Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
Dzień pierwszy
Wysiadam wymęczona z pociągu, nie było możliwości wyspania się, od Krakowa spałam na jedno oko, ale całe zmęczenie znika w momencie gdy wysiadam na dworcu w Zakopanem. Po tak długiej nieobecności w górach wreście udało mi się wyjechać. Było to moje pierwsze zimowe spotkanie.
Łapię busa i kieruje się do Kuźnic. Tam wbijam się na niebieski szlak przez Boczań do schroniska Murowaniec. W lesie stwierdzam że czas pozbyć się niektórych warstw odzieży. Jest mi zdecydowanie za gorąco. Ściągam polar i zostaje tylko w koszulce z krótkim rękawem i kurtce bez podpinki. Szlak jest w miarę przetorowany więc nie napotykam większych trudności. Monotonny leśny odcinek pokonuje dosyć szybko. Gdy wychodzę z granicy lasu trochę mnie zawiewa. Hmmm?.. delikatnie powiedziawszy piździ niesamowicie, ale jest chociaż dobra widoczność i świeci słońce. Jak się później okaże do zakończenia kursu nie bardzo będzie już okazja podziwiać widoki. Maszeruje dziarsko, od czasu do czasu zapadając się po kolona, a nawet uda w śniegu . Nic nie jest mi jednak w stanie popsuć humoru. W międzyczasie cały czas mijam się z jednym chłopakiem, zgadujemy się że i on na kurs zmierza. No to dalej idziemy już razem, a gdzieś z tyłu podobnież podążał jego tata. Do schroniska dochodzimy w miarę sprawnie. Szybki posiłek, meldujemy się w pokoju. W małej jadalni spotykamy się z Waldkiem i tam następuje rozdanie sprzętu. Okazuje się też że z 12 kursantów jacy mieli być w tym terminie została nas tylko 6.
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
RE: Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
Dzień drugi
Wstajemy nie tak rano, bo dopiero o 7, na 08:30 mamy być w jadalni celem przećwiczenia na sucho wychodzenia z szczeliny, hamowania, zakładania stanowisk i takich tam innych. Gdy już każdy zrobił to co do niego należało co najmniej dwa razy idziemy do kociołka poćwiczyć już w warunkach bardziej ekstremalnych. Wiążemy się linami i po jednej osobie z pary wpadamy do ?szczeliny?. Zadaniem partnera jest wyhamowanie upadku i wyciągnięcie drugiej strony z dziury. Mojemu partnerowi poszło to znacznie sprawniej niż mi Ja miałam mały problem z założeniem blokra, skubaniec ciągle mi się przekręcał. W końcu jednak po trudnej walce udało się. Teraz przyszedł czas na samodzielne wychodzenie z szczeliny, co jak dla mnie okazało się znacznie łatwiejsze od wyciągania partnera. Na końcu mieliśmy zakładanie stanowisk zjazdowych w śniegu i montowanie odzysków. Z tym drugim mieśmy mały problem, ja sama nie byłam w stanie ściągnąć sprzętu, dopiero jak podpieliśmy się we dwójkę do liny i na raz szarpnęliśmy to udało nam się ściągnąć czekany. Wszystkie ćwiczenia utrudniał wiejący wiatr. Widoczność też była do szanownych 4 liter. To mnie najbardziej wkurzało, niewiele było widać, jak się jednak okazało miało być jeszcze gorzej. Zmarznięci wróciliśmy do schroniska na ciepły posiłek, potem jakieś piwko i zajęcia teoretyczne. Na następny dzień umawiamy się na 08:30 pod schroniskiem.
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
RE: Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
Dzień trzeci.
Rano dzwoni budzik, myślę ch.. co tak wcześnie, pytam się towarzyszy czemu o tej porze wstajecie, a oni że przecież jest zmiana czasu której sama im wczoraj przypominałam (ale wtopa). No to wstajemy, szybkie śniadanko. Jesteśmy już prawie gotowi, schodzimy tylko po wrzątek i co się okazuje?. Waldek zapomniał i zmianie czasu, przesuwamy o godzinę wyjście.
Wreście ruszamy, naszym celem jest zmarzły staw i wspinanie się w lodospadzie. Droga nie należy do najprzyjemniejszych, częściowo mamy przetorowane a częściowo torujemy sami. Śnieg jest mokry, nieprzyjemny. Widoczność podobna jak w poprzednich dniach. Niewiele widać, jestem z tego powodu zła, no bo przecież chciałam pooglądać Tatry, ale nie są one dla mnie tego dnia łaskawe. W końcu docieramy do celu naszej wyprawy, zakładamy wędkę i czas zacząć wspinaczkę w lodzie . Najpierw wchodzimy o samych rakach, bez pomocy czekanów, chodzi o to aby nauczyć się używać nóg. Potem z jednym a na końcu z dwoma czekanami. Spodobało mi się to niesamowicie Wtedy stwierdziłam że jak będę miała możliwość to pojadę na lodowiec.
Kolejnym punktem programu było kopanie jamy. Fajna zabawa, naszą jamę wykopaliśmy na 6 osób z 3 wejściami przy czym środkowe w ostatnim etapie zostało zakopane.
Na ćwiczenia hamowania czekanem było już niestety zdecydowanie za późno. Wracamy do schroniska.
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
RE: Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
No Edyta, zaczynasz w miarę spokojnie. Ostatnie zdania drugiego dnia zapowiadają, że może być horrorowo. Już teraz mam stracha . Jednak musiało wszystko dobrze się skończyć, ponieważ piszesz tą relację
RE: Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
Dzień czwarty
Wstaję rano, przecieram oczy i nie wierzę, nasypało nam świerzego śniegu. Nie zapowiada się to za ciekawie. Od schroniska do początku kolejki toruję szlak, nie jest źle, chociaż niewiele widać. Pod kolejką pada decyzja wjeżdżamy, chodzi nam o to żeby nie tracić czasu na podchodzenie.
Powoli ruszamy z Kasprowego w kierunku Świnicy, jest paskudnie. Nie tylko mamy słabą widoczność, ale nie widać gdzie idziemy. Są miejsca gdzie w ogóle nie ma kontrastu i absolutnie nie widać czy idziemy dobrze, czy nie pakujemy się przypadkiem na jakiś nawis. Odwracam się i ogarnia mnie zdziwienie. Za nami już przetorowanym szlakiem podąża para ?ceprów?. Stajemy na herbatkę i czekamy aż nas wyminą, oni jednak też się zatrzymują i biorą nas na przetrzymanie. Coś tam kulają, zastanawiamy się co to takiego w drodze powrotnej okazuje się że lepili bałwana. Mieliśmy niezły ubaw jak to zobaczyliśmy.
Związaliśmy się liną, przeszliśmy kawałek na lotnej asekuracji i wróciliśmy. Nie doszliśmy nawet do skrajnej turni Słychać było jak średni co minutę lub dwie zjeżdza jakaś lawina. Z ogromnym niedosytem wróciłam do schroniska. Tego dnia miałam wracać ale dostałam tel że mam przedłużony urlop, więc nie zastanawiając się zostałam jeszcze.
O kolejnych 2 dniach, napiszę później
Jeżeli kiedykolwiek ktoś z osób które razem ze mną odbywały ten kurs trafi na tą relację to chce wam serdecznie podziękować za świetne towarzystwo, a szczególne podziękowania należą się mojemu partnerowi w ćwiczeniach
p.s. zdjęć z tego dnia nie zamieszczam bo nie mam widokowych, a te co posiadam są z moimi towarzyszami a nie wiem czy wyrażą zgodę na publikację ich fotek więc na razie się wstrzymuje. Jedyna fotka pokazuje jaką mieliśmy widoczność w krytycznym momencie
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
RE: Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
Gratuluję kursu!
Tym bardziej, że jak piszesz, było to pierwsze spotkanie z zimą w górach, a najwyrazniej świetnie dałaś radę i to w całkiem niełatwych warunkach.
No i cieszę się, że miałaś w końcu możliwość wyjechać w górki, za którymi tak Ci było już tęskno. Sygnaturka od ranu przyjemniejsza
Fajne zdjęcia, czekam na więcej... Robią imponujące wrażenie, zwłaszcza na lodowej ścianie... A to ostatnie - genialne
RE: Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
ja też chcę ja też... pieniążki do skarpety zbierać czas coby w następnym sezonie też relację z kursu pisać
ehhh domyślam się, że mimo braków w widokach, a może właśnie dlatego jeszcze w zimowe Tatry wrócisz
RE: Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
ja tam jeszcze wróce, nie odpuszczę. A w skarpetkę zbieram kaskę na kolejny kurs
Mar.an napisał(a):
A spaliście w niej?
no nie nie mieliśmy śpiworów
Mar.an napisał(a):
Witaj w klubie
cieszę się że zostałam przyjęte
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2009 06:01 PM przez Edyta85.
RE: Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
Edyta85 napisał(a):
Mar.an napisał(a):
Witaj w klubie
cieszę się że zostałam przyjęte
Edyto, trochę się cieszysz przedwcześnie. Dopiero masz zaliczony "babski" egzamin. Teraz trzeba zaliczyć jeszcze ten chłopski. Więcej nie będę mówił, bo to tajemnica.
RE: Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
Pablo napisał(a):
To co Edyta, jedziesz jeszcze tej zimy w góry??
pewnie jak uda mi się chociaż odrobinę czasu wykroić to z miłą chęcią pojadę, chciałam już jutro ale chyba mi się nie uda
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
RE: Kurs u Waldka czyli moje pierwsze spotkanie z zimą w górach
szkoda, że taki niedosyt został, ale za to ciężkie warunki wzbogaciły szczególnie Twoje doświadczenie... a teraz tylko wymarsz w zimowe góreczki i kolejne doświadczenie do kolekcji, może i oby przy bardziej życzliwej aurze
I feel every mountain
I hear every tree
I know every ocean
I taste every sea (...)