Brawo! Nareszcie pojechałaś w góry! I o to chodzi. Troszkę może pogoda nie dopisała, ale to dobrze, zmiana planów chyba była dobra - nie ma co szlaeć na pierwszy raz.
Jak dla mnie pogoda ogólnie rewelacja. Dobrze się złożyło. Oczywiście w piątek było dużo wątpliwości i zastanawiania i gdybania. Ciężko było mi zrezygnować z czegokolwiek. Chciałam jak najwięcej chłonąć. Ale nie można mieć wszystkiego.
Swoją drogą dziwi mnie, że pojechaliście aż do Złatnej wiedząc, że będziecie się wracać do Zawoi. I wybraliście nudny czarny szlak, wiedząc, że będziecie wracać tym samym.
Opcja z Żabnicy - Skałki jest chyba nawet krótsza, ciekawsza, a daje więcej opcji w zejściu (Słowanka bądź Boracza przez Redykalny - kto był to wie, jak to piękna i widokowa trasa, a zdaje mi się, że Mieciur był).
Zielony, o którym piszesz chyba czasowo nieco dłużsczy, a z przekazanych mi informacji również nieco bardziej stromy. W zasadzie takie początkowo były plany.
No i w zasadzie d*** zbita z tej wycieczki, ponieważ nie zdobyliście najważniejszej góry w regionie, przez co osiągnięcie zaledwie Babiej stawia Waszą wyprawę wśród tych niedokończonych. Ale widać spanikowaliście przed zerwami Grójca, stąd ucieczka do muzeum.).
W zasadzie nie stawialiśmy sobie jakichś konkretnych, sztywnych celów. Ja wiele bym chciała ale obawy były na tyle poważne, że modliłam się aby dojść do schroniska. Założenie było takie: najmniej wymagająca pierwsza trasa, rozruszanie się, zobaczenie - co dalej? Szkoda, że nie udało się zrobić Pilska, żałuję. I przyznam , że w piątek był spory niedosyt i poczucie bezsensownego ( w pewnym sensie) planu. Ale szybko znajduję plusy w każdej sytuacji i w rezultacie jestem szczęśliwa, że udało mi się dotrzeć na Babią (wątpiłam poważnie czy się uda). I nie priorytetem były zdobyte szczyty. Cieszę się, że udało mi się choć/ aż tyle i mam mobilizację żeby iść dalej.