Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (6): « Pierwsza < Poprzednia 1 2 3 4 [5] 6 Następna > Ostatnia »
gosia3kowe lato
Autor Wiadomość
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
*****


Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status: Offline
Post: #61
RE: gosia3kowe lato

jako że już prawie miesiąc minął odkąd ostatnią relacyjkę wrzuciłam... cos czas naskrobaćSmile


Rysy 10.08.08
Wymęczeni tygodniową sudecko - świętokrzyską wyprawą mówimy sobie - w weekend pojedziemy na coś lajtowego, odpoczniemy Smile
Jako że ja tym razem nie mam pomysłu gdzie by tu... wybór miejsca gdzie się bedziemy szlajac pozostawiam Mieciurowi.
- "A ja bym tak pojechał na taką górę" - słysze dwa dni wcześniej i już wiem - lajtowo nie będzieSmile Rysy ?? jasne Big Grin

Czyli - pobudka o 4 rano, 4.30 pakuję się do dzielnego ticusia i śmigamy w stronę Palenicy Białczańskiej. Na trasie - puściutko więc 110 km osiągamy w niecałe 1,5 h. Na parkingu - zostajemy skrojeni na 36zł kwasny (bilet dobowy grrrrr) i kilka minut po 6-tej zaczynamy kolejny gorski dzień w naszej karierzeSmile

Idziemy na głodno, tylko po herbatce, nie chce nam się tracić czasu, stwierdzamy - śniadanie będzie na MOku... ale jeszcze trzeba tam dojśćSmile o tych 9 km rozpisywać się nie będę... "asfalt jaki jest każdy widzi" Big Grin

7.20 - osiągamy MOko (czyli rekord trasy padł). pod schroniskiem pusto aż miło, nie chce się wierzyć co tu się będzie działo za kilka godzin kwasny wyciągamy kanapki, gadamy z górołazami z ławek obok... o tej porze to tutaj "sami swoi". w końcu o 8mej stwierdzamy - czas ruszać na szlak.

Droga do Czarnego stawu mija nam beznamiętnie, wskakujemy szybciorem po schodkach... w kość daje tylko zimno - jeszcze słoneczko nie wyszło zza grani. na czarnym stawie - czekolada ku pokrzepieniu, oboje byliśmy już na tym szlaku i w sumie wiemy czego się spodziewać. Po drodze mijamy pojedyncze osoby, większość idzie na rysy, pojedyncze osoby na Mięguszowiecką. Szybciutko obiegamy niemal czarny Staw i zaczyna się podejście właściwe.

Kiedy bylismy na tym szalku ostatnio "ceproschodki" do Buli pod Rysami nam się ciągnęęęęęły i wlekły. dziś - osiągamy ją błyskawicznie, sprawdzenie czasu - parę minut po 9tej - jest dobrze. na dole koło schroniska plątają się pojedyncze osoby. martwi nas trochę zimno - czy aby łańcuchy nie będą oblodzone??

czas się więc przekonaćSmile krótki postój i śmigamy w górę, jest lepiej niż się spodziewaliśmy, chociaż trochę lodu też jest. słoneczko zaczyna wychodzić zza grani. na szlaku o tej porze same górołazy, więc każdy do każdego się tylko uśmiecha, nikt nikomu drogi nie udziela, tempo jest raczej równe. Spowalnia nas dopiero ekipa Włochów schodzacych ze schroniska pod Wagą, wpinających się szpejem do każdego fragmentu łańcucha. Miejscami skaczemy więc po skałkach, aby tylko nie czekać. Pod koniec trasy zaczęłam już z przyzwyczajenia mówić "come stai" i "buon giorno" Toungue

Szczyt już widać na wyciągnięcie dłoni... ostatnia przełączka, natykamy się na tablicę upamiętniającą Mateusza Świerczka... chwila zadumy Sad
I już szczyt... jest pięknie Smile morza mgieł i tylko kilka osób. spędzamy tu dobrą chwilę, nie ma jeszcze 11tej. Krzysiek wyciąga z plecaka lornetkę i z przerażeniem obserwujemy to, co na MOku się dzieje... Jak dobrze być ponad tym wszystkimSmile

Jako że czas mamy dobry - a schodzić nam się do Mokowego ceprowiska nie chce - zapada decyzja o zejściu do schroniska na WagęSmile tak też i czynimy, od razu mamy okazję porównać podejście na Rysy z polskiej i słowackiej strony... może to lokalny patriotyzm, ale ja wolę naszeBig Grin Na Wadze - przerwa na obiadek i delektowanie się napojem turystycznym, który na takiej wysokości smakuje dużo lepiejSmile Schronisko - oblegane, ale jednak ma już swój klimat - nie spotyka się raczej tutaj pań w szpilkachBig Grin

W końcu zapada decyzja o powrocie - szybciutko i bez większych problemów wspinamy się pod górę. Rysy mijamy niejako "tranzytem", budząc powszechne zdziwienie tłumów przebywających na wierzchołkuSmile Po drodze rejestrujemy jedynie, że pogoda się zepsuła i widać tylko mleko... jak dobrze wstać skoro świt. Zejście rozpoczynamy przed godziną 14.

Ze względu na tłumy podchodzących zejście zajmuje nam więcej czasu niż wyjście. Dopiero trzy godziny później jesteśmy na dole. Komentujemy bezmyślność ceprów, którzy w okolicach godziny 15 podchodząc na Bulę pytali nas czy zdążą jeszcze "za dnia" wrócić na Palenicę... a po naszej przeczącej odpowiedzi w ich wzroku pojawiało się typowe polskie "no jak to - my nie damy rady??" cóż...

przed 17 tą schodzimy do innego świata. ceproświata. czujemy się jak zwierzątka w zoo, wiec nie zatrzymujemy się przy schronisku. gdy widzimy co się dzieje na naszym "ulubionym" asfalcie - zapada szybka decyzja... "a chrzanić wszystko!! 9 km z ceprami?? nie ma szans, idziemy przez PiątkęToungue"

porządnie już wymęczeni palącym w głowy słońcem podchodzimy powoli pod Świstówkę... daje nam to podejście w kość, cóż, wytrzymałość organizmu też ma swój kres. na podejściu spotykamy ekipę typowych ceprów w tenisówkach, z piwnymi brzuszkami, którzy witają nas hasłem: "tacy młodzi i już kondycji nie mają" Wink cóż, wkurzyło nas to dosyć konkretnie... odpowiedzi nie będziemy cytowaćBig Grin (ale było cenzuralnie dla odmianyBig Grin)

pod samym schroniskiem w Piątce na ścieżkę wychodzi nam dorodna kozica, jesteśmy jednak tak wymęczeni, że zastanawiamy się czy jej robić zdjęcie... ale że była bardzo fotogeniczna to w końcu się decydujęToungue w schronisku już tłumów nie ma, jemy coś, odpoczywamy... i czas schodzić. wybieramy czarny szlak, już nam się nie chce męczyć po mokrych kamieniach przy Siklawie. dosyć strome i męczące zejście, szlak zielony - już się dłuży.

zaczyna się robić ciemno gdy wychodzimy koło Wodogrzmotów. ale - ku naszej radości - nie słuchać tu już stukotu szpilekWink. asfaltem poruszają się same górołazy w większym lub mniejszym stopniu wymęczenia i ubrudzenia... nikt nic nie mówi, każdy chce jak najszybciej dojść do parkingu na ostatniego busa... w końcu i my osiągamy ticusia, szybkie przepakowanie i jeszcze 110 km trasy za kółkiem przed nami. jest godzina 21. na szlaku spędziliśmy konkretne 15 godzin Smile


Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-12-2008 06:29 PM przez gosia3ek.

15-12-2008 01:11 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
*****


Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status: Offline
Post: #62
RE: gosia3kowe lato

no i jeszcze fotek parę:


15-12-2008 01:20 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Hella

*****


Postów: 1,965
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status: Offline
Post: #63
RE: gosia3kowe lato

gosia3ek napisał(a):
..... tacy młodzi i już kondycji nie mają ...


Łoooooo ciniutko Kochani, ciniutko giggle

A tak w ogóle to pisz, pisz, bo jeszcze coś zostało z letnich szwędaczek, no nie?



"... Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie;
żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś..."
15-12-2008 02:46 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Agnieszka.S
Aga
*****


Postów: 1,959
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2007
Status: Offline
Post: #64
RE: gosia3kowe lato

Miło czytać letnie opowieści, od razu..jakoś cieplej na sercuSmile



"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. "
15-12-2008 04:01 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #65
RE: gosia3kowe lato

Dzień był treściwy(Palenica, Rysy, Chata pod Wagą, DPSP) - i tak trzymać Gosia3ek-Mieciur ok



15-12-2008 04:44 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
mieciur
- - user - -
*****


Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status: Offline
Post: #66
RE: gosia3kowe lato

ehh widze że kolejan relacja sie pojawiła Smile Jak miło powspominać ostatnie lato. Hella spokojnie, jeszcze dużo sie działo więc męcz gosia3ka regularnie !
Wyceiczka na Rysy była jedną z bardziej udanych, jakoś lubie tamte okolice i juz nie moge się doczekac następnego lata jak sie tam wybierzemy Smile


15-12-2008 11:32 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
*****


Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status: Offline
Post: #67
RE: gosia3kowe lato

tak przeglądałam fotki i mnie natchnęło coby wrzucić następną relacyją ... a więc:

15.08.2008 Tatry Zachodnie - Otoczenie Doliny Chochołowskiej
Przejście otaczających Chochołowską gorek dookoła już od jakiegoś czasu chodziło nam po głowach. podbudowani ostatnią wycieczką na rysy i 15 h na szlaku bez uszczerbku na zdrowiu postanawiamy zrealizować marzenia już 4 dni później.

A więc zgodnie z tradycją - pobudeczka o 4, 4.30 w ticusiu, coś po 6 na parkingu na Siwej Polanie. Dzis tylko 12 zł za parking.. 3 razy mniej jak na Palenicy. I już przemierzamy Chochołowską. Pogoda, cóż wiele mówić - bez szału. chmury dość nisko, wszystko jeszcze może być z tego. prognozy mówiły jednak tylko o burzach po południu i o wietrze więc pełni nadziei przemierzamy dolinę.

W dobrym czasie osiągamy odbicie żółtego szlaku na Przełęcz Iwaniacką, na rozejsciu z czarnym zatrzymujemy się po raz pierwszy. Chmur jakby przybywa, czyzbyśmy za bardzo zawierzyli IMGW?? Śniadanko planowane na Iwaniackiej więc podkręcamy tempo z głodu. Z 1.30 h zg mapy robi nam sie 50 min, cóż z tego, 2000 metrów przed przełęczą okazuje się że gosia3ki nie nadają sie do wychodzenia pod górę "na głodno"... padam. Po chwili wracam do siebie, jakoś doczołguję się na przęłęcz. Po raz pierwszy jak tu jesteśmy to COŚ widać, chmury mamy po prawej, od Ornaku.

Śniadanie, herbata z termosu, jakaś czekolada... trzeba lecieć, przecież duuużo trasy jeszcze przed nami. Po kilku minutach wychodzimy z lasu, zagłębiamy się w podejście kosówką. bez szaleństw i bezboleśnie wychodzimy na grań... i zaczyna się zabawa z wiatrem, ktory będzie nam dziś towarzyszył do końca dnia. Na Ornaku - oczywiście - prawie nic nie widać, na dodatek deszczyk zaczyna padać (poziomoToungue) . Grań Ornaku "lubi" nas w sposób specyficzny - ile razy tam jesteśmy to jest mgła albo pada (a najczęściej jedno i drugieSmile

Na Sie przełęcz dochodzimy parę minut po 9tej. tu spotykamy pierwszysch tego dnia turystów. Wiele nie widać, Bystra we mgle... stwierdzamy, że postój będzie na Gaborowej przełęczy, jak i czynimy. Nie zatrzymujemy się jednak tu na długo, mamy przecież audiencję u Królowej Tatr Zachodnich. Odbijamy więc w lewo, na Liliowe turnie. Klkaset metrów za przełęczą zamurowuje nas dokładnie na widok stadka ok 20 kozic... nie możemy się im napatrzeć i nafotografować. W życiu ich nie widziałam tylu w górach - jak coś to pojedyncze. W końcu ruszamy powoli by ich ie spłoszyć, chowamy się za grań. Bystry Karb i odbijamy na niebieski szlak, bezpośednio na Bystrą. Idziemy już we mgle, więc widoków (i zdjęć) ze szlaku za wiele nie mamy. Na szczycie chwilowo się przejaśnia i oglądamy przepiękną panoramę.

Wiatr i wiatr... zaczyna nam dawać w kość. każde schronienie od niego wydaje się zbawienne. Schodzimy z Bystrej na Błyszcz, dobijamy do czerwonego szlaku i razem z nim idziemy przez Gaborową na Starorobociański. Kozic już niestety nie maSad Na Gaborowej dłuzszy postój (oczywiście w miejscu osłoniętym), delektujemy się słoneczkiem i napojem turystycznym. Na szlaku pojawia się coraz więcej ludzi... a nasz ulubiony Ornak grzeje się w słoneczkuToungue

W końcu trzeba się ruszyć, pierwsze uderzenie wiatru ściąga mnie do tyłu. Jakoś sobie jednak radzimy i zdobywamy Klin-a Smile na szczycie parę osób, niewiele jak na tę porę roku. Czyżby wszystkich odstraszył dmuchający niemiłosiernie wiatr?? nikt na wierzchołku długo nie wytrzymuje, każdy chce uciekać jak najszybciej w dół łudząc się, że tam będzie mniej wiało.

Próżne jednak nadzieje. Wiuchta sobie dalej. Dochodzimy na Kończysty, czas dobry, pogoda OK (eh, gdyby nie ten wiatr) wiec nawet w głowie nam nie postaje myśl o skróceniu trasy... Po krótkim postoju śmigamy w stronę Jarząbczego. Na tym fragmencie szlaku notujemy znaczne zmniejszenie ilości ludzi na szlaku. Podejście pod Jarząbczy dosyc łagodne, w przeciwieństwie do zejścia, które daje w kość dobrze naszym kolanom...

Fragment od Jarząbczego do Wołowca już baaardzo nam dał w kość, wymęczeni byliśmy masakrycznie - głównie przez wiatr który z godziny na godzinę zamiast przycichać - wzmagał się. Pamiętam z tego odcinka niewiele - jak na grań wyszła kozica, kilka metrów od nas, słońce miała od tyłu a moj aparat znajdował się w plecaku czy też jak mnie w jednym miejscu Mieciurny musiał ratować przy skakaniu po skałkachWink Oboje z zaciekawieniem przyglądamy się Rohaczom, które tez panowaliśmy tego lata... ale ich widok jakoś nas nie zachęca...

W końcu Wołowiec. na szczycie nikogo, wszyscy ludzie pochowani gdzieś na zawietrznej. Chowamy się więc i my. Zaczyna się ściemniać?? e, nie, jeszcze za wcześnie, to chmury burzowe. W związku z czym szybko opuszczamy nasze miejsce bytowania i schodzimy w stronę Rakonia. Zgodnie z zasadą - jak się dojechać to już na maxa - postanawiamy przejść jeszcze przez Grzesia. Na tym fragmencie odnotowujemy zwiększoną aktywność ceprów, ktorzy wypełzają ze schroniska. Długim Upłazem powolutku idziemy sobie w stronę Grzesia, dopiero ostatnie podejście pod niego wywołuje delikatne warczenie.. mamy już trochę dość. Wieje niemiłosiernie. Na szczycie nie spędzamy nawet 5 min, chcemy jak najszybciej schować się do lasu - "żeby już przestało wiać" mówię ze łzami w oczach...

I w końcu - zmieniamy szlak na żółty i .... błogosławiona CISZA!!! już na "autopilocie" dochodzimy do schroniska. Coś jemy, ale zmęczenie i myśl o przejściu jeszcze calej doliny odbiera apetyt. Ale w sumie - jakoś nam ten fragment mija bezboleśnie. Parę minut po 21 juz po ciemku docieramy do autka... kolejny dzień na szlaku... Kolejne 15 h plątaczki za namiSmile


Gwoli uzupełnienia - po powrocie dowiedzieliśmy się, że w głębi kraju huraganowe wiatry tego dnia poczyniły ogromne szkody... A my się wkurzaliśmy że nam na grani wieje (tyle że większość fotek poruszyłamSad)
No i drugie przemyślenie - jednak trasa troszkę za długa była Wink może nie ze względu na kondycję, ale na "cieszenie się" górami - zabrakło nam niestety na to czasu. cóż - wniosek jest jeden - musimy sie tam wybrać jeszcze razBig Grin

a nio i... głowa od wiatru bolała mnie 3 dnikwasny


Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-12-2008 09:22 PM przez gosia3ek.

17-12-2008 08:21 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
*****


Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status: Offline
Post: #68
RE: gosia3kowe lato

i dokumentacja fotograficzna:


17-12-2008 08:36 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #69
RE: gosia3kowe lato

O jez.. , a kto prowadził jesli Ten o którym myslę ,to szacun .



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
17-12-2008 08:57 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
*****


Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status: Offline
Post: #70
RE: gosia3kowe lato

tomtur napisał(a):
O jez.. , a kto prowadził jesli Ten o którym myslę ,to szacun .


Mieciurek prowadziłSmile też podziwiamSmile
w sumie dlatego, że chcieliśmy szybko być w domu, a ja kiedy jestem zmęczona to jadę wolniutko Smile


17-12-2008 09:22 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #71
RE: gosia3kowe lato

Co powiedzieć? uhm Gosia z Mieciurem to takie masochistyczne ludziska. Lubią sobie dawać w kość
A propo. Na foteczkach nie widać tego wiaterku Toungue



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-12-2008 09:41 PM przez Stasiu.

17-12-2008 09:38 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
*****


Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status: Offline
Post: #72
RE: gosia3kowe lato

Stasiu napisał(a):
A propo. Na foteczkach nie widać tego wiaterku Toungue


bo wrzuciłam te co są w miarę ostre Big Grin
na 50 fotek ok 35 nadaje się do koszaSmile po tym widać wiaterekWink


17-12-2008 10:00 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
mieciur
- - user - -
*****


Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status: Offline
Post: #73
RE: gosia3kowe lato

Kolejna fajna relacyjka Smile
W kwesti uzupełnienia dodam od siebie jeszcze burzę która na nas pomruczała na podejsciu pod Ornak, deszcz który zaczął padać już na Iwaniackiej Przełęczy. A tak to się zgodze z Gosia3kiem, że trasa troche za długa, nie można sie było nacieszyć górami, nawet widoków niewiele pamiętam no i ten WIATR. Napewno tam wrócimy, już na krótszą trase i jeszcze sie nacieszymy tamtymi górami Smile
Tomtur, a odnośnie powrotu to jakoś dałem rade. A że lubię prowadzić to jakoś poszło - zresztą jak jestem tak zmęczony to włącza mi się funkcja autopilot Smile


17-12-2008 10:15 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Edyta85

*****


Postów: 2,589
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Offline
Post: #74
RE: gosia3kowe lato

Gosia3ek nie dziwię się że byliście wykończeni, 15 h na szlaku to nie lada wysiłek.
Zgodzę się z tobą nie ma co przesadzać z długościa trasy bo tak na prawdę cały urok wędrowania ucieka. Muszę kiedyś wybrać się na jakąś wyprawę z wami, oczywiście o ile się zgodzicie



"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
18-12-2008 12:29 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
mieciur
- - user - -
*****


Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status: Offline
Post: #75
RE: gosia3kowe lato

Edyta, no jak najbardziej Smile zapraszamy, pakuj sie i przyjezdzaj do nas ! tutaj naprawde jest co robic i tyle górek do okoła mniejszych i większych Smile A im więcej ludzi w ekipie na szlaku to tym lepiej i przyjemniej się idzie ! Smile


18-12-2008 05:43 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: