jakoś tak padło, że w ostatnich czasach naszą ulubioną destynacją stał się Żywiecki Beskid. więc stosując się do zasady, w weekend uderzamy z Maćkiem w tym kierunku.
co do uderzeń - były - wietrzne. po opuszczeniu zacisznego wnętrza samochodu padający poziomo deszcz ze śniegiem w połączeniu z wiatrem prawie nas położył na ziemię. ale ambitny górołaz się nie poddaje takim małym przeciwnościom. plecory na garba i na policę.
plan był na Babią, ale Królowa tego dnia była wybitnie sfochowana na wszystko i wszystkich, nie pokazała się ani przez chwilunię 
niebieski szlak biegnie łagodnie drogą stokową a gdy wychodzimy na pierwszą przecinkę - pojawia się słońce. towarzyszy nam ono aż do wejścia w las. i się chowa. malutki fart. i tak powoli sobie leziemy gdy nagle... co!!???? w DÓŁ?? kto nam to zrobił
wytracamy krwawicą zdobytą wysokość by po chwili rozpocząć właściwe podejście policowe.
na szczycie wiatrołomów coraz więcej, piździ jak w kieleckim na dworcu, parę osób łazi a Babia się chowa w chmurach... czyli bez zmian od mojego ostatniego pobytu
Maciek foci jak opętany, ja schowana za jakimś pniakiem usiłuję nie zamarznąć, w końcu zarządzam odwrót do niedalekiego schroniska.
słoneczko wyłazi i już nam towarzyszy, tak zamo jak błotko na szlaku. na Hali Krupowej pojawiają się widoki na jedną i drugą stronę.
Żoładek sie upomina o odwiedzenie schroniska, my jednak lecimy jeszcze w stronę kaplicy MB Opiekunki Turystów (pomodlić się o zdrowie bo o rozum za późno
) i w końcu dajemy spocząć zmęczonym kopytkom w schronisku PTTK na Hali Krupowej.
tutaj jedyne niemiłe zaskoczenie tego dnia - obsługa. nigdy do tego schronu nie miałam zastrzeżeń, a tu... ja rozumiem, że Panie miały same schronisko całe na głowie, ale to nie usprawiedliwia chodzenia po kuchni i udawania że się nie widzi, klienta stojącego przy okienku, dzwoniącego dzwonkiem. na pytanie "czy ktoś przyjmuje zamówienia" usłyszałam wkurzone ZARAZ i dalej kwitłam przy okienku. bite 15 min nie moje
po nażarciu się (w końcu) rozpoczynamy proces schodzenia. Czarnym szlakiem, czasem dosyć mylnym (czyżby tam była dojazdówa do schronu budowana???) z pięknym widokiem na Taterki schodzimy do cywilizacji, by jeszcze tego dnia przemieścić się do Zawoi na nocleg.
plan na następny dzień - Babia
foty wrzuci Maciek, bo ja jeszcze swoich nie zgrałam z aparatu... chroniczny czasubrak