|
Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
|
| Autor |
Wiadomość |
k77
 
Postów: 37
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2011
Status:
Offline
|
Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Tak się składa, że nie lubię zimy...
Tak było odkąd pamiętam. Teraz mogę powiedzieć, że z jednym wyjątkiem... oprócz zimy w Tatrach 
Po 10 latach deptania tatrzańskich szlaków czyli od pierwszej wizyty na Zawracie przyszedł czas na zmianę pory roku tatrzańskich wypadów. Zimę.
Niestety zimą nie mogę sobie pozwolić na samodzielne deptanie. Może kiedyś z urządzeniem GPS.
Dosprzętowiłem się odpowiednio, zwerbowałem moją dzielna mamę i kolegę Vikinga, który zgodził się pełnić rolę Opiekuna/Instruktora podczas pierwszych prób na tatrzańskim śniegu.
Pogoda wg prognozy bardzo dobra.
Rozgrzewka.
Na początek kierujemy się do Obidowej. Auto zostawiamy przy ostatnich zabudowaniach.
Zakładamy raki i przy -15°C ruszamy na Turbacz, abym oswoił się z umiejętnością chodzenia w rakach po śniegu czy to oblodzonych miejscach. Wchodzenie to jedna sprawa, a kolejna to schodzenie. Idzie jak po maśle. Robimy Turbacz przy pięknej pogodzie z widokiem na Tatry....
W schronisku pomidorowa i schodzimy do samochodu.
Dalej jedziemy na Ustup, aby pozostawić samochodzik w bazie. Dopakowujemy plecaki i po dostaniu się w rejon Kir, dalej Huciska, Polana Chochołowska i oczywiście schronisko. Cisza, spokój, dosłownie kilka osób. Gorąca woda. Pyszne jedzonko. Rewelacja.
Plan na pierwszy dzień w Tatrach ? Grześ, Rakoń, Wołowiec..... dalej się zobaczy.
Wczesne wyjście, aby zahaczyć z Grzesia o wschód słońca
Dalej na Rakoń...
Niestety mama poczuła się źle, żołądek pokrzyżował jej plany i musiała wrócić z Rakonia co w drodze powrotnej zaowocowało w wiele pięknych zdjęć jej autorstwa.
My idziemy dalej do Wołowca. Czasy nawet krótsze niż letnie.
"Góry są żywiołem. Człowiek wchodzący w góry rozpoczyna z nimi grę. Ratownicy wkraczają wtedy, gdy gra toczy się na serio, gdy staje się walką o życie" Michał Jagiełło
"Życia nie mierzy się ilością oddechów lecz ilością chwil, które zapierają dech w piersiach"
Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-02-2012 01:48 AM przez k77.
|
|
| 23-02-2012 08:41 PM |
|
 |
k77
 
Postów: 37
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2011
Status:
Offline
|
Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
"Góry są żywiołem. Człowiek wchodzący w góry rozpoczyna z nimi grę. Ratownicy wkraczają wtedy, gdy gra toczy się na serio, gdy staje się walką o życie" Michał Jagiełło
"Życia nie mierzy się ilością oddechów lecz ilością chwil, które zapierają dech w piersiach"
Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-02-2012 09:43 PM przez k77.
|
|
| 23-02-2012 08:57 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
K77, z taką pogodą to się fajnie chodzi zimą po kopczykach. Jak tak ostatnio patrzę, to bardzo dużo forumowiczów lubi zimą dreptać Chochołowską i odwiedzać Grzesia, Rakonia i podobne kretowiska.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 23-02-2012 09:09 PM |
|
 |
k77
 
Postów: 37
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2011
Status:
Offline
|
Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
K77, z taką pogodą to się fajnie chodzi zimą po kopczykach. Jak tak ostatnio patrzę, to bardzo dużo forumowiczów lubi zimą dreptać Chochołowską i odwiedzać Grzesia, Rakonia i podobne kretowiska. 
Od czegoś trzeba zaczynać pierwsze zimowe kroki 
Pogoda ma tu ogromne znaczenie i to też jeden z elementów planu.
Poza tym raczej nie piszę się na wspinaczkę.
"Góry są żywiołem. Człowiek wchodzący w góry rozpoczyna z nimi grę. Ratownicy wkraczają wtedy, gdy gra toczy się na serio, gdy staje się walką o życie" Michał Jagiełło
"Życia nie mierzy się ilością oddechów lecz ilością chwil, które zapierają dech w piersiach"
Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-02-2012 10:06 PM przez k77.
|
|
| 23-02-2012 09:46 PM |
|
 |
k77
 
