Phhhh pojechali mi po ambicji to się sprężyłam
Poranek górski
Pobudka jak zwykle dobrze przez 6 ... kolejny raz zastanowienie - po co ja to robię?? zamiast jak człowiek się wyspać w legowisku to nie
i jak zwykle w takim momencie upływ czasu stawia mnie na nogi, trzeba wstawać - góry czekają
o 6 podjeżdza Mieciur, plecak mój waży sobie konkretnie, cóż, jedziemy w końcu na 3 dni.
Szybciutko mijamy Limanową, Maszanę, zmieniamy się za kierownicą i ruszamy w rajd po wsiach wszelakich, nie ma jeszcze 8 rano, wszyscy jeszcze śpią więc Krzysiek trochę piratuje
Korbielów osiągamy nie wiadomo kiedy. Znajdujemy Chatę Baców, gdzie mamy następny nocleg... Dogadujemy się z miłym gospodarzem, bez problemu pozwala nam zostawić autko i nie robi problemów.
No i ... turystyczny tobół na grzbiet - czas w trasę ruszać. Najpierw za niebieskim szlakiem podchodzimy na przełęcz Przysłopy. Z dołu wydaje się ona taka mała, niepozorna. Śmiejemy się - eeee, weźmiemy ją z rozpęd. Cóż, góry nie lubią jak się ich z szacunkiem nie traktuje. Cięzki plecak, konkretne błotko, brak śniadania i podejście - suma tych trzech czynników sprawia, że na przełeczy stajemy umęczeni.
Chwile relaksu... Miejsce odpowiednie żeby się wybyczać do słoneczka, które w tym momencie świeci przepięknie. W końcu - ruszamy żółtym szlakiem , do Sopotni na śniadanko
sam szlak - na początku trawersikiem a potem po kamieniach - dosyć stromo w dół.
W sopotni rozkładamy nasz dobytek na jednej z 2 ławek (druga zajęta była przez "folklor piwny
" , spożywamy śniadanko i obfotografowujemy wodospad. Szlak zmieniamy znowy - tym razem na czarny. Prowadzi on nas "na kreskę, najpierw przez polany nad wsią, potem przez zrywki drewna, by następnie wejść w las. Z mapy odcinek ten ma wynosić 5 km, ale wydaje nam się dłuższy. Jest on dość nużący, ale w końcu docieramy do niebieskiego szlaku na Romankę. Praktycznie przez cały czarny szlismy w samych podkoszulkach... to się nazywa listopad
Na podejściu mijamy dwóch starszych panów, którzy będą nam się przewijać do samej Rysianki
Południe górskie
Na dojściu niebieskiego stwierdzamy, że tak się nie da dalej, te plecaki są za ciężkie i trzeba ulżyć wymęczonym plecom. Wyciągamy więc po puszce napoju turystycznego i delektujemy się ni m dobrą chwilę. Niestety, pogoda zaczyna nam się psuć, robi się szaro i wietrznie. Zbieramy się więc.
Podejście na Romankę - najwyższy szczyt dzisiejszego dnia mijamy w rekordowym tempie. Przecinka przez las , najpierw dosyć stromo a potem trawersem wyprowadza nas na szczyt, niestety jest on zajęty przez dosyć dużą i hałaśliwą grupę więc mijamy go z rozpędu. Szlak zmieniamy zmów na żółty, słoneczko znów zaczyna nam przyświecać. Rozsiadamy się na ławkach, kilka minut od szczytu. Patrzymy na zegarki - coooo? 13?? do Lipowskiej mamy jeszcze z godzinę - przecież nie przyjdziemy na nocleg o 14
Postanawiamy się więc wyleżeć, zwłaszcza że i pogoda i widoki do tego nastrajają
Pilsko pięknie widać, zza niego wygląda czubek Babiej... Tak spędzamy godzinkę prawie. W końcu jednak trzeba się ruszyć. Szybkim krokiem przemierzamy hale pod Romanką, dochodzimy najpierw do dobicia czerwonego, a potem zielonego szlaku. Możemy się wreszcie delektować pięknem tych okolic - ostatnio mieliśmy tu widok na mgłę 
Schronisko na Rysiance i wielki wydmuch. Wyszliśmy zza zasłaniającego od wiatru grzbietu i wiucha tak że kości skrzypią... Szukamy miejsca na obiad - najpierw przed schroniskiem - za zimno , potem w środku... nie ma miejsca - bunkrujemy się więc na ławce przy wejściu. Niebo z powrotem nam zasłoniło się chmurami - cóż, miał przechodzić front atmosferyczny - dobrze że nie pada. Po pysznym obiadku kanapkowo - pasztetowym wychodzimy na zewnątrz, robimy kilka fotek i nagle na ławce pojawia się Maciek
od tej pory plątamy się już razem
Górski wieczór
halę Lipowską i nasz dzisiejszy nocleg osiągamy po kilku minutach. Szybko załatwiamy formalnosci i montujemy się do pokoju - największego oczywiście. schronisko - wielki moloch... co kto lubi, ale atmosfera tam jest
w pokoju zastanawiamy się co dalej ze sobą zrobić. tachanie ciężkich plecaków i zmagania z wiatrem troszq nadwyrężyły nasze siły. Postanawiamy więc je odbudować za pomocą pewnego napoju, który ma z wiśniami dużo wspólnego
Zajmujemy mały pokoik na piętrze, tzw. świetlicę , wyciągamy karty... i dzieje się 
Potem schodzimy na obiadokolację. Ubytki w stanie płynu wiśniowego świadczą, że mamy za dużo czasu
Postanawiamy więc zrobić sobie jeszcze szlifa na Rysiankę po ciemku... Tak też się staje, fotki stamtąd są hmmm ciekawe
Wracamy na miejsce noclegu i już na spokojnie siadamy na jadalni, dalej ciupiemy w karciochy, prowadząc Polaków nocne rozmowy
Potem grzecznie kładziemy się spać - jutro też czeka nas fajny dzień