W końcu niedziela. Dzień święty święcić, odpocząć - nie ganiać po skałach jakichś, przez tłumy się przedzierać, lecz pobyć sam na sam z przestrzenią. Gdzie ją znaleźć w dzisiejszych czasach jak nie w dzikich wschodnich rubieżach? Ruszamy więc o "ludzkiej" godzinie 7.30 ku Mochnaczce, między Beskidami Sądeckim a Niskim, skąd zaatakujemy najwyższy szczyt Niskiego - Lackową (997m).
Poczciwego poldolota żegnamy na granicy Mochnaczki i Tylicza skąd zielonym szlakiem pniemy się ku granicy polsko słowackiej. W planie mamy przejście przez szczyt Lackowej, Ostrego Wierchu, Białej Skały po czym zejście do opuszczonej po wsi Bieliczna doliny by przez Izby wrócić do punktu wyjścia.
Idziemy powoli, poranek stopniowo podkręca temperaturkę wskazując, że dzisiejszy dzień będzie raczej gorący. Dobrze, ale ma to jeden minus - spodziewamy się zmasowanych ataków muchów oraz wszelakiego skrzydlatego tałatajstwa
. I słusznie.
Podnosimy się drogą na stoki Dzielca, skąd obserwujemy Pasmo Jaworzyny w Sądeckim, z krwawiącą bliznami nartostrad Jaworzyną. Smuci nas ten widok. Jednak roztaczające się dookoła pustki, pachnące świeżo skoszone łąki, szybujące nad głową myszołowy, a wszystko zwieńczone błękitem nieba tworzy niepowtarzalny sielski klimat. Nastrój poprawia się. Widoki na zachód kończą się gdy przez dwumetrowe chaszcze wschodzimy w czeluście porastającej graniczny szlak buczyny. Dalej kilkadziesiąt minut maszerujemy lasem w towarzystwie much i zastanawiamy się ileż to osób spotkamy na tym odległym szlaku. Mijamy dwójkę Słowaków, po czym przez Przełęcz Beskid docieramy do stóp Lackowej.
- wzrokiem na zachód
- nie ma to jak szlak w Niskim
- dzisiejszy cel