|
Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
|
| Autor |
Wiadomość |
Tenshi
    
Postów: 1,397
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2009
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
Tylko czy zakwitnie, na balkonie?
|
|
| 17-12-2012 10:44 PM |
|
 |
dr.Etker
    
Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
Tylko czy zakwitnie, na balkonie? 
Ooo-tak.
Justynko-----> na wiosnę kierunek sklep ogrodniczy i zakup rojników w przeróżnych odmianach.Kwitną w miesiącach lipiec-sierpień.
Przykład i kilka porad praktycznych:
http://www.magazyndomowy.pl/skalniak-w-donicy/
Prawdziwym wyzwaniem są inne rośliny górskie- np.goryczki.
|
|
| 17-12-2012 10:51 PM |
|
 |
fidelio
   
Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
Bardzo dziękuje Wam za miłe słowa 
Dzień 5: Schronisko Estós (1895 m n.p.m.) - Schronisko Angel Orus (2115 m n.p.m.)
Budzimy się rano i niestety okazało się, że pogoda sprzyja nam coraz mniej - na zewnątrz jest mgliście i mokro. Nie jesteśmy zadowolone. To jest dzień naszego przemieszczania się do drugiego schroniska. Zastanawiamy się czy nie zmienić planów i nie iść drogą z którą na pewno nie będziemy miały problemów. Decydujemy się jednak działać zgodnie z planem (zielona trasa na mapce) i pomimo ograniczonej widoczności idziemy szlakiem, o którym w przewodniku pisano, że miejscami jest słabo oznaczony i łatwo się zgubić. Zakładamy, że jak będzie bardzo źle to zawsze można wrócić i plany siłą rzeczy zmienić jeszcze bardziej 
Już na samym początku okazało się, że wczorajsze rozpoznanie terenu po drugiej stronie rzeki było bardzo pomocne. We mgle, w której się poruszałyśmy niektóre kopczyki mogłyby umknąć naszej uwadze gdybyśmy nie widziały dnia poprzedniego. Wzdłuż poziomic, po zalesionym terenie przemieszczamy się dość szybko i po 1,5 godziny osiągamy pierwszy charakterystyczny punkt, w którym jeszcze możemy zdecydować aby pójść inną drogą.
Cabana de Batisielles i jeziorko Ibonet de Batisielles. Cabana okazała się wyglądać zupełnie inaczej niż te które mijałyśmy pierwszego dnia.
Jeziorko pomimo, że znajdowało się bardzo blisko nas, było prawie zupełnie niewidoczne. Jednak nagle nad nami zrobiła się "dziura w niebie" i mogłyśmy zobaczyć trochę więcej.
Decydujemy, że idziemy dalej zgodnie z planem. Trawers się skończył i teraz będzie już tylko pod górkę aż do jeziora Ibón de la Pllana i przełęczy Collada de la Pllana (2702 m n.p.m.). Dalej niestety będzie trzeba zejść do schroniska Angel Orus (2115 m n.p.m.)
Można powiedzieć, że w dalszej drodze szczęście nam sprzyja i właściwie cały czas mamy nad sobą "dziurę w niebie". To zdecydowanie ułatwia orientację w terenie i podążanie właściwą drogą, która generalnie wyglądała tak (nie jest trudna ale zgubić się łatwo)
Wypatrywanie kopczyków ułożonych z kamieni w tym gruzowisku bywało trudne, a było jeszcze trudniejsze gdyby nie nasza "dziura w niebie" 
Po intensywnym podejściu osiągamy wypłaszczenie. Zgodnie z mapą powinno tu być całkiem spore jezioro Ibón Gran de Batisielles. Niestety nic nie widać.
Idziemy dalej trochę po omacku. I nagle "nasza dziura" znowu była nad nami i mogłyśmy lepiej przyjrzeć się temu co nas otaczało.
Podążamy dalej szlakiem, który od tego momentu był oznaczony dodatkowo kolorowymi biało-czerwonymi drewnianymi palikami.
Zbliżamy się do góry, która zauroczyła mnie jak żadna inna ? Aguiles de Perramó. Jak się okazało są to trzy szczyty, które "nakładają się" na siebie w perspektywie. Zdjęcia tego niestety nie oddają ale skała miała dość niecodzienny kolor. Może to kwestia światła i tych chmur ? nie wiem, ale była niesamowicie majestatyczna, dostojna i jakby magiczna.
Wspominam ją dodziś.
Dalsza droga na chwilę stanęła pod znakiem zapytania. Przed nami znowu pojawiła się, wyglądająca na pionową, ściana. Przypominała nam trochę tą z którą męczyłyśmy się w drodze na Pico Gias.
Idziemy dalej trzymając się szlaku z przekonaniem że jakoś musi tam się dać wejść w rozsądny sposób.
Kolorowe paliki niestety znikają i pojawiają się małe kopczyki kamieni. To dość strome podejście, gdzie rzeczywiście potrzebne były ręce, pokonujemy więc raczej intuicyjnie wyznaczając kierunek - szukając przede wszystkim bezpiecznej drogi. Tak naprawdę było tylko jedno bardziej trudne miejsce, które rzeczywiście trochę napędziło nam strachu. Po pewnym czasie jesteśmy na górze.
i podążamy dalej za małymi stożkami kamieni wyznaczającymi szlak. Trasa prowadzi dalej pod górę ale ściany nie są aż tak pionowe
Miejsce, w którym się znalazłyśmy było bardzo specyficzne. Do użytku wewnętrznego nazwałyśmy je z Kasią "księżycowym krajobrazem". Otaczały nas skały i chmury. Podczas całego przejścia nie spotkałyśmy ani jednego człowieka. Całości dopełniała dziwna akustyka tego miejsca i świadomość, że najprawdopodobniej jesteśmy tam tylko my. To wszystko wywołało w nas odmienne odczucia. Kasia nie czuła się tam bezpiecznie - ja wręcz przeciwnie. Dla mnie było to coś nowego, czego nie znałam i miałam wielką ochotę poznać na szczęście Kasia była moim 'osobistym rozsądkiem' 
Czasem chmury znikały i nad nami pojawiało się błękitne niebo. Jednak dalekie widoki nie były nam dane tym razem.
Mijamy kolejne jeziora (Ibón de la Pllana i Ibón de Grist) i zaczynamy schodzić. Teren jest łatwy i nie przysparza już żadnych trudności. Zmęczenie daje się jednak we znaki. Jeden moment nieuwagi i ląduję jedną nogą po kolano w potoku, który trzeba było jakoś "przeskoczyć". Potok, który mnie pokonał wyglądał tak
Z mokrą stopą dreptanie nie było już tak przyjemne. Na szczęście w oddali widać już było schronisko.
Decydujemy się na dłuższy postój i chwilę suszenia. Okazuje się też, że w końcu mamy zasięg i można wysłać kontrolne smsy do domu.
Wydaje się, że dalsza droga nie zajmie nam już dużo czasu. Jednak puste przestrzenie mają to do siebie, że trudno jest ocenić odległość bo brak jest punktów odniesienia.
Na zdjęciu ten prostokącik na środku to dach Cabany de Llardaneta. Jest porównywalnej wielkości do tego małego kopczyka ułożonego z kamieni, który wyznacza szlak. Na tym zdjęciu fajnie widać jak mylący jest brak perspektywy zbieżnej, do której przywykliśmy w mieście. Cabana wydawała się być na wyciągnięcie ręki, jednak dotarcie do niej zabrało nam zaskakująco dużo czasu (dziś już nie pamiętam ile). Była jak punkt, który oddala się w miarę naszego przybliżania.
"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight
Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-12-2012 01:44 AM przez fidelio.
|
|
| 18-12-2012 01:24 AM |
|
 |
fidelio
   
Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight
Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-12-2012 01:36 AM przez fidelio.
|
|
| 18-12-2012 01:29 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
(...)(małe pytanie techniczne: czy jest ograniczona ilość zdjęć, które można umieścić w jednym poscie? W poprzednim zniknęła mi funkcja "Nowy załącznik" więc tak trochę głupio wyszło że dzień 5 jest w dwóch postach)
Tak, jak zniknie "Nowy załącznik" to nie można w danym poście już wkładać foty. Trzeba się tego trzymać.
Co do 5 dnia wędrowania mogę ująć w jednam zdaniu: "Dzięki Ci Boże za te okienka z nieba".
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 18-12-2012 02:22 PM |
|
 |
TomaszRT
    
Postów: 1,711
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
małe pytanie techniczne: czy jest ograniczona ilość zdjęć, które można umieścić w jednym poscie?
dwadzieścia sztuk na jeden post z tego co pamiętam.. baardzo fajna wycieczka.. i fajnie się czyta relację.. ale.. o 13:30 rano to się śpi a nie zdjęcia na forum wstawia..
|
|
| 18-12-2012 08:48 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
(...) i fajnie się czyta relację.. ale.. o 13:30 rano to się śpi a nie zdjęcia na forum wstawia.. 
Trochę tutaj nie pojmuję 13:30 to jest po południu a nie rano. Poniektórzy mogą sobie utnąć małą drzemke, to prawda. Fidelio to nocny ptak. O w pół do drugiej w nocy jest dla niej najlepsza pora do pisania relacji. Ty tak, Pablo, nie robisz?
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 18-12-2012 09:07 PM |
|
 |
fidelio
   
Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
Dzięki za odpowiedzi w kwestiach technicznych - teraz już wszystko jasne 
Zabieram się do pisania, ale coś czuję, że tym razem sen mnie zmorzy nieco szybciej 
zobaczymy
"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight
|
|
| 18-12-2012 11:09 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 19-12-2012 04:07 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
(...)
Czekamy na następny dzień relacji, widać po żółtej linii, że będzie szczytowanie 
Trochę się obawiam, że ta żółta linia się za wcześnie kończy. Żeby tym razem nie było niebiańskiego okienka. Jednak bądźmy dobrej myśli co nam fidelio przygotuje.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 19-12-2012 06:15 PM |
|
 |
fidelio
   
Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
Przez tą dziurę w niebie ktoś nad Wami czuwał 
Grań Aguilles de Perramo nie kusiła by podejść bliżej 
Na jednym zdjęciu sprzed schroniska jakiś zwierz pasie się na skale, czy to może osiołek transportowy
Czekamy na następny dzień relacji, widać po żółtej linii, że będzie szczytowanie 
oj tak - do dziś dziękujemy za Oko Opatrzności !
do Aguilles de Perramo zbliżyłyśmy się bardziej niż widać było na zdjęciach bo tak prowadził nas szlak, ale zdobywanie grani nawet nie przyszło nam wtedy do głowy 
może to i był osiołek transportowy, ale nie nasz ...
"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight
|
|
| 19-12-2012 07:01 PM |
|
 |
fidelio
   
Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
Dzień 6: Ze schroniska Angel Orus (2115 m n.p.m.) na Pico de Posets (3375 m n.p.m.) i z powrotem.
Ten dzień to była chyba nagroda za te poprzednie. Dostajemy w prezencie bezchmurne niebo ? idealną pogodę aby wejść na Posets - drugi co do wysokości szczyt w Pirenejach. Najwyższy to Pico de Aneto ? 3404 m n.p.m. w Masywie Maladeta.
Wyruszamy wczesnym rankiem tak jak większość osób wybierających się tego dnia na Posets. Najpierw idziemy w zwartej grupie ? jakby pielgrzymka, ale po pewnym czasie każdy podąża już swoim tempem
Pierwsza część drogi nie jest trudna, możemy więc spokojnie rozglądać się dookoła i popatrzeć na to co wczoraj było zasłonięte chmurami.
Ze zdumieniem patrzymy też na efekty działania sił natury.
(bo chyba raczej nie zrobili tego wkurzeni kibice )
Myślę, że za ?bramę? stanowiącą początek wejścia na Pico de Posets można uznać Canal Fonda ? krótką dolinę położoną pomiędzy Diente de Llardana i Tuca Alta. Jest to miejsce w którym dość długo leży śnieg.
Dalsza droga na szczyt prowadzi południową granią zwaną Espalda de Posets.
Poruszanie się po śniegu w obszarze niezacienionym nie stanowi większego problemu. Dylematy pojawiają się gdy trzeba pokonać odcinek, do którego jeszcze nie dotarło słońce.
Z tego miejsca kilka osób zawróciło do schroniska. Jednak nie my My popatrzyłyśmy przed siebie, zobaczyłyśmy pana, który bez raków daje radę i zdecydowałyśmy, że idziemy. Pozostali ludzie przygotowujący się do dalszej drogi z zaciekawieniem pytali skąd jesteśmy. Gdy usłyszeli, że z Polski przyjmowali naszą niezachwianą chęć podążania dalej, tłumacząc ją sobie faktem, że jesteśmy obeznane ze śniegiem Generalnie raczej nie dało się nas nie zauważyć bo byłyśmy chyba jedynymi kobietami idącymi tego dnia na Posets.
Początek był całkiem OK. Nasze stopy idealnie wpasowywały się w ?stopnie? uformowane ze zamarzniętych śladów naszych poprzedników, którzy pewnie dzień wcześniej przemierzali ten odcinek. Kasia szła pierwsza i wręcz idealnie wybierała drogę. Kijki okazały się w tej sytuacji dużą pomocą. Jednak w pewnym momencie, gdy kąt nachylenia stoku troszkę się zwiększył, a wcześniej pozostawione ślady nie stanowiły już stabilnych ?stopni? mężczyzna idący przed nami zatrzymał się i ? zaczął zakładać raki.
Chciałabym widzieć wtedy nasze zdziwione miny
My niestety nawet nie pomyślałyśmy o rakach, chociaż można było je wypożyczyć w schronisku. Ze względu na okoliczności przemieszczałyśmy się wolniej. Pojawiały się więc pytania czy iść dalej i jak w ogóle będzie wyglądało zejście.
Nagle pojawili się przy nas dwaj duzi mężczyźni w rakach ? i po prostu zaczęli nas asekurować. I w ten oto sposób ? noga za nagą ? noga przy nodze - udało nam się pokonać najtrudniejszy odcinek ! Jak tylko wyszłyśmy z zacienionego obszaru śnieg (niezamarznięty) nie stanowił już problemu. Oczywiście postanowiłyśmy uwiecznić to miejsce na zdjęciach.
Kolejny dłuższy postój robimy przy Dienta de Llardana
Kończy się wędrowanie po śniegu i zaczyna zdobywanie 'właściwego' szczytu. Początek drogi na szczyt wygląda tak
a kolejne etapy tak
Ostatni odcinek grani niestety nas pokonał. Wiatr, coraz węższa grań i luźne kamienie pod stopami sprawiają, że w pewnym momencie nie robimy już kolejnego kroku. Zbliżamy środek ciężkości naszych ciał do stabilnych skał i robimy zdjęcia z pozycji siedzącej.
Widok w kierunku Masywu Aneto
Widok na zachód w kierunku Picos de Baguenola o de Grist w lewym dolnym rogu widać ostrą grań wspomnianego już wcześniej Diente de Llardana
Pozostałych zdjęć nie jestem pewna więc nie będę na wszelki wypadek pisać co na nich widać, żeby nie wprowadzać w błąd
Cieszymy oczy widokami i schodzimy
Śnieg nie jest już zmrożony i zejście okazuje się być dobrą zabawą.
Widok na rzekę Torrente de Llardaneta
i na górujące nad nią Forcau Alto i Forcau Baixo
Docieramy na brzeg rzeki i odpoczywamy w słońcu
Podobnie jak inni
Ciężko się zmotywować ale trzeba ruszać. Po drodze spotykamy kolejnych 'tambylców'
W schronisku wieczorkiem pijemy winko z naszymi 'górskimi dobroczyńcami', dzięki którym rano pokonałyśmy odcinek zmrożonego śniegu. Dostajemy od nich na pamiątkę małe kamyki przyniesione przez nich z samego czubka Posets, od którego jak twierdzą, dzieliło nas kilkanaście/kilkadziesiąt metrów. Ich zdaniem odcinek który dzielił nas od szczytu był dużo łatwiejszy niż to co do tamtego momentu udało nam się przejść. My jesteśmy jednak odmiennego zdania
Ależ te góry są subiektywne ...
cdn.
"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight
Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-12-2012 07:55 PM przez fidelio.
|
|
| 19-12-2012 07:54 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
Szkoda, że się nie udało. Ale i tak mieliście fajnie. Może lepiej, gdyby jaki przewodnik, znany terenu, pociskał do przodu. Myślę, że brakowało Wam odpowiedniej pobudzającej osoby.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 19-12-2012 08:52 PM |
|
 |
maka
    
Postów: 559
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2012
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
Góry i śnieg to jest to co mnie kręci najbardziej 
Te zielone okularki to masz czadowe
|
|
| 19-12-2012 09:02 PM |
|
 |
fidelio
   
Postów: 259
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2012
Status:
Offline
|
RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011
Stasiu - ale my jesteśmy baaaardzo zadowolone !!!
Raczej nie rozpatrujemy tego w kategoriach "udało - nie udało" czy "sukces - porażka".
... ale jednak dziś czuję pewnego rodzaju niedosyt ...
Generalnie spędziłyśmy fajny czas w pięknych górach 
Być może gdyby był z nami ktoś bardziej zdecydowany to wdreptałybyśmy na sam czubek. Fakt faktem, że czasem mówiłyśmy, że jednak trzeba było zabrać kolegów - czułybyśmy się wtedy pewniej.
Ale taki 'wynajęty -obcy przewodnik' to jednak raczej nie dla mnie - jakoś tak wolę się sama zgubić albo iść tam gdzie dam radę niż tak dreptać za ekspertem. No chyba że to jest ktoś znajomy.
Maka - noooo.... ja też uwielbiam swoje zielone okularki
"Podręcz ciało, aby udoskonalić duszę." - M. Twight
Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-12-2012 10:10 PM przez fidelio.
|
|
| 19-12-2012 09:45 PM |
|
 |
|
|