Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (3): « Pierwsza < Poprzednia 1 [2] 3 Następna > Ostatnia »
Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
Autor Wiadomość
Tenshi

*****


Postów: 1,397
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2009
Status: Offline
Post: #16
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

dr.Etker napisał(a):

Tenshi napisał(a):
Doktore, co do uprawy tego rojnika na balkonie, nie miałabym pewności uhm Smile

Eee.... dlaczego ?
Rojnik w doniczce sobie świetnie poradzi. Odporny na suszę, wymagań odnośnie jakości gleby w zasadzie brak. Wink
Zauważ-że w Tatrach często zajmuje miejsca -gdzie nawet trawa już nie chce rosnąć.Smile

Tylko czy zakwitnie, na balkonie? Smile


17-12-2012 10:44 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #17
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

Tenshi napisał(a):

dr.Etker napisał(a):

Tenshi napisał(a):
Doktore, co do uprawy tego rojnika na balkonie, nie miałabym pewności uhm Smile

Eee.... dlaczego ?
Rojnik w doniczce sobie świetnie poradzi. Odporny na suszę, wymagań odnośnie jakości gleby w zasadzie brak. Wink
Zauważ-że w Tatrach często zajmuje miejsca -gdzie nawet trawa już nie chce rosnąć.Smile

Tylko czy zakwitnie, na balkonie? Smile

Ooo-tak.
Justynko-----> na wiosnę kierunek sklep ogrodniczy i zakup rojników w przeróżnych odmianach.Kwitną w miesiącach lipiec-sierpień.Smile
Przykład i kilka porad praktycznych:
http://www.magazyndomowy.pl/skalniak-w-donicy/

Prawdziwym wyzwaniem są inne rośliny górskie- np.goryczki.



17-12-2012 10:51 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
fidelio

****


Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status: Offline
Post: #18
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

Bardzo dziękuje Wam za miłe słowa Smile

Dzień 5: Schronisko Estós (1895 m n.p.m.) - Schronisko Angel Orus (2115 m n.p.m.)
Budzimy się rano i niestety okazało się, że pogoda sprzyja nam coraz mniej - na zewnątrz jest mgliście i mokro. Nie jesteśmy zadowolone. To jest dzień naszego przemieszczania się do drugiego schroniska. Zastanawiamy się czy nie zmienić planów i nie iść drogą z którą na pewno nie będziemy miały problemów. Decydujemy się jednak działać zgodnie z planem (zielona trasa na mapce) i pomimo ograniczonej widoczności idziemy szlakiem, o którym w przewodniku pisano, że miejscami jest słabo oznaczony i łatwo się zgubić. Zakładamy, że jak będzie bardzo źle to zawsze można wrócić i plany siłą rzeczy zmienić jeszcze bardziej Smile
Już na samym początku okazało się, że wczorajsze rozpoznanie terenu po drugiej stronie rzeki było bardzo pomocne. We mgle, w której się poruszałyśmy niektóre kopczyki mogłyby umknąć naszej uwadze gdybyśmy nie widziały dnia poprzedniego. Wzdłuż poziomic, po zalesionym terenie przemieszczamy się dość szybko i po 1,5 godziny osiągamy pierwszy charakterystyczny punkt, w którym jeszcze możemy zdecydować aby pójść inną drogą.
Cabana de Batisielles i jeziorko Ibonet de Batisielles. Cabana okazała się wyglądać zupełnie inaczej niż te które mijałyśmy pierwszego dnia.    
Jeziorko pomimo, że znajdowało się bardzo blisko nas, było prawie zupełnie niewidoczne. Jednak nagle nad nami zrobiła się "dziura w niebie" i mogłyśmy zobaczyć trochę więcej.
               
