Kroją się dwa dni obiecującej pogody. Jak na lipiec dwa dni w całości-to rzecz nie do pogardzenia. Jest szybka decyzja. Choć jestem na Mazurach i trochę daleko -dodaje to jednak smaku imprezie.
Hmmm.... Impreza w stylu -dawnym ? Czemu by nie... 
O 16.45 wyruszam z krainy jezior. 20.52 to przesiadka na nocny pociąg do Zakopanego -zwany "rzeźnią". W istocie nie pospałem.
6.15 z rana poniedziałkowego. "Strama" uwozi mnie do Starego Smokowca. Za szybą autobusu zapowiada się piękny dzień.
7.45.Tamże. Mały zakup w Potrawinach jeszcze i w górę za zielonym szlakiem na Hrebieniok.
Oooo kolejka mnie mija. Jak wiecie jestem wielbicielem tego typu środków lokomocji-zatem robie jej zdjęcie. Dziś jednak postanowiłem się przewietrzyć stanowczo i rozruszać nieco zastałe kości.
Tak sobie dochodzę do rozstaju na magistrali i wnikam w Staroleśną. Piękne widoki na prawo i lewo to czynię fotografie. Ludków mało na szlaku.
Docieram do "Zbojnickiej Chaty"- choć jestem przygotowany na glebę (śpiwór, mata) miejsce jest w boksie trupiarni za jedyne 13 euro bez raniejek i wieczorynek.
Jakiś szybki posiłek, zostawiam niepotrzebne graty i dalej w drogę. Trza wykonać przewyższenie i kilometraż zamierzone w planie rekondycyjnym. Tak zdrowotnie.
No to idę sobie szlakiem w stronę Rohatki. Nieprzespana noc daje o sobie znać. Zatem ze trzy przerwy na krótkie drzemki i papieroska obok szlaku. Gdzieś pod kamieniem, najlepiej w cieniu bo słońce daje ostro.
Kombinuje sobie- spokojnie, nigdzie mi się nie śpieszy. Gdzieś we mnie dźwięczą słowa piosenki mojej ulubienicy z lat młodzieńczych -Kasi Sobczyk.
"Niecierpliwość to okropnie brzydka wada
Przez tę wadę się niekiedy głupio wpada
Zamiast wpadać tak od razu lepiej odjąć trochę gazu"
I ja stosuję się do tego. Zwalniam tempo. Na trasie trochę jak w ulu (ale nie tak jak w M.Oku). Ludkowie idą w prawo, lewo, być może czasem z powrotem.
Przy potoczku z Dzikiej Kotliny siadam sobie, rozkoszuję się okolicą. Napływające od północnej strony chmury uatrakcyjniają widoki-są dynamiczne. Turystów coraz mniej na szlaku.
Powrót do schroniska urozmaicony spotkaniem z kozicą. Podchodzi znienacka,
wręcz się skrada ,
ale na szczęście ma dobre zamiary.
A już miałem stracha. 
W schronie międzynarodowa atmosfera. Konsumpcja zakupu ze Smokowca, podziwianie zachodu słońca rozświetlającego grań Sławkowskiego szczytu i lulu.