Normalny ludź po trzech dniach na Fatrze szedł do pracy. Odpoczywać, ułożyć sobie w łebku te wszystkie widoki. A my we wtorek obraliśmy kurs na Chochołów. Tak, to był gosia3kowy wyjazd urodzinowy, jak wiedzą niektórzy. Wszystko musiało być więc udane, szczególnie pogoda - prawdziwa wisienka na torcie.
Ruszyliśmy koło 7 czterokołowym pojazdem. Na przełęczy Snożka niespodziewany widok:
Zachęceni takim obrotem sprawy przyśpieszamy ku Siwej Polanie. Krótkie formalności przepakowawcze, monety do skarbonek TPN wrzucone i można ruszać. Drogą przez niektórych ulubioną, mistyczną wręcz. Dlatego też przez chwilę zakołatał nam pomysł sprawdzenia chochołowskiej ciuchci (plecaki nie chciały iść same). Nim jednak zakończyliśmy burzę mózgów, ciuchcia odjechała pełna gimnazjalistów.
Półtorej godzinki później meldujemy się w schronisku. Zostawiamy graty i uderzamy na Grzegorza, by skorzystać jeszcze z pogody. Znowu burza (mózgów jak na razie), upieram się iść przez Przełęcz Bobrowięcką (bom nań nie był) i dalej granicą. Coś tam Gośka mruczała, że będę skuczał i że w ogóle to poroniony pomysł
. Eee tam, leziemy. Wpierw fajnie, po śnieżku, potem gorzej, po błocku, wreszcie przez śniegobłotną mokrą breję ku przełęczy
. Dokonujemy oględzin pogody, a raczej tego, co z niej zostało. Błękit porannego nieba przemienił się w czerń i fiolet chmur idących ku nam od zachodu. Szybko więc pniemy się tą cholerną stromizną (kto wybrał tą *#&*$&#
trasę!?) do góry. Jeszcze tylko mała gimnastyka w kosówce i dobijamy do szlaku żółtego. W samą porę, w tym samym momencie na przełączkę dociera też deszcz, a czarna chmura dosiadła Grzesia. Nawet nie chce mi się ubierać skafanderków. Uciekamy ku dolinie. Żółty szlak jest w stanie tragicznym ? kilkanaście świerków klasyfikuje go na ścieżkę zdrowia. Oczywiście na dole prześwituje błękit nieba. Wkurzamy się. Wyjdę sobie wieczorem jak się wypogodzi - mówię
.
Nie wyjdę. Po kilkugodzinnym byczeniu się w schronie, posiłku i obserwowaniu co ciekawszych egzemplarzy stonki turystycznej łoimy czarny szlak do janosikowej kapliczki. Podobnie jak grupa kolesi o równie ambitnych celach na dziś. Co zrobić? Granie porosły ciężkimi chmurami i nie chcą nas wpuścić do siebie. Czas spać.
Foto: