Już od jakiegoś czasu korciła mnie myśl o wyjeździe. W końcu w piątek, korzystając z pogody, pojechałem w Tatry. Wpierw planowałem Lodowy Szczyt - trasą z Lodowej Przełęczy przez Lodową Kopę trawers pod kopuły szczytowej, na szczyt i dalej w dół przez Konia do Pięciu Stawów Spiskich. Nie znalazłem jednak partnera, a kilku doświadczonych ludzi odradzało mi samotny wypad argumentując, że w jednym miejscu przydałaby się lina, bo skała sypka, a ekspozycja spora. Wybrałem się więc do doliny Białej Wody. W piątek dojechałem do Zakopanego, zanocowałem... zresztą i z tym były problemy. Cudem znalazłem miejsce w domu turysty - już miałem po znajomości spać w instytucie meteorologii, w jakiejś sali konferencyjnej. Zakopane jest przepełnione, korki w obie strony, przez Krupówki nawet przejść nie próbowałem.
W sobotę rano wstałem i pojechałem busem do Łysej Polany. Stamtąd od razu do Białej Wody - aż dziwne, że dotąd nie byłem w tej ślicznej dolinie. Trasa zaczyna się spacerkiem leśną drogą, a potem ścieżką przez polanę Białej Wody ze śliczną panoramą na masywy Rysów i Żabich, Wysokiej, Młynarza... Sielanka dosłownie. Potem droga przechodzi w ścieżkę - mija słynną ścianę Młynarza i dochodzi do taboriska obok Polany pod Wysoką. Budują tam jakąś solidną chałupę - leśniczówka? schronisko? Na wprost rozpościera się grań szczytów od Litworowego do Ganku. Nie pamiętam dokładnie tej sekwencji: Kaczy Szczyt, Żłobisty Szczyt, Żelazne Wrota, Rumanowy, Śnieżne Kopy... nie wszystko rozpoznaję, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Szlak tymczasem skręca w prawo i wspina się pod pierwszy próg doliny Litworowej. Po prawej mija się stawy: Mały Kaczy i Zielony, dalej dochodzi przez drugi próg do Litworowego Stawu. Stamtąd już dobrze widać dolinkę Spadową, Rysy i Niżnie Rysy po drugiej stronie doliny. Wraz z nabywaniem wysokości słoneczko coraz to bardziej przypalało, choć gorąca nie było czuć. Pogoda trafiła się wyborna.
Znad Litworowego Stawu ścieżka wspina się pod trzeci próg doliny - tzw. Litworową Przechybę, omijając wybitną Hrubą Turnię, zamykającą od północnego zachodu górne piętro doliny. Doszedłem wówczas do niesamowitego miejsca. Za progiem rozpościera się mianowicie sielankowo spokojny Zmarzły Staw Litworowy. Jest to już prawie 2000 mnpm, więc między piargami widać tylko trawki. Dolinkę zamyka grań od Dzikiej Turni, przez Rohatkę, Małą Wysoką, Polski Grzebień aż do Wielickiego Szczytu. Ściana od Małej Wysokiej do Polskiego Grzebienia stanowi prawie pionowy mur, który stwarza niemalże teatralną akustykę. Pod tym murem biegnie szlak z Rohatki na Polski Grzebień, i mimo, że próg doliny dzieli stamtąd dobre pół kilometra, to słychać dokładnie każde słowo, które ludzie mówią w tym miejscu, a także na przełęczy. Ciekawe zjawisko, choć możliwe też, że nasza polska brać turystyczno-ceprowska wyjątkowo głośno się darła zachwycając się widokami.
Choć to mało prawdopodobne. Na Słowacji Polaków mniej, "jewro" drogie dość, przerzedziły się więc schroniska, opustoszały szlaki. Za to w Polskich górach szpilki nie wciśniesz.
Nad stawem posiedziałem sobie co nieco, bo i co się spieszyć mam? Na Polski Grzebień ruszyłem niespiesznie, przeczekałem, aż turyści zwalą się z wierzchołka Małej Wysokiej i popędzą w doliny na elektriczkę albo do samochodów. Na szczyt ruszyłem tak, aby dotrzeć tam na 16:00. Rozłożyłem się na takiej wystającej skałce zaraz nad doliną Staroleśną. Jest stamtąd piękny widok na Lodowy, Łomnicę, i całe otoczenie Staroleśnej, a poza tym, jak się wychylić za tę skałkę, to mamy piękną 200-metrową lufę w dół aż do piargów. Rozstawiłem behemota i czekałem na światło. Ok. 18:00 nadawało się już do zdjęć. W międzyczasie ze szczytu zeszli chyba wszyscy poza jedną parą. Doszli do nas też słowaccy taternicy. Zakończyli właśnie graniówkę, którą robili od Jaworowego Szczytu, przez Mały Jaworowy, Krzesany Róg, Graniastą Turnię, Świstowy Szczyt i Małą Wysoką. Oni też oszczędni - spali na dziko pod namiotem, schroniska omijali z daleka. Słowaccy łojanci to jednak ludzie o mocnych nerwach. Linę mieli, ale tylko do zjazdów. Grań średnio trójkowo-czwórkową robili na żywca i to w adidasach a nie w baletkach.
Gdy słońce miało się już ku zachodowi, zaczęliśmy schodzić. Słowacy do Wielickiej, a ja z tą parą do Litworowej. Owa dwójka wybierała się jeszcze do Łysej Polany, ale z racji późnej pory zanocowali pewnie w kolibie nad Zmarzłym Stawem. Ja tymczasem odłączyłem się od nich i podszedłem na Rohatkę. Przełęcz się zmieniła sporo od mej ostatniej tam wizyty. Piarg już nie jedzie, ścieżka ładnie ułożona i ubezpieczona drutami, kominek wyprzątniety z chłamu i nawet założyli tam klamry i dwa łańcuchy do mijania się w korku. Ostatnio to tam z kumplem żywcowaliśmy przez komin chcąc wyprzedzić klapko-japonkowe towarzystwo. Przełęcz sama w sobie stanowi małą szczerbę w skale. Zmieści się na niej może 3-5 osób. Tym razem byłem tam sam. Rozstawiłem się ponownie ze sprzętem i udało mi się zrobić góry płonące w zachodzącym słońcu. Potem już szybko cień zszedł w doliny i zaczęło zmierzchać. Ja więc też pospieszyłem do schroniska, z początku nieprzyjemną osuwistą grzędą, potem już wygodną ścieżką między stawami. Po drodze nasyczały na mnie dwie kozice. Pewnie spostrzegły samotnego intruza wieczorową porą, a że dwie, to nie widziały we mnie samotnym żadnego zagrożenia. Musiałem krzykiem wypłoszyć, bo jednak ryzykować spotkanie z rogami byłoby niemądrze.
W schronisku pusto. Jadalnia nawet nie była pełna. Załapałem się na podłogę... a kiedyś to i zimą wywalali, takie było przepełnienie. Ale 15 euro za noc robi swoje. Dosiadłem się od razu do polskiego stolika. Poznałem fajnych ludzi - jednego faceta, mieszkającego w Zakopanem - w Tatrach szczęściarz bywa prawie co weekend oraz młode małżeństwo z Bydgoszczy z mamą. Koleś też pasjonat fotografii, więc szybko znaleźliśmy wspólny temat. Wyszliśmy na jakieś 2-3 godziny na nocne zdjęcia. Niebo trafiło nam się przepiękne. Bezgwiezdne! Droga Mleczna, spadające Perseidy, błyskające satelity... tego się w mieście nie widuje. Ciekawe, czy któreś ze zdjęć wyjdzie... ale to z analoga, więc na razie nie załączam. Gdy zdjęcia już zakończyliśmy, schronisko już spało całe. A na ławkach przed schroniskiem oszczędni turyści korzystali z dobrej pogody i rozkoszy noclegu pod gołym niebem 
Rano nie za bardzo chciało nam się zbierać w drogę. Dzień szykował się wyjątkowo upalny, nie miałem ochoty ruszać wyżej, bo bym pewnie zszedł w doliny spalony słońcem. Poczekaliśmy, aż otworzą browar w schronisku, i wypiwszy po napoju turystycznym powoli udaliśmy się w stronę Hrebionka. Tam Czarek, facet z Zakopanego, odłączył się od nas, bo był umówiony z kumplem na nocleg na Sławkowskim Szczycie. My zaś pojechaliśmy zębatką do Smokowca, parka z Bydgoszczy podwiozła mnie jeszcze do Łomnicy i tam już miałem autobus do Łysej Polany. Ze Słowacji alkoholu już się nie opłaca przywozić. Przytargałem jednak 6 litrów Kofoli, ich narodowego odpowiednika cocacoli o lekkim posmaku korzeni i kwasu chlebowego. Bardzo mi ten napój smakuje i w Polsce go niestety nie widziałem. Gdy autobus dojechał już do Łysej Polany, to kierowca zmuszony był wjechać parę metrów w doline Białej Wody, żeby w ogóle móc zawrócić. Każdy skrawek asfaltu, wraz z pętlą autobusową zajęty był przez polskie samochody. To samo wzdłuż drogi prawie od samej Javoriny do Wierchu Porońca. Wszędzie parkujące samochody. Widać na Palenicy Białczańskiej nie starczyło miejsca, a Morskie Oko trzeba przecież zobaczyć, porozkoszować się atmoserą górskiego stawu otoczonego skałami, owianego świeżym powietrzem, nietkniętego... ech ca ja piszę, przecież to tysiące turystów, plaża, gwar, harmider! Może tego dnia w Morskim zanotowali kolejny rekord! Nie zwlekając wsiadłem do busa do Zakopanego, na dworcu przesiadłem się w busa do Krakowa i się zaczęło. Przecież to niedzielne popołudnie. Korki opóźniły jazdę zaledwie o 1,5 godziny. Wystarczyło to jednak, żebym zobaczył z okien autobusu właśnie odjeżdżający ostatni dzienny pociag relacji Kraków-Warszawa. Zanocowałem więc u koleżanki i pojechałem następnego dnia z rana.
Wybaczcie za króciótką relację, ale wypad też niedługi.
1. Polana Biała Woda
2. Ściana Młynarza
3. Polana pod Wysoką
4. Ścieżka pod progiem doliny
5. Tatry nad Litworowym Stawem
6. Litworowy Staw, nad nim m.in. Ganek, Rysy, Niżnie Rysy
7. Zmarzły Staw Litworowy i Mała Wysoka
8. Polski Grzebień
9. Lodowy Szczyt na horyzoncie, w dole dolina Staroleśna
10. moja uśmiechnięta gęba