Nabrawszy sił atakujemy Szpiglasową Przełęcz,
tuż przed łańuszkami obserwujemy pojedynczą kozicę, jednak atrakcją tego momentu z pewnością jest kobieta schodząca z przełęczy z dwuletnim dzieckiem siedzącym na barana
. Z każdym jej krokiem spora gromadka zebrana u podnóża łańcuchów zamiera na chwilę, bo dziecko, niezabezpieczone choćby sznurówką kiwa się na wszelkie strony
...
Odcinek łańcuchowy przelatujemy szybko i generalnie żelastwa nie używając w nadmiarze co owocuje naszym niezadowoleniem gdy po chwili stajemy na pełnej ludzi przełęczy
. Za grosz adrenalinki...
Uciekamy więc na Szpiglas, gdzie w zagłębieniu skał zakładamy mały ogródek piwny. Pogoda ciągle OK, może bez słonecznego szału, ale w sam raz na spacer. Potem w dół ceprostradą ku rozwidleniu szlaków. Tam spotykamy wycieczkę z naszego miasta idącą w przeciwnym kierunku, obserwujemy Mnicha w poszukiwaniu Edyty i Smoka, z którymi wcześniej zagadliśmy przez telefon.
tu ktoś na Mnichu:
a tu wg Edyty - Sylwek z kolegą:
Nasz cel to Wrota, maszerujemy surową scenerią Doliny za Mnichem. Na szlaku ponad nami gosia3ek wypatruje kozicę. Mi nie trzeba było więcej - to moje pierwsze spotkanie z tak bliskiej odległości, oddaję jej więc kijki i z odbezpieczonym aparatem biegnę co sił do góry. Skubane dwie owce górskie skubały sobie trawkę tuż obok ścieżki za nic nie chcąc opuścić ani kęsa soczystego posiłku. Dopiero gdy znaleźliśmy się 20m od nich, raczyły leniwie skierować się na półkę skalną, skąd wyzywały nas po swojemu.
Na szlaku ku wrotom było nieco trudności - dwa płaty śnieżne powodowały całkiem niezłe akrobacje u osób bez odpowiedniego obuwia. Do tego można było oberwać w łeb kamieniem poczęstowanym przez kogoś schodzącego z góry. Wrota urzekły nas swoją cisza, skromnym, acz miłym dla oka widokiem, a i szlak nań naprawdę fajnie daje po nogach.
Ze skrzyżowania z ceprostradą dzwonimy do naszych pajęczaków - oni już w drodze do Moka, więc i my śpieszymy nóżki w dół. Przed 17 zajmujemy stolik na tarasie, zamawiamy płyniki turystyczne i oczekujemy naszych Forumowiczów. Pojawiają się, i to w składzie większym - Edyta, Sylwek i Łukasz. Wspólnie konsumujemy tą chwilę
by rozejść się każdy w swoim czasie i kierunku (oczywiście przez 9km był on wspólny dla nas i Edyty). Z Palenicy wbijamy się w Zakopane, gdzie oczekiwał nas Pedro, skrupulatnie notujący obecność członków GŚ w swoim pewnie tajnym zeszycie
. Dzień zakończyliśmy krótką kolacją w barze Fis vis a vis dworca PKS. Potem już śniło mi się, że wracałem do domu...