Lucky, co tak skromniutko?
Milczenie jest złotem 
Czekamy na przejście zimowe.
Oddal się gwałtownie Szujo. Mam zamiar do 40 dociągnąć.
Noo Łukasz bo my tu cały czas czekamy na twój fantastyczny opis Kościelca i na to co was po drodze spotkało!!!!!!!!!
Czekajcie , a będzie Wam dane 
Na pewno mieli jakieś mistyczne objawienia, znając życie

Żebyś wiedział ...
Ave o poranku.
Więc było tak. Trasa Kuźnice - Boczań - Murowaniec - Zielony - Karb - Mylna Przełęcz - Szafa - Zadni Kościelec - Kościelcowa Przełęcz - Kościelec - Karb - Mały Kościelec - Czarny - wiśniówka - Boczań - Kuźnice - flaszka z gwinta pod PKS - em.
Skład - Don i ja.
Pogoda cudna.
Wrażenia - dla mnie to chyba najwspanialsze przejście odkąd byłem pierwszy raz w Tatrach.
Wtaczam się o 7.20 na dworzec. Boguś już czeka, rześki i radosny. Jedziemy do Kuźnic, tam dostaję maly prezent do plecaka - linę 60 metrową. I z buta szlakiem i skrótem dochodzimy na Karczmisko. Bez chwili przerwy staczamy się do schroniska. Luda sporo ale miejsca siedzące były. Po przerwie ( na reklamę ) idziemy nad Zielony Staw, a potem na Karb. Powiem szczerze - te 4 i pół kilograma liny ( plus moje rzeczy w plecaku ) obnażyły marność mojej kondycji. I zbliżającą się starość ...
...
No ale kto to nieść musiał. Chodzą po Tatrach typki wolontariusze ale jak są potrzebni to wtedy ich nie ma.
Następnie z Karbu ruszamy starym szlakiem prowadzącym na Świnicką Przełęcz. I teraz czas na mistycyzm. Ta drózka w pewnym momencie rozdwaja się. Jedna odnoga idzie tuż pod ścianą Kościelca, a druga obniża się. Idąc jako pierwszy wybieram tą pod ścianą. Ale Don woła z tyłu, że idę źle i żebym wrócił. Odwracam się , idę około 10 sekund. I w tym momencie w miejsce gdzie plus / minus mógłbym dojść jakbym dalej szedł prosto spada lawina kamieni. Taternicy zrzucili. Lekko duchowo "osiwiałem". Don już jest siwy
. Fajny początek trasy ...
Idziemy dalej. Teraz trochę się podnosimy szukając Mylnej Przełęczy. Jak Mylna to pomylić się trzeba
. Fajne wrażenie robią ostatnie metry podejścia na nią. Urzeźbiona skała pokryta mchem. Sama przełęcz jest malutka i bardzo wąska.
Przed nami Szafa. Maskujemy się w stroje robocze ( wreszcie zrzucam z pleców ten "radosny" ciężar ). W międzyczasie widzę na grani prowadzącej z Zawratowej Turni dwie postacie. Są to jedyne osoby jakie tego dnia spotkaliśmy ( do Kościelca ). Dziewczyny z Krakowa, które pójdą za nami. Don rusza na Szafę. Skała miła i sympatyczna i twarda. Brak kruszyzny. Po pewnym czasie słyszę słowiczy głos: Mam auto. Więc czas na mnie. Na tym pierwszym wyciągu mam problem w jednym miejscu. Trzeba tam zrobić maksymalny wykrok prawą nogą i od razu podciągnąć się do góry. A mnie dopada paskudny skurcz w udzie. Więc trochę tkwię w tym miejscu. Potem trochę płaskiego terenu i kolejny uskok w grani. Bedzie tak parę razy. Przy czym na jednym z uskoków brak żelastwa w skale. I za cholerę nie wyglada to na opisywaną 2. Don robi ten uskok praktycznie na "żywca". Jak się później okazało to ten uskok należy ... obejść po lewej stronie. Ale jak ściśle granią to ściśle
Potem kolejny uskok ze sporym elementem żelaznym w ścianie. Przydał się jako podnóżek przy wciaganiu się na półkę skalną. I co raz bliżej szczytu jesteśmy. Don wchodzi jako pierwszy. Potem mój debiut na tym szczycie. Boguś był tu wccześniej ( 16 sierpnia ) po pokonaniu "setki". Ale grań od Mylnej pokonał tak jak ja pierwszy raz. Po chwili docierają krakowianki i prowadzimy dyskusję. I czas na zdjęcia. Kościelec "właściwy" bardzo efektownie wyglada z tej strony. Kozia Dolinka jest cudna, ściany Świnicy i sąsiadów "demoniczne". Następnie Don decyduje, że kawałek grani między zadnim a Kościelcową obejdziemy bokiem. Nie z powodu trudności tylko kruszyzny. To tam zginął Jan Długosz. Docieramy na Przełęcz i przed nami ostatnie 45 metrów w górę. Po miłym ostrzu. Boguś wchodzi pierwszy w tłum szlakowców. Tam szczerze sobie gratulujemy. Jestem po prostu szczęśliwy, że udało się nam to przejść. Na szczycie chwila odpoczynku i czas w dół. Niestety do momentu naszego zejścia koleżanki jeszcze nie dotarły, a potem nie spotkalismy się w Murowańcu. Ale Tatry małe są
My przewijamy się przez Karb i Mały nad Czarny Staw. Tam spore poruszenie - zwierz się w kosówkach objawił. Nas to nie interesuje - Murowaniec wzywa. Tam moczymy ryje. Potem w dół. Ja mam autobus o 20, a Don zostaje do piątku. Szybka pożegnalna flaszka z gwinta i jazda w dom. Ogólnie - było to wspaniałe podsumowanie lata.
Ave.