Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (2): « Pierwsza [1] 2 Następna > Ostatnia »
Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Rolleyes  Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

Motto (dedykacja własna dla czytelnika): "Tak, jak każdy muzułmanin, który ma ku temu fizyczne możliwości i ma dostatek środków finansowych, by miał raz w życiu pielgrzymować do Mekki z należącym mu tytułem "Hadżi", tak prawdziwy góroman by miał raz w życiu przejść GSB z Ustronia do Wołosatego lub odwrotnie z przyznaniem mu zaszczytnego tytułu "Beskidziok"."

Główny Szlak Beskidzki (dalej już tylko "GSB") sporo lat mi truł moje myśli. Zamiar przejścia często nie dawał mi spać. Na trasie poznałem, że trzeba należeć do jednej z podanych grup, a to być studentem, pedagogiem lub emerytem. Ci mają najwięcej czasu spędzić latem na trasie mniej więcej trzy tygodnie. Rzecz jasna, że znajdą się i wyjątki. Ale przyznajmy (ja też taki byłem), że wyznaczyć dwa-trzy tygodnie urlopu na dreptanie GSB (gdzie rodzina, gdzie inne góry, gdzie inne zajęcia urlopowe), to już turysta musi być nielada twardziel na punkcie Beskidów. Mnie w tym roku udało się przedostać do grupy emerytów i wydawało by się, że nic mi nie stoi na przeszkodzie wreszcie podnieść rzuconą rękawicę. Jednak należę do podgrupy tzw. zapracowanych emerytów i z letniego czasowego harmonogramu wyrwałem na przedrept tylko dwa tygodnie. Z tego względu nie miałem szans przejść całego szlaku na jeden zaciąg. Zadanie postawiłem jasno - przejść odcinek Ustroń - Krynica-Zdrój, co oznacza połowę trasy GSB. W niżej podanym postaram się opisać swoje własne odczucia z przebiegu trasy i tylko urywkowo odkazywać na dane techniczne. Te sobie może czytelnik samostudiem odczytać z Przewodnika po GSB.

27 lipca, dzień pierwszy. Ustroń - Schronisko na W. Stożku

Przyjeżdżam autobusem z Cieszyna i dochodzę na punkt startowy w Ustroniu-Zdrój. Na początku mam trochę problem z ustaleniem bloków startowych, ponieważ dworzec kolejowy jest akurat w przebudowie, tory wyrwane i nie wiem gdzie zacząć odmierzanie. Około 9:00 decyduję się wystartować z krzyżowania przejścia kolejowego i drogi. Po chwili przechodzę po moście na prawy brzeg Wisły.
   
Od tego momentu drogi powrotnej już dla mnie nie ma. Jeszcze w pełni sił (jeden z warunków pielgrzyma na szlaku) wyruszam w odwiedziny pierwszego kopczyka - Równicy. Zastanawiam się dlaczego budowniczy szlaku włączyli ten kopczyk do programu. Czy może brakowało kilometrów, czy może nie od razu włączyć pionowe podejście (późniejsza Czantoria), a może z Równicy pokazać Czantorię w całej swej okazałości i że nie żadne przelewki ten GSB? Nie wiem. Ja ten odcinek biorę jako rozgrzewkę i przygotowanie gruczołów potnych do otwarcia na oścież. Mijam cały uzdrowiskowy kompleks (nie ostatni) i wkraczam wreszcie do lasu, gdzie czeka mnie trochę ochłody. Dalej dochodzę do znacznego miejsca, gdzie tutejsi ewangelicy w XVII stuleciu zgromadzali się na nabożeństwa.
   
Można powiedzieć, że regularnie tutaj pielgrzymowali. W takich miejscach zawsze odszukuję w sobie trochę pokory, która często próbuje mnie opuszczać. Szlak powoli się wypłaszcza i daje odczuć, że Schronisko na Równicy jest już całkiem blisko.
   
Schronisko ma dla mnie swoje znacznie. Jest to pierwszy, taki prawdziwy, przystanek na trasie. I mamy krótko po 10:00, to czas na kawkę. Zatrzymanie obudza mnie z letargu. Ja faktycznie drepczę po GSB! Opuszczam pierwszy przystanek i jeszcze przed zejściem do Ustronia-Polany pokazuje mi się kolejna pani góra.
   
Czantoria pokazuje mi się spoza takiej mgiełki z niewinnymi chmurkami. Jest parno. Powiadamia mnie, że jak się nie będę jej podobał, to na mnie przygotuje taki sobie niewinny deszczyk z burzą. Schodzę lasem i raczej nie chcę widzieć zmiany na niebie. W Ustroniu znów przechodzę przez Wisłę. Tym razem już na stałe, na lewą stronę. Lokuję się na ławeczce przed budką z napojami oświeżającymi.
   
Praktycznie jestem w rejonie dolnej stacji kolejki linowej na Czantorię. Przestaję być na odcinku Ustroń - Czantoria samotnym wędrowcem i niedobrowolnie zostaję włączony do skupiska ludzkiego pragnącego odwiedzić wierzchołek. Tylko mnie i paru jeszcze innym jest przeznaczone gramolić się do góry o własnych siłach. Reszta korzysta z wymogów społecznościowych i wyjeżdża kolejką. Na zdjęciu niezbyt jest widoczne to strome podejście, które mnie czeka. Jest to jedno z podejść, które mieści się w granicach Tomturowego twierdzenia: "Tego się na trzeźwo nie da wejść". Ja muszę. Tutaj słabo duchowego pielgrzyma może uwodzić myśl wyjechania kolejką, ale u mnie to nie wchodzi w rachubę. Jestem związany z zegarkiem marki Garmin i chyba by był widoczny (i ewidowany) ten przekręt w pamięci zegarka. Wyruszam. Gruczoły potne mam przepłukane z Równicy i tym razem stopniowo włączam kolejne organy cielesne - serce i płuca. We swym organiźmie włączam skryty program - Mieciurowy autopilot. Jest to stan, kiedy człowiek nie pyta: "Daleko jeszcze? Wysoko jeszcze?" i tylko słucha tłukotu serca. Ja, wierny czerwonemu GSB, drepczę tak, jak mnie prowadzi. Większość dreptaczy wybiera wariant na krechę po nartostradzie. Nie wiem co jest lepsze. Muszę przyznać, że tym stokiem pierwszy raz gramolę się na Czantorię. Złote podejście z Nydka.
   
Dochodzę do górnej stacji kolejki linowej, a tam, pełna widownia. Kolejka cyklicznie wywala chętnych gór turystów. Jedni po jeździe kolejką muszą odpocząć na leżakach, inni tworzą ludzki prąd, który i mnie porywa w stronę wierzchołka.
   
Bez mała dwie godziny podejścia i jestem na wierzchołku Czantorii. Wykorzystuję na długo ostatnią możliwość napić się czeskiego napoju turystycznego. O spokojnym odpoczynku nie mam co marzyć. Wszyscy mają te same zamiary - napić się czegoś chłodzącego i zająć dla siebie jakiekolwiek wolne miejsce. Nic mi nie pozostaje, jak szybko uciekać stąd. Zaspakajam się tylko jednym Radegastem. Na szczęście, że odcinek od górnej stacji po wierzchołek był maksimum dla większości turystów i nie mieli ochoty próbować innego wariantu zejścia. Parę kroków i znów odnajduję się w przyjaznej i zwłaszcza spokojnej atmosferze. Co do naturalnej atmosfery, to gdzieś hen daleko odzywają się złowieszcze pomruki. Pójdzie na mnie, nie pójdzie na mnie? Zejście na Beskidek, dojście na Soszów, Cieślar i Stożek, to dla mnie nic ciekawego, aczkolwiek widoki zawsze mnie cieszą. Zwłaszcza, że odkrywająca się Barania i kopczyki w Żywieckim mają na ten czas dla mnie inny wymiar. Ale to będzie ważne w kolejnych dniach. Teraz drepczę tereny, które mi w dzieciństwie wszczepiały pierwsze zauroczenie górami. Przebłysk i już jako pozytywnie zakręcony górami emeryt próbuję z innej półki - przedreptać to teraz jako nierozłączną część GSB. I jeszcze jedno co tutaj lubię. "Moje" góry oferują bogaty zestaw zajezdni, które nękają do odpoczynku. Wykorzystuję po drodze w 100%. Najpierw Schronisko Soszów, gdzie dopełniam energię napojem turystycznym i później Cieślarówka z kawką i przepysznym kołaczem borówkowym.
   
Pokazuje się też Stożek w swej całej okazałości. Czeka mnie trzecie, ostatnie podejście. Jednak najmniej uciążliwe. Po takim, energią nabitym, kołaczu i maruda by nie miał problemów. Zegarek jeszcze nie pokazuje siedemnastej godziny, a ja się melduję w Schronisku na Stożku.
   
Po 8 godzinach (czystych chodzonych 6 godzin) i w nogach 20 km kończę pierwszy dzień dreptania po GSB. Kwaterowanie, oczysta ciała i to, co lubię najbardziej na górskich wycieczkach. Endorfiny szczęścia kołują w mym układzie krążenia, kiedy sumaryzuję swój dzień i przy tym pałaszuję sporo z eferty tutejszej kuchni. Podczas wieczornego obzygania się w jadalni schroniska, pierwszy raz odnotowuję, że zamiar zmierzyć się z GSB na własnych nogach ma więcej adolescentów.
   
Życzę dobrej nocy widokiem na Baranią (tą odwiedziłem dopiero na trzeci dzień).

Cdn. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-08-2021 08:11 PM przez Stasiu.

23-08-2021 08:10 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #2
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

Stasiu to na razie jesteś Półbeskidziok? Big Grinuhm



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
25-08-2021 01:25 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #3
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

Paweł, jak mi będzie dane, tak w przyszłym roku (2022) planuję zostać całym Beskidziokiem, a nie dwa razy pół. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
25-08-2021 04:21 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #4
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

28 lipca, dzień drugi, Schronisko na W. Stożku - Schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą

Większość schronisk na trasie ma otwarte od 8:00 do 20:00 z kuchnią do 19:00 (był jeden wyjątek, ale pożalę się później). Nie jest to idealne, ale da się przyzwyczaić. Problem nastaje, kiedy muszę wyruszyć na trasę wcześniej i w plecaku nie mam żadnych zapasów. Trzeba potem improwizować. Dzisiaj jednak mnie czeka lajtowa wycieczka. Najmniej dreptania. Jednak w tym problem. Gdybym lepiej planował ten dzień, to bym cel przełożył aż do Węgierskiej Górki (pole namiotowe) i tym dalsze odcinki aż po Schronisko na Krupowej bym nie musiał sztucznie naciągać. Po śniadaniu jest czas i na kawkę.
   
Pogoda przyjazna dla dreptania i mogę wyruszyć. Na razie nie czekają mnie żadne niespodzianki. Jeszcze drałuję po trasie, którą często chodzuję. Skałki i Kiczory osiągam szybko.
       
Barania przybliża się coraz więcej. Jest to kolejny górski cel. Najpierw muszę jednak osiągnąć Przełęcz Kubalonka. Na Przełęczy Łączecko mi jakoś szlak nie pasuje. Pamiętam, że prowadził do góry, ale teraz skręca w prawo drogą.
   
Może zmienili kierunek dla lepszych widoków lub może Mrózkowie na polanie Mrózków nie życzyli sobie szwędających turystów po łące. No nic, trzeba się trzymać czerwonego.
   
To zdjęcie sporządziłem specjalnie dla Tomtura. On wie co to za góra i co to za chałupy. Ma to tutaj uwiecznione, żeby sobie zawsze przypominał. Opuszczam żwirową drogę i dołączam do pierwotnej leśnej drogi. Teraz to już Kubalonka jest blisko.
   
Jeszcze zegar na kościele w Wiśle nie wybił południe, a ja jestem już na skrzyżowaniu górskiego szlaku z cywilizacją. Młoda godzina, żeby drałować na Przysłop. Postanawiam sporo czasu przeznaczyć na obijanie się na przełęczy w nastawionym barze i sklepu z lodami/pamiątkami. Po tym bogapustym nicnierobieniu wyruszam dalej. Od Szarculi, rzecz jasna, trzymam się uparcie szlaku. Tutaj zawsze wybieram lżejszy warian - kuligową drogą do Stecówki. Szlak na Szarculi wije się jak żmija i od niego odbija pełno fałszywych ścieżek. Moja pewność siebie zostaje ukarana. Pierwsze uchybienie jeszcze w porę wychwytuję i nadal trzymię się szlaku. Drugie (tak w połowie ścieżki między Szarculą i Stecówką) już mnie zwodzi i gubiąc szlak dochodzę do kuligowej drogi. Postanawiam już nie wracać i Stecówkę dojść poza szlakiem. W duszy mam jednak pewien smutek. Później okaże się, że to było na całej trasie jedyne pozaszlakowe przejście.
   
Kolejne duchowe zamyślenie przy kościele na Stecówce. Kiedyś tu była też zajezdnia, ale w teraźniejszości mam podejrzenie, że tutejszy pensjonat agroturystyczny nie jest otwarty dla przechodniów górskich. Dobrze, że zasobiłem się w opowiednie picie jeszcze na Kubalonce. Teraz mogę odpoczywać i podziwiać widoki przy jednym. Dzisiaj nie mam z czego opisać żadnej wyrypy. Schodzę do Doliny Czarnej Wisełki i stąd co by plecakiem rzucił docieram krótko po 14:00 do Schroniska na Przysłopie. W czasowym harmonogramie 5 godzin (czystych 4 godziny) mam w nogach tylko 16 km. Kolejne obzyganie w perymetrze schroniska. Kwatera w wieloosobowym pokuju daje mi możliwość poznać parę podobnych góromanów. Mogę wspomnieć Dagnę, Justynę i Wojtka, którzy mają te same zamiary co ja. Była nawet dziewczyna (imienia nie znam), która na Przysłop dowędrowała czerwonym prosto z Ustronia. Ma mój podziw.
Nie wiem dlaczego ostatnim zdjęciem tego dnia był kościół na Stecówce i dlatego dobrej nocy Wam życzę bez obrazkowej percepcji.

Cdn. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-08-2021 08:59 PM przez Stasiu.

25-08-2021 08:58 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #5
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

Ech Młoda góra ,Stanisław pikne miejsce Big Grin



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
26-08-2021 01:14 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 4,477
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #6
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

Pierwsze dwa dni to wyglądają jak rozgrzewkaToungue



Hej ho, zwariowana przygodo!
26-08-2021 08:27 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #7
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

Wojtek, więcej. Na trzeci dzień czułem się, jak Jasiu Wędrowniczek, który opuszcza rodzimą grudę i wyrusza w nieznany świat. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
26-08-2021 08:51 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #8
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

Co ty mówisz nie szliśmy z węgierskiej na baraniąuhmno też nie pamiętam czy konkretnie z tobą ,ale ostatnio z Wojtkiem i Kasia szliśmy z węgierskiej a i z Pawłem ,to mnie zaskoczyłeś
Stanisław to musimy po nadrabiać kopki w Polsce tylko zaplanujBig Grin



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
27-08-2021 08:57 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #9
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

Tomaszu, ja z Wami wtedy nie szedłem. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-08-2021 11:31 AM przez Stasiu.

27-08-2021 11:30 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #10
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

29 lipca, dzień trzeci, Schronisko na Przysłopie pod BG - Schronisko na Rysiance

Jak już gdzieś napisałem, od teraz zaczynam oddalać się od domowej gruzy i wyruszam w świat. Mama by mi powiedziała: "Bądź tam grzeczny i wszystkich napodkanych pozdrawiaj". I jeszcze coś na dopełnienie. Od teraz każdy dzień będę poznawał odcinki, po których moje nogi jeszcze nie dreptały. Czeka mnie dzisiaj spory kawał drogi. Wieczorem byłem przezorny, zamówiłem sobie schabowego (duży) i drugą połowę wcinałem na śniadanie.
   
Mamy 5:30 i ja opuszczam jeszcze śpiące schronisko. Parę mi podobnych też tak uczyniło. Pierwszym celem jest już dwa dni oglądana Barania. Takie pożegnanie się ze Śląskim.
   
Słoneczko już gdzieś wstało, ale jeszcze nie ma siły przedostać się przez mgłę. Lubię od tej strony podchodzić na Baranią. Rano, czy w południe, zawsze człowiek ma sporo sił nabytych w schronisku i nie trzeba po pionie.
   
Na wierzchołku doganiam swoich kompanów w chodzeniu po GSB. No, dalej będzie dreptać tylko kobieca część. Chłopacza część ma inne plany. Ja się zbytnio nie obzygam i daję dalej myśląc, że dziewczyny mnie dojdą. Do Magurki Wiślańskiej idzie się jeszcze wspólnie ze szlakiem na Skrzyczne. Tam ostro w prawo i zaczyna się dla mnie panieński szlak. Skrzyczne i Barania pokazują mi się z innej perspektywy.
       
Grzbiet jest sporo osadzony borówczym. Ten od świtu okupują zręczni zbieracze. Trzeba się sporo uwijać, żeby napełnić stragany na targach prędzej, nim obudzą się chętni okosztować borówek. Oprócz oddalających się wyżej wymienionych kopczyków, podziwiam skałki przed Magurką Radziechowską.
       
Kolejne moje zamyślenie mnie nawiedziło na Hali Radziechowskiej z wiatą. Jeżeli GŚ będzie biwakował w okolicy Baraniej, to można tutaj złożyć swoje kości do odpoczynku. Przechodzę przez to fajne miejsce i powoli szlak spuszcza się ku dolinie Soły. Schodzę lasem i moje myśli rozprasza jedna pani turystka. Dowiaduję się, że idzie z Wołosatego. Cicho zazdroszczę, kiedy w duchu przeliczam proporcjonalność przejdzionych km moich i jej. W dole najpierw mijam budowlę drogi szybkiego ruchu i potem zatrzymuję się na małej platformie widokowej nad Sołą w Węgierskiej Górce.
   
Tam te kopczyki w oddali to Romanka i Lipowska. To tam mi trzeba dziś dojść? Ale kawał drogi. Pod ciężarem tego faktu, robię odpoczynek w WG na dopełnienie energii. Jest jeszcze młoda doba na obiad i dlatego kawą, ciachem i jeszcze lodami świętuję przejście na Żywieckie B. Później to poznam, że to był błąd. Dreptać stąd aż na Rysiankę na takich dopalaczach się nie da.
   
Szlak z WG najpierw prowadzi drogą na Żabnicę. Robiąc to zdjęcie, to mi się przypomniała kolejna prehistoryczna biba.
   
To było działanie GŚ na Hali Boraczej w lutym 2011 roku. Wtedy swoją premierę bibową i niezapomniane wynoszenie klasycznego instrumentu targanego miała Tratina. Nie mogę się uprzeć, ale znów muszę westchnąć: "Ach, co to były za czasy!". Wtedy skręcaliśmy w prawo, a ja w teraźniejszości z drogi skręcam w lewo. Czeka mnie Abrahamów. Człowiek by sobie pomyślał, że ot taka sobie górka, którą sobie przebiegnę i Rysianka mi się wnet pokaże.
   
Nic mniej błędnego. Podejście na to kretowisko ciągnęło mi się jak czternaście dni przed wypłatą. Odpoczywającego drwala zapytałem, czy faktycznie na Stacji Turystycznej Abrahamów ratują podróżnych. Otrzymałem ustne potwierdzenie i to mi dodało otuchy do kontynuowania mej pielgrzymki. Przekraczam punkt kulminacyjny i wywalam się na łąkę, gdzie jest usytuowana też Stacja.
   
Przełęcz Pawlusia, między Romanką i Rysianką, wydaje się blisko. Kolejne zniekształcenie górskie. Wpierw jednak bliżej poznaję Stację Abrahamów.
   
Po pierwsze, uratowali mi życie. Po drugie, podobało mi się tutaj. Przyjmuję do świadomości, że można w tym miejscu milutko przespać (coś porównatelnego z Cieślarówką pod Stożkiem). Z zaciekawieniem spoglądam na Romankę. Cieszy mnie, że projektanci GSB poprowadzili czerwony szlak stokiem Romanki i nie przypuścili dramatyzmu w postaci dreptania grzbietowego.
   
Między Abrahamówką i Słowianką pilnie penetruję stok i staram się wypatrzyć przebieg dalszej trasy. Nie miało by być dramatycznie. Odwagę do dalszego dreptania nabieram w zajezdni Słowianka.
   
Czeka mnie ostateczne wyzwanie - stokiem Romanki na Pawlusią i krótkie podejście na Rysiankę. Mijam miejsce, gdzie niebieski szlak prowadzi wprost na wierzchołek, a ja wgryzam się w jej stok. Powoli podnoszę swój poziom do wysokości Pawlusiej. W jednym miejscu są nawet instalowane łańcuchy.
   
Szlak prowadzi częściowo lasem i częściowo po łąkach. Z widoków, które się oferują, najlepiej sobie cenię ten, który moje receptory wzrokowe podjudza z Pawlusiej, Rysianki i Lipowskiej.
   
Toto muszę przejść i trzeba na czterech. Nie jest ze mną jeszcze tak źle, chociaż mam tego sporo za sobą.
   
Samooceną zdjęcia na Pawlusiej mogę przyznać, że wyglądam po całodziennym drałowaniu jeszcze całkiem, całkiem. Drogowskaz informuje mnie, że do celu mi brakuje 25 minut podejścia. Po 10,5 godzinach (9:00 godzin czystego czasu) i w nogach 32,5 km stoję u drzwi Schroniska na Rysiance. W nagrodę za taki wynik jestem odmieniony spaniem pod namiotem na pobliskim polu biwakowym. Schronisko i obok stojąca Betlejemka jest beznadziejnie zapełniona przez jakiś biegający klub sportowy. Każdy inny kończy w trawie pod namiotem za 20 zł (i później doszłe kompanki z GSB). Na szczęście, że przed kolacją mają biegacze zarządzone obowiązkowe granie w siatkówkę, bo inaczej bym się też nie dorwał do okienka w celu zamówienia i spokojnego spałaszowania kolacji.
Na dobranoc żegnam się dwoma zdjęciami:
    - oględzinami wstecz widać dzisiejszą przechadzkę, gdzie w tyle widać grzbiet Barania-Skrzyczne, w przodzie Boracza i Abrahamów
    - tutaj już widoki do przyszłych wyzwań - Pilsko i Babia

Cdn...



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
28-08-2021 09:27 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #11
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

To narazie wszystko dla mnie znane ,ta wiata na hali radziechowskiej to dawnej była fajna bacówka ,nie stety teraz w opłakanym stanie Big Grin



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
29-08-2021 06:47 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 4,477
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #12
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

Szkoda, że tego schabowego nie miałeś na koniec trasy, na pewno by się wtedy zmieściłok
O ile wystał byś w kolejkach i coś by jeszcze zostało.

Ta wiata na Hali Radzechowskiej - faktycznie dobre miejsce na biwak.



Hej ho, zwariowana przygodo!

Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-08-2021 08:15 AM przez szewczyczek.

30-08-2021 08:14 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #13
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

Wojtek, masz możliwość do inspiracji. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
30-08-2021 02:46 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #14
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

30 lipca, dzień czwarty, Schronisko na Rysiance - Baza Namiotowa Głuchaczki

Kolejne wyzwanie. Zaczynają się poważne kopczyki w Beskidach. Ale i tak śniadanie dajemy dopiero o 8:00. Trzeba normalnie zjeść coś normalnego. Do cywilizacji daleko i zaopatrzenie prowiantem jest ograniczone. Rano jeszcze po Tomturowsku dokumentuję wschód.
   
Nie muszę nigdzie dreptać. Wystarczy tylko wyciągnąć głowę z namiotu i rękę z aparatem. Przy takiej pogodzie dobrze się pakuje menele biwakowe. Nawet śniadanko nie szkodzi pałaszować na zewnątrz, ponieważ uczestnicy klubu sportowego beznadziejnie zapełnili obie jadalnie schroniska. Dzisiaj nie będę dreptał sam. Dagna i Justyna pójdą równym tempem ze mną. Jestem też wdzięczny, że zamówiły nocleg w dużym namiocie w bazie namiotowej. Nawet i w takich destynacjach trzeba uprzednio zamawiać nocleg. Inaczej śpicie we własnym. Dobrze się drepcze, kiedy człowiek wie, gdzie wieczorem położy swoją główkę. Pora wyruszyć. Czeka nas graniówka na Miziową. Kolejny odcinek, który lubię dreptać. Żadne wyzwania. Od Trzech Kopców towarzyszy nam znowu granica i potem następuje Palenica.
   
Pilsko się od tego miejsca na nas uśmiecha. My jednak wiemy, że nie będziemy go odwiedzać. O Palenicy wspominam jeszcze z jednego powodu. Dreptaniem po GSB zaczynam więcej penetrować okolice szlaku w celu wypatrzenia dogodnego miejsca na ewentualny biwak w przyszłych wyprawach.
   
Szałas na Cudzichowej. Kolejne magiczne miejsce na biwak podobny do tego z wiosennej wyprawy w Rajczańskim. Do tego jeszcze z mapy wyczytałem, że niżej na łące jest jeszcze jeden. Kolejne mile dreptane kopczyki. Znów przed rozdrożem (czerwony w lewo na Miziową, niebieski wprost na Górę Pięciu Kopców/Pilsko) rozmyślam dlaczego kolejny znany kopczyk nie jest zaliczony do trasy GSB?
   
Po dwu godzinach dreptania osiągamy Halę Miziową. Mam w planie doładować sporą porcję energii i nawet zebrać coś na zapas. Gdzie napotkam kolejną jadłodajnię jest wielką niewiadomą.
   
Pałaszuję dwie kiełbaski z rożna i dwie kolejne ładuję do plecaka na trudne czasy. Na Miziowej jestem mile zaskoczony, że jest tutaj spokojnie. W przeszłości odnotowałem sporo negatywnych informacji o schronisku (to, że moloch, komercja, nastawienie na zimowy sezon). Jednak, kiedy poznałem ten ścisk na Rysiance, to bym wolał przespać na Miziowej (może się mylę). To bym miał nawet łatwiejszy przebieg dalszej trasy. Z Miziowej na Markowe Szczawiny jest to dreptatelne i drałowanie na Babią z Markowych jest wygodniejsze zamiast z Głuchaczek.
   
Przed zejściem w las, gdzie szlak nas zawiedzie na Przełęcz Glinne, robię zdjęcie. Ma być widoczna grań za przełęczą, która nas poprowadzi do Głuchaczek. Ja jednak rozpoznaję tylko sylwetkę Babiej. Grań od przełęczy zaliczam do tych kolejnych panieńskich. Aczkolwiek nie byliśmy na wierzchołku tak i tak mi się wydaje, że na próżno schodzimy na przełęcz. To oznacza jedno, że potem będzie trzeba te próżne metry znów wydrapać. Zahaczamy o kawałek cywilizacji. Przełęcz Glinne tworzy równocześnie przejście graniczne. Myślałem, że jeszcze dopełnię zasoby pitne i jedzące, ale zostało tylko na zakupieniu trzech małych oscypków i kawy od góralki z Korbielowa. 200 m od granicy ponoć był otwarty sklep. Jednak ze względu na dotychczasowe warunki nie miałem odwagi zejść na słowacką stronę i ryzykować zakup napoju turystycznego dwu tygodniową kwarantanną. I tak w dalszą podróż wyruszyłem z dwiema upieczonymi kiełbaskami, kawałkiem chleba i trzema serkami bez napoju turystycznego. To mi miało wystarczyć do następnego dnia. Na Głuchaczki wychodzi się z własnymi zasobami. Maksymalnie można poczęstować się herbatą.
   
Opuszczam niegościnną przełęcz i wyruszam w nieznane. Jak później oceniam ten odcinek do Głuchaczek tak, że jest to grań, która oscyluje w coraz to większą wysokościową amplitudę. Pierwsze kopczyki są przyjazne dla turysty na podchodzenie i schodzenie
   
Tutaj gdzieś w okolicy Przełęczą pod Beskidem Krzyżowskim. Beskid K. potem przedstawia przeciętną amplitudy. Już trzeba przećwiczyć na podejściu płuca i na zejściu kolanka, ale jeszcze nie jest tak źle. Końcówka - Jaworzyna to jeden z kopczyków, który popadnie nieboraka w boa uścisk i nie wypuści aż na wierzchołku. Ci, którzy padną na drodze, upadną w zapomnienie.
   
Kto był uczestnikiem wiosennej biby GŚ, ten ma świeżo w pamięci podejście na Praszywkę. Teraz było podobnie. Wygląda to niewinnie, ale ten potwór kryje się w lesie.
   
Trzeba się trzymać na baczności, kiedy koniec ścieżki podnosi się pod górny pułap drzewostanu okrywający drogę. To oznacza potoki potu i krwi. Normalne drogi kończą się zbiegiem lewego i prawego okrajnika. Tutaj pion do góry. Za Jaworzyną już na nas czeka wyśniona baza. Toto jest pocieszające. Właściwie są tu dwie bazy - prywatna zaraz pod wierzchołkiem Jaworzyny i właściwa na Głuchaczkach. Z ciekawości i może z przymusu (czekając na ratunek pitny) odwiedzamy tą pierwszą.
       
Miłe zaskoczenie. Budowanie zaplecza przez sympatyczne małżeństwo. Jest tu wszystko co biwakowicz potrzebuje do przeżycia. Wojtek, kolejne miejsce do przespania, ale tylko od maja do września. No i mniej zagęszczony turystami. Dobrze się siedziało, ale trzeba nam dokończyć dzisiejszą wyprawę. Godzina 17:00 i po 8 godzinach (czystych 6 godzin) i 21,5 km drałowania jesteśmy w Bazie na Głuchaczkach. Otrzymujemy po jednym miejscu w bazowych namiotach, które do wieczora szybko się zapełniają. I nie tylko te. Wiadomo jest piątek i pełno weekendowych turystów dochodzi z doliny pod własny namiot.
       
Musi to być popularne miejsce. Szkoda tylko, że dostatecznie się nie przygotowałem i wolne miejsce nie wypełniłem prowiantem jedzonym i pitnym. Teraz bym sobie bużyrował. Trzeba się było popasować i z higieną. Miałem tą cześć, któremu jako pierwszemu nie dostało się wody do zmycia brudu. No nic, ponoć po tygodniu brud sam odpadnie i jestem przecież na treku GSB i nie na urlopie all inclusive. Wieczorem do spania nam nawet przygrywa muzyka. Dobrej nocy życzę. Wcześnie wstajemy.

Cdn...



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
31-08-2021 07:20 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Reinhold

****


Postów: 351
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2015
Status: Offline
Post: #15
RE: Jak dreptałem GSB od Ustronia po Krynicę, lato 2021

szewczyczek napisał(a):
Ta wiata na Hali Radzechowskiej - faktycznie dobre miejsce na biwak.

Chyba, że akurat siedzi w niej baca i wypasa owiecki Smile


31-08-2021 09:58 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: