Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (3): « Pierwsza [1] 2 3 Następna > Ostatnia »
Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Rolleyes  Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Motto (dedykacja własna dla Mieciura): "Krzychu, to co spożywałeś na Smrekowicy nie był "utopenec", tylko coś ostrego co się za niego podszywało. Postanowiłem jednak zafundować Ci przy najbliższej okazji jeszcze jedną rundę już z prawdziwym utopencem z dodatkiem napoju turystycznego."

Nie wiem co komu zrobiłem, ale otrzymałem chyba jakieś piętno z wyznaczonym napisem "Ten, co pisze relacje z Biby". Zwierzchnia administracja znowu zleciła mi zadanie opisać przeżycia bibowiczów GŚ podczas wędrówki po Wielkiej Fatrze (WF). Postaram się nie zanudzać i uprzednio przeprosić za mój styl i błędy.

Dane techniczne:
DOBA : 21.5. - 23.5.2010
PRZESTRZEŃ: część głównej grani WF na odcinku Ostriedok - Ploská i liptowska (prawa) odnoga na odcinku Ploská - Ružomberok, Słowacja
OBJEKTY (do spania): Chata pod Borišovom (Ch p/B) i vojenská zotavovňa Smrekovica (VZS)
ODLEGŁOŚĆ (obliczone z czasu wyznaczonego na mapie): 22 km (1100 m przewyższenia), 17 km (600 m przewyższenia), 19 km (100 m przewyższenia)
CZAS: 7:10 godz., 5:00 godz. i 4:50 godz. (wg mapy)
SUBJEKTY:
w kolejności alfabetycznej - Gosia3czek, Mallaidh, Mieciur, Stasiu, Tomtur

21.5.2010, dzień pierwszy

Ružomberok na nas czeka otworem. Tomtur i ja dojeżdżamy na umówione miejsce (parking przy Kuflandzie) o 8:15, grupa sądecka - Gosia, Mallaidh i Meciur w pół godziny po nas. Postanawiamy dalej jechać innym środkiem lokomocji. Do jego odjazdu mamy 1 godzinkę i wolny czas spędzamy okupywaniem pobliskiego Kauflandu. Jedziemy przecież do kraju misiów i trzeba się zaopatrzyć w porządne zapasy. Nie wiadomo jaka posucha nas może napotkać a misie chyba nie lubią sprzedawać swoich zapasów. Po odpowiednich zakupach idziemy na przystanek autobusów.
   
Tutaj mamy jeszcze buźki wyśmiane, spodnie czyste i buty niezabłocone. O 9:45 wsiadamy w autobus. Płacimy 1,20 Euro za siebie i 0,15 Euro za plecak, żeby dojechać do wioski w głąb gór - Vyšná Revúca (720 m). Pasażerami autobusu są kobieciny powracające z zakupów do domu i dlatego nie powtarza się scenariusz z przed roku, kiedy integrowaliśmy się za pomocą malinówki.
Dojeżdżamy do celu i robimy pierwszą korektę. Postanawiamy wyruszyć mokrym wariantem, zakwaterować się i potem na lekko (bez worów) dorobić dalszą trasę. Nad takim planem trzeba się dobrze zastanowić i zrobić ewentualnie zdjęcie. Pierwszy nasz cel to Sedlo Ploskej i samotna Ploská (1532 m). O 11:00 start ostry. Ruszamy żwawo, sił jest sporo i chodnik jest taki akurat na rozgrzewkę. Pokazują się nam też pierwsze kopczyki WF.
    - Čierny kameň
    - Gosia na tle Rakytova
W połowie drogi do siodła przechodzimy koło szałasu. Jeszcze przed miesiącem było tutaj pusto i Tomtur chciał się tutaj zakwaterować. Teraz już tu byli inni osadnicy a przybytek bacy pilnowały już pieski, odstraszając nie tylko misie, ale i turystów.
   
Tych 800 m przewyższenia na Ploską daje się jednak uczestnikom we znaki i dlatego przy każdym postoju trzeba nabrać nowych sił przed następną wspinaczką (     . Wszystko męczące raz musi się skończyć     i bez strat na ludziach osiągamy półmetek - Sedlo Ploskej     . Z tąd na szczyt Ploskej mamy co by puszką po piwie rzucił. Jest to też siodło, z którego podchodzi się najłatwiej na samotny wierzchołek. Ruszamy jak konie za wodą, żeby osiągnąć ten punkt kulminacyjny.
   
13:45 jesteśmy na wierzchołku "odwróconej do góry dnem miski". Faktycznie, widoki są tylko dalekie     . Zapowiadamy tylko krótki odpoczynek. Ch p/B jest już gdzieś blisko. Jeszcze jej nie widać, ale szósty zmysł każdego górołaza daje to wyczuć. Schodzimy z "miski" na drugą stronę i zaraz też pokazuje się nam upragniony cel - Ch p/B.
   
Do wszystkich wstąpiła nowa siła, pognali jak ćmy za światłem. Tam będzie można po dzisiejszy dzień zrzucić ciężkie wory. Aha. Jeszcze jedno zapomniałem dodać. W mini wyprawie 5 osób była jedna dziewczyna - Gosia. Żeby zasłużyć na ten zaszczyt wędrować z prawdziwymi mężczyznami, musiała przejść przez parę męskich zadań. Podczas odpoczynku przy chacie nastał czas na pierwsze zadanie. Wszystkim jest znane, że Gosia nie lubi jeść tłustego mięsiwa. Z tej okazji Tomtur zakupił tłusty boczek i jeden kawałek musiała zjeść prawie ona. Prawda, trochę Mallaidh musiał jej pomóc, ale w końcu smakowity kąsek został wchłonięty przez jej usta.
   
Po zakwaterowaniu (podrożeli - 7 Euro za noc) i krótkim odpoczynku zastanawiamy się co dalej. Trzeba rozdzielić funkcje. Ciągniemy losy i wychodzi to tak. Tomtur i Mallaidh będą pilnować chałupy, naszych rzeczy i wspierać drugą grupę w postaci bazy widokowej na Borišove. Reszta, tzn. Gosia, Meciur i ja mamy za zadanie osiągnąć punkt na wysokości 1592 m - Ostriedok. Grupa wypadowa wyrusza o 15:30, grupa wspierająca zajmuje na łóżkach pozycje leżące, żeby wypełnić pierwsze dwa zadania. Do wypełnienia trzeciego zadania - zajęcia stanowiska na Borišove - mają jeszcze czas. Najpierw trzeba od chaty trawersem obejść Ploske i przedostać się na główny szlak. To nam nie przyswaja trudności. Niemal z każdego miejsca widać naszą bazę noclegową - Ch p/B usytuowaną pod charakterystycznym Borišovom.
   
Jednak trzeba myśleć co jest naszykowane przed nami i próbujemy wypatrzeć naznak szlaku na czekających nas kopczykach. Najpierw lajtowe Chyžky, potem trochę straszący Suchý vrch i w tyle grzbiet Ostriedka.
   
Aczkolwiek scieżka nie prowadziła przez wierzchołek Suchého vrchu, ale prawym trawersem, było to dla mnie uciążliwe podejście.
   
Po pokonaniu tego skalnego stożka, już nic poważnego nie stało nam na przeszkodzie. Goły najwyższy kopczyk WF - Ostriedok - aż sam się prosił, żeby na niego wyjść.
   
Najwyższy punkt osiągamy około 17:30. Widoki z wierzchołka były rzecz jasna wyśmienite. Na północ już znane tereny z dominantą Ploskej i Borišova. Mnie jednak oko uciekało w stronę południową. Tam był widać dalszy przebieg głównego grzbietu aż po Križnou z przekaźnikiem wojskowym.
   
Trzeba było jednak odpuścić sobie ten odcinek i zostawić na inne czasy. Nas czeka jeszcze powrót na Ch p/B a dzień zaczyna powoli więdnąć. Ładną pogodę i chwilę odpoczynku na wierzchołku wykorzystujemy do górskich pogaduszek.
   
Rozmowa o wspólnym zainteresowaniu kopczykami usypia naszą czujność. Nagle za plecami słyszymy w oddali jakiś pomruk. Nie, nie były to misie. To nadciągała normalna burza. Trzeba było czmychać z tego miejsca czym prędzej, ponieważ mogliśmy się stać łatwym jej celem.
   
Ciekawe o czym w tym czasie myśleli nasi dwaj strażnicy z pewnością patrzących przez okna chałupy. Na szczęście burza się o nas tylko trochę otarła i przeszła bokiem. Minimalnie nas sprawdziła czy zawsze jesteśmy przygotowani do jej nadejścia i jak szybko ubierzemy się w nieprzemakalne ciuszki. Powrotna droga zleciała szybko. Jeszcze ostatnie spojrzenie na nasz jutrzejszy główny cel - Rakytov     i o 20:30 jesteśmy pod dachem noclegowego przybytku. Jako nagrodę za ten wyczyn mamy przygotowaną kolację. Ściśle mówiąc tylko Gosia. Była grzeczna i dlatego od Mallaidha otrzymała kluski owocowe na parze zakupione z miejscowej oferty. Ja z Mieciurem musieliśmy zaspokoić głód suchym prowiantem.
   
O czym się mówiło przy wieczornym stole wiem tylko na pół ucha. Zasypiałem ze zmęczenia i jedyne co pamiętam to, że Tomtur szturchał mnie co chwila i ponaglał mnie do jedzenia i picia.
Dobranoc.

koniec pierwszego dnia
cdn... uhm



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-05-2010 10:06 PM przez Stasiu.

25-05-2010 10:05 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
mirek

*****


Postów: 6,460
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status: Offline
Post: #2
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Fajne i sporo tego,rano jak przyjdę z pracy poczytam przed snem.ok



..To wódka? ? słabym głosem zapytała Małgorzata.(...) ? Na litość boską, królowo ? zachrypiał ? czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.?
Michaił Bułhakow - Mistrz i Małgorzata
25-05-2010 10:18 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Lorelei
~~Avionetka~~
*****


Postów: 1,145
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2006
Status: Offline
Post: #3
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Pyszna relacja Smile idealna na poczatek dnia ok od razu dobry humor sie pojawia Wink



~~And I think to myself - what a WONDERFUL world!~~
26-05-2010 06:15 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
magda.s.77
Brak aktywacji konta


Post: #4
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Widać całe to zastraszanie marną pogodą, było niepotrzebne. Przynajmniej tak wynika z pierwszego dnia. Dopisało ok
Ładne tereny, ciekawa trasa, czekam na cdn.
Ps: a co z zakazem spożywania % trunków dla Mieciura? Wink


26-05-2010 07:23 AM
Zacytuj ten post w odpowiedzi
mieciur
- - user - -
*****


Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status: Offline
Post: #5
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Jak zwykle Stasiu świetnie opisuje wyprawę Smile Było super, pogoda rzeczywiście się udała Smile
Magda, a co do Mieciura i % to poczekaj aż Stasiu i ten wątek ujmie w relacji Smile
Stasiu, a co do słynnego "utopenca" trzymam Cie za słowo Smile Mam tylko nadzieję, że jeszcze jedną próbę zarówno moje gardło i żołądek przetrzyma


Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-05-2010 09:55 AM przez mieciur.

26-05-2010 07:30 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Dosia

****


Postów: 353
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: May 2008
Status: Offline
Post: #6
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Stasiu napisał(a):
W połowie drogi do siodła przechodzimy koło szałasu. Jeszcze przed miesiącem było tutaj pusto i Tomtur chciał się tutaj zakwaterować. Teraz już tu byli inni osadnicy a przybytek bacy pilnowały już pieski, odstraszając nie tylko misie, ale i turystów.


Nie mogę kwasny te potwory już tam czyhają ? Ale na razie chyba w okrojonych siłach....wielkiego czarnego straszydła nie było?


26-05-2010 11:51 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
lapikus

*****


Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status: Offline
Post: #7
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Nie wierzę, po prostu nie wierzę! blink
Stasiu! Zasypiałeś za stołem biesiadnym? uhm
Albo się starzejesz, albo Ci coś zaszkodziło. uhm giggle
Goska! Ty i tłusty boczek? uhm
Jak na razie, same niespodzianki. Zobaczymy, co dalej.
Czekam zatem na ciąg dalszy. Smile



Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
26-05-2010 11:53 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Jupiter

***


Postów: 73
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2009
Status: Offline
Post: #8
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Nigdy nie byłem na Wielkiej Fatrze, ale po przeczytaniu tej relacji już wiem że się tam wybiorę.
Ładnie to wszystko opisałeś,czekam na ciąg dalszy.


26-05-2010 05:16 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
PiotrekDz
...
*****


Postów: 3,577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status: Offline
Post: #9
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Masz Stasiu talent do płynnego pisania relacjiok

Wypad oczywiście mieliście bardzo udany.
Zobaczymy co tam na drugi dzień przygotowałeśSmile



Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
26-05-2010 05:30 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #10
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

cd....Smile

22.5.2010, dzień drugi

Rano nie musimy wstawać wcześnie. Mamy cały dzień na przejście zaplanowanej trasy. Później się jednak okaże, że to nie było aż takie łatwe. Śniadanko dajemy z oferty kuchni albo z własnych zasobów. Kawkę już jednak piję na ławeczce obok chaty.
   
Dla mnie to są najpiękniejsze momenty w górach. Górska chata, poranne słoneczko, widoki, kawka i brak ludzi. Akurat taki moment nastał przy Ch p/B. Jednego się WF nie da uprzeć. Mają tutaj inteligetne i kulturalne misie. Te nie robią kupy byle gdzie, ale korzystają z latryny schroniska. Ma to jeszcze jedno malutkie niedociągnięcie. Kiedy na latrynę przychodzi dalszy klient, ma problemy wytrzymać z dechem. Mieciur poznał to na własnych płucach. Musiał skorzystać z środków ochronnych.
   
Jest 9:50 i czas opuścić to gościnne miejsce. Trzeba jeszcze tutaj kiedyś powrócić. Mallaidh powiedział nawet, że to jest dla niego jedno z najładniejszych miejsc, które widział. Ja mogę się pod tym twierdzeniem tylko podpisać. Najpierw musimy przejść Ploske, tym razem innym bocznym trawersem. Wsteczny widok jest ostanim pożegnaniem się z Ch p/B.
   
Czas jednak myśleć co nas czeka. Bez problemów osiągamy nasz wczorajszy pierwszy cel - Sedlo Ploskej.
   
Od teraz poznajemy, że jest sobota. Pojawiają się weekendowi turyści, których dzień wcześniej było brak. Doszło jeszcze do jednej zmiany. Po nocnych opadach i po opadach w przeciągu dnia, chodnik gwałtownie się zmienił. Jest to taki jeden ślizgający się chodnik.
   
Poznaliśmy to zaraz, kiedy przechodziliśmy przez rezerwat Čierny kameň (wierzchołek jest niedostępny). Można było wywinąć nie lada "Sokoła" a zciężkim worem nawet "Kozła". Po przejściu Čierneho kameňa robimy postój na herbatkę i z zainteresowaniem spojrzewamy na coraz to więcej zbliżający się nasz dzisiejszy główny cel. Wyluzowany nastój nam trochę psuje zmienna pogoda. Chwile słoneczne i burzowe zmieniają się często. Po przejściu mniej znaczącego, ale śliskiego, kopczyka Minčol Kračkovy, nagle jesteśmy tu, w Južném Rakytovském sedlu.
   
Od teraz drogi powrotnej nie ma. Chociaż dla mięczaków jest przygotowany trawers Rakytowa. W tym miejscu zrodził się też początek drugiego zadania dla Gosi (ona o tym nie wiedziała). Trzeba było sprawdzić jak za ubiegły rok zformowała się jej psychika podczas wyjścia na "stohopodobne" kopczyki. Podejście na Rakytov było tylko 2/3 Stoha, ale za to chodnik był namydlony po całej trasie. Nawet i ja miałem w pewnych miejscach problemy przynajmniej w utrzymaniu stylu - dwa kroki do przodu, jeden krok w tył. Staram się wyruszyć jako pierwszy, żeby na wierzchołku zadokumentować odruchy naszej zawodniczki.
   
W zacnych chwilach podczas nabierania tchu, kieruję swój aparat w stronę kopczyków, które już many za sobą.
    - charakterystyczny Čierny kameň, w środku Ploská, w prawo Borišov, w tle grań Križnej i Ostriedka.
O 14:00 wreszcie upragniony wierzchołek (1567 m). Z niecierpliwością czekam na przyjście Gosi. Ona nie spełniła ale moich oczekiwań. Nie było żadnych sensacyjnych zdjęć. Na szczyt wylazła od tak sobie, jakby to było normalne kretowisko.
   
Łaskawe zezwolenie Rakytowa nam na wyjśćie świętujemy wypiciem napojów turystycznych.
   
Tutaj w tym miejscu muszę wspomnieć na Mieciura. On jedyny był z naszej piątki prawdziwym drakonem. Kiedy inni polegają na ofertach pitnych schronisk, on nic nie stawia na przypadek. Cały potrzebny zapas nosi mozolnie w swoim worze. Napoje turystyczne i soki bananowe (0 %AL) wyciągał z plecaka jak magik króliki z kapelusza. My na trasie musieliśmy oszczędzać zapasy a on nie. Trzeba jeszcze odpowiedzieć na pytanie Madziorka. Tak. Mogę potwierdzić, że Mieciur nie pił (oprócz napoju turystycznego) żadnego oprocentowanego napoju, nawet nie dał się skusić urodzinowym trunkiem Tomtura.
To, że osiągnięcie Rakytowa nie miało żadnego wpływu na uczestników, nie jest tak całkiem prawdziwe. Niektórzy zamiast podziwiać przepiękne widoki, wybrali raczej krótką drzemkę.
   
Odpoczynek odpoczynkiem, ale trzeba jeszcze myśleć na dotarcie do bazy noclegowej. Myśl, że najwyższy cel dzisiaj został osiągnięty, dodaje nam skrzydeł.
   
Za chwilę jesteśmy w Severnom Rakytovském sedle. Tutaj Mordimer miał problemy z właściwą orientacją. My po krótkim dreptaniu w miejscu wybieramy właściwą drogę. Obchodzimy Tanečnici z lewej strony po rzecz jasna błotnistym chodniku, przechodzimy przez rezerwat Skalná Alpa, gdzie z jednego drzewa Gosia robi sobie punkt wypoczynkowy,    
aż w końcu wynurzamy się na siodle koło kopczyka Skalná Alpa.
   
W tym miejscu to już faktycznie rozpoczyna się zakończenie wędrówki drugiego dnia. Schodzimy na miejsce zwane Močidlo z górskim hotelem Smrekovica.
   
Tutaj pierwotnie chciałem zakwaterować naszą ekipę, ale z braku miejsc musieliśmy przejść trochę dalej do VZS. Ilość turystów można poznać po przystawionym autokarze, którzy na lekko chodzili sobie po kopczykach i potem z bagażnika wyciągali kuferki z dalszymi rzeczami. My postanawiamy tutaj chociaż napić się piwa. Był ale problem. Droga do baru tego hoteliku jest wysłana pięknym czerwonym dywanem. Przejście po takim dywanie naszymi zabłoconymi butami, wytworzyło by pewnie nieśmiertelne malarskie dzieło, ale bez aprobaty personelu. Jednogłośnie wybieramy Mallaidha, który będzie tym szczęśliwcem i zobaczy wnętrze hoteliku, okolice baru i zakupi potrzebne napoje. W tym celu jednak musiał zrzucić zabłocone buciory i w sandałkach pójść zrobić zakupy.
   
Przyznam, że dla mnie to była dalsza niezapomniana chwila tej wyprawy. Do dzisiejszego celu to było już faktycznie parę kroków. O 17:30 jesteśmy u celu w VZS. Tutaj już normalka. Zakwaterowanie (12 Euro + 0,35 Euro opłaty za powietrze), odpoczynek, przeprowadzenie higieny, gdzie niektórzy byli z nią dwa dni na bakier i plany co z napoczętym wieczorem. Wieczornych atrakcji było sporo, godnych dla prawdziwych mieszczuchów w górach. Było:
    - huśtanie się na huśtawce,
    - trening kondycyjny na następny dzień
    - zawody w jedzeniu ostrego utopenca i gaszenie go piwem
    - ciepanie rzutkami
Co dalej powiedzieć? Zabawy było sporo. Dzień udany. Kopczyki przejdzione. Nic tylko zanurzyć się do łóżka i przespać się na następny dzień.
Dobranoc.

cdn... innocent



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
26-05-2010 09:20 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #11
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Patrząc na te foty, zgadzam sie z Bozena trzeba troche ukrucic to piwsko bo juz mam drugie stadium otyłościShyBig Grin



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
26-05-2010 10:48 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
mieciur
- - user - -
*****


Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status: Offline
Post: #12
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Stasiu, druga część relacji napisana po mistrzowsku Smile Czekam na kolejną Smile
No a co do mojego taszczenia zapasów w worze to jakoś tak wolałem polegać na sobie. Zreszta jak w chacie zamówiłem sobie herbatę która smakowała jak...no własnie nie wiadomo co to jeszcze bardziej mnie to utwierdziło w słuszności mojej decyzji. A tak to byłem samowystarczalny Smile


27-05-2010 10:21 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Mallaidh

*****


Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Offline
Post: #13
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

No wreszcie mogę to dzieło przeczytać (choć czekam na epilog) - jak zwykle klasyk bibowy.
Eh, możecie mnie jutro rano ciągnąć z powrotem na Fatrę - I will be back! Big Grin

(jak zwykle wszędzie na zdjęciach moja czerwona mordaHuh )


Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-05-2010 08:56 PM przez Mallaidh.

27-05-2010 08:55 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #14
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

cd... fiuuuu

23.5.2010, dzień trzeci

Przyznam, że tego dnia się najwięcej obawiałem. Liczyłem, że to będzie tylko takie nudne zejście do cywilizacji, jak to często bywa podczas innych wypraw. Jednak, jak się później okazało, ten dzień mnie mile zaskoczył i wcale nie był gorszy od poprzednich. Rano wstajemy wcześnie, żeby czym prędzej przejść zaplanowyną trasę. Mamy przed sobą powrót do domu. W nocy trochę popadało i było zimno. To miało dobry wpływ na widoki. Jeszcze na Smrekovicy mamy widok jak na Tatry Niskie, tak i na Martinské Hole.
       
O 9:00 wyruszamy. Najpierw krotkie podejście na Malou Smrekovici (1485 m). Taki sobie kopczyk na rozgrzanie organizmów. Szlak wiedzie mimo wierzchołek i to dobrze, ponieważ niebawem wychodzimy na górską łąkę, której się nie spodziewałem z przepięknym widokiem na Tatry Zachodnie i Niskie.
       
Do tego jeszcze kukułki kukały jak o żywot. Lepsze ujęcia ma może Mallaidh,ale atmosfera tego miejsca przenikała mnie aż do szpiku kości. Dalsza droga prowadziła miejscem, które później przeczytałem na mapie, o nazwie - Janošíkova kolkáreň (tł. Klęgiernia Janosika?). Szkoda, że to nie wiedziałem prędzej, może bym poszukał jakich kręgli zapomnianych Janosikiem. Następnie dochodzimy najpierw do Nižného i potem do Vyšného Šiprúnského sedla.
       
Górski krajobraz się znowu zmienia. Las ustępuje miejsca zielonej łące. Pogoda się poprawia i widoki też trochę są inne. W oddali widać teraz Velký Choč a bliżej Malinó brdo, znany ośrodek miłośników białego szaleństwa. Pod Vyšným Šiprúnským sedlem zarządzamy postój. Oferta wyjścia na samotny Šiprúň nie jest przez nikogo akceptowana. Raczej wszyscy wywalają się w trawie i spoglądają w dół doliny.
    - góra Sidorovo, wioska Vlkolínec i w tyle Liptovská Mára
W tym miejscu powoli żegnamy się z WF. Za chwilę, no, jeszcze 2 godziny, zejdziemy do wioski Vlkolínec i potem już tylko Ružomberok. Jedynie co nas cieszy to jest to, że mamy już tylko w dół.
   
Ostatnie górskie zdjęcia - Sidorovo (znów nikt nie chciał tam wejść) i hotelu Malina.
       
Napotykamy i oczuwamy pierwsze odznaki cywilizacji - wypasanie owiec. My ze smutkiem opuszczamy to miejsce i po chwili wkraczamy do wioski Vlkolínec. Wioska ta była w roku 1993 zapisana na listę UNESCO jako światowe dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze i to dzięki swej ludowej architekturze.
               
Vlkolínec był naszym ostatnim znaczącym celem całej wyprawy. Pozostało nam jedynie zejście do Ružomberka. Pierwotnie chcieliśmy zejść prosto do doliny i skrócić sobie drogę autobusem, ale ktoś nie skosił łąki i przeoczyliśmy właściwe odbicie szlaku.
   
Trzeba było poczciwie dojść do celu po własnych. Takie symboliczne kopnięcie w nasze tyłki od WF. O 14:30 jesteśmy w Ružomberoku.
   
I to już są ostatnie zdania z opisu wielkiej wędrówki małej wyprawy. Było jeszcze pożegnanie i droga powrotna do domu.

Zakończenie: Znowu bardzo udana wyprawa i nowo poznane miejsca. Żeby nie aż tak słodziutko, to odnutuję parę negatywnych wypowiedzi:
- "niedźwiedzia nie zobaczyliśmy" autorzy smutny Mallalaidh i Mieciur
- "nie lubię nosić ten wór, drugim razem zrobię jak inni - ja pójdę na lekko a taksówka mi wywiezie pozostałe rzeczy na chatę" autor Tomtur.
Dzięki wszystkim współtowarzyszom w wędrówce. ok
K O N I E C Cry



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
27-05-2010 10:08 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Mallaidh

*****


Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Offline
Post: #15
RE: Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

No i koniec, wszystko co dobre się kończy Sad
To była piękna wyprawa, kwintesencja kilkudniowego trekingu ok, żeby jeszcze tyko mieć szerpę, albo tego busa, co wozi plecaki między bazami Shy
Może następnym razem innocent

Dziękuję Organizatorom i Uczestnikom za niezapomniane chwile! okBig Grin


28-05-2010 11:01 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: