Kolejna wycieczka w Tatry z Pedrem.
Dzień I.
Początek jak zwykle - kilka minut po 6 rano w niedzielę, Bartek podjeżdza po mnie. Ruszamy na kolejną górską przygodę. Jedziemy najpierw w kierunku Nowego Targu, potem na Słowację. Miejscowością, z której wyruszamy w Tatry jest Ziar. Oczywiście, skręt przegapiliśmy i trzeba było się wracać ponad 20 km ! Co ciekawe, mieliśmy do dyspozycji, atlas, mapę i GPSa a i tak się zgubiliśmy - ale obciach !
Wkońcu parkujemy samochód, oczywiście haracz 3 euro. Przed wyjściem na szlak Admin czetuje mnie kieliszeczkiem pigwówki i ruszamy
Idziemy żółtym szlakiem w kierunku Barańca (2185 m.n.p.m.). Podejście przez las do Gołego Wierchu (1723 m.n.p.m.) jest dość monotonne i męczące. Po drodze mijamy pojedyncze osoby. Po ponad godzinnym marszu, jesteśmy na Gołym Wierchu, a w zasadzie na rozjeściu szlaków pod wierzchołkiem. Siadamy na ławeczce i otwieramy napój turystyczny - jak to Admin stwierdził : "rozpoczynam urlop"
userowi nic innego nie pozostało jak zgodzić się z Adminem 
Wkońcu czas ruszać na Baraniec. Idzimey, początkowo całkiem sprawnie. Jednak gdy kosodrzewina się kończy, podejście się robi coraz bardziej strome, tempo nam spada, słońce i cięzkie plecaki robią swoje. Na autopilocie docieramy na szczyt. Odpoczywamy tu ponad godzinę. Wysyłamy pozdrowienia do Magdy. Robimy pamiątkowe zdjęcia no i oczywiście pijemy zasłużony napój turystyczny 
Siedzi się dobrze, ale robi się późno i trzeba schodzić do schroniska.
Zejście do schroniska przez Żarska Przełęcz upływa nam w romieniach zachodzącego słońca bez większych przygód.
Kilka minut po 19 jesteśmy w schronisku. Teraz zaczynaja się "schody" - trzeba się zameldować, doprowadzić do wyglądu żeb yw ogólnych zarysach przypominać człowieka no i rozpocząć imprezę urodzinową Pedra 
Najpierw się meldujemy, idzie gładko tylko czemu ten nocleg taki tani ? tylko 6,65 euro ??
Za chwilę wiemy dlaczego. Nocleg mamy na poddaszu w trzyciesto-paro-osobowej sali. Sala jest podzielona na 7 tzw. "Koji" wyglądało to mniej więcej jak loże w klubach nocnych tylko, że były przystosowane do spania i upychali do nich po 4 osoby. No fajnie jakoś damy radę
Teraz następna niespodzianka - prysznic jest na żetony. Każdy dostaje swój żeton ale krótki ten prysznic strasznie, trzeba się sprężać ale jakoś dajemy radę.
A no i bym zapomniał do naszego pokoju prowadzi coś w stylu "schodo-drabiny" a zamiast poręczy jest lina wspinaczkowa
Nasi forumowi wspinacze pewnie byli by zachwyceni 
Po nierównej walce z miejscem do spania, prysznicem i obsługa schroniska jemy kolację. Tutaj też z przygodami - okazało się, że prawdopodobnie ja komuś zjadłem obiad, nasze porcje wzięła jakaś para słowaków a bartek zabrał co było.
Po takich wrażeniach wynosimy się na taras z zacną Pigwówką
Zdrowie Admina trzeba przeciez wypić ! Wieczór mija nam na odpoczynku, rozmowach i planowaniu... Pigwówka jest bardzo dobrym trunkiem, jednak mocy jej brakuje bo nic kompletnie nie czułem. Ale smak iście boski 
Dzień II.
