dumnieWink Big Grin Toungue


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - lapikus - 06-01-2010 04:28 PM

Fluktus!

No i znów zafundowałeś mi niebywałą przyjemność obcowania z Waszą przygodą. Czytając opisy tych wszystkich egzotycznych miejsc, odnosiłem nieodparte wrażenie, że mam je na wyciągnięcie reki. Jakbym sam był świadkiem tych wydarzeń. Oczywiście, to czysta utopia, bo nigdy nawet mi do głowy nie przyszło, że mógłbym kiedykolwiek tam zawitać i patrząc na to realnie, tak też się zapewne nie stanie. Ale nie ukrywam, że wodzisz na pokuszenie i wcale się nie dziwię, że tylu chętnych znalazło się do naśladownictwa. Udowodniłeś nam, że wcale nie trzeba dysponować zawrotnymi sumami pieniędzy, żeby móc przeżyć przygodę życia. Wystarczy determinacja, dobre chęci, tona odwagi i trochę przychylności niebios. Jak się chce, to wszystko można.......powodzenia!


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Fluktus - 06-01-2010 07:44 PM

Wielkie dzięki, że czytaliście Big Grin.
Tak to już jest z tymi Himalajami, że spotykaliśmy tam ludzi w wieku 60-70 lat i takich baardzo kiepsko wyposażonych, którzy na miejscu pożyczali sobie śpiworek puchowy. Jest też oczywiście kasta super, hiper wyposażonych terkerów, którzy czasem wyglądają śmiesznie z dwoma tragarzami i przewodnikiem giggle. Najczęściej "zaczynają nowe życie" po dwóch rozwodach, bypassach, nieudanych romansach itd. Jedno jest pewne: jest tam miejsce dla każdego. Dopóki nie jeżdżą tam samochody a woda zimna jak sk......, że nie można się umyć i brak tlenu powoduje zadyszkę po 10 krokach podejścia, warto tam jechać


Co do Japończyków to rzeczywiście był wyczyn (prawie pełny sukces) po wielu latach oczekiwania. W Kathmandu spotkaliśmy w hotelu Polaka, który opowiadał, że w Chukhung spotkali koreańską wyprawę, która po nieudanej akcji schodziła z południowej Lhotse. Podobno byli nieźle skasowani. Udało im się wejść na 8000 metrów, ale dalej nie dali rady. Niestety w internecie coś nie mogę znaleźć żadnej informacji kto zacz tam był.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - marmot - 20-03-2011 06:11 PM

Bardzo fajny artykulik ze świeżymi informcjami i poradami praktyczmymi nt trekkingu do bazy pod Mt. Everestem znalazłem na Planecie gór. Jeśli kogoś interesuje los Tybetańczyków w Nepalu, też może się z tego tekstu co nieco na ten temat dowiedzieć. Słowem wydaje mi się że warto przeczytać Smile link: Czym się różni Nepal od Tybetu? Himalaje dla żółtodziobów.
pozdrawiam


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 12-10-2011 01:50 PM

Witam,

Tak jak pisałem jakiś czas temu

" jestem pod wielkim wrażeniem cudownych ujęć - i pytanie się samo nasuwa - chcę tam być.. ...tylko kiedy ? "

No i ........postanowiłem - jade (lece), dzisiaj w Katowicach kupiłem przewodnik Kurczaba "Himalaje Nepalu oraz dolary -tylko ze nomminały wysokie tj 50 i 100.
A teraz mam pytanie: gdzie rozmienić (najlepiej) na te ichniejszą walutę (na dworcu, na miescie?) oraz ile mniej wiecej potrzebuje tych "innych papierków", na okres 3-4 tygodni.
cel Lukka, a dalej to -okaze sie na miejcu, jednak noclegi i papu u nich tj w tych prostych domkach? teraz małe pytanie jak wyglada sprawa z telefonami (jak i gdzie naladować komorke) jak dac znać (do kraju) ze zyję, jakie mniej wiecej temp. panują na wys. 5-6 tys . Dzięki, wiem ,ze to pomysł "wariacki" , to i do niedzieli (wylot) wszystko muszę poukładać , a co z foto ?, tysiąc spraw do zalatwienia , ale lecę i koniec.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 12-10-2011 02:19 PM

viking napisał(a):
cel Lukla


no to czeka Cie niezapomniane lądowanie pod górę
Big Grin

wariacki ale zajebisty, życzę żeby Ci się wszystko udało ok


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Pablo - 12-10-2011 02:56 PM

Powodzenia , trzymam kciuki ok


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Stasiu - 12-10-2011 05:14 PM

Viking, można tylko życzyć dużo zdrowia, szczęścia i powodzenia. Akurat z taką destynacją nie mam ani za grosz doświadczenia. innocent To wiesz, chłopiec z piaskownicy. Shy


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - tomtur - 12-10-2011 06:37 PM

Powodzenia okBig Grin nie moge w niczym pomóc ale juz czekam na relacje Big Grin


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 12-10-2011 06:40 PM

viking napisał(a):
dolary -tylko ze nomminały wysokie tj 50 i 100.


Tomek Michniewicz wspominał gdzieś, że są duże problemy z wysokimi nominałami, w sensie, że przyjmować nie chcą, więc jak możesz to jeszcze w Polsce zamień na niższe..

viking napisał(a):
teraz małe pytanie jak wyglada sprawa z telefonami (jak i gdzie naladować komorke)


jeśli już gdzieś będzie zasięg, to prąd pewnie też będzie w okolicy.. nasze wtyczki pasują do ich gniazdek..

PS: jakim przewoźnikiem/skąd lecisz do Delhi ?

PPS: wpakuj plecak do jakiegoś wora transportowego..


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Mallaidh - 12-10-2011 08:24 PM

Napisz maila lub pw to Fluktusa, może coś pomoże?


No i powodzenia!


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 03-11-2011 01:10 PM

Witam i pozdrawiam


wiecej info jak wroce


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 03-11-2011 01:32 PM

viking napisał(a):
ale wedrowac we mgle ,to nie dla mnie.


dlaczego?


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 06-11-2011 08:53 PM

faktycznie tłoczno się tam robi..

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/474197,25-tys-turystow-utknelo-pod-Mount-Everestem


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 11-11-2011 06:59 PM

Witam

od godziny jestem juuuuuuuuuż w domu, tak jak pisałem przez tydzień wszyscy turyści (w tym himalaiści) uwięzieni byli przez nieprzyjemną pogodę w Lukli (nie wiem czy to poprawna nazwa-ale wiadomo o jaką miejscowość chodzi).
We wtorek we wszystkich (chyba) hotelach była wywieszona informacja o możliwości lotu (z małej miejscowości w okolicy Lukli z w wysokosci 2300m) do Katmandu helikopterem za 500$.

Wiecej info , z tego regionu za kilka dni


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - tomtur - 11-11-2011 07:18 PM

No Viking dobrze że powróciles szczęśliwie do domu Witamy ok No a teraz z niecierpliwoscia czekam na relacje nom dam pare dni na relaks ale potem będę sie dopominałShy


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 11-11-2011 07:27 PM

ja też z ciekawością będę oczekiwał relacji.. Smile

ciekawa historia z tymi helikopterami i licytacją miejsc.. w sumie taki prawdziwy kapitalizm i wolny rynek..


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Stasiu - 11-11-2011 08:12 PM

Dalszy powód, żeby tam nie jechać. blink Pieniądze wyrzucone w błoto. Normalne i legalne ograbianie turystów. Poasożytnictwo na cudzym nieszczęściu. Lepiej jako bogacz w Beskidach, niż żebrak w Himalajach. Wystarczyło mi parę zdań Vikinga i jestem całkowicie zniechęcony tymi górami. blink


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 11-11-2011 08:24 PM

Stasiu, nie przesadzaj, tak ten świat jest po prostu zbudowany.. a z Lukli do Kathmandu można też się dostać pieszo+bus w 5 dni.. lot helikopterem to już dobro bardzo luksusowe..


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 11-11-2011 09:56 PM

Wpadam na chwilę

Stasiu, to nie tak do końca, otóż na pogodę nie mamy wpływu, ja miałem czas i mogłem czekać na swój opłacony lot - to tez prawda. Jednak moi koledzy (Grześ i Tomek) byli ograniczeni urlopem i każde "przebukowanie " biletów tez kosztuje (koszty telefonów, oraz szczęścia dodzwonienia się do biur, dostępu do netu), a po 5 dniach "bezruchu"
spowodowane aurą (no bo gdzie suszyć?) to i nastroje i "kasa" też wpływa na psychę.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Stasiu - 12-11-2011 06:07 PM

Mnie wcale nie chodziło o pogodę. Tylko sobie pomyślałem, jak by to było, kiedy faktycznie by się stało coś poważnego. Ratuje się bogatych a tych bez kasy zostawia się swojemu losowi. Sad


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - tomtur - 12-11-2011 06:12 PM

Stasiu nie martw sie my i tak nie pojedziemy Big Grin:DBig Grin:DBig Grin:DBig Grin:DBig Grin:DBig Grin:D


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 21-11-2011 10:09 PM

NEPAL

To właśnie w tym kraju niespodziewanie spędzę swój jesienny miesiąc (aczkolwiek krótki "czas" na przygotowanie jak i na cała logistykę, spowodował, że popełniłem szereg błędów).
Jednak jestem zauroczony tym krajem i jeśli zdrowie pozwoli , to wiem, ruszę tam ponownie bogatszy o "swoje" błędy. Na pewno więcej przydatnych "info" znajduje się w zasobach netu niż w przewodniku Janusza Kurczaba z 2007. Ale to już przeszłość.
Co od razu idzie zauważyć; że mieszkańcy Nepalu tj. handlarze, barmani, restauratorzy, sklepikarze, hotelarze, Szerpowie i inni parający się turystyką , żyją w przeświadczeniu, że "biały" człowiek to ma "fabrykę pieniążków? i "trzeba" mu za wszelka cenę "pomóc" trochę tych pieniążków wyciągnąć dla siebie.

Z mojego krótkiego doświadczenia spostrzegłem , że "Nepalczyk nic ci nie ukradnie", jednak każdy towar, usługę stara ci się policzyć 5-10 krotnie drożej i tylko poprzez targowanie możesz w tym kraju egzystować.

















I już kolejny samolot ląduje na lotnisku


cdn.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Mallaidh - 22-11-2011 09:27 PM

Fajnie Viking, że dopiąłeś swego i zrealizowałeś, chociaż po części, swoje marzenia!

P.S. Ja nie byłem w Himalajach, relacja w całości jest dziełem kolegi Fluktusa Smile


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Fluktus - 26-11-2011 11:51 AM

No to czekamy na dalszy ciąg relacji ok

Co do Nepalu i pewnie całej Azji - tam trzeba się po prostu wyluzować. Zazwyczaj nasze nerwy nic nie dadzą blink więc trzeba mieć odpowiednie podejście i pozostawić sprawy aby biegły swoim biegiem. A korek pogodowy w Lukli z tego co widzę zdarza się co rok.

W ostateczności zawsze można jechać w inny rejon np Annapurny, Dhaulagiri. Dużo ciekawych informacji jest na stronie
http://www.thegreathimalayatrail.org/ i http://www.greathimalayatrail.com/



Co do przewodników, to ciekawe czy te nowe przewodniki Kurczaba zawierają więcej informacji

1. Wokół Annapurny i Dhaulagiri. Trasy i szczyty trekkingowe 2011 r.
2. Wokół Everestu i Makalu. Trasy i szczyty trekkingowe 2011 r.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Stasiu - 26-11-2011 05:47 PM

Ładnie się to wszystko ogląda, dobrze się to wszystko czyta. I przy mnie tak chyba zostanie. Z drugiej strony chciało by się tam być i przeżyć tą całą atmosferę na własnej skórze. Jednak wciąż czuję, że w takiej wyprawie, przed nią i po niej trzeba dużo walczyć o te "niekopczykowe" sprawy i to bym wtedy wystrzelał całą amunicję i mam obawy, że na odwiedziny kopczyków brakowało by mi już sił. Sad


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 29-11-2011 12:14 AM

Kilka ujęć z tego dnia (trasy)










cdn.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 29-11-2011 07:30 AM

Kilka ujęć z tego miejsca















cdn


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 29-11-2011 08:04 AM



















Kilka ujęć z tego dnia





cdn


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Fluktus - 29-11-2011 08:41 AM

Viking, połknąłem kolejny odcinek w 5 minut ok ok . Dawaj chłopaku jak najwięcej Big Grin. Kij tam z tymi chciwcami, wszędzie się mogą zdarzyć - góry jednak niezmiennie piękne, co widać na fotach Big Grin Big Grin. Aż sobie zaraz chyba wyciągnę mapkę żeby widzieć dokładnie gdzie jesteśmy heheh.

Wygląda na to, że kroją tam teraz z kasy równo dostajesz +50% jeśli masz tragarza (bo dla nich obecność tragarza = klient ma kasę) + 50% jak powiesz, że idziesz na Mera Peak, a to już nie jest trekking dla zielonych.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 29-11-2011 11:09 AM

Witam,

Szczerze, to chyba coś "nasz szerpa" wyczuł, że poprzednio, nas za bardzo przekręcono na żarciu i noclegach, toteż powiedział kolegom (po angielsku, ja nic nie zrozumiałem), że do końca dni naszej wyprawy, już takiej sytuacji nie będzie, i mamy się nie martwić. Podobno powiedział, że to jest normalne, skoro tak mało turystów idzie na Merę, to
każda okazja jest dobra dla wyciągnięcia dużych pieniędzy od białych. Później dowiedzieliśmy się, dlaczego "biura" (np angielskie) organizujące wypad na Merę, wolą płacić za szerpów i ..........dzwigać swoje żarcie. Faktycznie, do końca wyprawy (gdy byliśmy z nim), to najdroższy nocleg był za 200 rupii, a i jedzenie o wiele tańsze, niż w tym jednym "campie", a przecież szliśmy coraz wyżej, gdzie wszelki transport to "plecówa".

W trakcie naszego pobytu:
1$ = 78 rupii
1000 rupii = 45 zł


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Mallaidh - 29-11-2011 11:09 AM

No to są prawdziwe przygody. U nas tego nie przeżyjesz, chociaż w Zakopcu już podobnie kroją z kasy Wink

Pamiętam, że podobnie było w Maroku, przewodnik, jeśli uczciwy, może pomóc zbijać ceny u swoich. Ale jest też druga strona medalu - układy między przewodnikiem a lokalsami, które doją zielonych turystów na kasę jak mleczne krowy. Po prostu zależy na kogo się trafi.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 29-11-2011 10:52 PM

Trochę widoków z tego dnia.






















































RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 02-12-2011 09:34 PM












































cdn


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 03-12-2011 09:09 PM








RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - tomtur - 03-12-2011 09:33 PM

Kurcze może i ja kiedys na włąsne oczy zobacze Ją ta najwyzszą ,zazdroszczę Ci Viking wyprawy ok


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 03-12-2011 09:51 PM

Tomtur

Przecież aby ruszyć do Nepalu , to nie trzeba mieć aż tak dużej kasy, ale fakt "frycowe" już "zapłaciłem", to teraz spoko , ja wiem (jeśli będzie zdrowie), to na 100% ruszę tam jeszcze, a może razem? co ty na to?, może ktoś jeszcze by ruszył?, idealny skład to 4 osoby.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 08-12-2011 11:56 AM

viking napisał(a):
W-wa-Budapeszt-Bejrut-Dubaj-Kathmandu (dwie strony) : 2350zł


na chwilę obecną, na sezon wiosenny, można kupić bilety:

Warszawa-Moskwa-Delhi (Aerofłot) - 2050PLN (w obie strony)
Delhi-Kathmandu (SpiceJet) - 550PLN (w obie strony)

może da sie taniej, ale to jest chyba najszybsze i najwygodniejsze połączenie..

PS: a samolot, którym lecieliście do Lukli to nie Dornier tylko DeHavilland Twin Otter Wink


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - dr.Etker - 08-12-2011 04:15 PM

viking napisał(a):
może ktoś jeszcze by ruszył?


Kto by nie ruszył ? Piękne miejsca zwiedzałeś Viking a relacja oddziaływuje na wyobraźnię. No i dużo praktycznych informacji. ok
Czekam na ciąg dalszy.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Mallaidh - 08-12-2011 05:13 PM

TomaszRT napisał(a):

viking napisał(a):
W-wa-Budapeszt-Bejrut-Dubaj-Kathmandu (dwie strony) : 2350zł


na chwilę obecną, na sezon wiosenny, można kupić bilety:

Warszawa-Moskwa-Delhi (Aerofłot) - 2050PLN (w obie strony)
Delhi-Kathmandu (SpiceJet) - 550PLN (w obie strony)

może da sie taniej, ale to jest chyba najszybsze i najwygodniejsze połączenie..


Panie, toż to za darmo prawie !!! Jadę! Cool


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 08-12-2011 08:31 PM

Witam,

Tomasz, co do nazwy samolotu to masz rację (już poprawiam na prawidłową-dzięki),


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 08-12-2011 10:48 PM

no bo faktycznie Yeti (Tara) do Lukli lata i Dornierami i Twin Otterami.. ten na zdjęciach to Twin Otter Wink

NIE potrzebujesz żadnej indyjskiej wizy.. jesteś cały czas w strefie tranzytowej lotniska.. z tym że bagażu rejestrowanego nie widzisz na oczy.. ktoś z lini, którą lecisz dalej odbiera Twój bagaż i nadaje go dalej.. w ogóle lotnisko w Delhi to jest ciekawy temat na osobny wątek Big Grin tam się trzeba całkowicie wyluzować*.. bardzo specyficzne mają tam procedury, ale o dziwo jakoś to wszystko działa Smile

*chociaż jak przeżyłeś Kathmandu to Delhi też dasz radę Smile

tak z ciekawości to jaką linią lecieliście ? FlyDubai?


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 09-12-2011 09:29 PM

Kilka ujęć z tego dnia










Cdn.

Tomasz , tak najpierw lecieliśmy samolotami z firmy Malew, a potem Flydubai


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Pablo - 09-12-2011 10:01 PM

Inspirująca wyprawa, niesamowite zdjęcia i dużo cennych informacji napisałeś Viking ok

Natomiast "zespół" od początku wydawał się jakoś mało zgrany, widzę, że i tak delikatnie próbujesz to opisać.

Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg Rolleyes


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 09-12-2011 11:11 PM

Pablo,

napisze: dziękuje Grzegorzowi i Tomaszowi, bo dzięki nim mogłem tam być.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - maciek - 10-12-2011 02:11 PM

Smile Napiszę krótko: jestem pod wrażeniem.ok

Miło patrzy się na tak piekne i ciekawe miejsca, pełne egzotyki. Prawdziwa wielka wyprawa ze swoimi plusami i minusami.

Ale co tam minusy! Smile Skupmy się na Górach, tak niezwykłych i pięknych, na niezapomnianej dla Ciebie i Twoich Towarzyszy przygodzie.

Pisz dalej. Smile


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 10-12-2011 04:50 PM

(1)


(2)


(3) Ten szczyty już poznajecie


(4) ten z lewej to Peak 41


(5) Pierwsza sylwetka to Grzegorz, druga to Tomasz


(6) ten łagodny grzbiet po lewej , to ok. 6050m


(7) Makalu



RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 11-12-2011 08:50 PM

viking napisał(a):
zresztą jakby coś się stało to i tak cie zostawią samemu sobie, taka jest prawda o polskich biurach trekingowych i nie ma co się łudzić, że jest inaczej. Nie ważne czy to biuro prowadzi nasz znany himalaista czy tez firma "kogucik" wszyscy idą na max. zysk - czyli prawo buszu "Słaby ginie" ).


wiesz to na pewno, czy tak Ci się wydaje?


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 11-12-2011 11:17 PM

Tomasz,

Wiem to napewno, (do tej pory poznałem działalność kilku naszych biur w Alpach, teraz już wiem o biurach dwóch naszych znanych himalaistów, którzy postępują dokładnie jak te "alpejskie").


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 12-12-2011 09:55 AM

dyplomatyczna wersja lepsza, bo w wersji poprzedniej mijasz się z prawdą.. Wink

znam jedną polską agencję, w której jest dokładnie odwrotnie niż piszesz.. instytucji etatowego 'pomocnika' jak to określiłeś to tam chyba nie ma.. jest natomiast telefon satelitarny i śmigło jak tylko pogoda pozwala.. i to śmigło przyleci zarówno do obrzęku płuc jak i do skręconej nogi..

nie będę pisał co to za agencja.. jak ktoś będzie potrzebował, to sobie znajdzie, która agancja gwarantuje m.in. powrót z Lukli w razie złej pogody (albo śmigło albo nowy bilet do Polski)..

także rozumiem Twoje złe doświadczenia, ale generalizowanie też jest złe..


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 12-12-2011 12:32 PM

Witam ,

Tomasz, nie neguję tego co napisałeś, powiem więcej napewno masz rację, bo czemu miałbyś pisać inaczej. J


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 12-12-2011 08:21 PM

Witam.
Zrobiłem sobie przerwę w pisaniu (czyt. wrzucaniu zdjęc), toteż zanim dokończę kolejny dzień ,
to może małe info o wypadzie z pewnym szanowanym biurem na MB . Napisze tylko jedno zdanie,
kosztyyyyy tegoż uczestnika ogromnie mnie poraziły.
Bowiem niedużo więcej wyszedł mi miesięczny pobyt w Nepalu.

http://www.forum.outdoor.org.pl/alpy/mont-blanc-z-komercja/


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 12-12-2011 08:46 PM

w00t

Elbrus w full opcji, z samolotem Wawa-Moskwa-Wody Mineralne wychodzi taniej niż w/w Blanc.. masakra..


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - dr.Etker - 12-12-2011 08:55 PM

Dzięki Viking za linka ok
Wszyscy spotkani przeze mnie Polacy pod Blancem -byli bardzo ok.Sympatyczni i kompetentni-o ile mogłem ocenić.
Jedyne niekorzystne wrażenie sprawiała jakaś grupa "partnerów".Zrobili sobie naradę pod wiatą gdzie degustowałem wino na campie.Prowadzący co chwila łypał na nas spod oka-jak byśmy chcieli zdemoralizować im grupę i instruował przyciszonym głosem-jak by przekazywał jaką wiedzę "tajemną".... kwasny
A faceci (klienci) zadawali takie pytania -niczym grupa bobsleistów z Jamajki..... uhm


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 12-12-2011 10:02 PM

to "urządzenie" już znacie


Ja tu kiedyś wrócę



RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 13-12-2011 12:48 PM

Witam

Już poprawione wczorajsze ujęcia Smile


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 13-12-2011 08:33 PM

Musze to napisać, że z poznanych na "naszej trasie" miejsc bazowych, to najlepszy camp, zarówno noclegi (po 170 rupii) jak i posiłki są w przystępnych cenach, jedynym szokiem dla turysty jest opłata (200 rupii) za możliwość przebywania w pomieszczeniu , gdzie pali się prymitywny kominek, jednak jest stosowny napis informujący o tym i mówi się trudno.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 14-12-2011 12:13 PM

Budzimy się ok. godz 7.30, potem przywracamy porządek w tym maleńkim pokoiku, pakowanie plecaka,

(1-4)









RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Fluktus - 16-12-2011 09:34 PM

Viking, ja za każdym razem jak widzę, że wrzuciłeś posta zaczynam czytać od początku, żeby mi nic przypadkiem nie umknęło. Wink Foty to już chyba z 15 razy oglądałem Big Grin.
Pomimo tej komercyjnej otoczki w tym rejonie chętnie bym tam wrócił ... A Mera - po prostu coś pięknego ok


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 16-12-2011 10:47 PM

Witam, i dzięki, a ja już myślałem, że nikt już tu nie zagląda, to i dałem sobie na wstrzymanie


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - dr.Etker - 16-12-2011 10:52 PM

viking napisał(a):
a ja już myślałem, że nikt już tu nie zagląda, to i dałem sobie na wstrzymanie

Noooo-ja zaglądam. ok


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Pablo - 16-12-2011 11:05 PM

czytamy czytamy Smile


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 20-12-2011 01:27 PM

31. 10 i dalsze mgliste mokre dni

Z samego rana kąpiel, śniadanie. Pogoda ?barowa? to i dobrze, myślę sobie. We trójkę idziemy do pkt. lekarskiego, notabene, który zlokalizowany jest na naszej ?znanej trasie, tj ok.1km od lotniska, tam Tomasz jako "biały" uiszcza kwotę 50 $, podaje swój paszport , i czeka w kolejce na przyjecie.

Ciekawostka, cena przyjęcia do lekarza dla "tubylca" to koszt 50 rupii. Mała różnica tylko w ?.walucie (50 rupii to ok. 2,3 zł , 50$ -155zł , różnica prawie żadna ??). Czekamy prawie godzinę , wreszcie jest zapraszany do lekarza, po 20-30 min wychodzi z obandażowana nogą (stopą) wraz z zestawem leków w ręce, a także rachunkiem (za tę usługę) na kwotę 50$.
Po wspólnym powrocie do hotelu, udałem się do kantoru (tutaj spisywany jestem z paszportu) wymienić walutę i wychodzi, że lepiej "stoi" (po przeliczeniu) euro niż dolar. Aparat został w pokoju, ale i bez niego poznaję okolicę. Następnego dnia we mgle, ruszam w stronę Nache Bazar, jednak po ok. godzinie zawracam , bo i widoki tylko szczątkowe i to co jakiś czas, a mnie łapie jakieś "grypsko", wieczorem jeszcze spotykamy się z rodakami , gramy w karty, jednak już czuję, że następny dzień spędzę w łóżku, co faktycznie miało miejsce. Owszem łykam jakieś tabletki , ale efekt marny.

W następnych dniach (niepogody) to wędrówki przeważnie pomiędzy barami, hotelami,
Nasze dalsze plany poszły się "rąbać" a my przez pięć dni błąkaliśmy się od baru, do baru, wypijając szereg trunków oraz poznając wielu naszych rodaków jak i wydając wiele pieniążków, jednocześnie stresując się i rozmyślając "jak dostać się" do Kathmandu.

Z każdym kolejnym dniem w miejscowości Lukka widać zwiększony ruch turystyczny, brak w hotelach miejsc, nerwowe ruchy pod agencjami lotniczymi, brak wielu produktów w lokalnych sklepikach, jak i szereg potraw znika z menu w restauracjach. Zaczyna "rządzić duży pieniądz" turysty z zachodu. Szok. Zapoznani rodacy rezygnują z hotelu (uśmiech właściciela hotelu) lotu i decydują się na wędrówkę do Jiri. Koledzy w miedzy czasie poznają ekipę z Czech i ich dowiadują się o ich planie na dotarcie do KTM.. Tomasz i Grzegorz również nerwowo podchodzą do naszego wylotu (który ma być 8.11). Rozmyślamy nad dalszą egzystencją w tym miejscu. Generalnie panuje psychoza, że ciężko będzie się załapać na nasz samolot. Zaczynają się małe "spory".

W efekcie, w sobotę z rana (prawie z gorączką) ruszam wraz z Tomaszem (chorą nogą) oraz z ekipą z Czech do miejscowości Pauplu ( ok. 50-60 km), a stamtąd ( w teorii) jepem do KTM). Grzegorz samotnie ruszył do Jiri. A my "z wielkimi przygodami" w stronę KTM, jednak ta część pobytu to tylko na żywo :-) .

Nasza polska ekipa, która dzięki niepogodzie , miała okazję się poznać (to nic, że nie wyraźne)










A to ujęcia z godzinnego wypadu w stronę Nanche Bazar





























Jeszcze tylko małe podsumowanie,i to będzie koniec :-)
dzięki za wytrwałość w czytaniu tych moich nieskładnych "wypocin"
cdn


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 21-12-2011 08:37 PM

Kilka notatek prasowych z tego regionu w

"..W rejonie Lukli na powrót z gór do doliny Kathmandu oczekuje około dwóch tysięcy turystów. Samoloty lądujące w tej osadzie, na lotnisku uważanym za jedno z najniebezpieczniejszych w Himalajach, zabierają do dwudziestu pasażerów.."


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 24-12-2011 07:44 PM

upss pomyłka


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 25-12-2011 09:10 AM

bo jak widać do prowadzenia agencji trekkingowej nie trzeba być uznanym himalaistą.. ale żeby robić to dobrze, to na pewno trzeba być pasjonatem..

co do Mera Peak, to skoro była Was czwórka, to uważam, że bez problemów dogadalibyście się z rzeczoną agencją, żeby zorganizowała Wam taką wyprawę (w zakresie przez Was pożądanym, jak również wg Waszego planu)..

co do zdjęcia to po kolei od lewej:

grań Nuptse, Mt. Everest, Przełęcz Południowa, Lhotse i Lhotse Shar opadające słynną południową ścianą..


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 25-12-2011 08:20 PM

Witam

A "mój szczyt" jest (chyba) najłatwiejszy z dostępnych "6", innych nie znam, to nie dam głowy, ale teraz jak już posiedziałem na necie to jestem mądry (teoretycznie), że hej.
A lecieć tylko na zwykły trek - to dla mnie "za mało".


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 25-12-2011 08:26 PM

100-250NPR papier do d...y,
100 (Lukka), 200-300 NPR - 0,5 l Coca cola
100-300 NPR Woda mineralna
500 NPR - Piwo butelkowe 0,5 (Everest, Gorhki)


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 25-12-2011 08:44 PM

viking, chyba mnie nie zrozumiałeś.. jak jest zerowa widoczność to wiadomo, cudu nikt nie zrobi.. ale jak będzie pogoda lotna dla śmigła, to to śmigło przyleci, a Ciebie w ogóle wtedy nie interesuje ile ono kosztuje oraz kto i jak je w Kathmandu załatwił.. tak to w tym przypadku działa..


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 26-12-2011 12:04 AM

Oczywiście, jak pisałem, wiem, że jest (albo inaczej znam w tej chwili jedno) ciekawe biuro, które działa (oby jak najdłużej) na normalnych zasadach.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 26-12-2011 09:02 AM

viking, szczerze powiedziawszy nie wiem ile agencja płaci za śmigło.. co więcej, nawet średnio mnie to interesuje, gdyż traktuję to jako tajemnicę handlową.. niemniej jednak, z całą pewnością agencja nie załatwia miejsca w śmigle na przygodnym lądowisku w drodze licytacji.. to jest załatwiane w Kathmandu, odpowiednio wcześniej.

nie jestem tam znaną personą, mam nadzieję Toungue.. w ogóle to nie mam w tym żadnego interesu.. ale zawsze - niezależnie od branży - urzeka mnie profesjonalizm, toteż pozwalam sobie tak a nie inaczej o nich pisać.. no i stereotyp, że każda agencja widzi tylko $, też chciałbym złamać..


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 27-12-2011 10:16 PM

Małe podsumowanie,

Pomimo, wyjazdu całkowicie bez formy, to z każdym dniem organizm ?przypominał? sobie, że już nie takie wysokości znosił :wink: , toteż zarówno obrana droga na szczyt jak i odcinki jakie pokonywaliśmy były dobrze dobrane, to i każdy z nas dobrze zniósł trudy tej wędrówki do wysokości 5800m.

Tak jak pisałem, wiedziałem że ?zapłacę frycowe? i tak się stało. Owszem kilka drobnych spraw urosło z powodu złej interpretacji do ?dużej sprawy?.

Nasz autobus









Gdzieś w tym rejonie dwa tygodnie wcześniej poleciał w dół autobus.




cdn :lol: :lol: :lol:


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 29-12-2011 12:58 PM

Witam

Małe sprostowanie, otóż tam gdzie w swojej "mini" relacji pisze o miejscowości Lukka (aczkolwiek w Nepalu spotkać się można z taka nazwą dla tej miejscowości) , to na większości map wymieniana jest jako miejscowość Lukla


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - mysz - 13-02-2012 10:51 AM

Przy oglądaniu takich zdjęć płakać się chce - po pierwsze ze szczęścia że świat może być aż tak piękny, po drugie z żalu że człowiek w tym momencie nie ma możliwości zobaczyć tego na własne oczy... Coś pięknego i niesamowitego.


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 13-02-2012 07:21 PM

Witam ,

Jeśli kogoś interesują rejony Nepalu to podam, że na każdy trek w Nepalu, wymagana jest karta TIMS,


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - mysz - 13-02-2012 08:59 PM

Cytat:
Mysz, wszystko przed tobą , góry są cudowne i trzeba tylko chcieć :-)


Masz całkowitą rację, ja małymi kroczkami próbuję wchodzić na wyższe/trudniejsze szczyty czy robić jakieś skromne wejścia zimowe na mniejsze góry, i tak po troszku do przodu. W tym tempie za jakieś 10 lat być może pojadę w jakieś łatwo dostępne partie Himalajów ;P No ale można przecież pojechać i w wieku 50 lat więc w sumie marzenie może kiedyś się spełni Wink

Viking małe pytanko z ciekawości, co to za marka busika którym jechaliście? Czy chodzi o tę samą Tatę która produkuje Nano itp? Bo nie miałam pojęcia że oni produkują takie większe auta również ;>


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 14-02-2012 08:35 AM

mysz napisał(a):
Czy chodzi o tę samą Tatę która produkuje Nano itp? Bo nie miałam pojęcia że oni produkują takie większe auta również ;>


tak to ten sam Tata..
Toungue

w sumie jedna z większych na świecie firm branży motoryzacyjnej, produkująca wszelakie pojazdy..


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - Pablo - 14-02-2012 12:51 PM

TomaszRT napisał(a):

mysz napisał(a):
Czy chodzi o tę samą Tatę która produkuje Nano itp? Bo nie miałam pojęcia że oni produkują takie większe auta również ;>


tak to ten sam Tata..
Toungue

w sumie jedna z większych na świecie firm branży motoryzacyjnej, produkująca wszelakie pojazdy..


Miałem z tą marką kiedyś do czynienia, omijać jak najdalej Scary


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - TomaszRT - 14-02-2012 01:43 PM

w Nepalu większość pojazdów ciężarowych jest tej marki.. Toungue

jeśli natomiast o osobowe chodzi, to jest Suzuki, potem Toyota i długo długo nic..

o takie na przykład.. Toungue


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - mysz - 14-02-2012 04:56 PM

No proszę jakich to ciekawych rzeczy się człowiek może na forum o górach dowiedzieć. Do tej pory myślałam że to taka mało znacząca firma bo w Polsce tylko czasami jest o niej jakaś wzmianka a tu mówicie że to praktycznie potentat na tamtym rynku. Ale nie powiem, fajna stylistyka takich autobusów czy ciężarówek jak na Tatę, w porównaniu np. do tego czegoś czym jest Nano Toungue


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 14-02-2012 08:29 PM

Witam

Mysza, koledzy właściwie odpowiedzieli na twoje pytanie, co do Tata, to na trasie kierowca zatrzymał się min 2 razy aby sprawdzić czy śruby dokręcające koła nie poluzowały się . Fakt, za drugim razem wszystkie kola były dokręcane, jak dla mnie to był szook. W sumie po 3-4 godzinach jazdy ......złapaliśmy kapcia (ponoć "tam" to normalne).


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - mysz - 14-02-2012 08:32 PM

No na takich trasach złapać kapcia pewnie jest bardzo łatwo, szczególnie że jak sądzę nie używają tam najlepszych opon. Eh, strasznie zazdroszczę pobytu - nawet sama jazda wydaje mi się ciekawym przeżyciem nie mówiąc o całej reszcie Smile Ten temat bardzo jednak motywuje, bo pokazujecie że każdy człowiek jeśli się postara to może się tam znaleźć i to jest super Smile


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - viking - 15-02-2012 06:49 PM

Witam

Mysza, miałem okazję przejechać ok 250km nepalskimi drogami i ...za kilka dni wrzucę trochę ujęć z nepalskich dróg.
Masz rację, każdy tam może być i życzę ci tego (ja wiem, ze napewno tam jeszcze będę) :-)


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - tomtur - 15-02-2012 08:54 PM

Ludzie może ciężarowe taty sa cos warte ,ale osobówki to gniją nawet w garażu porażka ,wiem bo mój tatuś kupił sobie Tate indygo ,całe szczęście że znalazł sie jeleń i kupił go od niegoBig Grin


RE: Himalaje - fotorelacja i nie tylko... - jabol - 05-08-2013 08:50 PM

Mallaidh napisał(a):
Na te długie bezgórne wieczory przedstawiam Wam zdjęcia moich znajomych z wyprawy w najwyższe Kopczyki


piękna relacja -odżyły wspomnienia z wczesnej wiosny 2006
na początku marca spadło tyle śniegu że Kala Pattar był największym osiągnięciem