RE: Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
Dzień trzeci.
Rano dzwoni budzik, myślę ch.. co tak wcześnie, pytam się towarzyszy czemu o tej porze wstajecie, a oni że przecież jest zmiana czasu której sama im wczoraj przypominałam (ale wtopa). No to wstajemy, szybkie śniadanko. Jesteśmy już prawie gotowi, schodzimy tylko po wrzątek i co się okazuje?. Waldek zapomniał i zmianie czasu, przesuwamy o godzinę wyjście.
Wreście ruszamy, naszym celem jest zmarzły staw i wspinanie się w lodospadzie. Droga nie należy do najprzyjemniejszych, częściowo mamy przetorowane a częściowo torujemy sami. Śnieg jest mokry, nieprzyjemny. Widoczność podobna jak w poprzednich dniach. Niewiele widać, jestem z tego powodu zła, no bo przecież chciałam pooglądać Tatry, ale nie są one dla mnie tego dnia łaskawe. W końcu docieramy do celu naszej wyprawy, zakładamy wędkę i czas zacząć wspinaczkę w lodzie . Najpierw wchodzimy o samych rakach, bez pomocy czekanów, chodzi o to aby nauczyć się używać nóg. Potem z jednym a na końcu z dwoma czekanami. Spodobało mi się to niesamowicie Wtedy stwierdziłam że jak będę miała możliwość to pojadę na lodowiec.
Kolejnym punktem programu było kopanie jamy. Fajna zabawa, naszą jamę wykopaliśmy na 6 osób z 3 wejściami przy czym środkowe w ostatnim etapie zostało zakopane.
Na ćwiczenia hamowania czekanem było już niestety zdecydowanie za późno. Wracamy do schroniska.
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska