RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Dzień czwarty
Trzymając się zasady pogoda w kratke dziś niebo zakryte chmurami, a nawet chwilami mała mżawka. Nie narzekamy. Możemy z czystym sumieniem odpocząć po wyprawie na Krzyżne i nie żałować że tracimy czas. Na miejsce wypoczynku wybieramy Dolinę Białego. Miejsce bardzo urokliwe tylko jak dla mnie za dużo tu ludzi. Po drodze pooglądaliśmy sobie troche Zakopane i sławne już skocznie narciarskie (pamiętam je sprzed wielu lat; czy mi się wydaje czy kiedyś u ich podnóża nie było takiego jarmarku jak teraz? okropieństwo).
W każdym bądź razie wypoczeliśmy i jesteśmy gotowi na...
Dzień piąty
Pogoda cudowna. Ani jedenej chmurki na niebie, chłodzi nas wiaterek. Idealne warunki na zrealizowanie głównego celu naszej podróży i mojego tegorocznego marzenia: Granaty. Szczerze mówiąc, wyjeżdżając w góry, nie wierzyłam, że się uda. A jednak
Do Hali Gąsiennicowej dochodzimy tym razem przez Dolinę Jaworzynki. Omijamy bokiem schronisko i kierujemy się wprost nad Czarny Staw Gąsiennicowy. Posiłek nad stawem i ruszamy niebieskim szlakiem prowadzącym na Zawrat. Mniej więcej w połowie linii brzegowej ostro w lewo odchodzi od niego żółty szlak na Granaty. Przyjemny do tej pory spacerek zamienia się teraz w dość mozolne podchodzenie pod górę. Dochodzimy do pierwszego miejsca gdzie trzeba pomóc sobie rękami i zapada decyzja, że dalej ide tylko ja i Piotrek. Moje kochanie po raz pierwszy decyduje się zamienić ukochane sandały na kryte obuwie. Siadamy więc na jakimś większym kamieniu, Piotrek wyjmuje z plecaka buty, kładzie je obok żeby zdjąć sandały, odwraca się i... reklamówka z butami leci kilkanaście metrów w dół po rumowisku. Jak głupia krzycze: uwaga buty! bojąc się żeby ktoś poniżej nimi nie oberwał. Na szczęscie buty zatrzymują się gdzieś wśród kamieni i poszkodowanych brak Piotrek sprawnie do nich dociera ( ja nawet na to nie patrze) zakłada i idziemy dalej. Wśród skał zaczyna się robić ciekawie. Raz łańcuch innym razem tylko chwyt. Piotrek idzie przodem udzielając mi w razie czego niezbędnych wskazówek. Dla mnie jest to spore przeżycie. Do tej pory łaziłam tylko po Zachodnich. Za to on, co prawda pierwszy raz w Tatrach, ale jakby się do tego urodził. Wychodząc spoza kolejnego zakrętu pytamy czy daleko jeszcze do szczytu. No cóż, jeszcze kawałek. Stąd go nawet nie widać. Kolejny zakręt obiecujący koniec... ale nie, za skałami ukazuje nam się następny fragment szlaku, bliźniaczo podobny do poprzedniego. I tak kilka razy. Nie czuje już jednak zmęczenia tylko rosnącą adrenalinę. Wspinamy się teraz razem z wesołą grupką ludzi mniej więcej w naszym wieku. Wśród śmiechu i rosnących emocji docieramy na szczyt. I tam dla mnie pierwszy moment strachu. Na szczycie trzeba zrobić kilka kroków, jak dla mnie, zbyt wąską ścieżką. Nic nie mówiąc pokonuje jednak te kilka metrów. Potem Piotrek powiedział,że ten strach było widać w moich oczach. Wreszcie siadamy. Rozglądamy się dookoła i zastanawiamy co dalej. Proponuje żeby zejść tą samą trasą, ale korci mnie żeby iść dalej. Tym bardziej,że słyszałam, że zejście z Zadniego Granatu jest łagodniejsze. Piotrek chce iść dalej więc idziemy. Ja troche przestraszona ale szczęśliwa. Krótkie zejście ze Skrajnego i podejście pod Pośredni. No i sławetna szczelinka, na którą cały czas z niepokojem czekałam. Z drugiej strony idzie jakiś chłopak. Przed szczelinką chwile się zawachał. Mówi, że z tamtej strony trudniej. Może i tak. Przeszedł. Kolej na Piotrka. Długo się nie zastanawia. Nawet nie wiem kiedy znalazł się po drugiej stronie. No to teraz ja ... Lewa noga na skałkę, lewa ręka za chwyt. Wystarczy odbić się prawą, jeden krok i.... nie moge się przemóc żeby oderwać prawą nogę od podłoża. Rezygnuję i kombinuje jak by tu dostać się na drugą stronę bez pokonywania szczelinki. Moje poczynania obserwuje czterech facetów. Na szczęście nie bawi ich mój strach. Schodze wdół po kamieniach. Potem tylko do pokonania dość wysoki schodek. Wspieram się na prawej nodze, prawa ręka przytrzymuje się skały, lewą podaje Piotrkowi. Udało się, jestem spowrotem na szlaku. Mężczyżni obserwujący moje poczynania odchodzą w swoją strone. Bez pomocnej dłoni Piotrka nie przeszła bym tego. Teraz już tylko Zadni Granat i zielonym szlakiem w dół. Chwilowo mam dość emocji. Do następnego razu.
Zejście zielonym szlakiem jest faktycznie łagodniejsze, ale dłuższe i w jednym miesjcu nieprzyjemne ( zjeżdza się na kamyczkach , ale teraz to już tylko zabawa). Kolana odmawiają nam posłuszeństwa, więc zejście zajmuje sporo czasu. Mijamy urokliwy Zmarzły Staw. Bardzo mi się podoba to połączenia Zmarzłego i Czarnego spływającym potoczkiem. Ładnie tu, powiedziała bym nawet niepowtarzalnie i bardzo ciekawie. Teraz już tylko Hala Gąsiennicowa, ostatnie spojrzenie za siebie i zejście szlakiem przez Boczań. Schodzimy chyba dłużej niż wchodziliśmy, jęcząc za każdym zbyt długim krokiem. Ech będziemy leczyć kolana, ale było warto
Dzień szósty
Pogoda popsuła się tym razem na dobre. Odwiedzamy Gubałówkę, tak dla zasady bo Piotrek nigdy nie był. Na szczycie stwierdzamy jednak, że nie warto. Aktualnie wygląda to jak drugie Krupówki, tylko troche wyżej. Widoków też nie popodziwiamy bo niebo zasłane chmurami. Jest zimno i mokro więc wracamy. Na dole zajrzeliśmy jeszcze na Pęksowy Brzyzek. Miejsce o zupełnie innej atmosferze niż przeciętny cmentarz. Ja nie moge się nadziwić grobowi Kornela Makuszyńskiego. Pełno na nim drewnianych kwiatuszków, wiatraczków i znaczków. Jest poprostu ... wesoły Tak jak jego książki. ( przeczytane w dzieciństwie " Szaleństwa panny Ewy" chyba nie wyszły mi na zdrowie ).
Dzień siódmy
Na zakończenie w planach był Giewont jednak ukrył się przed nami za kurtyną z czarnych chmur. Postanawiamy wrócić wcześniejszym pociągiem. Przed odjazdem zaopatrujemy się jeszcze pod Gubałówką w zapas serów i o 12.30 żegnamy góry z okien pociągu.
1. Na niebieskim szlaku wzdłuż Czarnego Stawu Gąsiennicowego.
2. Na szlaku na Skrajny Granat.
3. Na Skrajnym Granacie.
4. Podejście pod Pośredni Granat ( moge się mylić co do tego który to Granat, jeśłi tak poprawcie mnie!)
5. Zmarzły i Czarny Staw.
6. Ostatnie spojrzenie za siebie: szczyty dookoła Czarnego Stawu.
7. Pożegnanie z górami: Giewont ukryty w chmurach.
I znów dopada mnie tęsknota ...
Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-08-2007 07:45 PM przez Ewcia.
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Cytat:
Dzięki Tobie powróciły wspomnienia z naszej tegorocznej wycieczki do D5SP.
Ciesze się, że obudziłam pozytywne wspomnienia. Jest gdzieś na forum relacja z Waszej wycieczki? Bo chyba mi umknęła, a chętnie przeczytam
Cytat:
Myślisz Ewcia ze lepiej by Ci sie szło w dugą stronę? Pod Krzyżne z DPSP?
Myślę, że wybraliśmy dobry kierunek. Widok po wyjściu na Przełęcz Krzyżne z Doliny Pańszczyca zapiera dech w piersiach, a potem cały czas towarzyszy podczas schodzenia do D5SP A podejście, no cóż, długie z obu stron. Wysiłek wynagradzają jednak zmieniające się ciągle krajobrazy. Polecam tą wycieczkę wszystkim, którzy jeszcze nie byli. Szczególnie na pierwszy raz w Tatrach Wysokich.
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Granaty są urokliwe bez wątpienia
Ewcia, szczelinka jest pomiędzy Skrajnym a Pośrednim
A Ty omijając ją po prawej stronie miałaś słynny żleb Drege'a (cieszący się niestety bardzo czarną sławą.
No a teraz musisz wrócić i zrobić ten KROK. Od Pośredniego na Skrajny jest może i nieco trudniej bo jest lekko w dół.
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Pięknie i z polotem opisane wrażenia z przebytych tras.Gratuluję zdobycia Granatów -celu marzeń i życzę równie udanych przyszłych wypraw.Zdjęcia śliczne .Dla mnie również widok Czarnego Stawu z okolic Zmarzłego jest jednym z najbardziej urokliwych w Tatrach
Pozdrawiam
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Cytat:
Ewcia, szczelinka jest pomiędzy Skrajnym a Pośrednim
Też mi się tak wydawało, ale na szlaku byłam w lekkim szoku więc niedowierzając swoim wspomnieniom zerknęłam na mape. Są na niej zaznaczone szczególnie trudne miejsca. Widząc wykrzyknik między Pośrednim a Zadnim założyłam , że chodzi o tą szczelinke. Zaraz skoryguje to w tekście. Tylko o co u licha im chodziło z tym wykrzyknikiem? Ja po szczelince już nic szczególnie trudnego nie zapamiętałam.
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Niepotrzebne te deszcze .a przez najbliższe dni taka pogoda burzowo-deszczowa ma się utrzymać . Wielka szkoda.Utrudnia to realizacji planów wielu górskim wędrowcom
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Przed chwilką powróciłem z pięknej ziemi suwalskiej.Pogoda dopisałaW trakcie wycieczki m.inn-czterodniowy spływ uroczą Rospudą
Krótka regeneracja i ku następnej przygodzie....
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Danusia napisał(a):
dr.Etker napisał(a):
W trakcie wycieczki m.inn-czterodniowy spływ uroczą Rospudą
mmmmmmmmm ale mi sie przypomniało Gdzie zaczynaliście spływ i gdzie kończyliście? Powodzenia na dalsze wojaże
Spływ rozpoczeliśmy nad jeziorem Rospuda Filipowska(na przesmyku m. j.Czarnym i Rospuda w miejscowości Supienie),po 65 km podróży różnorodną,piękną Rospudą,zakończyliśmy w Augustowie.(4 dni płynięcia,2 biwaki pod namiotem,jeden na sianie ).
Po powrocie z urlopu zapewne zamieszczę szerszą relację.
pozdrawiam
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Doniesienia z gór:
LEJE!
Nic nie widać... Nigdzie się nie da wejść. Chociaż... Jedna wycieczka się udała Dotarłam na taki jeden szczyt w Tatrach Słowackich.
Wyruszyliśmy z Doliny Kieżmarskiej aż do Zielonego Stawu Kieżmarskiego. Tutaj już byliśmy przemoczeni doszczętnie. Nic to, idziemy dalej do Dolinki Dzikiej. W żlebie jeszcze sporo śniegu. Ale pniemy sie Percią w górę aż na 2393 mnpm ; Barania Przełęcz. Widoków żadnych, chmury, zimno, mokro. Szum wody jedynie drażni ciszę. Z Przełęczy odbijamy oczywiście w prawo. Trawersujemy 3 żeberka i już jesteśmy na galerii podszczytowej. Przechodzimy przez piarg i osiągamy 2526 mnpm czyli Baranie Rogi.
Teraz tylko zejście. Tracę orientację we mgle. Dobrze jak jest ktoś kto umie podpowiedzieć i do kogo ma się zaufanie na trudnej drodze. Teraz z przełęczy kierujemy się do Schroniska Teryego a stamtąd Schodzimy do Smokovca.
Kolejny dzień, wędrujemy w górę. Niestety, pogoda zatrzymuje nas skutecznie w Zbójnickiej chacie. Zza mgieł widać tylko kolejny nasz cel, ale nie tym razem... Ale wrócę tam!
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Czytając Twój post Kasiu przypomina mi się moja wyprawa na Śnieżkę dwa lata temu.
Ponieważ zabrałam moje Kochanie w Karkonosze pierwszy raz, więc obowiązkowo Śnieżka! Pogoda od rana nie była za specjalna, ale nic - idziemy. Deszcz (raczej deszczysko )złapało nas na Kopie. Powędrowaliśmy dalej ogrzać się w Domu Śląskim. Im dalej tym gorzej... bo doszedł paskudny wiatr.
Spod schroniska widoczność była około 3 metrowa. Pięknie! Kochanie oglądało nasz cel wyprawy tylko na pocztówkach.
Zeszliśmy na dół zahaczając Strzechę Akademicką i Samotnię by się przesuszyć. Na pocieszenie takich zapaleńców jak my nie brakowało. Ach ta Górska Brać żądna wrażeń!
Przetarło się dopiero na dole. A my - oczywiście szczęśliwi. kolejne doświadczenie do plecaka.
Wiec słoneczka Ci życzę - jutro NA PEWNO będzie ładniej!
"... Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie;
żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś..."