Jak już pisałem w innej relacji, odwiedziny tego klettersteiga było taką słabą namiastką za niespełnione wyczyny pod Wielkim D. Zwłaszcza Tomtur nie chciał się pogodzić z tym, że już drugi raz nie udało mu się stanąć na szczycie i chciał mermomocy chociaż coś podreptać. Podczas odwrotu z pod Dachsteina we mgle natrafił na skałę. Okazało się, że to odnoga skalna od Wielkieho Gjaidsteina.
klettersteig.pdf (Rozmiar: 944.79 KB / Pobrań: 9)
Nikt na świecie nie mógł Tomtura odradzić od przejścia tą ścieżką. Nam pozostałym pozostało tylko naśladować szybko umykającego we mgle Tomtura.
Trzeba tutaj zaznaczyć, że faktycznie nie jest to taki prawdziwy klettersteig. Skala trudności jest w większości A i we dwóch miejscach A/B. Na niektórych miejscach jest założona lina coś w rodzaju poręczówki. Niektórzy ferraciarze mogą być zawiedzeni, ale my trzymaliśmy się zasady: "Na bezrybiu i rak ryba". No i trzeba i takie coś przejść, żeby dla potomnych napisać relację, że się tam było. Kiedy po omacku dochodzimy do Małego G. (wyczuwamy to według kupy kamieni), coś zaczyna się wyłaniać w tyle za naszymi plecami.
Nie wierzymy własnym oczom. Powolutku, jak jakiś potwór, pokazuje się nam Wielki D. My jednak z czegoś takiego mamy wielką radość. Po trzech dniach idzie na lepsze czasy iwidzimy więcej niż końce naszych własnych nosów. Po paru chwilach nawet więcej nam się pokazuje.
Tomtur miał szczęście, ponieważ ominął go lincz z naszej strony, gdy by mgła nie chciała ustąpić. A tak podążamy dalej w stronę Wielkiego G.
Jeszcze go we mgle nie widzimy, ale mamy wiarę, że nam się odkryje. Z niego ponoć są ładne widoki, zwłaszcza na Dachstein Plateau, znany płaskowyż, który był wymodelowany lodowcem. Po około godzinnym spacerze dochodzimy do szczytu H. Gjaidsteina (2794 m). Ja osobiście jestem zauroczony widokami mgła trochę ustąpiła i jest widoczna okolica.
Chyba jestem już profesjonalnie deformowany. Wnet mi się zrodził w głowie plan, żeby w przyszłym roku trochę na dłużej tutaj podreptać i przy okazji odwiedzić miejscowe schroniska. Zbytnio się na szczycie nie zatrzymujemy i decydujemy o powrocie. Nie ma co myśleć o pójściu dalej. Dopiero przy powrotnej drodze widzimy cały ten mglisty szlak.
- na pierwszym planie widać Małego G. i dalej stację kolejki linowej na Hunerkogelu.
Więcej się jednak przypatruję Wielkiemu D. Z tej perspektywy jeszcze go nie widziałem.
Klettersteig prowadzi w lewo po skale i schodzi się direttisimą na lodowiec. Trochę mnie niepokoi ta poszerzająca się szczelina. Z czasem może być problem.
Jeszcze ostatnie spojrzenie na Wielkiego i Małego Gjaidsteina i nie ma co opisywać. Dalsze nasze losy na moście ze schodami do nicości są opisywane w innej relacji.