Jednym się udaje, a innym nie...głupota, brak odpowiedzialności czy pewność siebie? Chyba nie chcesz liczyć na farta
Twoja wypowiedź świetnie koreluje z twoim podpisem 
''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.''
Więc nie, nie liczę na farta.
Rozpisałem się już wcześniej - wystarczy powspinać się trochę bez sprzętu żeby zrozumieć gdzie kończy się "liczenie na farta".
Pasuje tu również inny cytat pod którym chętnie bym się podpisał ale te konkretne to oczywiście nie moje słowa:
"W górach szukam samotności, kontaktu z naturą, tego sam na sam ze sobą, mimo że obok może iść partner. Góry to dla mnie rozmowa ze sobą. Pójdę dalej czy nie? Czy stać mnie jeszcze na to? To są przeżycia, dla których tu jestem."
Wspinaczka bez sprzętu bardzo mi tu pasuje - tak to właśnie to czuję.
Znów... nie ma nic tak często przytaczana przez Ciebie wycieczka na Giewont do wspinania na Zamarłej czy wchodzenia na Gerlach. Być może jest to Twoje główne doświadczenie górskie, nie wiem.
Czekaj... idąc dalej to właściwie o Giewoncie to też tylko gadałem - dowodów brak - więc można się pokusić o domniemanie, że tam też mnie nie było 
Dlatego zakreśliłem w tej części wypowiedzi to, co moim zdaniem, jest w niej najprawdziwsze i jednocześnie wyjaśnia tak wiele.
Albo co ma do tego szydzenie z ludzi którzy może byli pierwszy raz w górach a stać ich było żeby sobie ciuchów nowych nakupować?
Cóż, każdy zrozumiał co chciał zrozumieć.
Nie chodziło o szydzenie z tych ludzi ale o przekaz jacy ludzie wchodzą na taki Giewont czy Rysy czy inne szczyty w Tatrach Wysokich.
Poza tym tacy ludzie mogą być niebezpieczni nie tylko dla siebie ale również i dla innych - pobłażliwość, głaskanie po głowie w wielu przypadkach nie skutkuje.
A potem ekipy ratunkowe po nich wysyłają.
Dla mnie to było raczej przerażające - gdyby któreś z nich spadło to mogło pociągnąć jeszcze kogoś za sobą. Byłem najbliżej ale nie wiem czy bym ratował 
Na szczęście mi się nic nie jeży, może tylko trochę politowanie się odzywa, ale nie dla tych co ich opisałeś...
Daruję sobie komentarz - nie dotarłem jeszcze do takiego levelu.
Trzymam kciuki, żeby dzieci miały dalej tatę..
No, udało się wykrzesać nawet coś pozytywnego 
... i pokazuj im jak trzeba robić i się zachowywać w górach, jak umiesz, bo nie wiem czy umiesz...
Gdyby wyjść z tego zakreślonego kawałka wypowiedzi to uniknęlibyśmy sporej części gadaniny.
Jak do tej pory nie miałem śmiałości oceniać niczyich tutaj umiejętności, doświadczenia itp. bo po prostu nie znam i nie wiem i nie czuję się kompetentny ale...
patrząc w drugą stronę, jak widać na załączonym obrazku, jest tu kilka osób, które nie znając mnie kompletnie, korzystając ze strzępków informacji, są już prawie ekspertami mojego życiorysu, charakteru, cech osobowości itd. itp. - świetne 
... nie szydzić z innych, że na dupach po skale zjeżdżają biedaczyska.
Celem moim nie było szydzenie ale jak już o tym mowa to widzę, że to samo co w moich słowach tak ci się nie podoba jednocześnie w słowach innych tutaj dyskutantów kompletnie ci nie przeszkadza.
Dziwisz się, że nie za bardzo chce ktoś odpowiadać na głupoty, jakie wypisujesz?
Nie jeden i nie pięciu się tu już kompromitowało. Szanuj trochę ludzi, Panie Foss.
A w którym to miejscu wykazałem brak szacunku?
W tym, że powiedziałem, że chciałbym wejść na Zamarłą bez sprzętu?... Czy może w tym, że chciałbym jednego dnia wejść na Rysy, Wysoką i Gerlach?
Czy uważasz, że są to rzeczy kompletnie nie do wykonania, bez żadnych szans na powodzenie?
Jeżeli mowa o szacunku to z całym szacunkiem kolego ale vice versa.
To ja sobie dalej pouważam, że Rysy, Wysoka i Gerlach za jednym podejściem to rozmach jak cholera.
Najśmieszniejsze jest to, że już w pierwszym poście na forum przyznałem, że Gerlach to tylko z przewodnikiem. Później powtórzyłem, że opcja przewodnika mnie nie interesuje a więc wycieczka Rysy-Wysoka-Gerlach jest niektualna.
I nie wiedzieć czemu parę osób wciąż brnie w ten sam temat chociaż ja już na wstępie taką trasę odrzuciłem.
Ale teoretyzując...
Tak, wydaje mi się że kondycyjnie, wydolnościowo to jest do zrobienia.
Nocleg w Morskim Oku i wyjście wcześnie rano.
Finał pewnikiem w Tatrzańskiej Polance co by ktoś zabrał zwłoki do hotelu.
Na leniucha można by pewnie za kilka ojro zapakować się do auta które dowozi i odwozi ludzi pod Śląski Dom ale to i tak tylko teoretyczne dywagacje ponieważ nie mam ochoty na przewodnika i nie ma również u mnie chęci zasilania Słowackiego budżetu ewentualnym sowitym mandatem za spacery solo.
Warto zauważyć, że miałem ochotę wykonać to w drugiej połowie czerwca a wtedy dzień jest zdecydowanie dłuższy niż teraz.
Poza tym, o ile pogoda dopisuje, to idzie się zdecydowanie łatwiej niż w zimę.
Swoją drogą byłem parę razy po tamtej stronie gór i szczerze mówiąc tamta strona wydaje mi się bardziej urokliwa - wodospady, wysokie drabinki, łańcuchy - jakiś większy urok mają po Słowackiej stronie.
Pewnie dlatego, że nie łazi tam tyle ludu co u nas a lasy wydają się bujniejsze i bardziej dziewicze.
Tak to przynajmniej zapamiętałem.
Byłem w sobotę na Wysokiej.
Świetnie. Ja w zimę nie widzę przyjemności łażenia po górach chociaż łaziłem wielokrotnie.
Czy działałem z rozmachem ?
Nie mi to oceniać i jak na razie nie ogarniam waszej skali 
Rysy połączyć z Wysoką w jeden dzień to jak najbardziej realne , z palcem w nosie można to obskoczyć.
Tak jak pisze Foss dodatkowo jeszcze Gerlach

to już jak by na to nie patrzeć to czasowo w jeden dzień mało realne , ale jak by przyszło o zakład , to bym się nie zakładał.
Wydaje mi się to do zrobienia ale, jak pisałem już sporo wcześniej, nie podejmę takiej próby ponieważ trzeba by to zgrać dobrze w czasie zarówno z przewodnikiem jak i pozostałymi wycieczkowcami. No chyba, że pójść po bandzie i zapłacić jednoosobowo i coś ekstra żeby przewodnik czekał i nie grymasił ale tanio to chyba nie będzie i nie o to mi chodzi żeby z przewodnikiem łazić.
Szanowny Alojzie ! Więcej wiary w Foss - a ! Jak planuje za jednym podejściem to trza mu wierzyć, że to zrobi !
Już sporo wcześniej napisałem, że "niestety Gerlach tylko z przewodnikiem" i próbować nie planuję ale niektórzy brną w to dalej nie wiadomo po co.
ehhh... te czytanie ze zrozumieniem.
Co prawda wydaje mi się, że po prostu mapy nie widział ale nie czepiajmy się mało ważnych detali !
Hmmm... AutoMapa?
TomTom? 

A tak poważniej to swego czasu sporo chodziłem używając wojskowych sztabówek - 50-tki, 25-tki, 10-tki... i przez ładnych naście lat uczyłem młodych jak takich map się używa także cóż... "coś kiedyś gdzieś" słyszałem o tzw. mapie i coś takiego jak kompas też "kiedyś" w ręku miałem 
Realne? No pewnie, że realne! Nie takie rzeczy ludzie w Tatrach robili. Krzysiek ma trochę racji - to wcale może nie być dużo. Ale nie dla każdego turysty. Jest taki przykład: Gerlach, Lodowy, Durny, Łomnica w 8 godzin :-)
Hmmm... a jednak realne