Decydujemy, że idziemy dalej zgodnie z planem. Trawers się skończył i teraz będzie już tylko pod górkę aż do jeziora Ibón de la Pllana i przełęczy Collada de la Pllana (2702 m n.p.m.). Dalej niestety będzie trzeba zejść do schroniska Angel Orus (2115 m n.p.m.)
Można powiedzieć, że w dalszej drodze szczęście nam sprzyja i właściwie cały czas mamy nad sobą "dziurę w niebie". To zdecydowanie ułatwia orientację w terenie i podążanie właściwą drogą, która generalnie wyglądała tak (nie jest trudna ale zgubić się łatwo)    
Wypatrywanie kopczyków ułożonych z kamieni w tym gruzowisku bywało trudne, a było jeszcze trudniejsze gdyby nie nasza "dziura w niebie" Smile
Po intensywnym podejściu osiągamy wypłaszczenie. Zgodnie z mapą powinno tu być całkiem spore jezioro Ibón Gran de Batisielles. Niestety nic nie widać.    
Idziemy dalej trochę po omacku. I nagle "nasza dziura" znowu była nad nami i mogłyśmy lepiej przyjrzeć się temu co nas otaczało.
                       
Podążamy dalej szlakiem, który od tego momentu był oznaczony dodatkowo kolorowymi biało-czerwonymi drewnianymi palikami.
Zbliżamy się do góry, która zauroczyła mnie jak żadna inna ? Aguiles de Perramó. Jak się okazało są to trzy szczyty, które "nakładają się" na siebie w perspektywie. Zdjęcia tego niestety nie oddają ale skała miała dość niecodzienny kolor. Może to kwestia światła i tych chmur ? nie wiem, ale była niesamowicie majestatyczna, dostojna i jakby magiczna.
                   
Wspominam ją dodziś.
Dalsza droga na chwilę stanęła pod znakiem zapytania. Przed nami znowu pojawiła się, wyglądająca na pionową, ściana. Przypominała nam trochę tą z którą męczyłyśmy się w drodze na Pico Gias.    
Idziemy dalej trzymając się szlaku z przekonaniem że jakoś musi tam się dać wejść w rozsądny sposób.
Kolorowe paliki niestety znikają i pojawiają się małe kopczyki kamieni. To dość strome podejście, gdzie rzeczywiście potrzebne były ręce, pokonujemy więc raczej intuicyjnie wyznaczając kierunek - szukając przede wszystkim bezpiecznej drogi. Tak naprawdę było tylko jedno bardziej trudne miejsce, które rzeczywiście trochę napędziło nam strachu. Po pewnym czasie jesteśmy na górze.         i podążamy dalej za małymi stożkami kamieni wyznaczającymi szlak. Trasa prowadzi dalej pod górę ale ściany nie są aż tak pionowe        
Miejsce, w którym się znalazłyśmy było bardzo specyficzne. Do użytku wewnętrznego nazwałyśmy je z Kasią "księżycowym krajobrazem". Otaczały nas skały i chmury. Podczas całego przejścia nie spotkałyśmy ani jednego człowieka. Całości dopełniała dziwna akustyka tego miejsca i świadomość, że najprawdopodobniej jesteśmy tam tylko my. To wszystko wywołało w nas odmienne odczucia. Kasia nie czuła się tam bezpiecznie - ja wręcz przeciwnie. Dla mnie było to coś nowego, czego nie znałam i miałam wielką ochotę poznać Smile na szczęście Kasia była moim 'osobistym rozsądkiem' Smile
Czasem chmury znikały i nad nami pojawiało się błękitne niebo. Jednak dalekie widoki nie były nam dane tym razem.
                   
Mijamy kolejne jeziora (Ibón de la Pllana i Ibón de Grist) i zaczynamy schodzić. Teren jest łatwy i nie przysparza już żadnych trudności. Zmęczenie daje się jednak we znaki. Jeden moment nieuwagi i ląduję jedną nogą po kolano w potoku, który trzeba było jakoś "przeskoczyć". Potok, który mnie pokonał wyglądał tak    
Z mokrą stopą dreptanie nie było już tak przyjemne. Na szczęście w oddali widać już było schronisko.        
Decydujemy się na dłuższy postój i chwilę suszenia. Okazuje się też, że w końcu mamy zasięg i można wysłać kontrolne smsy do domu.
Wydaje się, że dalsza droga nie zajmie nam już dużo czasu. Jednak puste przestrzenie mają to do siebie, że trudno jest ocenić odległość bo brak jest punktów odniesienia.
Na zdjęciu ten prostokącik na środku to dach Cabany de Llardaneta. Jest porównywalnej wielkości do tego małego kopczyka ułożonego z kamieni, który wyznacza szlak. Na tym zdjęciu fajnie widać jak mylący jest brak perspektywy zbieżnej, do której przywykliśmy w mieście. Cabana wydawała się być na wyciągnięcie ręki, jednak dotarcie do niej zabrało nam zaskakująco dużo czasu (dziś już nie pamiętam ile). Była jak punkt, który oddala się w miarę naszego przybliżania.



"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight

Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-12-2012 01:44 AM przez fidelio.

18-12-2012 01:24 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
fidelio

****


Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status: Offline
Post: #19
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

Dzień 5: ciąg dalszy

   
Po pokonaniu dość długiego płaskiego odcinka czekało nas jeszcze ostre, kamieniste zejście w dół i w końcu, dość zmęczone dotarłyśmy do schroniska.
       
Schronisko Angel Orus w porównaiu do Estós okazało się 'jakby luksusowe'. W każdym pokoju była łazienka !!! Pewnie dlatego był tam taki tłum ludzi. Wszystkie miejsca były zajęte (98 łóżek). Zmęczone postanowiłyśmy tradycyjnie uzupełnić płyny na tarasie.    
Po kolacji szybko poszłyśmy spać by rano ochoczo wstać i wyruszyć na Posets (jak większość ludzi ze schroniska).

(małe pytanie techniczne: czy jest ograniczona ilość zdjęć, które można umieścić w jednym poscie? W poprzednim zniknęła mi funkcja "Nowy załącznik" więc tak trochę głupio wyszło że dzień 5 jest w dwóch postach)



"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight

Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-12-2012 01:36 AM przez fidelio.

18-12-2012 01:29 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #20
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

fidelio napisał(a):
(...)(małe pytanie techniczne: czy jest ograniczona ilość zdjęć, które można umieścić w jednym poscie? W poprzednim zniknęła mi funkcja "Nowy załącznik" więc tak trochę głupio wyszło że dzień 5 jest w dwóch postach)


Tak, jak zniknie "Nowy załącznik" to nie można w danym poście już wkładać foty. Trzeba się tego trzymać.
Co do 5 dnia wędrowania mogę ująć w jednam zdaniu: "Dzięki Ci Boże za te okienka z nieba". ok



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
18-12-2012 02:22 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
TomaszRT

*****


Postów: 1,711
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status: Offline
Post: #21
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

fidelio napisał(a):
małe pytanie techniczne: czy jest ograniczona ilość zdjęć, które można umieścić w jednym poscie?


dwadzieścia sztuk na jeden post z tego co pamiętam.. baardzo fajna wycieczka.. i fajnie się czyta relację.. ale.. o 13:30 rano to się śpi a nie zdjęcia na forum wstawia.. Toungue


18-12-2012 08:48 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #22
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

TomaszRT napisał(a):
(...) i fajnie się czyta relację.. ale.. o 13:30 rano to się śpi a nie zdjęcia na forum wstawia.. Toungue

Trochę tutaj nie pojmuję uhm 13:30 to jest po południu a nie rano. Poniektórzy mogą sobie utnąć małą drzemke, to prawda. Toungue Fidelio to nocny ptak. O w pół do drugiej w nocy jest dla niej najlepsza pora do pisania relacji. Ty tak, Pablo, nie robisz? giggle



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
18-12-2012 09:07 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
fidelio

****


Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status: Offline
Post: #23
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

Dzięki za odpowiedzi w kwestiach technicznych - teraz już wszystko jasne ok

Zabieram się do pisania, ale coś czuję, że tym razem sen mnie zmorzy nieco szybciej Smile
zobaczymy



"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight
18-12-2012 11:09 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #24
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

Przez tą dziurę w niebie ktoś nad Wami czuwał ok
Grań Aguilles de Perramo nie kusiła by podejść bliżej Rolleyes
Na jednym zdjęciu sprzed schroniska jakiś zwierz pasie się na skale, czy to może osiołek transportowyuhm

Czekamy na następny dzień relacji, widać po żółtej linii, że będzie szczytowanie Big Grin



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
19-12-2012 04:07 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #25
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

Pablo napisał(a):
(...)
Czekamy na następny dzień relacji, widać po żółtej linii, że będzie szczytowanie Big Grin


Trochę się obawiam, że ta żółta linia się za wcześnie kończy. Żeby tym razem nie było niebiańskiego okienka. uhm Jednak bądźmy dobrej myśli co nam fidelio przygotuje. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
19-12-2012 06:15 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
fidelio

****


Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status: Offline
Post: #26
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

Pablo napisał(a):
Przez tą dziurę w niebie ktoś nad Wami czuwał ok
Grań Aguilles de Perramo nie kusiła by podejść bliżej Rolleyes
Na jednym zdjęciu sprzed schroniska jakiś zwierz pasie się na skale, czy to może osiołek transportowyuhm

Czekamy na następny dzień relacji, widać po żółtej linii, że będzie szczytowanie Big Grin


oj tak - do dziś dziękujemy za Oko Opatrzności !

do Aguilles de Perramo zbliżyłyśmy się bardziej niż widać było na zdjęciach bo tak prowadził nas szlak, ale zdobywanie grani nawet nie przyszło nam wtedy do głowy Smile

może to i był osiołek transportowy, ale nie nasz ...



"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight
19-12-2012 07:01 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
fidelio

****


Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status: Offline
Post: #27
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

Dzień 6: Ze schroniska Angel Orus (2115 m n.p.m.) na Pico de Posets (3375 m n.p.m.) i z powrotem.
Ten dzień to była chyba nagroda za te poprzednie. Dostajemy w prezencie bezchmurne niebo ? idealną pogodę aby wejść na Posets - drugi co do wysokości szczyt w Pirenejach. Najwyższy to Pico de Aneto ? 3404 m n.p.m. w Masywie Maladeta.
Wyruszamy wczesnym rankiem tak jak większość osób wybierających się tego dnia na Posets. Najpierw idziemy w zwartej grupie ? jakby pielgrzymka, ale po pewnym czasie każdy podąża już swoim tempem    
Pierwsza część drogi nie jest trudna, możemy więc spokojnie rozglądać się dookoła i popatrzeć na to co wczoraj było zasłonięte chmurami.
Ze zdumieniem patrzymy też na efekty działania sił natury.     (bo chyba raczej nie zrobili tego wkurzeni kibice Wink)
Myślę, że za ?bramę? stanowiącą początek wejścia na Pico de Posets można uznać Canal Fonda ? krótką dolinę położoną pomiędzy Diente de Llardana i Tuca Alta. Jest to miejsce w którym dość długo leży śnieg.    
Dalsza droga na szczyt prowadzi południową granią zwaną Espalda de Posets.
Poruszanie się po śniegu w obszarze niezacienionym nie stanowi większego problemu. Dylematy pojawiają się gdy trzeba pokonać odcinek, do którego jeszcze nie dotarło słońce.    
Z tego miejsca kilka osób zawróciło do schroniska. Jednak nie my Smile My popatrzyłyśmy przed siebie, zobaczyłyśmy pana, który bez raków daje radę i zdecydowałyśmy, że idziemy. Pozostali ludzie przygotowujący się do dalszej drogi z zaciekawieniem pytali skąd jesteśmy. Gdy usłyszeli, że z Polski przyjmowali naszą niezachwianą chęć podążania dalej, tłumacząc ją sobie faktem, że jesteśmy obeznane ze śniegiem Smile Generalnie raczej nie dało się nas nie zauważyć bo byłyśmy chyba jedynymi kobietami idącymi tego dnia na Posets.
Początek był całkiem OK. Nasze stopy idealnie wpasowywały się w ?stopnie? uformowane ze zamarzniętych śladów naszych poprzedników, którzy pewnie dzień wcześniej przemierzali ten odcinek. Kasia szła pierwsza i wręcz idealnie wybierała drogę. Kijki okazały się w tej sytuacji dużą pomocą. Jednak w pewnym momencie, gdy kąt nachylenia stoku troszkę się zwiększył, a wcześniej pozostawione ślady nie stanowiły już stabilnych ?stopni? mężczyzna idący przed nami zatrzymał się i ? zaczął zakładać raki.
Chciałabym widzieć wtedy nasze zdziwione miny Smile
My niestety nawet nie pomyślałyśmy o rakach, chociaż można było je wypożyczyć w schronisku. Ze względu na okoliczności przemieszczałyśmy się wolniej. Pojawiały się więc pytania czy iść dalej i jak w ogóle będzie wyglądało zejście.
Nagle pojawili się przy nas dwaj duzi mężczyźni w rakach ? i po prostu zaczęli nas asekurować. I w ten oto sposób ? noga za nagą ? noga przy nodze - udało nam się pokonać najtrudniejszy odcinek ! Smile Jak tylko wyszłyśmy z zacienionego obszaru śnieg (niezamarznięty) nie stanowił już problemu. Oczywiście postanowiłyśmy uwiecznić to miejsce na zdjęciach.
                   
Kolejny dłuższy postój robimy przy Dienta de Llardana            
Kończy się wędrowanie po śniegu i zaczyna zdobywanie 'właściwego' szczytu. Początek drogi na szczyt wygląda tak     a kolejne etapy tak        
Ostatni odcinek grani niestety nas pokonał. Wiatr, coraz węższa grań i luźne kamienie pod stopami sprawiają, że w pewnym momencie nie robimy już kolejnego kroku. Zbliżamy środek ciężkości naszych ciał do stabilnych skał i robimy zdjęcia z pozycji siedzącej.
Widok w kierunku Masywu Aneto        
Widok na zachód w kierunku Picos de Baguenola o de Grist w lewym dolnym rogu widać ostrą grań wspomnianego już wcześniej Diente de Llardana    
Pozostałych zdjęć nie jestem pewna więc nie będę na wszelki wypadek pisać co na nich widać, żeby nie wprowadzać w błąd        
Cieszymy oczy widokami i schodzimy                    
Śnieg nie jest już zmrożony i zejście okazuje się być dobrą zabawą.
Widok na rzekę Torrente de Llardaneta     i na górujące nad nią Forcau Alto i Forcau Baixo    
Docieramy na brzeg rzeki i odpoczywamy w słońcu     Podobnie jak inni     Ciężko się zmotywować ale trzeba ruszać. Po drodze spotykamy kolejnych 'tambylców'    
W schronisku wieczorkiem pijemy winko z naszymi 'górskimi dobroczyńcami', dzięki którym rano pokonałyśmy odcinek zmrożonego śniegu. Dostajemy od nich na pamiątkę małe kamyki przyniesione przez nich z samego czubka Posets, od którego jak twierdzą, dzieliło nas kilkanaście/kilkadziesiąt metrów. Ich zdaniem odcinek który dzielił nas od szczytu był dużo łatwiejszy niż to co do tamtego momentu udało nam się przejść. My jesteśmy jednak odmiennego zdania Smile
Ależ te góry są subiektywne ...
cdn.



"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight

Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-12-2012 07:55 PM przez fidelio.

19-12-2012 07:54 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #28
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

Szkoda, że się nie udało. Ale i tak mieliście fajnie.Consola Może lepiej, gdyby jaki przewodnik, znany terenu, pociskał do przodu. Myślę, że brakowało Wam odpowiedniej pobudzającej osoby. ok



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
19-12-2012 08:52 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
maka

*****


Postów: 559
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2012
Status: Offline
Post: #29
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

Góry i śnieg to jest to co mnie kręci najbardziej ok
Te zielone okularki to masz czadowe Wink


19-12-2012 09:02 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
fidelio

****


Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status: Offline
Post: #30
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011

Stasiu - ale my jesteśmy baaaardzo zadowolone !!!
Raczej nie rozpatrujemy tego w kategoriach "udało - nie udało" czy "sukces - porażka".
... ale jednak dziś czuję pewnego rodzaju niedosyt ...
Generalnie spędziłyśmy fajny czas w pięknych górach Smile
Być może gdyby był z nami ktoś bardziej zdecydowany to wdreptałybyśmy na sam czubek. Fakt faktem, że czasem mówiłyśmy, że jednak trzeba było zabrać kolegów - czułybyśmy się wtedy pewniej.
Ale taki 'wynajęty -obcy przewodnik' to jednak raczej nie dla mnie - jakoś tak wolę się sama zgubić albo iść tam gdzie dam radę niż tak dreptać za ekspertem. No chyba że to jest ktoś znajomy.

Maka - noooo.... ja też uwielbiam swoje zielone okularki ok



"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight

Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-12-2012 10:10 PM przez fidelio.

19-12-2012 09:45 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: