Od jakiegoś czasu planowałem odwiedzić te góry. I udało się.
Z pomocą także naszych Forumowiczów, za co im bardzo dziękuję.
Poznawanie gór zaczęliśmy od Passo Giau (2236) i okolic czyli Nuvolau (2575) i Averau (2649). Dolomitkowe przetarcie wypadło całkiem nieźle.
Następny dzień to przejazd na Passo Pordoi (2239). Cel Piz Boe (3152). Ranek piękny.
Najpierw kolejką na Sas de Pordoi (2950) a potem na szczyt. Pojawiające się obłoki, mimo przesłaniania widoków, dodawały uroku.
Powrót na przełęcz nie kolejką ale bardzo malowniczym szlakiem u podnóża Selli.
Tam byliśmy.
Kolejny dzień bardziej restowy - odwiedziny u dinozaura (2050) (masyw Pelmo).
(to się goście nabiegali).
Po dniu odpoczynkowym, był dzień, który okazał się najbardziej męczącym ze wszystkich - od wyjazdu z kempingu do powrotu minie prawie 15 godzin.
Tego dnia udaliśmy się do San Martino di Castarozza (1487)
, by zobaczyć Altipiano
i przejść się po ferratach Nico Gusela
i Velo
. Najpierw wjazd kolejką na La Rozettę (2635)
a potem szlakiem na Passo di Ball (2443)
, z której wprost na ferratę. Na Velo trochę postraszyła nas burza, ale na strachu się skończyło. Ze schroniska Velo della Madonna (2368)
zejście do San Martino.
Po takim dniu, dzień następny to zupełna laba. Jakieś pranko, zakupy itp.
Niestety okazało się, że żona także kolejny dzień będzie musiała sobie odpuścić (kolano)
. W tym dniu postanowiłem odwiedzić miejsce, które chyba najbardziej chciałem zobaczyć: amfiteatr Tofany. Żeby nie wracać tak późno jak z San Martino, pobudka o 4.45. Przy schronisku Dibona (2032) byłem już około 6.30. Autek już trochę stoi.
Cel mojej wędrówki - Tofana di Rozes (3225).
Pogoda wyśmienita. Po chłodnej nocy (ok. 7 stopni C) powietrze jak kryształ.
Wejście do tunelu
i potem dalej.
cdn.