Amos gratuluję wycieczki pełnej wrażeń. Tak jak przydarzyła Ci się nagła zmiana pogody i zmiana odczuwania, komfortu gór takie też są góry. Czasem piękne wywołujące euforę , że człowiek jest panem świata, wszystko może i góry są dla niego
- a czasem zieją grozę, zagubienie a my czujemy się mali wobec ogromu i siły żywiołu.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-03-2008 04:05 PM przez Gandzia1.
W końcu przeczytałem ładnie napisane, tym bardziej się podobało bo nie tak dawno... no może jednak dawno bo w styczniu, schodziłem z gór tym właśnie szlakiem przez Przysłop M. i Dol Małej Łąki - świetne widoki
Ps. Doktorze narobiłeś smaczka na tą miętówkę, a u mnie jedna taka butla spirytu nie wykorzystana stoi a ten cukier? to tylko jedna łyżeczka?!? Jutro idę po świeżą miętę
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
Taaaak, kolejna wyprawa planowana na maj, dwa tygodnie urlopu i tyle tez czasu chce poswiecic górom. hehehe, jak tu opisac dwutyfodniową podróż i zamieścić jeszcze zdjęcia
jak tu opisac dwutyfodniową podróż i zamieścić jeszcze zdjęcia
no jak to, normalnie, 1 dzień wyprawy = dwa posty (jeden z opisem i ilustrującymi fotkami, a drugi tylko z fotkami) zamieszczone dzień po dniu (żebyśmy mieli czas pokomentować i się nacieszyć )
w ten sposób bedziesz dawkować napięcie, a my będziemy mieć wiecej i dłużej radoche
to rzecz jasna tylko taka drobna sugestia :>
~~And I think to myself - what a WONDERFUL world!~~
Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-03-2008 04:25 PM przez Lorelei.
Amos świetne przekazanie tego co widziałeś i czułeś... Góry zimą to całkiem odrębny rozdział turystyki, gdzie brak jest miejsca dla ludzi z przypadku. A takie samotne wędrówki mają swój niezapomniany urok - ot, ja jeszcze wczoraj dobrze pamiętam, kiedy na około 20 kilometrach trasy spotkałem 3 osoby...
Cieszę się bardzo, że jesteś tak zadowolony z tego spotkania z Tatrami i życzę kolejnych tak samo udanych.
Amos, przeczytałem z dużą przyjemnością.
Dobre miejsce wybrałeś na pierwszy kontakt z zimowymi górami. Plus za swoje obserwacje, przemyślenia i za dużą ilość fotek.
amos... super
wreszcie się dopadłąm do Twojej relacji - bardzo fajnie napisana, foteczki - marzenia...
az mi się zrobilo tęskno za górami...
i bardzo ciekawie skladasz literki - duzo przemyslen, komentarza "od siebie" nie tylko suche fakty... fajniej się czyta.
Sobotnie popołudnie nic nie zmienia. Nadal lawinowa trójka. Jutro ma być lampa. Widoki będą boskie, nawet jeżeli wyjście wyżej będzie niemożliwe. Szybka decyzja, jedziemy do wypożyczalni po sprzęt. Wstępny plan - Dolina Mięguszowiecka.
Niedziela wita nas oczekiwanym błękitem nieba. Pakujemy sprzęt, jedzenie, picie, dużo picia. Ruszamy do Strbskiego Plesa. Roztaczające się widoki są naprawdę obiecujące. Na parkingu roi się od narciarzy i skitourowców. Ich ilość zdecydowanie przewyższa liczbę piechurów.
Podążając za czerwonymi znakami udajemy się w kierunku Popradskégo Plesa. Ścieżka wiedzie przez las. Co tu dużo mówić. Przy moich umiejętnościach, każdy zjazd dość wąską dróżką wiodącą między drzewami jest emocjonujący. To mój drugi raz na tourach. Przy schronisku decydujemy się na odrobinę lenistwa na tarasie zalanym słońcem. Z mapą w ręku analizujemy dalszą drogę. W międzyczasie obserwujemy dwie osoby zmierzające w stronę Osterwy. Cóż, ich wybór drogi pozostawia wiele do życzenia. Zgodnie stwierdzamy, że to "książkowy" przykład na to, jak nie należy iść.
Tam przy schronisku pojawia się myśl - Dolina Złomisk.
Nieśmiały pomysł kusi, stopniowo dojrzewa, aż w końcu nie czekając dłużej zakładamy narty i ruszamy w kierunku świeżego celu naszej wędrówki.
Nie jesteśmy sami, spotykamy innych skitourowców. Z każdym krokiem nasz pomysł wydaje się być lepszy.
Temperatura rodem z Australii. Świeci słońce, nie wieje wiatr. Momentami jest naprawdę gorąco. Już na podejściu wiemy, że pomimo kremu z filtrem wieczorem będziemy wyglądać jak skwarki. Dobrze, że mamy większą ilość napojów.
Zdobywanie wysokości daje nam dużo radości. Otoczenie doliny powala na kolana, a jakby tego było mało, widoki poszerzają się z każdym zdobytym metrem. Nad Zmarzłym Stawem Mięguszowieckim (Ľadové pleso v Zlomiskách) zasłużony odpoczynek. Słońce daje w kość, pali niemiłosiernie. Kasia decyduje się pozostać tutaj w towarzystwie dwóch Słowaków. W ich późniejszej rozmowie okazuje się, że starszy z nich jest ratownikiem HZS.
Bez plecaka ruszam wyżej do Żelaznej Kotliny (Železná kotlina). Krótki zjazd na grzędę i podchodzę do celu wędrówki. Stok jest zbyt stromy, podchodzę zakosami. Cieszy mnie świadomość zdobywanego z każdym krokiem doświadczenia. Podczas przerw wymuszanych przez bezlitosne słońce upajam oczy widokami, jakimi zdecydowały się obdarować nas dzisiaj góry. W Żelaznej Kotlinie kolejna sesja fotograficzna. Jest pięknie, a do tego bliskość Żelaznych Wrót kusi i to bardzo. Będzie trzeba tu jeszcze wrócić, już z większymi umiejętnościami tourowymi. Z ciężkim sercem zamieniam myśl o podejściu na myśl o czekającym mnie zjeździe. Trochę się go obawiam. Cóż, jak to mówią "każdego szkoda". Pakuję foki, usztywniam buty, blokuję wiązania i ruszam.
Pierwszy zakręt, leże. Nie no, tak być nie może. Próbuję skręcać inaczej, z lekkim naskokiem. Efekt zaskakuje. Pokonuję stok z wysiłkiem, ale bez upadku. Jestem cholernie zadowolony!
Kasia czeka na mnie gotowa do zjazdu. Jej towarzysze żegnają się z nami, ruszają. Kasia rusza chwilę później. Odpoczywam jeszcze chwilę, robię kilka zdjęć. Czas na mnie. Na progu doliny czeka Kasia. Z nieskrywanym zadowoleniem pokazuje mi regularną linię, wykreśloną na śnieżnym stoku jej zjazdem. Ma powód do zadowolenia.
Zjeżdżamy z progu. Próbuję skręcać inaczej, podobnie do tego jak jedzie Kasia. Leżę, gleba, kolejny upadek. Przez dolinę przetacza się siarczyste "korba". Echo zniekształca, możliwe że treść była inna.
Żegnamy się z Doliną Złomisk. Zjazd do schroniska to dla mnie kolejna lekcja. Nawet najmniejszy postęp cieszy. W schronisku solidnie uzupełniamy płyny.
Decydujemy się na zjazd inną drogą. W miejsce czerwonego, wiodącego przez las szlaku wybieramy szeroką, wygodną drogę. Pokonujemy ją z niekończącym się uśmiechem na ustach. Nareszcie. Swobodny, relaksujący zjazd. Za namową Kasi, decydujemy się na przejście fragmentu na przełaj, przez las. Znacznie skraca to nam drogę na parking.
Zmęczeni, spaleni, ale bardzo zadowoleni z wycieczki zdejmujemy na parkingu narty. Czas wracać.
Wiem, że to nie był ostatni raz na skitourach.