forumowe bieszczady - jesień 2007
|
| Autor |
Wiadomość |
dr.Etker
    
Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status:
Offline
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
BIESZCZADZKIE ROHACZE (zajazd forumowy 16-22 .09.2007 )
Kolejny zjazd forumowy planowany od maja zrealizowaliśmy zgodnie z wcześniejszymi założeniami w połowie września. Spotkanie odbyło się niestety w nieco mniejszym gronie niż przewidywany, i w klimacie pełnej improwizacji-tym niemniej taka atmosfera-przygody bez programu, nadała imprezie niepowtarzalny czar. W moim przypadku decyzja wyjazdu ( a raczej możliwość) zapadła nieomal w ostatniej chwili- i nieco sam zaskoczony rozwojem wypadków w sobotnie popołudnie zjawiłem się w Wołosatem , miejscowości na krańcu kraju, pośród bieszczadzkich połonin i bukowych kniei powoli wyzłacających się w pierwszych wrześniowych przymrozkach. Jako pierwszemu uczestnikowi zajazdu w Bieszczady, który zjawił się na miejscu-czułem się zobowiązany do znalezienia godziwej bazy górskiej naszego przedsięwzięcia-co też uczyniłem korzystając z gościny placówki naukowej w Wołosatem. Dobre warunki zakwaterowania i niewygórowana cena noclegów, były w tym przypadku decydujące. Jeszcze przedwieczorny rekonesans w „Barze pod Tarnicą” ,gdzie przy muzyce SDM odkrywam na nowo niezrównany bukiet smakowy Leżajska i ze spokojnym sumieniem mogę przyłożyć głowę do poduchy-wszystko zapięte na ostatni guzik. Nazajutrz będąc w stałym kontakcie telefonicznym z pozostałymi uczestnikami zajazdu wychodzę im na spotkanie w miejsce zwane „Ostatnim sklepem na szlaku”. W oczekiwaniu, sprawdzam jeszcze raz walory produktu z Leżajska. Doskonały-zwłaszcza w połączeniu z widokami na Połoninę Caryńską i dalej Wetlińską. Czas do spotkania umilam sobie obserwacją miejscowych klimatów –a to turyści bieszczadzcy, różniący się nieco zachowaniem, wyposażeniem ,ubraniem od tego co się ogląda w Tatrach-przechodzą drogą na szlak, a to scenka rodzajowa w postaci konwersacji dwóch miejscowych łaziorów spożywających „śniadanie” przed pracą z oficerami miejscowej SG i do tego wokół zapadające we wrześniową porę Bieszczady ....Niepowtarzalny nastrój tak charakterystyczny jeno dla krainy połonin, atmosfery wolności i swego rodzaju „luzu”.....Czar tego miejsca jest zaraźliwy- efekty zwielokratniają się z każdym łykiem bro...sam stwierdzam to empirycznie. Oto i są forumowicze ! Małgosia z Sylwestrem. Marycha i nasz admin- Pedro świeżo z podróży w strony, gdzie widok łosia na ulicy jest czymś oczywistym i naturalnym. Wyłaniają się z zza zakrętu drogi objuczeni ciężkimi plecakami. Witamy się , na kwaterze załatwiamy formalności związane z pobytem. Spodziewam się , że są zmęczeni daleką podróżą , i zechcą odpocząć...ale jestem w błędzie. Pasja górskiego wędrowania, która ich przywiodła w to miejsce powoduje , że po niedługiej chwili jesteśmy na szlaku. Podążamy za znakami czerwonymi w stronę Rozsypańca. Pogoda jest dość dobra, choć wyżej będzie nieco wietrznie. Idąc wygodną drogą w stronę granicy mamy sposobność na rozmowę, wzajemne poznanie się ,przynajmniej w moim przypadku- jest to moja pierwsza impreza forumowa. W rejonie przełęczy Bukowskiej wychodzimy ponad górną granicę lasu, nasza trasa skręca na północ i połoninami stromiej już wznosi się w stronę szczytu Rozsypańca. Wraz ze wzrostem wysokości otwierają się nowe widoki, na zachodzie gniazdo Tarnicy i Krzemienia, na wschodzie ponad szczytem Kińczyka Bukowskiego w dali usiłuję rozróżnić najwyższy wierzchołek Bieszczadów Wschodnich –Pikuj, w stronę południa widać Połoninę Równą. Kolejny szczyt, w nieco mozolnym podejściu-to Halicz. Na szczycie kilkoro turystów skupionych wokół trójnogu geodezyjnego. Urządzamy krótki postój, zwyczajowe fotki z wierzchołka, małe co nieco. Wzmagające się porywy wiatru, powodują że wyciągamy kurtki z plecaków. Z Halicza obniżamy się pocżątkowo ku północnemu –zachodowi, następnie na zachód, trawersując zbocza Kopy Bukowskiej i Krzemienia. Znaki czerwone prowadzą teraz ścieżką pośród wysokich traw połonin , urozmaiconych czasem kwitnącą goryczką trojeściową, czasem zdarzają się zarośla olchy kosej w stronę Przełęczy Goprowców., gdzie przy szlakowskazie jest węzeł szlaków turystycznych z dobiegającą ścieżką niebiesko znakowanej trasy z Widełek przez Bukowe Berdo do Wołosatego .Po stromym podejściu, trochę doświadczającym moje możliwości kondycyjne osiągamy Siodło pod Tarnicą- stąd krótki wypad na królową polskich Bieszczad, i zejście do Wołosatego. Wieczór wypełniają nam zajęcia integracyjne-wpierw wizyta w „Barze pod Tarnicą”(niezłe placki po bieszczadzku z gulaszem baranim-oczywiście w towarzystwie wyrobu z Leżajska.), a następnie w zaciszu sali konferencyjnej ośrodka naukowego- badamy zawartość butelki z czerwoną substancją. Badania wypadają pomyślnie.
Nazajutrz poranny bus uwozi nas z Wołosatego w stronę przystanku przy wielkiej obwodnicy bieszczadzkiej- Widełki. W planach przejście niebieskim szlakiem poprzez Bukowe Berdo do Wołosatego. Wbijamy się w piękny bukowy las , uprzednio wnosząc stosowną opłatę w budce kasjera parkowego. Szlak w stromym podejściu dość szybko zyskuje na wysokości., po osiągnięciu zalesionego wierzchołka Kopy odcinek bardziej poziomy i kolejne strome podejście . Niejako przy okazji zwiedzamy szczyt Widełek, wznoszący się nieco po prawej od ścieżki .Ponad górną granicą lasu otwierają się widoki na masyw Szerokiego Wierchu po prawej z Doliną Terebowca w dole, po lewej w stronę Grzbietu Jeleniowatego i Doliny Sanu dalej. Wrażenia widokowe zaskakują w pozytywny sposób, w nieco mniej pozytywny sposób zaskakuje za to silny, chwilami wręcz porywisty południowy wiatr .Poprzez połoninę Bukowego Berda urozmaiconą rosnącą miejscami jarzębiną i skałkami kolejno mijanych wierzchołków, dochodzimy do głównego szczytu. Najwyższe wzniesienie Bukowego Berda oferuje nam dodatkowe atrakcje w postaci podmuchów wiatru powodujących wrażenie pobytu w tunelu aerodynamicznym. Słowem doskonałe warunki do ćwiczeń typu-lot na skoczni narciarskiej. Jaskółki też znakomicie się udają. Na szczęście zachmurzenie jest umiarkowane i dodatkowe niespodzianki raczej nam nie grożą. Kiedy w/w zajęcia się trochę nudzą, poprzez płytkie siodło przełęczy, podchodzimy na grzbiet Krzemienia, by następnie w stromym zejściu dotrzeć do znanej nam z dnia poprzedniego Przełęczy Goprowców. Ponieważ w tym miejscu jakby mniej dmucha, urządzamy krótki popas .Mamy towarzystwo sympatycznej pary turystów z małym dzieckiem, wniesionym przez mamę w nosidełku- takim profesjonalnym nosidełku turystycznym z wiatrochronem etc (małżonek targał całkiem pokaźny plecak).Maluszek wydaje się być dobrze ubrany i zabezpieczony przed kaprysami aury-piknikują obok. Mimo pewnych ogarniających mnie wątpliwości, jestem pełen podziwu dla nich , że obowiązki i odpowiedzialności rodzicielskie, które dla wielu są przeszkodą w górskim wędrowaniu-nie ograniczają tej pary.
Znajome strome podejście na przełęcz Siodła pod Tarnicą znowu daje mi w kość –zaczynam kojarzyć to miejsce z własnymi słabościami. Jeszcze krótkie podejście tam i z powrotem-tym razem dla odmiany w prawo, na najwyższy wierzchołek masywu Szerokiego Wierchu i do domu. Niebiesko znakowana ścieżka sprowadza nas do Wołosatego.
Po krótkim odpoczynku w części hotelowej ośrodka naukowego Wołosatem, zgodnie z harmonogramem-obiadek w znajomym przybytku pod Tarnicą. Wieczór –ponownie na sali konferencyjnej-przedmiotem badań jest tym razem preparat zakupiony w „Ostatnim sklepie na szlaku” .Niejako przy okazji dokonujemy małej syntezy chemicznej związków przyniesionych z dołu-z przeznaczeniem na dzień następny. Wszystkie powyższe czynności-oczywiście z pełnym sukcesem.
Rozgwieżdżone wieczorne niebo nad Bieszczadami-zapowiada piękny poranek, niestety to złudzenie. W nocy dość gwałtowne załamanie pogody połączone z ulewnymi deszczami. Ranek wita nas nisko zawieszonymi chmurami, mgłami włóczącymi się pośród gór oraz deszczem padającym z różnym natężeniem. Niebo nad Wołosatem zdaje się wylewać żale, że już opuszczamy to miejsce. Bus uwozi nas w stronę Ustrzyk Górnych. Tam zastanawiamy się nad najbliższą przyszłością pośród kiepskiej pogody i równie kiepskich szans na kursowy autobus do Ustrzyk Dolnych. W pobliskim sklepie zauważam dzieło Andrzeja Potockiego-„Majster Bieda”- dokonuję zakupu, przeglądam-książka inspiruje.
W międzyczasie podjeżdża na przystanek bus prywatnego przewoźnika. Pytamy:
-Zabierze nas pan do Ustrzyk Dolnych.
-Nie. Jadę do Wetliny.
-Znakomicie. To nam odpowiada.
Bieszczadzkie poczucie swobody jest zaraźliwe. Autko uwozi nas poprzez przełęcze Wyżniańską i Wyżnią z krainy deszczu w stronę, gdzie jakby trochę mniej leje. W Wetlinie, krótkie poszukiwania noclegu, decydujemy się na domek campingowy w Ośrodku Wypoczynkowym PTTK. Dość obskurnie- z rozrzewnieniem wspominam poprzednią kwaterę...Zostawiwszy graty wbijamy się za żółtymi znakami w błocko szlaku na Przełęcz Orłowicza. Dość stromo ku górze, powyżej lasu bura zasłona mgieł, na przełęczy wiatr dobrze daje. Admin powiada-że na Aleutach-to normalne .Hmmm...może-ale to Bieszczady. Decydujemy się na pójście w stronę bliższego Smereka. Pośród wiatru i w mocno ograniczonej mgłą widoczności osiągamy wierzchołek z umiejscowionym nań krzyżem. Mam wrażenie , że w podmuchach ramiona krzyża się poruszają. Chwilami nawałnica wiatru rozsuwa nieco chmurę w której się znajdujemy i ukazują się nieco dalsze widoki. Sesja zdjęciowa i pomykamy w dół. Dość stromym zejściem na pomniejszy trawiasty garb, by po chwili zanurzyć się w buczyny, gdzie jest znacznie zaciszniej. Dodatkowym bonusem z tej sytuacji są spotykane zarośla owocujących jeżyn. Za czerwonymi znakami w zejściu poprzez ładny bukowy las osiągamy szosę przed miejscowością Smerek. Jeszcze podejście drogą do Wetliny i możemy pomyśleć o obiadku. W poszukiwaniu stosownego lokalu-nawiedzamy dość ciekawe miejsce z szyldem „Baza ludzi ...z mgły” .Ciekawy wystrój, z drzwiami dwuskrzydłowymi-niczym w saloonie na Wild Westernie. Prawdziwym ewenementem i wyróżnikiem lokalu jest to , że godzina piwa (między bodaj 13 a 14)-jest w cenie 3 zł. Niestety jesteśmy za późno...Miejsce jest bardzo klimatyczne, niestety nie oferuje zbyt wykwintnej kuchni zatem ruszamy dalej i znajdujemy.
Po powrocie do naszej drewnianej budki, Pedro udziela nam prelekcji z pobytu na dorszach w Chignik, tudzież zwiadu w Denali Park, rajzy samochodowej z Denver w Kolorado poprzez Utah, Nevadę, Arizonę. Barwną opowieść uzupełnia pokaz fotek z takich miejsc jak Monument Valley czy Grand Canyon. Piękne foty z braku laptopa oglądamy co prawda na wyświetlaczu Bartkowego aparatu fotograficznego-tym niemniej wrażenia są duże, wzmocnione oczywiście preparatem sporządzonym dzień wcześniej.
Środowy poranek wita nas smętną ,zimną i pochmurną pogodą. Dla Bartka to ostatni dzień biby-sprawy wzywają go do Krakowa. Sylwester z Małgosią również zdaje się mają ustalone plany na resztę urlopu. Autobus uwozi nas z Bieszczad. Mimo , że mijając Cisną, za szybą autobusu polewa zgodnie ze słowami piosenki Haliny Frąckowiak-„Deszcz w Cisnej”- wiem, że ma się na zmianę pogody na lepszą. W pewnym momencie rzucam hasło –„Rohacze”! Jest odzew ! Dzięki Wam Małgosia, Marycha, Sylwester za taką postawę wobec przygody. Ustalamy szybko szczegóły-wyjazd z gór w jednej chwili zamienia się na przejazd w następne. Pedro- opuszcza nas w Sanoku. My zaś kontynuujemy podróż do Rzeszowa. Tam koleją do Krakowa, by po godzinie 16 zjawić się w Zakopanem. Nastrój trochę studzą ocukrzone warstwą śniegu góry i jeszcze nie najlepsza pogoda, ale co tam! Niezbędne zakupy i czynności i udajemy się do schronu.
c.d.n
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-09-2007 12:15 AM przez dr.Etker.
|
|
| 24-09-2007 12:06 AM |
|
 |
KasiaA
KrakowiankA
    
Postów: 1,329
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2007
Status:
Offline
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
Doktorze, już odpocząłeś, 6 godzin obowiązkowego snu już minęło... Co dalej?
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
|
|
| 24-09-2007 06:59 AM |
|
 |
Hella
    
Postów: 1,965
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status:
Offline
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
"... Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie;
żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś..."
|
|
| 24-09-2007 07:03 AM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
Ale świetna lektura, czekamy na dalszy ciąg , a Sylwester zadbaj już o te zdjęcia prosimy
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 24-09-2007 04:02 PM |
|
 |
dr.Etker
    
Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status:
Offline
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
Wczesne wrześniowe przedpołudnie, nie ma jeszcze 9,stoję przed lekko oszronionym szlakowskazem na głęboko wciętej przełęczy, ponad siodłem głęboki lazur jesiennego nieba, w dali jeno mgły nad Orawskim jeziorem, bliżej i bardziej w dole, ciemna zieleń lasów Doliny Rohackiej, przetykana gdzie nie gdzie złotawo-czerwonymi barwami jesiennej skoruszyny. Żółta tablica oznaczenia szlakowego informuje- Jamnicke sedlo-1908m.Zatanawiam się przez chwilę którego koloru brakuje w otaczającej panoramie, ale nie potrafię tak od razu dociec którego... Z kontemplacji, wyrywają mnie odgłosy kroków, oglądam się- Marycha już dochodzi do rozgałęzienia szlaków, nieco dalej Sylwester z Małgosią objuczeni ciężkimi plecakami. Mija trzecia godzina naszej wędrówki. Ze szczytu Wołowca obniżają się sylwetki trzech turystów, jak się okaże grupa młodych Słowaków z tymi samymi zamiarami co my. Zatem jesienna biba-Bieszczady 2007 trwa w najlepsze. Chwilkę potem wszyscy razem przypatrujemy się wschodniej grani Rohacza Ostrego. Opad świeżego śniegu przybielił piarżysto- trawiaste podejście pod spiętrzenie grani, na prawo północna-ściana dwuwierzchołkowego szczytu, rozciętego wcięciem Rohackiej Szczerbiny , obsypana bielą cukrowatego śniegu. Uwarstwienie skał , jakby dachówkowato nasuniętych na siebie- wskazuje na sporą kruszyznę .Myślę sobie na zasadzie luźnego skojarzenia, że wiele szczytów-swoje piękno zawdzięcza dużej podatności na erozję. Ale cóż to, nasza trasa prowadzić będzie znakowaną ścieżką, a tam teren zdecydowanie lepszy i z ułatwieniami w postaci łańcuchów. Słowacy dochodzą do nas-dwóch chłopców z dziewczyną, przez chwilkę mamy nadzieję że ruszą dalej i założą ślad na świeżym śniegu-ale nie, zatrzymują się na małe co nieco. Ruszamy zatem my , podążam do góry za nikłym śladem protektora butów turystycznych, jednak ktoś przechodził tą trasą po opadzie. Wyżej trochę w zakosy pośród skałek , nieco na lewo od grani wznosimy się pod spiętrzenie, tam gdzie się zaczyna pierwszy łańcuch- jest nieco przymarznięty do wanty, lekkim ruchem strząsam go i do góry wpierw na zacienioną, a tym samym trochę wyśnieżoną stronę grani, by przy następnym odcinku łańcucha powrócić na tą przyjemniejszą-słoneczną stronę. Odcinek ten jest trochę w obecnych warunkach nieprzyjemny i myślę z obawą o tych co z cięższymi plecakami , ale znakomicie dają sobię radę. Skupiamy się na płasience w grani, pod turniczką , za którą słynny skalny koń , około 10 –metrowy podciętej skalnej płyty z zamontowanym ułatwieniem w postaci łańcucha. Koń prezentuje się nader zachęcająco- połoga , wygrzana płyta z mnóstwem stopni-nie powinno być żadnych problemów, za to zejście na stopień za turniczką jest dla mnie nie wiadomą. Decyduję się na obejście dołem po północnej stronie Odcinek bez ułatwień, ale są chwyty wygodne-byle by strząsnąć z nich śnieg, poniżej pochyła zaszroniona płyta, a za nią ? Mogę się tylko domyślać...Za tem trzy ruchy i jestem po drugiej stronie, nieco zestrachany-ale jestem. Sylwester przygląda się „sztukom” jakie wyczyniam , po chwili wybiera przejście na wprost po suchej skale przez opisywany występ skalny i po chwili jest, a za nim pozostali forumowicze. Podziwiam ich kunszt i doświadczenie turystyczne. Jeszcze odcinek konia rohackiego i możemy się cieszyć obecnością na wschodnim nieco niższym wierzchołku Rohacza Ostrego. Po chwili do szczytu dochodzą wspomniani wcześniej Słowacy. Pstrykają nam fotki na tle wanty stanowiącej zwieńczenie szczytu. Po chwilce jesteśmy poniżej na malowniczej przełączce między wierzchołkami, by podejściem w trochę nachylonym kominku wyposażonym w łańcuch , osiągnąć wyższe zachodnie spiętrzenie Rohacza Ostrego .I znowu małe święto, sesja foto i to co zwykle w takich chwilach. Rozglądam się ciekawie po tatrzańskim horyzoncie, wygląda wszystko przecudownie-niedawna chmura obieliła Tatry wokół do wysokości około 1700m, oszczędzone zostały, brązowiejące się barwą upłazków grzbiety Razsochy aż do Przysłopu, grań Barańca prawie do szczytu....Czeka nas jeszcze daleka trasa, nocleg nie załatwiony, wszystko się dzieje na zasadzie pełnej improwizacji-zatem w drogę. Schodzimy klucząc wzdłuż skałek grani bądź po południowej jej stronie, w miarę łatwo i przystępnie, po drodze strome zacięcie z łańcuchem, poniżej w rejonie Rohackiej Przełęczy krótkie spotkanie i rozmowa z samotną , sympatyczną turystką z Polski , pierwszą osobą spotkaną tego dnia , a zmierzającą w przeciwnym kierunku. Teraz stromym ale łatwym podejściem w stronę Rohacz Płaczliwego, na lewo od grani. W jednym miejscu przekraczamy pochyłą płytę, wykonuje wykrok i uderzam bokiem prawego kolana o występ skalny .Ból jest znaczny, jedynie obecność tuż za mną dziewczęcych uszu Marychy, powoduje że nie wypowiadam głośno kilku mocniejszych słów komentarza odnośnie powyższej sytuacji. Po chwili skupienia , jest już lepiej-mogę ruszać kolanem. Idziemy dalej. W pobliżu wierzchołka szlakowskaz na skrzyżowaniu ze ścieżką żółto znakowaną odchodzącą w stronę Żarskiej Przełęczy i grupie Barańca. Jeszcze krótki odcinek po zaśnieżonych upłazkach w prawo i możemy się cieszyć kolejnym szczytem tego dnia .Obowiązkowo kolejne zdjątka, po chwili dochodzi liczna grupa turystów z Polski, domyślamy się że to wędrowcy od naszego forumowicza Białego Zibiego- pytamy zatem w nadziei rychłego spotkania. Okazuje się ,że tak- to jest ta grupa , a Białego Zibiego możemy spotkać w rejonie Rohackiego Bufetu gdzie bawi. Mimo że od południowego-zachodu nasuwają się lekko wypiętrzające się mgły , panorama w innych kierunkach jest piękna i rozległa. Nastroje w naszej grupie są znakomite. Nawet i ja czuję się lepiej niż zwykle, nie czuję się zanadto zmęczony czy odwodniony. Nie męczy mnie też pragnienie-rezerwuję zatem miejsce na szlachetniejsze napoje niż woda –gdy tylko dojdziemy do pierwszych zdobyczy cywilizacji.
Zatem w dół , czasem wzdłuż grani ,czasem na lewo od niej po łatwych skałkach w łatwym zejściu. ,Króciótki odcinek pod górę na wyniesienie Nohavica, gdzie podziwiamy twórczość turystyczną w postaci galerii gęsto poustawianych przedziwnych chłopków skalnych. Jeszcze trop przechodzącej kozicy na rozmiękającym śniegu(w tym miejscu Marycha narzeka , że jeszcze się nie widziała z kamzikiem- eeech napatrzysz się jeszcze...).Ostatnie zejście prześnieżonym krótkim połogim kominkiem i oto jesteśmy na Smutnej Przełęczy. Hmm......no właśnie-dlaczego Smutnej ? Nam jest wesoło !
W zakosy poprzez piarżyste zbocza obniżamy się na dno zasłanej złomami skalnymi Smutnej Doliny. Im niżej tym więcej cieszącej zieleni kosówek, ferii ciepłych barw jesiennej jarzębiny. Bliskość Rohackiego Bufetu uskrzydla .W drodze spojrzenia wędrują ku dzisiejszyn szczytom. Warto było...
Ponieważ czas nagli , tylko mijamy bufet i kierujemy się w dół ku Zvierovce. Po lewej otwierają się coraz to nowe widoki na grań Tatr Orawskich. Ludzi na szosie niewielu przy tak ładnej pogodzie i to w znacznej oddali- jak powiada Sylwester-tylko parę tłumów...
Jeszcze uzupełnienie płynów w „Maricy” i oto Chata Zverovka. Niestety okazuje się ,że brak noclegów, autobusów kursowych do Zuberca też zresztą. Kiedy chcę zamówić świetlistego „Radegasta” by oddać należny hołd bóstwu słońca-tak łaskawemu w dniu dzisiejszym –to też nie ma...Sytuacje ratuje na szczęście „Zlaty Bazant” plus dobry podwieczorek, w moim przypadku „Zbojnicka kapsa z bryndzowymi halouskami”(rodzaj piersi z kurczaka, zapiekanej ze słoninką i cebulką)- taka trochę sentymentalno- kulinarna podróż w czasie...Wzmocniwszy morale tym sposobem wybieramy się dalej w drogę do Zuberca. Jeszcze zmieniam ciężkie buciory górskie na te lżejsze „górskie”- bardziej przystosowane do finezyjnego pokonywania asfaltu i pomykam w dół-niczym konik czujący bliskość stajni. Zapadająca noc , ciemności podkreślone obecnością gęstego boru świerkowego po stronach drogi , uwypuklają światło rozgwieżdżonego nieba nad nami. Oglądam się za siebie –blask czołówek nieco rozjaśnia mrok...Może to i dobrze ,że nie było tego autobusu.. Jak dobrze przemierzać te strony w gronie tak zacnych osób: Małgosia-drobna, przesympatyczna blondynka, tryskająca optymizmem i ciepłem charakteru, Sylwester –siła, opanowanie i doświadczenie turystyczne, Marycha- cicha, miła dziewczyna o wspaniałej kondycji, nie narzekająca na ciężar sporego przecież plecaka. Co za miejsce, co za czas , co za sytuacje, a przede wszystkim Ci co idą ze mną. Chyba jestem szczęśliwy...
Światła po prawej, zaświadczają że mijamy czynną jeszcze karczmę przy skansenie w Brestowej. Na chwilę znosi nas z drogi. Lany Kozejl przy ławach wyściełanych owczymi skórami jest wyborny.
Wreszcie ukazują się światła Zuberca, dużej orawskiej wsi o klimatach zupełnie innych, niż te zakopiańskie. Choć są tu penziony i ubytovnie- mijamy kolejne domy, zdążam ku znajomej mecie w jakże strategicznym punkcie miejscowości-blisko knajpy, przystanek SAD i inne udogodnienia...Klasa kwatery, umiarkowana cena, swoboda bytowania-to chciał bym zaoferować zdrożonym nieco drogą .
Jest...światła pogaszone, dobry znak...łapię za komórę i. nic. Atmosfera robi się nieco nerwowa- w końcu jesteśmy dziś na 27 kilometrze drogi...Zajarzam , że potrzebny jest jeszcze numer kierunkowy na Słowacje-chwila napięcia i jest. Za pięć minut pani gospodyni podjeżdża i otwierają się drzwi do apartamentów-co za ulga...Jeszcze próba generalna przed „Oktober Festem” w pobliskiej „Oravskiej Izbie” i zasłużone spanko...
Nazajutrz z rana kursowym SAD-em do Trsteny. Z Trsteny chwilę później następny autobus na granicę w Suchej Horze .Kawałek na autonogach do Chochołowa-a stąd już do Zakopanego-gdzie możemy się rozkoszować jedynymi w swoim rodzaju klimatami wnętrz pod największym gontem świata. Biba niestety powoli zmierza ku końcowi –piknik na błoniach pod Krokwią jest jej ostatnim akordem. Odprowadzamy Marychę na autobus do Krakowa. Niedługi czas później mój telefon rozbrzmiewa...to Kasia .Przedstawia sprawy-ja odpowiadam tak, tak, tak...Gdy kończy rozmowę, przez chwilę zastanawiam się czy w poprzednim wcieleniu nie mieszkałem przypadkiem w gorąco krwistym Meksyku. Moje czyny były w tym przypadku szybsze od myśli. Zatem nowa przygoda. Zakup preparatu na bolące kolano w aptece. Odwiedziny knajpki na Krupówkach wspólnie z Małgosią i Sylwestrem. Mimo zacnego towarzystwa i świetnego smażonego oscypka z żurawinami na stole-moje myśli są już przy dniu jutrzejszym. Po nocy w Domu Turysty-opuszczamy to miejsce. Sylwek z małżonką udają się porannym autobusem w stronę domu. Ja czekam na to co dzień przyniesie.
Biba jesienna zakończona, pozostanie jednak na zawsze w mej pamięci jako czas niezwykłej przygody, cudnych miejsc a przede wszystkim wspaniałych ludzi z którymi miałem szczęście przemierzać górskie szlaki. Dziękuję Wam.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-09-2007 04:49 PM przez dr.Etker.
|
|
| 24-09-2007 04:44 PM |
|
 |
Sylwester
    
Postów: 5,035
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2006
Status:
Offline
|
|
| 24-09-2007 05:00 PM |
|
 |
Sylwester
    
Postów: 5,035
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2006
Status:
Offline
|
|
| 24-09-2007 05:10 PM |
|
 |
Sylwester
    
Postów: 5,035
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2006
Status:
Offline
|
|
| 24-09-2007 05:18 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
Chyba wszystkich zamurowało, więc pierwszy spróbuję coś sensownego napisać... rewelacyjna relacja, czyta sie jednym tchem, piękna wycieczka, super fotki... i jedna rzecz, która podoba mi się najbardziej na forumowych bibach, o której nasz D'Etker tu napisał (podczas marszu w ciemnościach, asfaltem) to radość ze wspólnego wędrowania, to jest to "coś" co człowieka napawa optymizmem i radością.
Dzięki za literki i zdjęcia... myślę że te "biby" to jest właściwie kropka nad "i" naszego forum.
pozdr
p
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 24-09-2007 06:13 PM |
|
 |
Pedro
Administrator
      
Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
Doktorze relacje Ci znakomicie wychodzą. Od dziś staniesz się chyba reporterem takich wypraw 
A co do spotkań, w sobotę będzie kolejne z tych niezwykłych. Zgadza się Pablo?
Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
|
|
| 24-09-2007 06:40 PM |
|
 |
spoko
rock spires hunter
Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Niedostępny
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
Ehh ... Jestem pod wrażeniem relacji ale i samej przygody on live.Wspaniała barwna przygoda we wspaniałych miejscach i w doborowym towarzystwie .Przeczytałem z przejęciem i oczami wyobraźni szedłem tymi samymi szlakami za Wami.Taka improwizacja ma wiele uroku w sobie.A Dr Etker przekazał to wszystko na tacy jeszcze świeżutkie jak prosto z pieca.... .Porywające.
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
|
|
| 24-09-2007 07:16 PM |
|
 |
Aniap
   
Postów: 225
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
Nic dodać, nic ująć! masz rację Pablo - zamurowało mnie również! piątka ludzi z pasją i tyle przeżyć,wrażeń - łza wzruszenia w oku się kręci - pięknie przeżyte chwile i pięknie nam podane - dziękuję!
|
|
| 24-09-2007 07:42 PM |
|
 |
KasiaA
KrakowiankA
    
Postów: 1,329
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2007
Status:
Offline
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
Relacja napisana z dużym smakiem 
Pomimo ze słyszałam ją z ust Doktora to dopiero teraz powędrowałam z Wami.
Po prostu wykorzystałeś swój talent pisząc to.
I to co ważne: liczy się droga, przeżycia, atmosfera, doświadczenia.
Gratuluję Wam tej wyprawy
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
|
|
| 25-09-2007 07:53 AM |
|
 |
Danusia
    
Postów: 634
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2006
Status:
Offline
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
Rosną skrzydła u ramion,
czas się w wieczność przemienia,
obłocznieją wszystkie ziemskie sprawy,
gdy zmierzamy do szczytu po kamieniach...
|
|
| 25-09-2007 12:57 PM |
|
 |
Bogusia
   
Postów: 197
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2007
Status:
Offline
|
RE: forumowe bieszczady - jesień 2007
|
|
| 25-09-2007 03:01 PM |
|
 |
|
|