Postów: 37
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2011
Status:
Offline
|
Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Dzień drugi..... wschód słońca... Jamborovy Wierch i Bobrovec.
Zimą nie będziemy niszczyć przyrody na szlaku.
Mama niestety nie czuje się najlepiej więc idziemy w duecie. Oczywiście pozostanie mamy w schronisku owocuje w kolejne piękne zdjęcia, które będą dalej.
Ruszamy wcześnie i z Bobrowieckiej Przełęczy zapychamy w górę. Drogowcy oczywiście znowu zawiedli Do tego na podejściu na Jamborovy łydki dostają popalić, ale to krótkie podejście. Co tu dużo opisywać. Popatrzcie na zdjęcia...
Na szczycie po sesji zdjęciowej w końcu zabrałem się za śniadanko, gorąca herbatka, orzechy, czekolada i do tego konserwa, której zapach miałem w głowie chyba ze 2 lata, gdy byłem na Rysach i dwóch gości obok mnie wcinało właśnie konserwę 
Po śniadanku Viking idzie obadać śnieg w rejonie żlebu prowadzącego ze szczytu Bobrovca prosto do Polany Chochołowskiej.
Po godzinie 9-tej jesteśmy już na Polanie Chochołowskiej 
To zejście było szybsze, ciekawsze i bezpieczniejsze. Kolejny poranny wypad udany. Czas zasuwać do pokoju, aby spakować plecaki i przemieścić się do Doliny PSP.
Pod naszą nieobecność mama cyknęła kilka pięknych fotek... Na dokładkę trochę fotek z zejścia Doliną Chochołowską. Niestety zimą nie można zjechać rowerami 
Po drodze zatrzymujemy się na kilka fotek...
Po drodze zabieramy nasz samochód z Ustupu i udajemy się nim Polanę Palenicką na parking, aby po zejściu przebrać się przy otwartym bagażniku i wyruszyć do domu.
Na polanie jesteśmy popołudniu, gdzie odpowiednio dobijamy targu z parkingowym, na zasadzie, że auto zostaje do jutrzejszego popołudnia czyli doba, a nie dwie i zapychamy do Piątki.
Po drodze oczywiście iście zimowo-bajkowy krajobraz 
Podejście z Doliny Roztoki do PSP nie było proste. Pod koniec zaczynało robić się ciemno, zimniej i padał drobny śnieg. Zachmurzyło się. Następnego dnia mieliśmy wyjść bardzo wcześnie i jeszcze miałem wyskoczyć na nocne zdjęcia. Patrzę przez okno. Wszystko za chmurami. Pospaliśmy jeszcze z godzinkę. Poprawiło się. Prognoza pogody ciągle bardzo dobra. Idziemy. Tak aby zdążyć wrócić do pokoju do 9 rano i zebrać resztę ekwipunku chwilowo nie potrzebnego.
--> część 2
"Góry są żywiołem. Człowiek wchodzący w góry rozpoczyna z nimi grę. Ratownicy wkraczają wtedy, gdy gra toczy się na serio, gdy staje się walką o życie" Michał Jagiełło
"Życia nie mierzy się ilością oddechów lecz ilością chwil, które zapierają dech w piersiach"
Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-02-2012 11:15 PM przez k77.
|
|
| 23-02-2012 10:05 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 23-02-2012 10:45 PM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Pisząc w skrócie - zdjęcia zacne. Słowa pisanego nie chcialo mi się czytać
Piszecie panie Pablo, że PO Chochołowskiej chodzono w żelastwie ?
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 24-02-2012 02:45 PM |
|
 |
k77
 
Postów: 37
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2011
Status:
Offline
|
RE: Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Pisząc w skrócie - zdjęcia zacne. Słowa pisanego nie chcialo mi się czytać
Piszecie panie Pablo, że PO Chochołowskiej chodzono w żelastwie ? 
Chodzono, chodzono 
Nie ma zakazu 
To pierwszy sezon w rakach więc trzeba było się oswajać, a w sumie lepiej w żelastwie niż ujechać i wywinąć orła
"Góry są żywiołem. Człowiek wchodzący w góry rozpoczyna z nimi grę. Ratownicy wkraczają wtedy, gdy gra toczy się na serio, gdy staje się walką o życie" Michał Jagiełło
"Życia nie mierzy się ilością oddechów lecz ilością chwil, które zapierają dech w piersiach"
|
|
| 24-02-2012 03:05 PM |
|
 |
gabi82
    
Postów: 1,081
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2010
Status:
Offline
|
RE: Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2012 04:06 PM przez gabi82.
|
|
| 24-02-2012 04:03 PM |
|
 |
lilith
Brak aktywacji konta
|
RE: Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Relacja nie powaliła, choć na debiut jest czego gratulować.
Czytając da się odczuć małą nutkę "narcyzmu" w Twoim wykonaniu, ale to chyba dlatego,że przy boku miałeś Vikinga, więc czułeś grunt pod nogami.
Zastanawia mnie, dlaczego zdjęcia wychodziły jak mama zaniemogła... nie rozumiem,nie pozwalała robić fotek, czy w ogóle zabierała aparat. Jakaś cenzura?
Tu pozdrowienia dla mamy, mam nadzieję, że szybko wróciła do zdrowia. I Gratki dla Niej.
Kolejne, - chłopcze, masz 34 lata... nie daje Ci to nic do myślenia?
bo jak tak czytałam co napisałeś, rózne myśli mnie nachodziły 
- to taki wniosek po przeczytaniu relacji...
Zdjęcia ładne,
I jeszcze jedno... co z tym GPS?
|
|
| 24-02-2012 09:33 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Oj, tam - Pablo, Łukaszu - czepiacie się tych raków  Zastanawiam się czy lepiej ćwiczyć umiejętność poruszania się w żelastwie po powalonym drzewie w ogrodzie  Jak ja będę musiała kiedyś się tego nauczyć to założę kominiarkę, co by rumieńcem się nie okryć jak będę ćwiczyć na jakimś podejściu nie wymagającym tego sprzętu. (...)
Gabi, ja myślę, że kobiety nie muszą nic trenować. Szpilki to szpilki. Jedna szpilka albo 12 szpilek nie gra roli. 
K77, gratulacje. Jak się lilith odezwała na Twój post, to masz dobrze.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 24-02-2012 09:46 PM |
|
 |
k77
 
Postów: 37
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2011
Status:
Offline
|
RE: Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Relacja nie powaliła, choć na debiut jest czego gratulować.
Czytając da się odczuć małą nutkę "narcyzmu" w Twoim wykonaniu, ale to chyba dlatego,że przy boku miałeś Vikinga, więc czułeś grunt pod nogami.
Zastanawia mnie, dlaczego zdjęcia wychodziły jak mama zaniemogła... nie rozumiem,nie pozwalała robić fotek, czy w ogóle zabierała aparat. Jakaś cenzura?
Tu pozdrowienia dla mamy, mam nadzieję, że szybko wróciła do zdrowia. I Gratki dla Niej.
Kolejne, - chłopcze, masz 34 lata... nie daje Ci to nic do myślenia?
bo jak tak czytałam co napisałeś, rózne myśli mnie nachodziły
- to taki wniosek po przeczytaniu relacji...
Zdjęcia ładne,
I jeszcze jedno... co z tym GPS?
Witaj droga Lilith 
Z tego co kolega Stasiu napisał wnioskuję, że spotkał mnie zaszczyt. Skoro tak napisał to zakładam, że tak jest bo na forum jestem świeżakiem
Co do narcyzmu to nie widzę podstaw, ale wiadomo, że moja opinia zawsze będzie skazana na subiektywność. Jestem otwarty na wszelkie słowa krytyki, ale myślę, że poszybowałaś w kierunku tzw. "co autor miał na myśli"...
Sprostowałem jedno zdanie bo widzę, że okazało się niezrozumiałe i wyciągnęłaś dziwne wnioski więc, aby nie wzbudzać niepotrzebnej dyskusji o takich szczegółach wrzucam tutaj poprawioną treść jednego zdania w temacie zdjęć mojej mamy i jej powrotu oraz pozostania w schronisku: "Niestety mama poczuła się źle, żołądek pokrzyżował jej plany i musiała wrócić z Rakonia co w drodze powrotnej zaowocowało w wiele pięknych zdjęć jej autorstwa". Mam nadzieję, że teraz wszystko się rozjaśniło choć wcześniej również powinno być jasne 
Koleżanko, 34 lata daje już trochę przemyśleń w życiu, ale kompletnie nie mam pojęcia co sugerujesz pisząc do mnie w ten sposób. Z grzeczności proszę o wyjaśnienie bo nie chciałbym być tutaj niemiły.
Masz prawo do różnych wniosków i dziwne, żeby po przeczytaniu jakiejkolwiek relacji nie powstawały takie czy inne.
Wiedziałem, że prędzej czy później ktoś zaczepi o "GPS", ale nie mam ochoty rozwijać tego wątku teraz. Dłuższy temat samotnego poruszania się w górach. W skrócie powiem, że w sezonie letnim chodzę przeważnie sam, ale w zimi niezbyt sobie to wyobrażam.
Wiem, że czas pisząc używam skrótów myślowych - chyba jak każdy - ale czasem prowadzi to do mylnego zrozumienia fragmentów tekstu.
Pisarzem nie jestem (raczej ścisłowcem), a relacja nie musi powalać bo w tym przypadku to raczej obwoluta do zdjęć poza istotnym faktem, że są tacy ludzie jak Viking, którzy zawsze chętnie poświęcą czas by edukować innych i łączyć przyjemne z pożytecznym w górach 
Poza tym przedstawia osobą mojej mamy, dzielnej kochanej kobiety, która niejedne góry zdeptała 
Za wszystkie miłe słowa oczywiście dziękuję
"Góry są żywiołem. Człowiek wchodzący w góry rozpoczyna z nimi grę. Ratownicy wkraczają wtedy, gdy gra toczy się na serio, gdy staje się walką o życie" Michał Jagiełło
"Życia nie mierzy się ilością oddechów lecz ilością chwil, które zapierają dech w piersiach"
Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-02-2012 02:12 AM przez k77.
|
|
| 25-02-2012 02:09 AM |
|
 |
Pedro
Administrator
      
Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Zdjęcia całkiem sympatyczne, relacja - myślę że generalnie dobra otoczka do zdjęć. Nauka zimowego górołażenia na pewno nastąpiła w sprzyjających okolicznościach i towarzystwie 
Muszę przyznać jednak, że choć pewnie miałeś co innego na myśli to trochę dziwnie brzmią/brzmiały dwa stwierdzenia (o pierwszym i drugim dniu) dotyczące odwrotu/pozostania Mamy na dole owocujące zdjęciami 
Warto też zaznaczyć, że choć nie neguję stwierdzenia o nie niszczeniu przyrody zimą to nie zmienia to faktu, że trasę od Bobrowieckiej Przełęczy zrobiliście nielegalnie. Wiem, że swego czasu pojawiały się takie relacje z poza szlaków, w tym również mojego autorstwa - tak więc wyłącznie dla wyjaśnienia - starajmy się w przyszłości nie opisywać na forum relacji pozaszlakowych.
Co do raków na dnie Chochołowskiej - zabronione nie są. Myślę jednak, że wygodniej szłoby się Wam bez tych raków 
No i zastanowił mnie trochę dzień I, a właściwie powód zejścia z Łopaty przez Czerwony Wierch. Nie neguję, że nie była to słuszna decyzja (do Kończystego kawał drogi), ale... Jeśli na trasie Wołowiec - Łopata warunki śnieżne były dobre (a nawet na którymś zdjęciu widać tam odsłonięte trawki), to tak duża różnica była nagle na odcinku Łopata - Niska Przełęcz (myślę, że o ten odcinek jak coś chodziło)?
W kwestii GPS - to urządzenie jest czasem bardzo pomocne owszem, ale należy go właśnie traktować jako pomoc a nie coś co jest wyznacznikiem iść/nie iść w przypadku tatrzańskich graniówek/innych rejonów zagrożonych lawinowo. Przynajmniej w początkowej fazie zdobywania zimowego doświadczenia wysokogórskiego.
Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
|
|
| 25-02-2012 10:48 AM |
|
 |
gabi82
    
Postów: 1,081
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2010
Status:
Offline
|
RE: Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Gabi, ja myślę, że kobiety nie muszą nic trenować. Szpilki to szpilki. Jedna szpilka albo 12 szpilek nie gra roli. 
taK mówisz Tylko, że ja mam ''szpilki'' na nogach raz do roku od wielkiego święta
|
|
| 27-02-2012 02:56 PM |
|
 |
k77
 
