Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat
gosia3kowe lato - Wersja do druku

+- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum)
+-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18)
+--- Forum: Planowane wyprawy, wieści z gór, relacje tematyczne (/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Temat: gosia3kowe lato (/showthread.php?tid=1451)


gosia3kowe lato - gosia3ek - 05-10-2008 10:41 PM

ponieważ gosia3kowe lato w tym roku było bardzo intensywne, postanowiłam założyć własny wątek, do którego (jak się wyrobię z tworzeniem relacji) powrzucam chronologicznie opisy tego co się działo jak mnie z Wami nie byłoSmile

w sumie wątek ten powinien się nazywać lato gosia3kowo - mieciurne (albo mieciurno - gosia3koweToungue), ponieważ co ciekawsze, a może nawet wszystkie wyprawy odbyliśmy razem... ale to ja wpadłam na pomysł splagiatowania pomysłu z własnym wątkiem autorstwa Pauliny)

(BTW - mam nadzieję że Magurczanka się nie obrazi... i nie zastrzegła praw autorskich Toungue)


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 05-10-2008 10:45 PM

i tak na dobry początek, nie pamiętam czy ta relacja już nie była wrzucana, ale na wszelki wypadek zapodaję jeszcze raz:

Dzień I
Moje wakacje rozpoczęły się 24 czerwca, kiedy to 10 min po ostatnim egzaminie wsiadłam do mieciurnego samochodziku, który (dziwnym trafem) zmierzał w stronę Tatr. Niestety, kochane korki krakowskie i na zakopiance sprawiły, że do okolic zakopca dotarliśmy dopiero po 12tej. Szybkie przepakowanie plecaków i do busa, potem jeszcze jeden bus, uff, wreszcie jesteśmy w Kuźnicach. Kupujemy bilety TPN-u i w gromadzie ceprów ruszamy doliną Jaworzynki. Wolę tę trasę podejście, niż przez Boczań; Mieciur odwrotnie Toungue Na podejściu widzimy pasące się jelonki, które nie zwracają uwagi na przewalające się obok nich tłumy. I od razu daje się we znaki brak kijków, wielokrotnie podczas tej wyprawy przeklinałam strajk poczty polskiej, który sprawił, że moje kijki, które oddałam na gwarancję "szły: 3 tygodnie kwasny Wreszcie docieramy na grzbiet, Mieciur jak zwykle w tym miejscu ma delikatny kryzys, długo się jednak nie zatrzymujemy, gdyż oganiają nas tłumy ludzi. Szybko osiągamy Dolinę Gąsienicową, osłonecznione Taterki Wysoki zdają się nas wołać. W schronisku mamy nieziemskiego farta wykupując 2 ostatnie miejsca, niestety musimy się rozdzielić, ale lepsze to niż spanie przed schroniskiemToungue Zostawiamy rzeczy w pokoju i wychodzimy na zewnątrz, żeby chociaż trochę skorzystać z długiego letniego dnia.
Zastanawiamy się dokąd by tu - ponieważ następny nocleg mamy w kondratowej, od razu odrzucamy opcję tatr zachodnich. No to wysokie, ale gdzie? Hm, spróbujemy na Kozią Przełęcz. Turyści chcący jeszcze za dnia zejść do Zakopanego zaczynają już powoli schodzić, a my - do góry. Nad Czarnym Gąsienicowym ślicznie świeci słoneczko, aż się nie chce ruszać. Mozolnie zdobywamy wysokość. U odbicia niebieskiego szlaku na Zawrat widzimy Kozią w całej okazałości, niestety, z powodu braku raków nie było nam dane tego dnia się na niej znaleźć. Zalodzenie jest zbyt duże, zmieniamy trasę i udajemy się w stronę Granatów. Każde spojrzenie w stronę przełęczy utwierdza nas w podjętej decyzji. No, może byśmy wyszli, może by się udało, ale po co ryzykować? Zielonym szlakiem, miejscami po śniegu krok za krokiem pełzniemy pod górę (w duchu przeklinam brak kijków). Wreszcie dochodzimy do czerwonego, grzbietowego szlaku Orlej Perci. Od Słowackiej części Tatr nadciągają deszczowe chmury, więc prawie bez postoju idziemy w stronę Skrajnego Granatu i żółtego szlaku zejściowego. Niestety, tu się objawia brak obycia ze skałkami i ekspozycją; jak to potem określiliśmy "szliśmy jak ostatnie sierotyBig Grin". Docieramy do Skrajnego, chwila postoju, ale czas schodzić. Strome i sypkie pod nogami zejście wymaga od nas zwiększonej uwagi. Bez jednak większych przeszkód docieramy do Czarnego Gąsienicowego a potem do schroniska.
Wieczór w schronisku jest również ciekawy; oboje w pokojach mamy "samych swoich", rozmowy o górach przeciągają się, a przecież rano o 5tej idziemy na KościelecToungue

Dzień II
Dzień rozpoczyna się wcześnie..Powiedziałabym nawet : bardzo wcześnie. Nie ma 5tej, kiedy jestem na nogach, szybko się ubieram i wychodzę przed Murowaniec. Czeka tam już Mieciur z Krzyśkiem - starszym gościem z którym spał w pokoju, razem ruszam w stronę Kościelca. Po drodze Krzysiek raczy nas opowieściami ze swojej młodości (czyli głębokiego PRL-u), dowiadujemy się , jak to się wtedy po górach łaziło.. teraz jakoś łatwiej Toungue Po kilku krótkich postojach docieramy na Karb, spotykamy bardzo sympatyczną kozicę i zaczyna się wspinaczka. Nie powiem - podobało mi się Big Grin Szczyt Kościelca i nikogo... Cieszymy się, że wybraliśmy tak kosmiczną porę, możemy do woli rozkoszować się pięknem Taterek Jest tak pięknie, że nie chce się schodzić, niestety widmo wykwaterowania ze schroniska zmusza nas do zejścia. Wracamy do Murowańca, i się rozchodzimy, z Mieciurem jemy obiado -śniadanie, i ruszamy w stronę Kondratowej.
Już z pełnym obciążeniem śmigamy czarnym szlakiem na Świnicką przełęcz. Myśleliśmy o Świnicy, ale warunki kondycyjno - bagażowe i pogoda (upał) skutecznie nam tę myśl wyperswadowały. W stronę Kasprusia więc; im bliżej kolejki, tym więcej ceprów, z Beskidu oglądamy akcję Sokoła nad Murowańcem. Sam szczyt Kasprowego mijamy. brrr, nie chcę o tym pamiętać. Im bliżej Goryczkowych tym mniej ludzi, robimy postój, odpoczywamy i mozolnie, w pełnym slońcu nabijamy kolejne kilometry w stronę Kopy Kondrackiej. Strasznie daje w kość ciężar plecaka i palące non - stop słońce. Kondracką mijamy i już na "ostatnich siłach" udajemy się na Giewont. I tu - miłe zaskoczenie - nikogo! fakt, byliśmy dosyć późno, ale to przecież "święta góra ceprów" ! Skałki na podejściu dosyć mocno wyślizgane, trzeba uważać na każdy krok, w sumie nie ma się czemu dziwić, jak się weźmie pod uwagę dziesiątki tysięcy ludzi, które się tu przewalają każdego roku. Schodzimy. Ostatnie kilometry przed Kondratową dłużą się nam niemiłosiernie. I w końcu uffff, jesteśmy! Zdejmuję plecak i .... Moje wycie z bólu odbija się od ścian doliny. całe ramiona mam oparzone słońcem (cóż, Bozia nie dała rozumu - miałam koszulkę bez rękawów). Na szczęście miła Pani z obsługi Schroniska znajduje na to radę. Klimat w Schronisku - taki jak powinien być, ale ludzie korzystający wspólnie z nami z noclegu, dopiero zaczynają swoją przygodę z górami. A że nocuje tylko ok. 20 osób, więc szybko zaczynam robić za "informację turystyczna", względem warunków na szlakach i trudności przejść. Kolejki pod prysznic i takie tam ciekawostki - fajnie jest. Nareszcie delektując się zimnym napojem chmielowym można poleżeć na ławce przed schroniskiem.

Dzień III,

W nocy burza - nigdzie chyba nie czuć chyba potęgi żywiołu tak jak w górach. Szósta rano - wychodzimy. Żebym była super wypoczęta - nie powiem. W życiu mi się jeszcze nie dłużyło tak żadne podejście, nigdzie nie musiałam liczyć kroków, cóż, zawsze musi przyjść kryzys w naszym przypadku był to 3ci dzień wędrówki. Kolejne słowa na q... w stronę Poczty Polskiej odbijają się od grani. Pogoda też nie zachęca do góro łażenia, mgła i padający momentami deszczyk. Wreszcie (po raz pierwszy w górach - dłużej niż mówi mapaSad) osiągamy przełęcz, a potem Kopę Kondracką. Niewiele widać i nie ma za wielkich szans na przejaśnienia. Cóż, najpierw postój (dobrze że nie mamy długiej trasy) a potem powoli zaczynamy pełznąć we mgle w stronę kolejnych szczytów Czerwonych Wierchów. Na szlaku - nikogo, wreszcie nabieramy "Powera?"i już w miarę jakim takim tempem idziemy. Na Krzesanicy wreszcie widoczność większa niż 20 metrów. Ustawiamy sobie kamienny kopczyk i śmigamy dalej. Dopiero schodząc z Czerwonych Wierchów spotykamy pierwszych ludzi. Na moje pytanie "czy na dole jest mgła? Czy jest takie miejsce na świecie że nie ma mgły??" patrzą dziwnie- ciekawe czemu Toungue Na zejściu spotykamy bardzo fotogeniczną kozicę, niczego się nie bała i pozowała do fotek. W końcu dochodzimy do Cichej przełączki. A tutaj - śliczne widoki, zero mgły i cepry (cóż, nie można mieć wszystkiegoBig Grin) robimy sobie konkretny postój - w końcu zostało nam już tylko zejście.
Niestety - trzeba ruszać w dół, trawersem do Doliny Tomanowej. nie dziwię się wcale, że ten szlak jest zamykany na zimę, gdyż jest bardzo hmmmm lawiniasty. W dolinie próbujemy jeszcze dojść czerwonym szlakiem do granicy, ale bardzo rozrośnięta kosówka nam to skutecznie uniemożliwia, wkurzeni wracamy do dojścia zielonego i ruszamy w stronę schroniska Ornak. A tutaj inny świat - cepry , tłumy ceprów. czujemy się obco. Leżymy w pewnym oddaleniu pod drzewem taksowani co jakiś czas krytycznymi spojrzeniami. Myślę sobie - no w sumie jest dosyć wcześnie, górołazy jeszcze z gór nie złażą. Jemy zupkę z torebki i czas ruszać - Kościeliską "bierzemy" byle szybciej, dochodzimy do wylotu doliny. Chwila strachu czy z dzielnym autkiem pozostawionym samotnie wszystko ok., na szczęście wszystko w porządku Smile i ruszamy w stronę domu. Z drogi powrotnej wart odnotowania jest dorodny buhaj, który wybiegł na drogę w okolicach Chochołowa - od tej pory strasznie uważam na te zwierzaki prowadząc. Wymęczeni, ale zadowoleni docieramy do domów.


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 05-10-2008 10:49 PM

i parę foteczek:
dzień I:
[attachment=15505][attachment=15504][attachment=15503]

dzień II:
[attachment=15506][attachment=15507][attachment=15508][attachment=15509]

dzień III:
[attachment=15512][attachment=15511]



ciąg dalszy nastąpi....Toungue


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 06-10-2008 08:24 AM

Czekam na dalsze relacje Toungue
Mi na razie chyba tylko czytanie, oglądanie zdjęć i planowanie jakiejś wyprawy zostaje.


RE: gosia3kowe lato - Hella - 06-10-2008 08:32 AM

gosia3ek napisał(a):
ciąg dalszy nastąpi....Toungue


No to czekamy na ciąg dalszy.

Ps. tą relacyjkę już wrzuciłaś, ale dobrego nigdy nie za wiele Smile


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 06-10-2008 08:39 AM

Hella napisał(a):
Ps. tą relacyjkę już wrzuciłaś, ale dobrego nigdy nie za wiele Smile


dziury w mózgu Toungue tak mi się właśnie wydawałoToungue nie chciało mi się szukać (ahhh lenistwo słodkieToungue) ale co tamWink

oki, coś się postaram dzisiaj dorzucić Smile


RE: gosia3kowe lato - Mallaidh - 06-10-2008 09:17 AM

Fajne!

"dziury w mózgu" - brzmi znajomo giggle


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 06-10-2008 02:15 PM

hmmm ta relacja z Tatr przypomniała mi jak fajną wycieczke mieliśmy w czerwcu - już prawie o niej zapomniałem. Widzę, że już wątek założony i się domyślam, że dłuuugi będzie sądząc po intensywności naszych wycieczek Smile


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 06-10-2008 04:29 PM

Objazdówką po Niskim 29.06.08

Ze względu na zmęczenie trzydniówką w tatrach, oraz Mieciurny zjazd na uczelni - niedziela zapowiadała się w domu... chociaż nie do końca Big Grin
Sprawy się ułożyły tak, że już ok. 14 mogliśmy gdzieś śmignąć autkiem, teraz tylko pytanie - gdzie. Na górki zbyt późno (zresztą ...eeee Toungue). W takim razie - objazdówka. Wyciągam jeszcze siostrzyczkę i w drogę. Ala pyta - "gdzie jedziemy" - odpowiedź brzmi "a, żebyśmy my to wiedzieliToungue"

Pada hasło - jedźmy sobie nad zalew w Klimkówce - mówisz i maszSmile śmigamy, nad zalewem tłumy ludzi, cóż, wolna niedziela. Chwilę się przyglądamy, ale zimna woda i zamulenie nie zachęca do bliższego kontaktu z wodą. A tam, jedźmy dalej; wyciągamy mapę Niskiego i odnajdujemy w pobliżu cmentarz na Rotundzie. Cóż, jak widać bez gór się nie obejdzieToungue

Z drogi wojewódzkiej zjeżdżamy na "regionalną", potem na jeszcze gorszą i jeszcze, szutrówką docieramy pod bazę SKPB w Regetowie. I za znakami czerwonymi, najpierw przez potok a potem pod górę idziemy obejrzeć cmentarz wojskowy nr 51 pochodzący z czasów I wojny światowej. Siostrzyczka dzielnie wytrzymuje nasze tempo, dopiero pod szczytem zaczyna nam "zdychać". Dochodzimy na Rotundę (771 m) i przyglądamy się ruinom cmentarza, część jego jest świeżo odbudowana, ale jeszcze dużo pozostało do zrobienia. Na cmentarzu znajduje się 20 mogił pojedynczych i 4 zbiorowe, w których spoczywa 42 żołnierzy armii austrowęgierskiej i 12 rosyjskiej. Dość długą chwilę spędzamy na cmentarzu, tutaj człowiek zdaje się "dotykać" krwawej historii obszaru Beskidu Niskiego.

Tą samą drogą schodzimy i wsiadamy do samochodu,. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze obejrzeć pasące się koniki huculskie - jeden z symboli tego regionu. Obok dużej stadniny hucułów w Regietowie jedziemy w stronę domu; ale jeszcze nie tak zaraz Toungue Drogą wojewódzką wyjeżdżamy na Przełęcz Małastowską, gdzie znajduje się kolejny cmentarz z I wojny (nr 60). Potem idziemy do schroniska PTTK na Magurze Małastowskiej. Jest to jedno z niewielu schronisk w Beskidzie Niskim, ale za to bardzo klimatyczne. Ponieważ kuchnia znajduje się w piwnicy, istnieje tu bardzo ciekawy sposób obsługi - zamawia się mówiąc do szybu umieszczonego w rogu Sali jadalnej, zamówione jedzonko jest wyciągane specjalną windą, do której wkłada się też zapłatę. Schronisko utrzymuje się głównie z narciarzy, którzy zimą korzystają z pobliskiego wyciągu. Mogę polecić zapiekanki - żadna mrożonka, robione oryginalnie.

Wracamy do auta i myślimy co dalej. Ponieważ jest jeszcze za wcześnie żeby wracać do domu; postanawiamy obejrzeć jeszcze jak wygląda beskidzka wieś, nasz wybór pada na Bartne (także z powodu znajdującej się tam bacówki- schroniska PTTK). W Ropicy Górnej odbijamy z drogi wojewódzkiej, mijamy kolejne wsie, żeby w końcu dotrzeć do Bartnego. Wieś naprawdę zdaje się zagubiona między górami, tutaj jakby czas się zatrzymał, na rozkładzie PKS widać niewiele kursów. Zastanawiamy się jak tu ludzie żyją i nieodparcie nasuwa się myśl - może i lepiej? Z powodu nieurodzajnej gleby kwitnie w tych rejonach chów - szczególnie bydła, rzadziej owiec, spotykamy po obu stronach drogi duże stada tych zwierząt.

Dojeżdzamy do końca drogi, wsi; chciałoby się powiedzieć - końca świata i idziemy obadać bacówkę PTTK, niestety, nie spotykamy się z żadnym przyjęciem. W bacówce po prostu nie ma nikogo, mimo że jest otwarta. Po 15 min oczekiwania na jakąkolwiek obsługę rezygnujemy z jej usług. Wracamy. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze "obadać" cmentarz w Bartnym, gdzie nowe groby sąsiadują ze starymi, prawosławnymi. Słońce zachodzi, a my jedziemy już prawie prosto do domu (objazd z Gorlic przez Grybów i Krzyżówkę wyszedł przypadkiemToungue) Kolejna ciekawie spędzona niedzielaBig Grin


RE: gosia3kowe lato - mar.an - 06-10-2008 04:37 PM

gosia3ku, ładne fotki, a zwłaszcza pierwsze foto świetne ( mam sentyment do tego miejsca i zawsze, gdy idę przez Granaty to robię zdjęcia na stronę Pięciu StawówToungue).

Zdjęcie zrobione z tego samego miejsca dwa tygodnie wcześniej
[attachment=15550] - po zestawieniu fotek ładnie widac różnicę w ilości pokrywy śnieżnejWink

Pozdrawiam!


RE: gosia3kowe lato - Agnieszka.S - 06-10-2008 05:06 PM

Super Gosia! Ale mieliście przygody!!! Ps. Czerwony zastępca starego bolida prezentuje się rewelacyjnieSmile


RE: gosia3kowe lato - Stasiu - 06-10-2008 05:57 PM

Ale się nam Gocha fajnie rozpisała. Jeśli miała całe lato, jak jego począte, to mamy co robić na długie zimowe wieczory. Big Grin


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 06-10-2008 07:04 PM

Agnieszka.S napisał(a):
Super Gosia! Ale mieliście przygody!!! Ps. Czerwony zastępca starego bolida prezentuje się rewelacyjnieSmile


he he "następca bolida" jest koloru coś w stylu pomarańcz/ brąz tutaj na fotce jakieś takie światło było i tak wyszedł. A tak to autko się spisuje rewelacyjnie - co My z nim nie robimy - czekaj cierpliwie na kolejne relacje to gosia3ek napewno co nieco napisze Smile


RE: gosia3kowe lato - Agnieszka.S - 06-10-2008 07:19 PM

mieciur napisał(a):

Agnieszka.S napisał(a):
Super Gosia! Ale mieliście przygody!!! Ps. Czerwony zastępca starego bolida prezentuje się rewelacyjnieSmile


he he "następca bolida" jest koloru coś w stylu pomarańcz/ brąz tutaj na fotce jakieś takie światło było i tak wyszedł. A tak to autko się spisuje rewelacyjnie - co My z nim nie robimy - czekaj cierpliwie na kolejne relacje to gosia3ek napewno co nieco napisze Smile


Przepraszam bolidzie za pomyłkę koloru!Wink Oczywiście, że czekam cierpliwie na kolejne relacje z bolidemSmile Pozdrowienia!Smile


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 06-10-2008 07:28 PM

spoxio, relacja się zaraz będzie tworzyć następnaSmile bo jeszcze masa rzeczy do opisania zostałaBig Grinale dziś jej już chyba nie zdążę wrzucić Sad

ale to zdjęcie z cielakiem w tle mnie rozwalaToungue zwierzątko patrzyło na ticusia jakby nie widziało samochodu w życiuSmile chociaż w sumie nie można być tego takim pewnymToungue


RE: gosia3kowe lato - Agnieszka.S - 06-10-2008 07:32 PM

gosia3ek napisał(a):
ale to zdjęcie z cielakiem w tle mnie rozwalaToungue zwierzątko patrzyło na ticusia jakby nie widziało samochodu w życiuSmile



Pewnie kolor mu się podobałWink


RE: gosia3kowe lato - Hella - 07-10-2008 01:28 PM

gosia3ek napisał(a):
ale to zdjęcie z cielakiem w tle mnie rozwalaToungue zwierzątko patrzyło na ticusia jakby nie widziało samochodu w życiuSmile chociaż w sumie nie można być tego takim pewnymToungue


Boooski rogacz giggle

A tak w ogóle to dawaj, dawaj dziewczyno!


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 07-10-2008 09:57 PM

3-5.07.08
Kolejny intensywny weekend z naszego życia rozpoczął się w piątek 3 lipca, na dworcu PKP w Nowym Sączu. Tym razem jednak nigdzie nas nie wynosiło - tym razem gościliśmy kogośSmile Mówię w tym momencie o znanej Wam wszystkim Forumowiczce, która się pląta namiętnie po świecie... Agatko - Lorelei, czy chcesz zachować anonimowość ?? Toungue

Pociąg z Warszawy (aż dziwne) nadciągnął punktualnie. Wyciągamy szyje jak żyrafy... jeeeeest!! Jako że pogoda nie nastraja do długiego powitania, szybko ładujemy się do autka, po drodze jeszcze robimy zakupy (coby się nocka nie dłużyła) i jedziemy do domcia mojego

Mieciur ze względu na jutrzejszy egzamin na uczelni dosyć szybko się zwija do domku swojego, my zaś z Agatką prowadzimy długie "polaków nocne rozmowy"... eh, dobrze się plotkowało Big Grin zapomniałyśmy o tym, że jutro też jest dzień... zorientowałyśmy się ok 4 tej ranoToungue

po kilku godzinach snu wyruszamy w miasto. (pomijam że w międzyczasie miałam mordercze zapędy względem mojego kanarka, który o 6 rano poczuł wenę twórczą i zaczął drzeć dziobekToungue). Zwiedzanie pięknego miasta Nowym Sączem zwanego, a więc zamek z pisiorem... ups, sikającym rycerzykiem, zegar kwietny, ratusz, starówka i takie tam... A potem - zakupy - jak zwykle gdy się zejdą dwie babyToungue Lori była bardzo ile zaskoczona niskim poziomem cen w firmowych sklepach mojego miasta... (Agaciu, właśnie, jak się ciuszki noszą?? Smile Uprzedzam pytanie - górskich zakupów dla odmiany nie byłoToungue

Wracamy do domu, ładujemy się do ticusia i jedziemy. Najpierw Krynica z jej deptakiem, pijalnią... Lori wykupuje pół straganu z kolczykami, a sprzedawca był bliski bicia jej pokłonówBig Grin Jak Krynica to oczywiście - najlepsze w regionie lodySmile Potem Muszyna i wyjście na zamek... Pomijam dziwne jazdy i teksty wszelakie w międzyczasie, bowiem Agata jest bardzo roześmianą i pozytywnie zakręconą dziewczyną.. i wyjątkowo szybko złapała nasze "krzywe jazdy":P Których to jazd kwintesencja nastąpiła w Łomnicy, gdzie pojechaliśmy obadać źródło wody żelazistej o jakże miłej dla ucha nazwie "stefan". Czytając opis leczniczy tej wody jednogłośnie stwierdzamy "stefan jest dobry na wszystko" ! Pięknym przełomem Popradu przejechaliśmy do Piwnicznej, gdzie w pizzerii "Na szlaku" (ah jaka miła nazwaSmile) zjedliśmy obiadekSmile Następnie przetransportowaliśmy się do Rytra. Aby nie męczyć nóżek naszego gościa wyjeżdżamy najwyżej jak się da - najpierw pod ruiny ryterskiego zamku, a potem dojazdówką do schroniska na Cyrli, gdzie mieliśmy nocleg. Mina Lorelai, kiedy Krzysiek śmigał, najpierw przez potok, a potem po stromej zakrętasiastej drodze wyrażała hmmm.... pewien dyskomfort psychicznyWink .

Pozostawamy autko w lesie i wychodzimy do schroniska, fotografując w międzyczasie co się daSmile W międzyczasie zapada zmrok, więc po zakwaterowaniu i dorodnej kolacji ładujemy się do pokoju (śpimy sami w 10tce). Cały czas się śmiejemy, wygłupiamy, pleciemy co nam ślina na język przyniesie (żeby przykład dać - wymyśliliśmy zastosowanie wszelakich narzędzi ogrodniczych w górach, i całościowy mundurek górski dla cepra Toungue) ehhhh, było nieziemskoSmile W końcu idziemy spać, niestety w pokoju obok rozpoczyna się impreza i nie jest nam dane długo pospać (to jedyny niewypał całego weekenduSad)

Rano trochę niewyspani jemy śniadanko, schodzimy do autka i zjeżdżamy do Rytra, potem przez Piwniczną do Kosarzysk, i standardowo - najwyżej jak się daSmile Poplątaliśmy się po obidzkich polalach, wyszliśmy na Rogacza, myśleliśmy o Radziejowej, ale czas nie pozwalałSad ... Agata miała pociąg powrotny o 17tej. Schodzimy więc do autka, zjeżdżamy do Mieciurnego domku letniskowego w Kosarzyskach, gdzie spożywamy grillo - obiad... a potem do drzwi dobija się szara rzeczywistość - odwozimy Lorelei na pociąg... a my z mieciurem jeszcze jeździmy po mieście i się plątemySmile , do domu wracamy ok 22... Agata niedługo później dociera do siebie Smile

Co powiedzieć...
WIELKIE DZIĘKI AGATKO...
i strzeż się - czas najazdu na Wawę się zbliża


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 07-10-2008 10:07 PM

Pikna relacyja Smile ehh co to był za weekend ! Ja już się boje wyobrazić co sie bedzie działo jak z Agatką sie będziemy rozbijać po stolicy Smile
Ale z tym śmiganiem po lesie to troche przesadzasz - przecież jazda z prędkością 40 km/h slalomem między bukami na stromej i krętej drodze w lesie to nie tak szybko znowu ?? No i zapomniałaś dodać o tych pasach he he
A ogólnie to była kolejna wspaniała wspólna przygoda i cieszę się, że dzięki GŚ można poznać tak wspaniałych ludzi Smile


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 07-10-2008 10:18 PM

o pasach???
kurde, Ty mendo egoistyczna, bo się nie chciałam denerwować, ale jak chcesz to maszSmile

przed nami potok, dość dużej wielkości, ale utwardzony przejazd... tyle że przez wodę Toungue nic, trza ticusia przerobić na amfibięToungue więc powoli ruszamy, nagle Mieciur wypina się z pasów - my z Lori patrzymy na siebie, ale nic - jego sprawa... Szczęśliwie zdobyliśmy potok(Big Grin),Mieciur pasy zapiął. ujechaliśmy kawałek i tak z głupia pytam - Mieciur, a po cholerę Ty odpiąłeś pasy?? a ten mi na to: bo to jest zasada, że jak się przez wodę przejeżdza samochodem to trzeba pasy odpiąć żeby się w razie czego szybko ewakuować... Dżentelmen do jasnej ciasnej, rychło w czas!!!!
Toungue Big Grin Toungue


RE: gosia3kowe lato - Hella - 08-10-2008 07:33 PM

mieciur napisał(a):
Ja już się boje wyobrazić co sie bedzie działo jak z Agatką sie będziemy rozbijać po stolicy Smile



I usłyszymy w głównym wydaniu Wiadomości: "niezidentyfikowani osobnicy opanowali stolicę!"

A jak już będziecie podziwiać panoramę z Pałacu Kultury pomachajcie łapkami w stronę Żyrardowa, odmacham Wam na pewno laugh


RE: gosia3kowe lato - Pablo - 08-10-2008 10:14 PM

Gosia, dobrze się Ciebie czyta, po prostu tryskasz pozytywną energią Big Grin


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 08-10-2008 10:19 PM

Pablo napisał(a):
Gosia, dobrze się Ciebie czyta, po prostu tryskasz pozytywną energią Big Grin


dziękiSmile
na żywo tez tak mam (aż do przesady) Big Grin
kolejna relacyja będzie jutroSmile


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 09-10-2008 03:09 PM

gosia3ek napisał(a):
bo to jest zasada, że jak się przez wodę przejeżdza samochodem to trzeba pasy odpiąć żeby się w razie czego szybko ewakuować... Dżentelmen do jasnej ciasnej, rychło w czas!!!!
Toungue Big Grin Toungue


no nieźle Smile


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 09-10-2008 04:04 PM

ojej widze że podpadłem na całej lini ! Cuż powiedzieć, z pasów sie wypiąłem automatycznie jakoś-a potok miał głębokość 10 cm więc zagrożenia nie było Smile


RE: gosia3kowe lato - Stasiu - 09-10-2008 05:54 PM

Mieciurze, z wami dwiema jechać na wyprawę to musi być ubaw. Big Grin. Nie wiedziałem, że do górskiego sprzętu będę jeszcze musiał zainwestować w sprzęt do nurkowania giggle


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 09-10-2008 06:03 PM

ehh Stasiu, racja racja- tyle, że czasem mamy takie teksty i tak dziwne rzeczy robimy że się czasem sam zastanawiam czy jesteśmy normalni Smile A wiesz, Lerelei przeżyła (jakoś) ale na początku to miała ciężkie przeżycia Smile
A na serio, bardzo się cieszę, że razem z gosia3kem mamy takie same zainteresowania i pasję i że to wszystko możemy realizować razem Smile


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 09-10-2008 06:05 PM

Aha, a co do sprzętu do nurkowania - jak narazie moje autko dzielnie się trzyma i wytrzymuje moje/nasze pomysły. Nie ma lekko ale w zamian otaczam go troskliwą opieką - serwis + pielęgnacja Smile


RE: gosia3kowe lato - Mariotruck - 09-10-2008 06:24 PM

Muszę stwierdzić że masz talent do pisaniaSmile No i oczywiście pozazdrościć takich weekendówSmile


RE: gosia3kowe lato - Lorelei - 10-10-2008 01:36 PM

o żesz no.... blink człowieka chwile tylko an forum nie ma i juz go (ją, znaczy się mnie Toungue) o rózne dziwne rzeczy tu oskarżają!! giggle
Na wstępie chcę od razu powiedziec - co złego to nie ja! innocent

Powiem krótko - Gosia i Krzysiek są fantastycznymi, wspaniałymi, kochanymi ludkami i przygotowali mi iście królewski weekend!!!!! Dziekuję Wam moi kochani po raz kolejny i zapewne nie ostatni Hug

i jeszcze kilka drobnych komentarzy Smile

gosia3ek napisał(a):
Mówię w tym momencie o znanej Wam wszystkim Forumowiczce, która się pląta namiętnie po świecie... Agatko - Lorelei, czy chcesz zachować anonimowość ??

na to już chyba za późno Toungue

gosia3ek napisał(a):
(Agaciu, właśnie, jak się ciuszki noszą??

a dziękuję - fantastycznie! a od bucików się juz wręcz uzależniłam, to moje podstawowe podwozie ostatnio Smile

gosia3ek napisał(a):
Uprzedzam pytanie - górskich zakupów dla odmiany nie było

no tego polara można by pod tą kategorię ewentualnie podciągnąć Big Grin

gosia3ek napisał(a):
Lori wykupuje pół straganu z kolczykami, a sprzedawca był bliski bicia jej pokłonów

bosh, no tak, jak ja to od razu zakupy Toungue no ale kolczyków mam już ponad 150 par i chcę jeszczeeeee!!!!!!!

gosia3ek napisał(a):
(...) i wyjątkowo szybko złapała nasze "krzywe jazdy":P Których to jazd kwintesencja nastąpiła w Łomnicy, gdzie pojechaliśmy obadać źródło wody żelazistej o jakże miłej dla ucha nazwie "stefan". (...)

Stefan śni mi sie po nocach, tęskno mi do niego Toungue
a Wasze jazdy są fenomenalne i jak najbardziej skrzywione w moja stronę Toungue zresztą, dało się chyba zauwazyć Toungue

gosia3ek napisał(a):
Aby nie męczyć nóżek naszego gościa wyjeżdżamy najwyżej jak się da...

wiadomo - ceper ze stolycy przyjeżdża nie po to zeby po górach chodzić, no nie? Toungue

gosia3ek napisał(a):
Mina Lorelai, kiedy Krzysiek śmigał, najpierw przez potok, a potem po stromej zakrętasiastej drodze wyrażała hmmm.... pewien dyskomfort psychiczny .

nie no, tak źle to chyba nie było?!? Toungue

gosia3ek napisał(a):
Cały czas się śmiejemy, wygłupiamy, pleciemy co nam ślina na język przyniesie (żeby przykład dać - wymyśliliśmy zastosowanie wszelakich narzędzi ogrodniczych w górach, i całościowy mundurek górski dla cepra )

cóż... trekking revolution Toungue

gosia3ek napisał(a):
Schodzimy więc do autka, zjeżdżamy do Mieciurnego domku letniskowego w Kosarzyskach, gdzie spożywamy grillo - obiad...

a niektórzy pieką sobie pół twarzy na piękny czerwony kolor Toungue nie będę pokazywac palcami co to za inteligentne istota była Toungue

gosia3ek napisał(a):
Co powiedzieć...
WIELKIE DZIĘKI AGATKO...
i strzeż się - czas najazdu na Wawę się zbliża

po raz kolejny powtórzę - to ja bardzo bardzo dziękuję
Warszawa czeka, moje nowe domostwo również Toungue a ja już się doczekać nie mogę!!

mieciur napisał(a):
Ja już się boje wyobrazić co sie bedzie działo jak z Agatką sie będziemy rozbijać po stolicy

hehe, bój się, bój Toungue już ja dla Was specjalny program wymyśle Toungue


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 10-10-2008 01:59 PM

Lorelei napisał(a):

gosia3ek napisał(a):
Co powiedzieć...
WIELKIE DZIĘKI AGATKO...
i strzeż się - czas najazdu na Wawę się zbliża

po raz kolejny powtórzę - to ja bardzo bardzo dziękuję
Warszawa czeka, moje nowe domostwo również Toungue a ja już się doczekać nie mogę!!

mieciur napisał(a):
Ja już się boje wyobrazić co sie bedzie działo jak z Agatką sie będziemy rozbijać po stolicy

hehe, bój się, bój Toungue już ja dla Was specjalny program wymyśle Toungue


Jakbyście się zjawili w Wawie i mieli chęć to można by nieco większe spotkanie zorganizować Big Grin
Oczywiście o ile zechcecie. Hm...


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 10-10-2008 03:00 PM

Agatko, no wreszcie się odezwałaś Smile
Ze Stefanem sie nie martw - jak tylko będziemy się wybierac przywieziemy zapas na rok !
więc za czas niedługi sie napewno zobaczymy !!

Edytko, myślę, że jak już dotrzemy do tej Warszawy i zdemolujemy Wam pół stolicy Smile to chętnie się spotkamy i z miłą chęcią poznamy kolejną forumowiczkę Smile
pozdrawiam Smile


RE: gosia3kowe lato - Hella - 13-10-2008 07:19 AM

mieciur napisał(a):
Edytko, myślę, że jak już dotrzemy do tej Warszawy i zdemolujemy Wam pół stolicy Smile to chętnie się spotkamy i z miłą chęcią poznamy kolejną forumowiczkę Smile
pozdrawiam Smile


To pomyślcie i o mnie Shy kochani.


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 13-10-2008 12:22 PM

No i chyba o Twojej siostrze też trza by było pomyśleć Smile


RE: gosia3kowe lato - Hella - 13-10-2008 01:32 PM

Edyta85 napisał(a):
No i chyba o Twojej siostrze też trza by było pomyśleć Smile


Noooo giggle Ale się bezwstydnie wkręcamy w imprezę Shy

No, ale dość of topa, czekamy na dalsze relacje Gosi.


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 13-10-2008 01:35 PM

Spoxio sopoxioSmile jak już będziemy pewni kiedy pojedziemy do wawy to damy znać napewnoSmile
relacyjka będzie wieczorkiemSmile


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 13-10-2008 02:16 PM

gosia3ek napisał(a):
Spoxio sopoxioSmile jak już będziemy pewni kiedy pojedziemy do wawy to damy znać napewnoSmile

Będzie okazja do kolejnego spotkania warszawskiej braci Smile

gosia3ek napisał(a):
relacyjka będzie wieczorkiemSmile


czekam z niecierpliwością


RE: gosia3kowe lato - Stasiu - 13-10-2008 05:08 PM

Końskie siostrunie przyjadą do stolicy na swych mustangach. Na kopytach rozniosą wszystkich co im się postawią na drodze. Na początek zaczynają obnawiać swoje stado. Iwona ma już nowego rumaka a Hella się narazie niezdecydowała, ale trza oczekiwać, że też sobie nowego wierzchowca zakupi. giggle Potem wyruszą ostro z kopyta i Wawa będzie jejich.


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 13-10-2008 07:55 PM

i kojejna relacja - po przerwieSmile
Lackowa i spółka 13.07.08

Jako że dosyć, a nawet bardzo dawno nie plątaliśmy sie cały dzień po górach stwierdzamy jednogłośnie, - czas w górySmile - czas się dorypać. Wybór po długich wahaniach (i dziwnych spojrzeniach moich sąsiadów, kiedy rozłożyliśmy kilka map u mnie przed domem na trawnikuWink padł na Lackową - najwyższy szczyt Beskidu Niskiego.

Cóż więc, w niedzielę ok 6 tej rano ładujemy się do ticusia. i jedziemy w stronę grybowa. w grybowie odbijamy na brunary.. skrótem. Myślałam że za ten skrót Mieciura utłukę - droga leśna przez ponad 10 km tłuczenia... w końcu po dlugich a ciężkich przeżyciach dojeżdzamy do wysowej - zagubionego pośród beskidzkich szczytów uzdrowiska.

Sprawdzamy sprzęt i na szlak, na szlak! najpierw ługo asfaltem niebieskim szlakiem, potem stwierdzamy że trzeba "skruntem skruntemToungue), do żółtego szlaku grzbietowego dochodzimy "na kreskę , żeby nie dokładać sobie 10 km dodatkowo szlakiem. Przedzieramy sie więc przez las bukowy, na stałej zasadzie - byle do góry, jeżeli jest coś wyżej - idziemy tamSmile. w końcu znajdujemy szlak. schodzimy, przeklinając na różne insekty których chmary wzbijały sie przy każdym poruszeniu drzew rosnących blisko szlaku - ehhh często ktoś musi tędy chodzić Wink Dobijamy do zielonego szlaku i idziemy w prawo na Lackową

Najpierw delikatnie w górę, potem ostro w dół, a potem jeszcze bardziej ostro pod górę. Ahhh, pod Lackową trzeba się spocić (choć i tak nie szliśmy słynną "ścianą Lackowej"). Po ostrym podejściu nadal lekko pod górę, jeszcze pół godziny podchodzimy na szczyt. Wreszcie jeeeest! Wierchołek znajduje się w lesie, niczym specjalnym się nie wyróżnia, oznacza go tylko słowacki "grzybek" i tabliczka. Siedzimy dosyć długo, jest cicho, spokojnie, nikogo tu nie ma... jest pięknie Smile Po ostatniej wyprawie górskiej w tłumie ceprów tatrzańskich jest nam takie wyciszenie bardzo potrzene. Jemy śniadanko, robimy parę fotek.

W końcu - czas ruszać. I na "odwyrtkę" - przez chaszcze, lekko w dół, ostro w dół, ostro pod górę - tym samym szlakiem wracamy przez kawałek. Ale od rozejścia z żółtym idziemy w stronę Wysowej dalej za zielonym szlakiem. Plan dalszy - obejść Wysową górami, zejść z drugiej strony wsi.

niestety, oznakowanie szlaku zafundowane nam przez pttk pozostawia bardzo wiele do życzenia. Na ogromnej polanie z wiatrołomami (nawiasem - nie zaznaczonej na mapie z 2007r- a w 2005 polana już byłakwasny) idziemy bardzo wydeptaną drogą w dół, za idącymi tam ludźmi - potem okazuje się że źleSad I do tej pory nie wiem gdzie tam szlak mógł prowadzić - najprawdopodobniej górnym skrajem polany... a my szybko wytracamy wysokość. Przyzwyczajeni do dużych przerw w oznakowaniu7 zanim się orientujemy że to nie ta droga - jesteśmy już tak nisko, że wracać na szlak już nie ma sensu. Zapomniałam dodać, że cały dzień nas męczył upał, ok 35 stopni, w lesie nie było tak strasznie, ale na polanach czy w dolinie - masakraSad wychodzimy z lasu prawie w tym samym miejscu gdzie weń weszliśmy skracając trasę. i z powrotem po asfalcie, popołudnie, słoneczko dogrzewało niemiłosiernieSad Do autka dotarliśmy ok 15 i po prostu mieliśmy już dość. No, ale co, wrócimy tak do domu? eeee...

Wyciągamy więc mapę woj,. małopolskiego i myślimy - gdzie by tu... A jedźmy sobie przez Słowację Smile przekraczamy więc granicę w Koniecznej, robimy zakupy w przygranicznym sklepie, zmieniamy się za kierownicą, ja otwieram piwkoBig Grin I śmigamy po słackich drogach na bardejów, docieramy do przełęczy Tylickiej i z powrotem do Polski... pięknie tam było - lekkie wzniesienia, pokryte polami. Przez Muszynkę Tylicz jedziemy do Powroźnika. Zatrzymujemy się przy drodze nad potokiem i delektujemy się dniem. i pada hasło - jedźmy z powrotem przez Słowację - przez Leluchów jedziemy wiec do piwnicznej. z ciekawszych rzeczy - w Starej Lubowni zaskakuje nas drogowskaz kierujący na Nowy sącz Toungue, a prawie pod granicą - maluszek na slowackich rejestracjach. i przez Kosarzyskowy mieciurny domek - do domuSmile

i mimo że nie był to tak jak planowaliśmy cały dzień w górach - to i tak było fajnie - zawsze to coś nowegoSmile


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 13-10-2008 07:58 PM

i parę fotekSmile


RE: gosia3kowe lato - Mallaidh - 13-10-2008 08:25 PM

No tak, bo Wy nie możecie tak po prostu pojechać, jak ludzie...Big Grin

Chyba zacznę pisać petycję do PTTK żeby ustanowili dla Was specjalne oznakowania tras giggle


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 13-10-2008 08:45 PM

Mallaidh napisał(a):
No tak, bo Wy nie możecie tak po prostu pojechać, jak ludzie...Big Grin

a po co?? tak jak wszyscy znaczy się nudno (nie w znaczeniu ForumowymToungue

Mallaidh napisał(a):
Chyba zacznę pisać petycję do PTTK żeby ustanowili dla Was specjalne oznakowania tras giggle

ooo tak, tak, dzięki... gosia3kowy szlak - to brzmi dumnieToungue[/align]


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 13-10-2008 10:01 PM

ehhh kolejna zwariowana wycieczka tego lata Smile ja to sie już czasem zastanawiam dlaczego tacy jesteśmy ?? czy to normalne 4 razy przekraczać tą samą granicę jednego dnia ? nie można normalnie jak ludzie jechać i wracać tą samą drogą ? ehh no chyba nie. A to Schengen to nam teraz z nieba po prostu spadło Smile
A wogóle to czekajcie na następne relacje a wierzcie mi jest co opowiadać - jak będziecie grzeczni to gosia3ek wszystko Wam opowie Smile


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 21-10-2008 02:23 PM

Gosia3ek czekam na dalsze relaje z waszych wakacyjnych wojaży


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 21-10-2008 03:17 PM

nio właśnie się mierzę do napisania relacyji z wyprawy na 7 dni i chcę wrzucić w miarę hurtem... jeszcze troszq zejdziekwasny


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 21-10-2008 03:29 PM

Nio tak zejśc Ci napewno zejdzie bo ten tydzień na tej wyprawie był obfity i działo sie działo Smile Ale wierzcie mi, warto poczekać bo była to naprawde fajna i ciekawa wyprawa ! Smile


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 13-11-2008 12:09 PM

Gosia3ek, czekam i czekam i co.....
nie ma.......


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-11-2008 04:11 PM

Dzien I
Nowy Sącz - Jarnotłówek - Złoty Stok - Lądek Zdrój - Bielice
Góry: Biskupia Kopa, Kłodzka Góra, kowadło
Inne: kopalnia złota w Złotym Stoku, Bielice nocą Toungue
O 5 rano w niedziele 27.08 rozpoczęła się nasza kolejna wyprawa, tym razem niosło nas w Sudety. Głównym celem miało być zdobycie Korony Gór Polski, czyli wszystkich pozostałych nam sudeckich najwyższych szczytów. Zaś poza tym - chcieliśmy jak najwięcej zobaczyć
Najpierw jednak czeka nas dobe 200 km samochodem. Wsiadamy więc do dzielnego ticusia i przez Limanową, Mszanę Dolną, Oświęcim, Gliwice śmigamy w stronę Gór opawskich. Mijamy Śląsk (bleh, jak płasko Toungue). Wreszcie na horyzoncie ukazują się pierwsze szczyty - powoli uświadamiamy sobie, że to są "one" - góry do których od dawna nas ciągnęło - SudetySmile
Na pierwszy ogień poszła Biskupia Kopa, czyli najwyższy szczyt gór Opawskich (891). Po drodze leciutko się gubimy na zakuprzach, ale w końcu dojeżdżamy do jarnotłówka, skąd wyruszamy czerwonym szlakiem . Jest parno, upalnie. Nasze pierwsze wrażenie - te góry różnią się czymś od "naszych" Karpat ale czym? Po niecałej godzinie lekkiego trekkingu wychodzimy na szczyt. Znajduje się tam wieża widokowa, murowana, którą widzieliśmy dobrze z drogi dojazdowej. Szczyt znajduje się na granicy z Czechami, wstęp na wieżę jest płatny - ale niewiele. Sama wieża - troszkę klaustrofobiczna, ale ze szczytu rozpościera się przepiękna panorama, jej przeważającą część zajmują wywłaszczenia, tylko gdzieś na horyzoncie widać górki. Siedzimy chwilę pod wieżą, potem schodzimy do schroniska poniżej szczytu. Tu jedna ze śmiesznych sytuacji, z której mieliśmy ubaw już do końca - rodzina z dziećmi, matka woła syna "paskal, paskal" Big Grin Krzysiek do mnie - dobrze że nie Galileusz Toungue. Schodzimy do autka, skracając drogę przez Czechy (płasko) jedziemy do Złotego Stoku a potem na przełęcz Kłodzką. Stąd przez las wychodzimy na Kłodzką Górę (765) . Sam szczyt znajduje się w lesie, niczym specjalnym się nie wyróżnia, oznakowany jest sprayem na drzewie. Szlak wiodący z przełęczy na Kłodzką różni się bardzo w rzeczywistości od tego co mówiła nam mapa. Cóż, trochę sobie powarczeliśmy ale bez bólu daliśmy radę. Na rozejściu szlaku niebieskiego i żółtego pod Kłodzka robimy sobie dłuższy postój, potem schodzimy do Ticusia. Hm... mamy kilkanaście minut do ostatniego wejścia dla zwiedzających kopalnię złota w Złotym Stoku. Szybka decyzja (jaka - domyślacie się pewnie Toungue) . Dojeżdżamy, Krzysiek parkuje autko, ja w tym czasie kupuję dwa ostatnie bilety (nie ma jak fart Toungue) . Wchodzimy do kopalni- cokolwiek nie powiedzieć - jest warto. O wielu rzeczach o których opowiadał przewodnik (a raczej przewodniczka) nie miałam pojęcia. Ale i tak wszystko przebiło hasło pod wodospadem, o którym przewodniczka powiedziała wcześniej, że to największy naturalny podziemny wodospad itp. Itd. A kiedy wszyscy wyszli z pomieszczenia - na cały głos "Kaaaaaaaazeeeeeek, zakręcaj!!!!" i wodospadu już nie byłoToungue a bezmyślność niektórych ludzi powala - jak można palić papierosy w kopalni??
Przez Lądek Zdrój jedziemy w stronę Bielic, fajna droga wojewódzka - zakręty wte, i wewte i wte i wtewteBig Grin itd.Smile Bielice- maleńka miejscowość zagubiona gdzieś między górami. Na mapie mieliśmy zaznaczone pole namiotowe, cóż, kiedyś było, teraz zarośnięte krzakami. 20 minut chodzimy po wsi szukając żywego człowieka - w końcu dogadujemy się z gospodarzem, rozbijamy się u niego w ogrodzie. Bardzo mili ludzie. na dobry koniec dnia - Kowadło, nawyższy szczyt Gór Złotych (wg KGP). Szlak dojściowy i granica biegną grzbietem, postanawiamy skrócić trasę "na kreskę". Cóż, dobry pomysł to to nie był, podczas przedzierania się przez leśną dzicz pada kilka słów na k... Toungue) Na szlaku (uff, w końcu) odbijamy w lewo i idziemy - dopóki jest coś wyżej. Szlak nie pokrywa się z mapą co wywołuje w nas zmęczone powarkiwania. (nigdy więcej wydawnictwa Demartkwasny) W końcu nic wyżej nie ma, a że zaczyna się ściemniać, z mapy nam też wynika że to tu - decydujemy że osiągnęliśmy Kowadło (jak się potem okazało - zgodnie z prawdą) Punkt widokowy - prześwietny, tyle że już niewiele co widać. Focimy, i schodzimy w dół. szlak znowu nam się nie pokrywa z mapą - miał iść na kreskę w dół, a szedł trawersem . malutka różnica Toungue)W końcu docieramy. Ogarniamy się troszkę, montujemy do namiotu, pijemy zasłużony napój turystycznyBig Grin latarnie w Bielicach zgasły o 23Toungue


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 17-11-2008 04:20 PM

no wreście. nie ma to jak dobrze spędzony czas. A z tym wodospadem to była niezła wpadka giggle Co za Pani przewodnik


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-11-2008 04:20 PM

Dzień 2
Góry: Rudawiec, Śnieżnik
Drugi dzień naszej wyprawy rozpoczął się przed 6 rano. Wypełzamy z autka, rozglądamy się - pogoda OK., ale zimno jak na Syberii. Wszędzie tyle rosy, jakby ulewa była chwilę wcześniej , ale niebo niebieściutkie. Wyruszamy zielonym szlakiem w górę doliny. Skręcamy z drogi, potem ostro w górę, do rezerwatu "Puszczy Jaworowej" . Eh, gosia3ki nie lubią podchodzić wcześnie rano i jeszcze bez śniadania. Kryzysik delikatny, który trzeba było przemóc. Pysznie śniadanko czyli kanapki i pasztet (Toungue) dodają mi wigoru. Od rezerwatu szlak prowadzi już spokojniej lekko pod górę, szybko osiągamy granicę, a na niej - Rudawiec. Na szczycie znajduje się szlako wskaz, widok spomiędzy drzew na Masyw Śnieżnika.- tam idziemy. Ale wcześniej - porządny postój. Szczyt jest klimatyczny aż się nie chce ruszać, ale w końcu trzeba. Dalej za naszym zielonym szlakiem i z granicą - problemów w orientacji nie ma. Schodzimy na przełęcz Płoszczyna , gdzie jest duże (byłe) drogowe przejście graniczne i dochodzi żółty szlak z przeł. Staromorawskiej. Tutaj chwila postoju i wchodzimy w Masyw Śnieżnika, początkowo ostro pod górę. Dopiero tutaj spotykamy pierwszych tego dnia turystów. Cały czas z granicą, długi czas idziemy rowem orientując się "na słupki graniczne" podchodzimy na przełęcz Głęboka Jama, tu dochodzi kolejny żółty szlak - tym razem z Kamienicy. Sama przełęcz, jakże odmienna od poprzedniej, zagubiona w lesie. Granica skręca, my razem z nią, . Spomiędzy drzew widać Śnieżnik - dorodny jest Toungue. Na podejściu spotykamy tłumy ludzi, wszyscy zmierzają w tym samym kierunku - na szczyt. Najgorętsza pora dnia, słonce dogrzewa niemiłosiernie. To nam daje w d... na podejściu, a szczyt się jakoś nie przybliża...
Pod samym szczytem idziemy grzecznie "za szlakiem" zielonym, a trzeba było "a stadem":)obchodzimy ślicznie dookoła szczyt zanim dotrzemy. Na szczycie znajduje się tablica pamiątkowa i sterta kamieni, na którą oczywiście wyłazimy Toungue Jednak tłumy ceprów różnych narodowości szybko przeganiają nas w dół. Schodzimy stromym szlakiem do schroniska pod Śnieżnikiem, w międzyczasie żegnamy się z granicą. Schron również oblegany przez ceprów, dosyć drogi i z niezbyt miłą obsługą. Siedzimy dobrą chwilę wkurzając się na tłumy i crossowców, którzy wyjechali na motorach pod samo schronisko, a zachowują się jak książęta kwasny Zmieniamy szlak na niebieski i po chwili jest już spokój, trawersikiem schodzimy do wsi. Szlak jest dosyć monotonny, nic ciekawego się na nim nie zdarzyło .. Nasze kijki zrobiły karierę wśród borówkowców cyt. "na 4 nogi to sobie można iść" Toungue Schodzimy do asfaltu we wsi, potem przechodzimy przez kolejne pasmo, towarzyszą nam oznaczenia rajdu MTB. Wychodzimy na przełęcz Staromorawską, dochodzi żółty szlak ( ten z pierwszej przełęczy). I znowu zejście do wsi, przyczepia się do nas dość duże stado 30 kóz, przez chwilę jesteśmy przewodnikami Toungue I jeszcze raz w dolinę, jeszcze jedno pasmo. Koło drogi w dolinie jemy coś i idziemy , dalej za niebieskim znakami. Drogą leśną, utwardzoną po godzinie "zdobywamy" ostatnią tego dnia przelecz Suchą, gdzie dobija asfaltem czerwony szlak. Oj, podejście i cały dzień dało nam już w kość wiec siadamy i opracowujemy zejście "bezszlakowe" do Bielic. Odbijamy w prawo, potem dochodzi ścieżka rowerowa, której do końca się trzymamy. Długie i nużące zejście, godzina już 19.30, a mu musimy jeszcze przejechać do schroniska Jagodna. W Bielicach tłumy namiotów - studenci z Katowic. Szybko się zbieramy i już bardo zmęczeni, na "autopilocie" przejeżdżamy do wspomnianego schroniska. Po długim oczekiwaniu wreszcie dostajemy klucz do pokoju, ledwo się ogarniamy, a oczy już się zamykają...


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-11-2008 04:31 PM

Dzień III
Przeł. Spalona - Zieleniec - Karłów - Kudowa Zdrój
Góry: Jagodna, Orlica, Szczeliniec Wielki
Inne: zwiedzanie Kudowy Zdroju, kaplica czaszek w Kudowie

Budzimy się i szybkie sprawdzenie swojego stanu... eee, po wczorajszej "wyrypie" jest nawet ok.Smile Ale dziś lżejszy dzionek więc postanawiamy zjeść śniadanie jak ludzie i na spokojnie wybrać się na zdobywanie pobliskiej Jagodnej - najwyższego szczytu Gór Bystrzyckich. Podczas śniadanka naszego do jadalni wchodzi dwójka turystów, patrzymy - książeczki Korony Gór Polski - czyli swoi Smile zamieniamy parę zdan, oni biegną na Jagodną, my jeszcze chwilę marudzimy, pakujemy się do Ticusia ( przy okazji zauważamy stojące koło niego auto z wyposażeniem wyprawowym w środku uśmiechamy się do siebie - "to pewnie ich" )

Wyruszamy na jagodną, niebieskim szlakiem. I cały czas czekamy na jakieś ostre podejście... albowiem droga prowadzi prawie po płaskim, a w końcu to najwyższy szczyt czy nie ?! po drodze spotykamy parę "ze schroniska" i zagadujemy się na dobre 15 min. Jako że oni "zdobywają Koronę" od przeciwnej strony jest masa informacji, które trzeba wymienić. W końcu rozchodzimy się w obie strony , my ruszamy w stornę Jagodnej, którą bez większego wysiłku osiągamy po niedługiej chwili. Szczyt oznakowany jest wieżyczką - amboną, szkoda że okoliczne świerki niedługo całkiem zasłonią widok. Co nie zmienia faktu, że bardzo urokliwie tam jest.. jeden ze szczytów, na który na pewno jeszcze wrócimy.

Schodzimy do dzielnego samochodziku i przejeżdzamy do Zieleńca, skąd prowadzi - nomen omen - zielony szlak na najwyższy po polskiej stronie szczyt Gór Orlickich - Orlicę. Idziemy drogą przez las i gadamy sobie, że w sumie można było pod sam szczyt podjechać autkiem, kiedy droga odbija i prowadzi ostro pod górę. Sam szczyt znajduje się w odległosci kilkuset metrów od szlaku, nie jest konkretnie oznaczony, więc uznajemy za szczyt kamień ze znakiem geodezyjnym. Samo wyjście zajęło nam niespełna pół godzinki, robimy rytualne fotki, ale parzące słońce (jest południe) skutecznie nas zniechęca do dłuższego postoju.

Wracamy do autka, podchodzimy jeszcze do schroniska Zieleniec, w którym planowaliśmy obiad... szok. schronisko zamknięte. w takiej sytuacji, wkurzeni opuszczamy niegościenne progi, rezygnując z wizyty na torfowisku pod Zieleńcem (chyba już wtedy wiedzieliśmy , że jeszcze tam wrócimy i jedziemy w stronę Dusznik. Po drodze nasz ticuś domaga się jedzonka, więc zatrzymyjemy się na stacji, gdzie cala nasza trójka się pożywia Smile od razu śmieszna sytuacja - zamawiamy "knyszę", pytamy kobitki sprzedającej co to? okazuje się, ż to kebab po prostuBig Grin. Najedzeni i szczęśliwi jedziemy w stronę Karłowa. I tutaj " inny świat" tłumy ludzi, ceprów, płatne parkingi. brrr. Zostawiamy autko jednak i idziemy na Szczeliniec Wielki.
Same góry Stołowe są przepiękne, na pewno jeszcze przyjedziemy - bo parę miejsc nam zostało do "obadania", tylko te tłumy ludzi ehh... pod Szczelińcem na podejściu robimy furorę - jako jedyni wyposażeni wyprawowo, ludzie pokazują nas sobie palcami, czujemy się jak zwierzątka w zooToungue Skaczemy sobie po skałkach mijając tłumy ceprów, dochodzimy do schroniska, podbijamy pieczątki, uiszczamy opłatę i lecimy na szczyt. Nie zatrzymujemy się tam długo, ze względu na tłumy, szybko schodzimy na dół i wracamy do autka. Zmęczenie jednak nam daje znać o sobie, zastanawiamy się nad Błędnymi Skałami, ale stwierdzamy że nie ma po co iść żeby być, i tak jesteśmy tak zmęczeni,że wiele nie zapamiętamy. A i do tego wszystkiego tłumy ceprów dają nam w kość, wiemy że na Błędnych będzie jeszcze gorzej.. odpuszczamy.

Zastanawiamy się co zrobić z noclegiem, pytamy tubylca, który nas skroił za parking Big Grin czy u niego gdzieś tam daleko pod płotem by nie można było się rozbić.. - dycha od osoby, bez wrzątku i prysznica?? grrrr. No ale mapa mówi, że najbliższe pole namiotowe jest w Lewinie Kłodzkim, a to nam całkiem nie po drodze.

Na razie zjeżdzamy jeszcze do Kudowy, obejrzeć słynną kaplicę Czaszek. Jest to kaplica wyłożona szczątkami ludzkimi, eh, daje do myślenia nad własnym przemijaniem. Plątamy się trochę po Kudowie - miłym miasteczku, robimy zakupy i wracamy Drogą Stu Zakrętów do niemiłego chłopa w Karłowie. No, jedyny nocleg, którego nie mogę polecić. Resztę dnia spędzamy na odpoczywaniu, leżeniu, gadaniu.. wcześnie kładziemy się spać... kolejny dzień znów będzie intensywny.


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-11-2008 04:43 PM

Dzień 4
Przejazd: Karłów - Sokolec - Walim - Rybnica Leśna - Boguszów Gorce - Czartak - Karpacz
Góry: Wielka Sowa, Waligóra, Chełmiec, Skalnik
Inne: sztolnie w Walimiu, kolorowe jeziorka ( rezerwat)

Poranek u wrednego chłopa, czyli uciekać jak najszybciej. już parę minut po 6 opuszczamy niezbyt gościnne miejsce. Śliczną drogą stu zakrętów, a potem wiejskimi drogami dojeżdżamy na przełęcz Sokolec. Stąd wyruszamy na szczyt Wielkiej Sowy. Dobrze nam się idzie, mijamy jedno schronisko, potem spotykamy szlak fioletowy (!). Przed godziną 8 już jesteśmy na wielkiej Sowie. Wieża widokowa niestety jest czynna od 9.30; nie będziemy czekać na jej otwarcie. Oprócz wyliniałego czarnego kota na szczycie nie ma śladu żywego ducha. Sam szczyt - ciekawy, dobrze przygotowana infrastruktura, chociaż myślę, że w normalnych godzinach może tam być troszkę "ceprowoToungue" W schronisku Sowa, parę minut poniżej szczytu mamy plan zjedzenia śniadania, niestety - "całujemy klamkę" otwierają o 9tej. Schodzimy więc niżej, śniadanko jemy widokowo patrząc na Sokolec i górki. Zastanawiamy się... dobry czas, nie ma jeszcze 9, cały dzień przed nami- możeby zahaczyć jeszcze o sztolnie? Mamy do wyboru 3 części hitlerowskiego kompleksu Riese - Walim, Osówka i Włodarz. Wybór pada na tą pierwszą. Przejeżdżamy autkiem, chwilę czekamy i wchodzimy na teren kompleksu. Jest to część planu Hitlera o konkretnie nie poznanym przeznaczeniu - najprawdopodobniej miały tam być podziemne fabryki. Warto sobie uświadomić dramat ludzi z pobliskich obozów koncentracyjnych, którzy kopali te sztolnie praktycznie bez sprzętu. Bardzo miły przewodnik oprowadza grupę, jest niewiele starszy od nas więc bylo bardzo wesoło (np. wchodząc do sztolni spytaliśmy, czy możemy mieć swoje czołówki, a jak tak to czy będzie coś taniej Toungue)

Syci wrażeń jedziemy do Rybnicy Leśnej. Dojeżdżamy autkiem do schroniska Andrzejówka. Stożek Waligóry który wznosi się za schroniskiem wygląda hmmmm - dorodnieBig Grin. Podejście dało nam w kość - nie wiem czy widziałam bardziej strome kiedykolwiek, 15 ale za to jakich. Na szczycie - duszno, parno i, stada much. A że jedno z nas (tzn ja ) ma na pyłki alergię, więc szybko ze szczytu się ewakuujemy.

Za to schronisko Andrzejówka budzi w nas bardzo miłe uczucia. Na pewno tam wrócimy, bo ma niepowtarzalny -"górski" klimat. Po obiadku uderzamy dalej, tym razem naszym celem jest góra Chełmiec - najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich. Plan mało ambitny - wyjeżdżamy autkiem ile się daWink W Boguszowie gubimy się trochę w objeździe osiedlowym. Samo miasteczko jak dla mnie traumatyczne, wąskie uliczki, szaro, żeby nie powiedzieć - brzydko. Razem ze stacjami górniczej drogi krzyżowej dzielny ticuś pnie się pod górę, aż do szlabanu i rozejścia szlaków, Dalej już trzeba na własnych kopytkach. Pogoda nie za ciekawa do wędrówki, jest bardzo duszno, w powietrzu wisi jakaś burza. Na szczycie Chełmca - ceprowisko - rodzinne grillowanie, warcząca koparka, śmigające samochody elektrowni i zamknięta wieża widokowa. Nie, nie podobało nam się tam stanowczo, szybko więc uciekliśmy do autka. Przy samochodzie spotykamy kolarzy górskich, o średniej wieku ok. 60 lat. Rozmowa z nimi potrwałaby długo, gdyby nie czarne chmury na horyzoncie. Ale to oni polecili nam najlepszy sposób wyjścia na Snieżkę (która była w planach następnego dnia)

Śmigamy dalej, bo czeka na nas jeszcze Skalnik (Rudawy Janowickie) Wąskimi, ale wyasfaltowanymi dróżkami przez wsie podjeżdżamy pod schronisko Czartak. Szlakiem niebieskim idziemy na szczyt. Szlak nie wyróżnia się niczym szczególnym, sam szczyt również - jest nawet problem z jego odnalezieniem. Spotykamy parę turystów, po krótkiej rozmowie okazuje się, że oni również zdobywają KGP. Eh, fajnie się gadało, w końcu odnaleźliśmy resztki wieży widokowej z napisem Skalnik. Żegnamy się z nowymi znajomymi i idziemy na widokową wychodnię skalną trochę odpocząć. Chmurzy się, ale widać nasz jutrzejszy cel -Śnieżkę?Smile

Nagle pada hasło -niedaleko są jeszcze kolorowe jeziorka , czas dobry - jedziemy. Droga pozostawia wiele do życzenia (w życiu gorszej nie widziałam Toungue) - zamiast dziur w drodze trzeba było omijać fragmenty asfaltu. Same jeziorka- przepiękne, ale jesteśmy już trochę zmęczeni, więc wiele się nad nimi nie roztkliwiamy. Po jeziorkach - czas na przejazd do Karpacza. Jakbyśmy wyczuli problemy ze znalezieniem noclegu. Po całym dniu znaleźliśmy się jakby w innym świecie. Eh, w końcu rozbijamy się przy parkingu strzeżonym, dogadujemy z jego właścicielem. Wieczór chwila plątania się po mieście, jakiś obiad, trochę zaopatrzenia na następny dzień i grzecznie spać. (po spożyciu napoju turystycznego oczywiście Toungue)


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-11-2008 04:51 PM

Dzień V
Przejazd: Karpacz - Szklarska Poręba - rozdroże Izerskie
Góry: Śnieżka, Wysoka Kopa

Wysypiamy się burżujsko i dopiero parę minut po 7 jesteśmy na szlaku. Po wczorajszych poradach decydujemy się na podejście czerwonym szlakiem przez Kocioł Łomniczki. Najpierw czeka nas jeszcze dużo trasy przez Karpacz. Jakoś w końcu nam się udaje, mijamy budę Karkonoskiego Parku Narodowego i już śmigamy prawdziwie po szlaku. Do schroniska pod Łomniczką dochodzimy tnąc czas z mapy o 1/3 Smile ale po płaskim było Wink W schronie nikt się nami nie zainteresował, więc spożywamy własny prowiant na zewnątrz. I w drogę... widok Królewny Sudeckiej przyciąga wzrok - podejście Kotłem, takie jak gosia3ki lubią najbardziej - dorodne i strome, ale wysokość się zdobywa błyskawicznie. Mijamy symboliczny cmentarzyk ludzi gór, dłuższą chwilę się tu zatrzymujemy. Chwila zastanowienia...

Idziemy dalej, szybciutko osiągamy Śląski Dom, cisza i spokój, ale nie ma jeszcze 9 tej. Korzystamy z okazji na zdjęcia bez wcinających się ludzi, a potem już tylko Śnieżka. Z najwyższego szczytu naszej wyprawy roztacza się widok zapierający dech w piersiach. Nie mówię, że chyba tam wrócę- tego jestem pewna. Nagle ruszają wyciągi - najpierw od czeskiej, a chwile potem od polskiej strony. I cisza, spokój na Śnieżce zamienia się we wspomnienie. Schodzimy więc troszkę w dół, chowamy się pod obserwatorium, i przez lornetkę oglądamy ceprów w różowych klapkach. Spędzamy na szczycie prawie 2 godziny - tak nam się nie chce ruszać. W końcu trzeba - Drogą Jubileuszową , potem Równią pod Śnieżką. Plan obiadowy był na Strzechę Akademicką, ale wycieczka dzieciaków z Niemiec skutecznie nam ten pomysł udaremniła. Nic to - 10 minut drogi do drugiego schroniska... Samotni. Piękniej usytuowanego schroniska chyba nie widziałamSmile

Pyszny obiadek, czyli kanapki z pasztetem i rozleniwienie - ruszać się nie chce, ale napływ ceprów skutecznie nas wygania z tego urokliwego miejsca. Niebieskim szlakiem schodzimy do Karpacza. Po drodze robimy jeszcze za Górską Informację Turystyczną udzielając wielu informacji. Śmiejemy się - 2 złote od odpowiedzi i będziemy bogaci Toungue Oglądamy kościółek Wang w Karpaczu. Niebieskim szlakiem przez Górny Karpacz, do autka pełzniemy. Wspólnie stwierdziliśmy, że Śnieżka nam tak nie dała w kość, jak to tachanie się po asfalcie. trochę się gubimy, slońce pali w karki, autobusu nie ma, drogowcy asfalt leją, ehhhh

W końcu, w końcu przy Ticusiu. Wracamy do siebie, ja jeszcze zamieniam parę zdań z właścicielką parkingu i jedziemy do Szklarskiej Poręby. Wita nas ona podobnie jak Karpacz, znowu problem ze znalezieniem noclegu. Po odwiedzinach na jednym niegościnnym polu namiotowym stwierdzamy(wkurzeni), że skoro tak to rozbijemy się byle gdzie w Izerach. Na wylocie ze Szklarskiej objawia nam się jednak Camping pod Klonem i to jest toBig Grin Świetne warunki, za jakieś parę złotych.

Godzina 17. Dzień wcześniej przyszedł nam do głowy pomysł "zamknięcia" Korony - ale do tego jest nam potrzebna cała sobota. A jeżeli chcemy jeszcze obejrzeć trój styk granic polskiej niemieckiej i czeskiejSmile Cóż, w takim razie, zamiast odpoczywać pakujemy się do ticusia i jedziemy na rozdroże Izerskie. Stamtąd zielony szlak prowadzi nas pod górę, jakoś jeszcze idziemy. Trzema kolorami szlaków, przez kopalnię kwarcu Stanisław, w prawo za czerwonym - na Wysoką Kopę. Do zakrętu czerwonego szlaku w prawo, a potem, jako że szczyt nie jest na szlaku - odbijamy pod górę. Do szczytu prowadzi dosyć wyraźna ścieżka, choć nie jest on oznaczony. Znajdujemy miejsce, gdzie wydaje się być najwyżej (zresztą sterta kamieni i gałęzi to chyba oznaczenie szczytu było) i uznajemy najwyższy szczyt Gór Izerskich za zdobyty. Dorzucamy swoje kamienie na stertę i powoli schodzimy Piękne są Izery... mają w sobie coś, nie wiem co.. ale wrócę tam jeszczeSmile Tą sama drogą schodzimy do autka, już w półmroku. Jesteśmy zadowoleni i szczęśliwi, jednak udało się przemóc zmęczenie. Zmęczenie daje nam się we znaki - szybko kładziemy się spać i nawet szum samochodów na drodze wojewódzkiej nam nie przeszkadza.


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-11-2008 05:02 PM

Dzień VI
Szklarska Poręba - Świeradów - Frydlant (Cz) - Bogatynia - Porajów - Bogatynia - Frydlant - Świeradów - Jelenia Góra - Komarno - Świdnica - przeł. Tąpadła - Sulistrowiczki
Góry: Skopiec, Ślęża
Inne: trójstyk granic polsko - czesko - niemiecki

Wstajemy sobie - już lajtowo, wiemy że plan wyprawy wykonamy; zostały nam 2 szczytySmile i możemy sobie pozwolić na dodatkową, stukilometrową (w jedną stronę) wycieczkę do trójstyka. Skąd nam się ta mania nawiedzania trójstyków wzięła?? nie wiem, ale boję się, że niedługo wylądujemy gdzieś w Obwodzie KaliningradzkimBig Grin jak na razie byliśmy na trójstykach 2, ten był trzeci. Żegnamy z łezką w oku gościnny camping (jeszcze tu wrócimy, na pewno) zjeżdzamy do Świeradowa - Zdroju, gdzie przekraczamy granicę z Czechami.
Przez Czechy śmigamy sobie "na kreskę", żeby dotrzeć do "ogonka Polski", jak ja to zawsze nazywam. Niedaleko Bogatyni z powrotem wkraczamy w rejon naszego kraju, ogądamy sobie z drogi kopalnie odkrywkowe i śmigamy mając już po prawej granice niemiecką. Dojeżdzamy do celu - niedaleko Porajowa przejeżdzamy przez granicę czeską , po prawej widzimy flagi- to tutaj. Co prawda niemieckiej ziemi pomacać nie możemy (bo trzeba by się było przez rzekę przeprawić, ale niedługo będzie to już możliwe (jest tam budowany most w kształcie okręgu) Każdy trójstyk ma "coś" w sobie, ten mi się osobiście chyba najbardziej podoba. Dość długą chwilę spędzamy na trójstyku, wracamy do auta, Mieciura zaczyna boleć ząb Sad zżera tabletki, ale wiele nie pomagająSad Jeszcze się zatrzymujemy przy przejściu granicznym, idziemy "pomacać" Niemiec.. eeekwasny

Wracamy, z powrotem przez Czechy i ciekawa sytuacja w sklepie - robiliśmy zakupy w czeskim Lidlu, nie mieliśmy za wiele pieniędzy więc usiłowałam kobicie w kasie wytłumaczyć, że jak dojdziemy do takiej i takiej kwoty to zrezygnujemy z reszty zakupów - tyle, że robiłam to po angielsku, kobita mnie wysłuchała i powiedziała cyt: "Nic nie rozumiem":P Oprócz tego w lidlu ukradliśmy drewnianą skrzynkę i gosia3ek tak wziął tak inteligentnie cole spośrod zgrzewek, że wszystkie poleciały na ziemię Toungue to taki przerywnik. Przed granicą robimy jeszcze postój, "macamy czech" po raz ostatni i wracamy do PolskiSmile

Djeżdzamy do Swieradowa i "mniej uczęszczanymi drogami" jedziemy do Komarna w Górach Kaczawskich, za Jelenią Górą. Ehhh i sytuacja , Krzysiek prowadził, ja tak patrzę- jemu się oczy zamykają, mówię -nie śpij otwiera oczy - "przecież nie śpię"- autopilot. Gdy się to powtórzyło;trzeba było się zmienić za kierownićą. I jedziemy dalej. Mieciur śpi , a ja sobie przeklinam na rozwiązania drogowe Jelonki (z całym szacunkiem Smoku), dojeżdzamy do Komarna , pod Skopiec. Zmieniamy szlak z żółtego na niebieski, kilkaset metrów, jesteśmy na przełączce pomiędzy Skopcem a Barańcem, sam szczyt nie jest na szlaku,tylko trzeba w las odbić. w sumie sami nie wiemy do końca gdzie on był - przedzieraliśmy się przez młody las świerkowy, aż w końcu stwierdziliśmy -dość i wróciliśmy na przełęcz, skąd roztacza się urokliwy widok na góry Kaczawskie.

Oboje już bardzo zmęczeni decydujemy się na ostatni, heroiczny wręcz wysiłek - zdobycie najniższego szczytu wyprawy czyli Ślęży. Dojeżdzamy na przełęcz Tąpadła (przez Bolków i Świdnicę). Hmmm, gdzieś tu miał być camping, pole namiotowe? szukamy pytamy - ni ma.. cóż, najpierw Ślęża , potem się zobaczy. Mieciurny dalej z tym bolącym zębem, tu już typowo wyszliśmy "żeby zaliczyć". (ale to też sprawia, że mam ochotę wrócić) W międzyczasie na dojeździe zaczyna padać? nie, lać, ulewa , ale fajnie bo parne powietrze trochę się zrobiło bardziej rześkiSmile Żółtym szlakiem, szybciutko osiągamy Ślęże - plan wykonany, ale jesteśmy tak zmęczeni, że nie mamy siły się cieszyć nawet. Wracamy do autka i zjeżdzamy do ludzi, mieciurny ząb boli coraz bardziej i zaczynamy się martwić co dalej.. czy nie trzeba będzie zrezygnować z planów i wrócić prosto do domu?? Coż.. zobaczymy... znajdujemy nocleg na campingu nad zalewem w Sulistrowiczkach. Nasz największy błąd tej wyprawy, jak się okazało. Było cicho i spokojnie, cieszyliśmy się, że się wyśpimy, był już półmrok i myśleliśmy o pojściu spać. Gdy nagle obok nas rozłożyła się ekipa imprezowo nastawiona i do 3 w nocy cały camping nie spałSad zważywszy na nasze wymęczenie i to , że mieliśmy przed sobą 600 km za kółkiem, powierdzieć że byliśmy wq... to małokwasny


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-11-2008 05:10 PM

Dzień VII, ostatni - powrót do domu "po naszemu" Toungue
Trasa: Sulistrowiczki - Wołczyn - Radomsko - Kielce - Święta Katarzyna - Kielce - Pacanów - Tarnów - Nowy Sącz
Ten dzień, ostatni już, głównie był za kółkiem, ale działy się też rzeczy ciekaweSmile
Ano, zastanawiamy się czy naszym "bliźnim" słodko śpiącym obok nie zrobić pobudki w ramach "rewanżu" za darcie się w noc.. szkoda nam jednak pozostałych ludzi na campingu. Wsiadamy więc w dzielne autko i śmigamy . Najpierw drogami mniej uczęśczanymi, potem na wojewódzką, w końcu na krajową 39 - w stronę KielcToungue Łysica- tak, tak, tego szczytu nam jeszcze brakowało!! Po drodze szukamy miejsca, gdzie by się można było zatrzymać na śniadanie - nic!! Totalnie nic, w końcu dopadamy stację orlen, jemy hot-doga na pół, ja popijam kawą i w drogę.
Strasznie się nam dłuży trasa, zwłaszcza że to sobota, co chwilę na drodze jakieś kombajny ciągniki czy inne takie. W końcu nawet ticuś ma dość, spada nam lusterko wewnętrzne, co znacznie utrudnia prowadzenie - zatrzymujemy się w środku lasu , szukamy elementy, który by mógł posłużyc za podkładkę, w końcu znajduję flaszkę po wódce - nakrętka się nadała.. tu się przyklepało tu przygniotłoWink I w drogę - oboje "męczymy" kolejne kilometry... ile i ile jeszcze? w końcu w porze obiadowej gdzieś za Radomskiem dopadamy knajpę przy stacji i jemy normalny posiłek. Ja już byłam do tego stopnia wycięta, że nie iałam ochoty na nic i kręcilo mi się w głowie tylko- mieciur podobnie. Po wypasionym obiedzie doszliśmy do siebie i bezboleśnie dojechaliśmy do Kielc, a potem do Świętej Katarzyny.
Szybkim krokiem śmigamy na Lysicę. Osiągamy ją po połowie czasu przewidzianego na mapach. i w końcu - jeeeest Toungue Korona nasza!! radość? mimo zmęczenia, nawet nie dochodzi jeszcze to do nas - jesteśmy w elicie! ludzie przebywający na szczycie patrzą na nas dziwnie - cieszą się jak dzieci, gratulują sobie.. a przecież zdobyli tylko szczyt mający 612 mentów ?cóż, oni nie wiedzą? raczymy naszych znajomych tą radosną nowiną... pukanie się w czoła dochodzi jak echoToungue
Miło się siedzi, ale przed nami jeszcze 200 km z okładem. Schodzimy więc do dzielnego ticusia, i ruszamy, zaczyna padać - ulewa generalnie,s zybko jednak wyjeżdzamy z chmury i kierujemy się już "normalnie" w stronę domu. Na jednej ze stacji CPN pod Kielcami budzimy powszechne zdumienie, gdy robimy sobie postój, rozkładamy karimaty i przepakowujemy plecaki Toungue
I dalej. po drodze niewiele brakuje żeby nas zwinęły policyjne tajniaki (zgadnijcie kto wtedy piratowalToungue), pod Wojniczem widzę na drodze rowerzystę krótego nie było (znak że czas się zmienić za kierownicą)- (w sumie lepiej widziec rowerzyste którego nie ma, niż nie widziec rowerzyty który był, prawda?Toungue). Nawet ticuś ma dosyć, hamulce powoli odmawiają posłuszeństwa, ostatnie 50 km krzysiek hamuje już biegami... całe szczęście, ze dzielny samochodzik wytrzymał i działał prawie do końcaSmile

Ogółem- zrobiliśmy prawie 1800 km w tydzien, zyskaliśmy u znajomych opinię swirów, którzy z Wrocławia do Nowego Sącza wracają przez Kielce, wrociliśmy bardziej zmęczeni niż pojechaliśmy, zobaczyliśmy ogromny kawał świata, spotkaliśmy masę ludzi, o każdych górach w polsce jesteśmy już w stanie coś powiedzieć... czy było warto?? Co to za pytanie, jasneToungue


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 17-11-2008 05:15 PM

jasne że bylo warto. tak samo jak było warto czekać na kolejną relację. Troche się zeszło z jej napisaniem, ale powtórzę warto było czekać.


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-11-2008 05:20 PM

I jeszcze parę słów względem zakończeniaSmile
Tak samo jak większość z Was nie lubie wychodzić i schodzić tym samym szlakiem, "zaliczać" szczyty, biegać od jednego do drugiego z "wywieszonym ozorem"

Wiem, że niejeden z Was spojrzy na naszą wyprawę z politowaniem - eee, co to za "wyprawa", pojechali autem, wyszli, zeszli tym samym (najczęściej najkrotszym) szlakiem i pojechali dalej.

Mówię od razu. Mnie też taka forma "poznania" Sudetów nie odpowiada. Nigdy nie trwierdziłam , że można całe tak ogromne pasmo poznać w 6 dni. To tak, jakby ktoś probował - poznać Karpaty, wychodząc tylko na 11 szczytów Korony Gór Polski. To tak jakby ktoś powiedzial: znam Bieszczady, byłm na Tarnicy, znam Beskid Sądecki - byłem na Radziejowej, znam Tatry bo byłem na Rysach.

Oprócz szczytów górskich w Sudetach znajduje się ogrom dziedzistwa kulturalno - historycznego, nie sposób by było go całego poznac przez rok, a co dopiero mówić o kilku dniach? Chcieliśmy go jednak chociaż trochę "liznąć". Na tę pierwszą naszą wycieczkę w tamte rejony pojechaliśmy " z głupa", nie rezerwując noclegów, mając tylko trasę, listę szczytów i to co chcielibyśmy oprócz gór zobaczyć. Chcieliśmy obadać miejsca, poznać trochę ludzi - zobaczyc, gdzie warto wrócić.

To jest jeden z powodow dla których taka a nie inna forma. Niejako była to wycieczka "przygotowawcza" do własciwej po Sudetach plątaczki. Drugi - powiązany ; bo nigdy w Sudetach nie byliśmy, chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej i być w jak największej ilości miejsc, wszystko nas ciekawiło i niczego nie chcieliśmy odpuścić. Przypłaciliśmy to zmęczeniem. Trzy - fundusze. planując tę wyprawę nie wiedzieliśmy czy jeszcze kiedyś przyjedziemy w te rejony (teraz już wiemy że takSmile) No i ostatni, najważniejszy powód - bo Korona Gór Polski była naszym marzeniem, a marzenie trzeba realizować za wszelką cenę Smile

Co więcej?? Może to, że w przyszle wakacje jedziemy znów - minimum na tydzień Big Grin


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 17-11-2008 08:59 PM

ehh super relacje Smile aż sie łezka w oku kręci jak sobie to wszystko przypominam Smile też powiem, że warto było, że nasze marzenie o zdobyciu KGP zrealizowaliśmy - a szczyty zdobywaliśy ładne parę lat. Może to nie jest Korona Tatr, Himalajów czy Świata ale dało to nam straszną satysfakcję że COŚ osiągneliśmy ! Zobaczylismy kawał świata, doskonale współpracowaliśmy i pomagaliśmy sobie. Jednym słowem było super. I jaka ta Polska jest ładna - niech mi tylko ktoś spróbuje powiedzieć że u nas w kraju nie ma gdzie jechać na wycieczkę !
A teraz odemnie.
Do relacji w zasadzie nie mam nic wiele do dodania - gosia3ek wspaniele to opisała.
Zrobilismy dokładnie:
1730 km (autem) w tydzień
spaliliśmy 81,371 l paliwa (prawie 3 zbiorniki w aucie)
koszt wyprawy zamknął się w kwocie ok 500 zł (na osobę)
zdobylismy 18 szczytów do KGP

Autko się naprawde dzielnie spisało - dopiero ostatniego dnia padł cylinderek hamulcowy w tylnym kole i Ticus jak "ranne zwierze" zaczął tracić płyn hamulcowy, skuteczność hamulca systematycznie się pogarszała, ale i tak kilkaset km przejechalismy. Tyle że do Nowego Sącza wjechałem już bez hamulca który w tym momencie stał się tylko "zwalniaczem" Smile
Ale wspomnienia i to co się działo na tej wyprawie - BEZCENNE !! Smile


RE: gosia3kowe lato - Stasiu - 17-11-2008 10:04 PM

Dzięki Gosia. Drugim razem ale uprzedź, że piszesz książkę. Raczej zrób większe przerwy. Big Grin
Do drugiej fotografii w poście 54 - jest tam godło państwowe Republiki Czeskiej. Wiecie, że jedynie w nim z godłów heraldyckich, jest znak Śląska - czarny orzeł?

gosia3ek napisał(a):
Wracamy, z powrotem przez Czechy i ciekawa sytuacja w sklepie - robiliśmy zakupy w czeskim Lidlu, nie mieliśmy za wiele pieniędzy więc usiłowałam kobicie w kasie wytłumaczyć, że jak dojdziemy do takiej i takiej kwoty to zrezygnujemy z reszty zakupów - tyle, że robiłam to po angielsku, kobita mnie wysłuchała i powiedziała cyt: "Nic nie rozumiem":P


Mnie zawsze smuci, kiedy słowiańskie narody, językowo podobne, muszą się domawiać anglosaskim językiem Sad


RE: gosia3kowe lato - Hella - 18-11-2008 08:27 AM

Ech...
I tylko tyle napiszę, bo po takiej historii nie chce się już brać za robotę ( a qrczę jest dopiero!!! 8.30 Shy ).

Dzięki za podróź w czasie i przestrzeni.

I gratulki wspaniałej przygody ofkors.


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 15-12-2008 01:11 PM

jako że już prawie miesiąc minął odkąd ostatnią relacyjkę wrzuciłam... cos czas naskrobaćSmile


Rysy 10.08.08
Wymęczeni tygodniową sudecko - świętokrzyską wyprawą mówimy sobie - w weekend pojedziemy na coś lajtowego, odpoczniemy Smile
Jako że ja tym razem nie mam pomysłu gdzie by tu... wybór miejsca gdzie się bedziemy szlajac pozostawiam Mieciurowi.
- "A ja bym tak pojechał na taką górę" - słysze dwa dni wcześniej i już wiem - lajtowo nie będzieSmile Rysy ?? jasne Big Grin

Czyli - pobudka o 4 rano, 4.30 pakuję się do dzielnego ticusia i śmigamy w stronę Palenicy Białczańskiej. Na trasie - puściutko więc 110 km osiągamy w niecałe 1,5 h. Na parkingu - zostajemy skrojeni na 36zł kwasny (bilet dobowy grrrrr) i kilka minut po 6-tej zaczynamy kolejny gorski dzień w naszej karierzeSmile

Idziemy na głodno, tylko po herbatce, nie chce nam się tracić czasu, stwierdzamy - śniadanie będzie na MOku... ale jeszcze trzeba tam dojśćSmile o tych 9 km rozpisywać się nie będę... "asfalt jaki jest każdy widzi" Big Grin

7.20 - osiągamy MOko (czyli rekord trasy padł). pod schroniskiem pusto aż miło, nie chce się wierzyć co tu się będzie działo za kilka godzin kwasny wyciągamy kanapki, gadamy z górołazami z ławek obok... o tej porze to tutaj "sami swoi". w końcu o 8mej stwierdzamy - czas ruszać na szlak.

Droga do Czarnego stawu mija nam beznamiętnie, wskakujemy szybciorem po schodkach... w kość daje tylko zimno - jeszcze słoneczko nie wyszło zza grani. na czarnym stawie - czekolada ku pokrzepieniu, oboje byliśmy już na tym szlaku i w sumie wiemy czego się spodziewać. Po drodze mijamy pojedyncze osoby, większość idzie na rysy, pojedyncze osoby na Mięguszowiecką. Szybciutko obiegamy niemal czarny Staw i zaczyna się podejście właściwe.

Kiedy bylismy na tym szalku ostatnio "ceproschodki" do Buli pod Rysami nam się ciągnęęęęęły i wlekły. dziś - osiągamy ją błyskawicznie, sprawdzenie czasu - parę minut po 9tej - jest dobrze. na dole koło schroniska plątają się pojedyncze osoby. martwi nas trochę zimno - czy aby łańcuchy nie będą oblodzone??

czas się więc przekonaćSmile krótki postój i śmigamy w górę, jest lepiej niż się spodziewaliśmy, chociaż trochę lodu też jest. słoneczko zaczyna wychodzić zza grani. na szlaku o tej porze same górołazy, więc każdy do każdego się tylko uśmiecha, nikt nikomu drogi nie udziela, tempo jest raczej równe. Spowalnia nas dopiero ekipa Włochów schodzacych ze schroniska pod Wagą, wpinających się szpejem do każdego fragmentu łańcucha. Miejscami skaczemy więc po skałkach, aby tylko nie czekać. Pod koniec trasy zaczęłam już z przyzwyczajenia mówić "come stai" i "buon giorno" Toungue

Szczyt już widać na wyciągnięcie dłoni... ostatnia przełączka, natykamy się na tablicę upamiętniającą Mateusza Świerczka... chwila zadumy Sad
I już szczyt... jest pięknie Smile morza mgieł i tylko kilka osób. spędzamy tu dobrą chwilę, nie ma jeszcze 11tej. Krzysiek wyciąga z plecaka lornetkę i z przerażeniem obserwujemy to, co na MOku się dzieje... Jak dobrze być ponad tym wszystkimSmile

Jako że czas mamy dobry - a schodzić nam się do Mokowego ceprowiska nie chce - zapada decyzja o zejściu do schroniska na WagęSmile tak też i czynimy, od razu mamy okazję porównać podejście na Rysy z polskiej i słowackiej strony... może to lokalny patriotyzm, ale ja wolę naszeBig Grin Na Wadze - przerwa na obiadek i delektowanie się napojem turystycznym, który na takiej wysokości smakuje dużo lepiejSmile Schronisko - oblegane, ale jednak ma już swój klimat - nie spotyka się raczej tutaj pań w szpilkachBig Grin

W końcu zapada decyzja o powrocie - szybciutko i bez większych problemów wspinamy się pod górę. Rysy mijamy niejako "tranzytem", budząc powszechne zdziwienie tłumów przebywających na wierzchołkuSmile Po drodze rejestrujemy jedynie, że pogoda się zepsuła i widać tylko mleko... jak dobrze wstać skoro świt. Zejście rozpoczynamy przed godziną 14.

Ze względu na tłumy podchodzących zejście zajmuje nam więcej czasu niż wyjście. Dopiero trzy godziny później jesteśmy na dole. Komentujemy bezmyślność ceprów, którzy w okolicach godziny 15 podchodząc na Bulę pytali nas czy zdążą jeszcze "za dnia" wrócić na Palenicę... a po naszej przeczącej odpowiedzi w ich wzroku pojawiało się typowe polskie "no jak to - my nie damy rady??" cóż...

przed 17 tą schodzimy do innego świata. ceproświata. czujemy się jak zwierzątka w zoo, wiec nie zatrzymujemy się przy schronisku. gdy widzimy co się dzieje na naszym "ulubionym" asfalcie - zapada szybka decyzja... "a chrzanić wszystko!! 9 km z ceprami?? nie ma szans, idziemy przez PiątkęToungue"

porządnie już wymęczeni palącym w głowy słońcem podchodzimy powoli pod Świstówkę... daje nam to podejście w kość, cóż, wytrzymałość organizmu też ma swój kres. na podejściu spotykamy ekipę typowych ceprów w tenisówkach, z piwnymi brzuszkami, którzy witają nas hasłem: "tacy młodzi i już kondycji nie mają" Wink cóż, wkurzyło nas to dosyć konkretnie... odpowiedzi nie będziemy cytowaćBig Grin (ale było cenzuralnie dla odmianyBig Grin)

pod samym schroniskiem w Piątce na ścieżkę wychodzi nam dorodna kozica, jesteśmy jednak tak wymęczeni, że zastanawiamy się czy jej robić zdjęcie... ale że była bardzo fotogeniczna to w końcu się decydujęToungue w schronisku już tłumów nie ma, jemy coś, odpoczywamy... i czas schodzić. wybieramy czarny szlak, już nam się nie chce męczyć po mokrych kamieniach przy Siklawie. dosyć strome i męczące zejście, szlak zielony - już się dłuży.

zaczyna się robić ciemno gdy wychodzimy koło Wodogrzmotów. ale - ku naszej radości - nie słuchać tu już stukotu szpilekWink. asfaltem poruszają się same górołazy w większym lub mniejszym stopniu wymęczenia i ubrudzenia... nikt nic nie mówi, każdy chce jak najszybciej dojść do parkingu na ostatniego busa... w końcu i my osiągamy ticusia, szybkie przepakowanie i jeszcze 110 km trasy za kółkiem przed nami. jest godzina 21. na szlaku spędziliśmy konkretne 15 godzin Smile


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 15-12-2008 01:20 PM

no i jeszcze fotek parę:


RE: gosia3kowe lato - Hella - 15-12-2008 02:46 PM

gosia3ek napisał(a):
..... tacy młodzi i już kondycji nie mają ...


Łoooooo ciniutko Kochani, ciniutko giggle

A tak w ogóle to pisz, pisz, bo jeszcze coś zostało z letnich szwędaczek, no nie?


RE: gosia3kowe lato - Agnieszka.S - 15-12-2008 04:01 PM

Miło czytać letnie opowieści, od razu..jakoś cieplej na sercuSmile


RE: gosia3kowe lato - dr.Etker - 15-12-2008 04:44 PM

Dzień był treściwy(Palenica, Rysy, Chata pod Wagą, DPSP) - i tak trzymać Gosia3ek-Mieciur ok


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 15-12-2008 11:32 PM

ehh widze że kolejan relacja sie pojawiła Smile Jak miło powspominać ostatnie lato. Hella spokojnie, jeszcze dużo sie działo więc męcz gosia3ka regularnie !
Wyceiczka na Rysy była jedną z bardziej udanych, jakoś lubie tamte okolice i juz nie moge się doczekac następnego lata jak sie tam wybierzemy Smile


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-12-2008 08:21 PM

tak przeglądałam fotki i mnie natchnęło coby wrzucić następną relacyją ... a więc:

15.08.2008 Tatry Zachodnie - Otoczenie Doliny Chochołowskiej
Przejście otaczających Chochołowską gorek dookoła już od jakiegoś czasu chodziło nam po głowach. podbudowani ostatnią wycieczką na rysy i 15 h na szlaku bez uszczerbku na zdrowiu postanawiamy zrealizować marzenia już 4 dni później.

A więc zgodnie z tradycją - pobudeczka o 4, 4.30 w ticusiu, coś po 6 na parkingu na Siwej Polanie. Dzis tylko 12 zł za parking.. 3 razy mniej jak na Palenicy. I już przemierzamy Chochołowską. Pogoda, cóż wiele mówić - bez szału. chmury dość nisko, wszystko jeszcze może być z tego. prognozy mówiły jednak tylko o burzach po południu i o wietrze więc pełni nadziei przemierzamy dolinę.

W dobrym czasie osiągamy odbicie żółtego szlaku na Przełęcz Iwaniacką, na rozejsciu z czarnym zatrzymujemy się po raz pierwszy. Chmur jakby przybywa, czyzbyśmy za bardzo zawierzyli IMGW?? Śniadanko planowane na Iwaniackiej więc podkręcamy tempo z głodu. Z 1.30 h zg mapy robi nam sie 50 min, cóż z tego, 2000 metrów przed przełęczą okazuje się że gosia3ki nie nadają sie do wychodzenia pod górę "na głodno"... padam. Po chwili wracam do siebie, jakoś doczołguję się na przęłęcz. Po raz pierwszy jak tu jesteśmy to COŚ widać, chmury mamy po prawej, od Ornaku.

Śniadanie, herbata z termosu, jakaś czekolada... trzeba lecieć, przecież duuużo trasy jeszcze przed nami. Po kilku minutach wychodzimy z lasu, zagłębiamy się w podejście kosówką. bez szaleństw i bezboleśnie wychodzimy na grań... i zaczyna się zabawa z wiatrem, ktory będzie nam dziś towarzyszył do końca dnia. Na Ornaku - oczywiście - prawie nic nie widać, na dodatek deszczyk zaczyna padać (poziomoToungue) . Grań Ornaku "lubi" nas w sposób specyficzny - ile razy tam jesteśmy to jest mgła albo pada (a najczęściej jedno i drugieSmile

Na Sie przełęcz dochodzimy parę minut po 9tej. tu spotykamy pierwszysch tego dnia turystów. Wiele nie widać, Bystra we mgle... stwierdzamy, że postój będzie na Gaborowej przełęczy, jak i czynimy. Nie zatrzymujemy się jednak tu na długo, mamy przecież audiencję u Królowej Tatr Zachodnich. Odbijamy więc w lewo, na Liliowe turnie. Klkaset metrów za przełęczą zamurowuje nas dokładnie na widok stadka ok 20 kozic... nie możemy się im napatrzeć i nafotografować. W życiu ich nie widziałam tylu w górach - jak coś to pojedyncze. W końcu ruszamy powoli by ich ie spłoszyć, chowamy się za grań. Bystry Karb i odbijamy na niebieski szlak, bezpośednio na Bystrą. Idziemy już we mgle, więc widoków (i zdjęć) ze szlaku za wiele nie mamy. Na szczycie chwilowo się przejaśnia i oglądamy przepiękną panoramę.

Wiatr i wiatr... zaczyna nam dawać w kość. każde schronienie od niego wydaje się zbawienne. Schodzimy z Bystrej na Błyszcz, dobijamy do czerwonego szlaku i razem z nim idziemy przez Gaborową na Starorobociański. Kozic już niestety nie maSad Na Gaborowej dłuzszy postój (oczywiście w miejscu osłoniętym), delektujemy się słoneczkiem i napojem turystycznym. Na szlaku pojawia się coraz więcej ludzi... a nasz ulubiony Ornak grzeje się w słoneczkuToungue

W końcu trzeba się ruszyć, pierwsze uderzenie wiatru ściąga mnie do tyłu. Jakoś sobie jednak radzimy i zdobywamy Klin-a Smile na szczycie parę osób, niewiele jak na tę porę roku. Czyżby wszystkich odstraszył dmuchający niemiłosiernie wiatr?? nikt na wierzchołku długo nie wytrzymuje, każdy chce uciekać jak najszybciej w dół łudząc się, że tam będzie mniej wiało.

Próżne jednak nadzieje. Wiuchta sobie dalej. Dochodzimy na Kończysty, czas dobry, pogoda OK (eh, gdyby nie ten wiatr) wiec nawet w głowie nam nie postaje myśl o skróceniu trasy... Po krótkim postoju śmigamy w stronę Jarząbczego. Na tym fragmencie szlaku notujemy znaczne zmniejszenie ilości ludzi na szlaku. Podejście pod Jarząbczy dosyc łagodne, w przeciwieństwie do zejścia, które daje w kość dobrze naszym kolanom...

Fragment od Jarząbczego do Wołowca już baaardzo nam dał w kość, wymęczeni byliśmy masakrycznie - głównie przez wiatr który z godziny na godzinę zamiast przycichać - wzmagał się. Pamiętam z tego odcinka niewiele - jak na grań wyszła kozica, kilka metrów od nas, słońce miała od tyłu a moj aparat znajdował się w plecaku czy też jak mnie w jednym miejscu Mieciurny musiał ratować przy skakaniu po skałkachWink Oboje z zaciekawieniem przyglądamy się Rohaczom, które tez panowaliśmy tego lata... ale ich widok jakoś nas nie zachęca...

W końcu Wołowiec. na szczycie nikogo, wszyscy ludzie pochowani gdzieś na zawietrznej. Chowamy się więc i my. Zaczyna się ściemniać?? e, nie, jeszcze za wcześnie, to chmury burzowe. W związku z czym szybko opuszczamy nasze miejsce bytowania i schodzimy w stronę Rakonia. Zgodnie z zasadą - jak się dojechać to już na maxa - postanawiamy przejść jeszcze przez Grzesia. Na tym fragmencie odnotowujemy zwiększoną aktywność ceprów, ktorzy wypełzają ze schroniska. Długim Upłazem powolutku idziemy sobie w stronę Grzesia, dopiero ostatnie podejście pod niego wywołuje delikatne warczenie.. mamy już trochę dość. Wieje niemiłosiernie. Na szczycie nie spędzamy nawet 5 min, chcemy jak najszybciej schować się do lasu - "żeby już przestało wiać" mówię ze łzami w oczach...

I w końcu - zmieniamy szlak na żółty i .... błogosławiona CISZA!!! już na "autopilocie" dochodzimy do schroniska. Coś jemy, ale zmęczenie i myśl o przejściu jeszcze calej doliny odbiera apetyt. Ale w sumie - jakoś nam ten fragment mija bezboleśnie. Parę minut po 21 juz po ciemku docieramy do autka... kolejny dzień na szlaku... Kolejne 15 h plątaczki za namiSmile


Gwoli uzupełnienia - po powrocie dowiedzieliśmy się, że w głębi kraju huraganowe wiatry tego dnia poczyniły ogromne szkody... A my się wkurzaliśmy że nam na grani wieje (tyle że większość fotek poruszyłamSad)
No i drugie przemyślenie - jednak trasa troszkę za długa była Wink może nie ze względu na kondycję, ale na "cieszenie się" górami - zabrakło nam niestety na to czasu. cóż - wniosek jest jeden - musimy sie tam wybrać jeszcze razBig Grin

a nio i... głowa od wiatru bolała mnie 3 dnikwasny


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-12-2008 08:36 PM

i dokumentacja fotograficzna:


RE: gosia3kowe lato - tomtur - 17-12-2008 08:57 PM

O jez.. , a kto prowadził jesli Ten o którym myslę ,to szacun .


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-12-2008 09:22 PM

tomtur napisał(a):
O jez.. , a kto prowadził jesli Ten o którym myslę ,to szacun .


Mieciurek prowadziłSmile też podziwiamSmile
w sumie dlatego, że chcieliśmy szybko być w domu, a ja kiedy jestem zmęczona to jadę wolniutko Smile


RE: gosia3kowe lato - Stasiu - 17-12-2008 09:38 PM

Co powiedzieć? uhm Gosia z Mieciurem to takie masochistyczne ludziska. Lubią sobie dawać w kość
A propo. Na foteczkach nie widać tego wiaterku Toungue


RE: gosia3kowe lato - gosia3ek - 17-12-2008 10:00 PM

Stasiu napisał(a):
A propo. Na foteczkach nie widać tego wiaterku Toungue


bo wrzuciłam te co są w miarę ostre Big Grin
na 50 fotek ok 35 nadaje się do koszaSmile po tym widać wiaterekWink


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 17-12-2008 10:15 PM

Kolejna fajna relacyjka Smile
W kwesti uzupełnienia dodam od siebie jeszcze burzę która na nas pomruczała na podejsciu pod Ornak, deszcz który zaczął padać już na Iwaniackiej Przełęczy. A tak to się zgodze z Gosia3kiem, że trasa troche za długa, nie można sie było nacieszyć górami, nawet widoków niewiele pamiętam no i ten WIATR. Napewno tam wrócimy, już na krótszą trase i jeszcze sie nacieszymy tamtymi górami Smile
Tomtur, a odnośnie powrotu to jakoś dałem rade. A że lubię prowadzić to jakoś poszło - zresztą jak jestem tak zmęczony to włącza mi się funkcja autopilot Smile


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 18-12-2008 12:29 PM

Gosia3ek nie dziwię się że byliście wykończeni, 15 h na szlaku to nie lada wysiłek.
Zgodzę się z tobą nie ma co przesadzać z długościa trasy bo tak na prawdę cały urok wędrowania ucieka. Muszę kiedyś wybrać się na jakąś wyprawę z wami, oczywiście o ile się zgodzicie


RE: gosia3kowe lato - mieciur - 18-12-2008 05:43 PM

Edyta, no jak najbardziej Smile zapraszamy, pakuj sie i przyjezdzaj do nas ! tutaj naprawde jest co robic i tyle górek do okoła mniejszych i większych Smile A im więcej ludzi w ekipie na szlaku to tym lepiej i przyjemniej się idzie ! Smile


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 19-12-2008 10:39 AM

mieciur napisał(a):
Edyta, no jak najbardziej Smile

nie omieszkam skorzystać kiedyś z tego zaproszenia Big Grin ok

mieciur napisał(a):
A im więcej ludzi w ekipie na szlaku to tym lepiej i przyjemniej się idzie ! Smile

z pewnością Smile


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 20-02-2009 09:01 PM

byłam dziś na ścianie i wiecie co....
SPODOBAŁO MI SIĘ JAK CH..... Nie mogę się już doczekać kiedy znowu tam pójdę


RE: gosia3kowe lato - Gandzia1 - 21-02-2009 09:07 AM

Edyta85 napisał(a):
byłam dziś na ścianie i wiecie co....
SPODOBAŁO MI SIĘ JAK CH..... Nie mogę się już doczekać kiedy znowu tam pójdę


Pablo -pewnie Edycie spodobało się bardzo Gosia3kowe lato no i oczywiście ścianka

mi też choć ścianki nie bardzo
bo spadam jak kamień w wodę


RE: gosia3kowe lato - Edyta85 - 21-02-2009 09:30 AM

sory, tak byłam zachwycona tą ścianką że napisałam post nie tam gdzie trzeba Shy Gosia chyba nie masz mi tego za złe, za tego oftopa