Po śniadaniu ruszamy na szlak. Naszym dzisiejszym planem jest przeście na odcinku: Schronisko - Jałowiecki Przysłop - Banówka - Pachoł - Banówka - Trzy Kopy - Smutna Przełęcz - Schronisko.
Pogoda dopisuje idziemy
Do Jałowieckiego Przysłopu nie spotykamy nikogo na szlaku. Cieszymy się ciszą i spokojem. Wkońcu trzeba ruszyć na Banówkę. Jakoś dziwnym trafem nagle tracę pewność siebie
Trzeba być miłym dla Admina... Banówkę przechodzimy - nic się nie dzieje
Droga na Pachoł i z powrotem mija dość szybko. Drugi raz jesteśmy na Banówce, ehhh trzeciej wizyty jednego dnia już bym chyba nie przeżył
Wkońcu ruszamy w stronę Trzech Kop. Szlak robi się coraz bardziej trudny, pojawiaja się łańcuchy i ekspozycja. Jest też trochę ludzi ale do przeżycia. Jak, że Bartek bardziej doświadczony jest, on prowadzi. Idzie się nam bardzo dobrze. Nawet trochę obawiałem się jak zareaguję na ekspozycję i trudności ale widać nie jest tak źle, bez problemów przeszełem. Na przełęczy pod Hrubą Kopąrobimy dłuższy postój. Wygrzewamy się do słońca, Tylko ludzie się z nas śmiali nie wiedzieć czemu.
Ale co tam czas ruszać dalej. Szlak się prawie całkowicie wyludnia, ruszamy na Trzy Kopy. Momentami szlak jest dośc trudny ale idzie sięnam znakomicie. W pewnym momencie tak nam sięto spodobało, że wchodzimy na każdą skałę, każdy wierzchołek. Eksponowane przejscia, jakiś tam komin pokonujemy z marszu
Wkońcu jednak skały się kończą i wchodzimy na Smutną Przełęcz i wracamy do schroniska. Tam znowu jakiś obiad no i dzisiaj dla odmiany delektujemy się Żurawinówką
Bartkowi troche chyba nie smakuje ale no fakt, trunek ten jest conajmniej półkę niżej od Pigwówki.
Szybko kładziemy się spać.
Dzień III
Przed 7 rano schodzimy do samochodu. Przejeżdzamy do Szczyrbskiego Plesa. Naszym dzisiejszym celem jest Krywań. Byłto w zasadzie mój pomysł, z tego względu, że nie znam Tatr Słowackich i chciałem zobaczyć coś znanego. Na Krywań idziemy najpierw, czerwonym a potem niebieskim szlakiem. Trasa bez specjalnych przygód. Ludzi tylko sporo, no ale Bartek odrazu mnie ostrzegał, że tak będzie. Pogoda za to świetna, ani jednej chmurki na niebie. po ok 2 h trasy rozpoczynamy podejście po skałach na Mały Krywań a potem na Krywań. Tutaj mamy ciekawą przygodę :
mianowicie nasz Szanowny Admin został ratownikiem
wychodząc do góry, na skalnej płycie z góry schodziła słowaczka, która powiedzmy, że wpadła w poślizg i nasz wspaniały Admin złapał ją zupełnie bezineteresownie. Szczęściaż jeden ! Panienki na niego lecą i to dosłownie
No a ja jako zwykły user mogłem tylko go asekurowac z dołu.
No a na szczyt, to wiadomo człowiek na człowieku i gwar. Ale i tak mi się podobało, widoki wspaniałe, tym bardziej, że zobaczyłem swoje trejony - Pieniny i Beskid Sądecki
Zejscie do samochodu poszło nam szybko i sprawnie. Ok 18 już wracaliśy do domu. Po drodze tylko jakaś kolacja i kierunek Nowy Sącz.
Tak się dla mnie zakończył 3 dniowy wypad w Tatry. Dziękuję Bartkowi za przewodzenie i towarzystwo. Wszystk owyszło świetnie. Ten rejon Tatr Słowackich bardzo mi się spodobał
ps. zdjęcia będą za chwilę.