Postów: 37
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2011
Status:
Offline
|
RE: Zima 2011 - Grześ, Rakoń, Wołowiec, Łopata - Bobrovec - Kozi Wierch - CZĘŚĆ 1
Nauka zimowego górołażenia na pewno nastąpiła w sprzyjających okolicznościach i towarzystwie 
Zgadza się.
Muszę przyznać jednak, że choć pewnie miałeś co innego na myśli to trochę dziwnie brzmią/brzmiały dwa stwierdzenia (o pierwszym i drugim dniu) dotyczące odwrotu/pozostania Mamy na dole owocujące zdjęciami 
Czasem tak bywa, że czytający inaczej odbierze tekst niż chciał autor. To są efekty chęci skrócenia treści. Chodzilo mi o to, że te ładne zdjęcia robiłą właśnie mama swoim aparatem - poprawiłem w treści 
Warto też zaznaczyć, że choć nie neguję stwierdzenia o nie niszczeniu przyrody zimą to nie zmienia to faktu, że trasę od Bobrowieckiej Przełęczy zrobiliście nielegalnie. Wiem, że swego czasu pojawiały się takie relacje z poza szlaków, w tym również mojego autorstwa - tak więc wyłącznie dla wyjaśnienia - starajmy się w przyszłości nie opisywać na forum relacji pozaszlakowych.
Tak jest
Co do raków na dnie Chochołowskiej - zabronione nie są. Myślę jednak, że wygodniej szłoby się Wam bez tych raków 
Nie zaprzeczam 
No i zastanowił mnie trochę dzień I, a właściwie powód zejścia z Łopaty przez Czerwony Wierch. Nie neguję, że nie była to słuszna decyzja (do Kończystego kawał drogi), ale... Jeśli na trasie Wołowiec - Łopata warunki śnieżne były dobre (a nawet na którymś zdjęciu widać tam odsłonięte trawki), to tak duża różnica była nagle na odcinku Łopata - Niska Przełęcz (myślę, że o ten odcinek jak coś chodziło)?
Tak, dokładnie ten tylko mi nazwy wypadły z głowy przy pisaniu, a potem już nie sprawdziłem w przewodniku.
Sporo ludzi chodzi z Chochołowskiej przez Grzesia na Wołowiec, może i na Łopatę i wraca więc tam szlak bywa lepszy. Śniegu nie było sporo jednak Viking po powrocie z Niskiej Przełęczy zdecydował, że dalej zero przetarcia. Nikt nie szedł na Jarząbczy. Ta decyzja jednak nie był oparta tylko na tej wizji lokalniej. Jeśli dobrze pamiętam to chyba 3 dni wcześniej to właśnie Viking przecierał szlak z drugiej strony na Starorobociański Wierch i sam wie najlepiej, że nie było łatwo. Ze szczytu wrócił po własnych śladach. Połączenie tej wiedzy zaważyło o decyzji zejścia przez Czerwony Wierch, gdzie jakiś ślad był założony 
W kwestii GPS - to urządzenie jest czasem bardzo pomocne owszem, ale należy go właśnie traktować jako pomoc a nie coś co jest wyznacznikiem iść/nie iść w przypadku tatrzańskich graniówek/innych rejonów zagrożonych lawinowo. Przynajmniej w początkowej fazie zdobywania zimowego doświadczenia wysokogórskiego.
Tak jak pisałem, nie popieram samotnego chodzenia w zimie. Niektórzy również tego w sezonie letnim.
GPS może uratować nam tyłek w razie załamania pogody, gdzie ślady znikają momentalnie, a w koło kompletnie nic nie widać. Oczywiście jeśli wracamy po swojej (zapisanej) ścieżce. Tyle miałem na myśli.
"Góry są żywiołem. Człowiek wchodzący w góry rozpoczyna z nimi grę. Ratownicy wkraczają wtedy, gdy gra toczy się na serio, gdy staje się walką o życie" Michał Jagiełło
"Życia nie mierzy się ilością oddechów lecz ilością chwil, które zapierają dech w piersiach"
|
|
| 27-02-2012 03:59 PM |
|
 |
|
|