Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012
Motto (dedykacja własna dla Tomtura): "Tomaszu, nie wiem czy dobrze zrobiłeś, że dajesz się ze mną na górskie wyczyny. Ja mogę Ci tylko zaoferować pot, krew, obtarcie i zakwasy. Jedynie co zyskasz to umyta głowa, czyste płuca i zahartowane serce."
Mała Fatra. Dla wielu polskich turystów już bardzo znane pasmo górskie na Słowacji. Jednak myślę, że to tylko pół prawdy a to tak, jak Mała Fatra dzieli się na dwie różne połowy przedzierającym się Wagiem.
Krywańska MF - ta część, która jest popularna i za granicami Słowacji. Mamy tutaj szczyty jak W. F. Krywań (najwyższy), W. Rozsutec (ponoć najpiękniejszy na Słowacji) dalsze znane wyzwania - Stoh, Chleb, M. F. Krywań, Suchy, ... Dalej można podziwiać Tiesnawy, Zbójnicki Chodnik, Dolina Vratna itd.
Luczańska MF - też już powoli odkrywana przez polskich turystów, ale tylko tych co lubią poszaleć na deskach. Do tego służy kompleks nartostrad na Martinskich Holach. Jednak góra Klak (ostatni) i rzesza licznych kopczyków między nim i Martinkami, to istne dzieło przyrody, raj dla indywidualistów kopczykowych.
Decyzja odwiedzenia Luczańskiej MF zapadła już w zeszłym roku, kiedy ta Krywańska była przedreptana i trzeba było dokończyć napoczęte dzieło, żeby jaki pominięty kopczyk się nie obraził. Pierwej chcieliśmy przejść tylko luczańską część, ale pewne sprawy niektórych bibowiczów zaprzyczyniły, że trzeba było zahaczyć i o część krywańską, co nie ubyło bibie na krasie.
Pozytywa Luczańskiej MF:
- prawdzwy raj dla turystów lubiących dreptać samotnie; tutaj nikt nie musi marudzić, że jakieś cepry mu przeszkadzają na drodze,
- dla niespokojnych turystów, którzy lubią zbaczać ze szlaku i mają to gdzie indziej zabronione; tutaj można sobie chodzić gdzie nogi poniosą i nikt nam to nie wytyka,
- dla tych co lubią dreptać po kopczykach z całym dobytkiem, jest tu sporo miejsc dostosowanych do biwakowania (ognisko, woda), nikt z ludzi (ani tych z odznaką) nie przegania,
- fajny trening i wyzwania dla kopczykowych masochistów.
Negatywa Luczańskiej MF:
- dużo trzeba przejść dolinami nim się wyjdzie albo zejdzie z głównego grzbietu (oprócz dojechania autkiem na Chatę na Martinkach i na Faczkowską Przełęcz),
- dla lubiących wygodnie się wyspać w łóżeczku i dobrze napchać brzuch jest do dyspozycji tylko Chata na Martinkach i oberża na Faczkowskim
- szlak między Martinkami i Klakiem w razie deszczu przemoczy każde ubranie tzw. na zmokłą kurę,
- sporo utraty ciężko nabytej wysokości (górska huśtawka).
Dane techniczne:
DOBA : 18.5. - 21.5.2012
PRZESTRZEŃ: Mała Fatra - (1) Snilowskie Siodło - Chata pod Chlebem - Krywanie - Chata pod Suchym; (2) Chata pod Suchym - Streczno - Kryżawa - Chata na Martinkach; (3) Chata na Martinkach - W. Luka - Siodło pod Uplazem - Rajecka Lesna; (4) Faczkowska Przełęcz - Klak - Wriczańskie Siodło - Rajecka Lesna.
OBIEKTY (do spania): Chata pod Suchym (6,40 EURO), Chata na Martinkach (13 EURO), Górski hotel Klak (11 EURO).
ODLEGŁOŚĆ (obliczona z mapy): 13 km (500 m przewyższenia), 22 km (1100 m przewyższenia), 25 km (500 m przewyższenia), 13 km (670 m przewyższenia)
CZAS: 5:20 godz., 8:20 godz., 8:45 godz. i 6:00 godz. (wg mapy)
SUBI EKTY:
w kolejności alfabetycznej - Gosia3czek, Mallaidh, Mieciur (3 dni), Stasiu i Tomtur (4 dni).
18.5.10.2012, dzień pierwszy
Cała ekipa, czterech chłopa + jedna kobiecina, dociera do punktu zbiorczego na samym końcu Doliny Vratna. Prawie zawczasu. Kolelka linowa na Snilowskie jest jeszcze (już) czynna. Ku zadowoleniu Tomtura ostrzeżenie Bogdana się nie sprawdziło. Chyba trudy podróży dały się wszystkim we znaki, ponieważ przedsięwzięcie niektórych uczestników drałować do gory po własnych poszło wniwecz. Pokonanie grawitacji kolejką linową nie było darmowe - każdy był szczuplejszy o 8,50 EURO. Dopiero na werandzie górnej stacji kolejki był czas na integrację i przedłożenie planów szturmowych.
Ciekawe tylko, dlaczego Tomtur wyglądał jakby nie należał do naszej ekipy? Czyżby dał się na nowy, lepszy etap życia? Zaoszczędziliśmy trochę czasu i możemy z tego powodu jeszcze odskoczyć na Chatę pod Chlebem. Taka rozgrzewająca przechadzka. Nic to nikogo nie kosztuje.
Obok chaty zinteresował mnie pewien nowy objekt.
Wyglądało to jak kadź na rekiny. Czyżby w chacie przeszli na wytworne jedzenie i podawali płetwy z rekina? Nie. Była to po prostu sauna. Ale w tym okresie to raczej wyglądało na kryokomorę, ponieważ na dnie kadzi był jeszcze lód. Nastał czas na poważniejsze sprawy. Wielki K na nas już czeka a za nim długa kolejka więcej albo mniej znanych kopczyków.
Wyjście na Wielkiego K (1708,7 m) to podstawa. Od Snilowskiego to niespełna 200 m. Dla nas bułka z masłem. Nawet się nie zapociłem. Pierwszy w tym dniu i zarazem najwyższy wierzchołek w MF przywitał nas ochoczo. Jeszcze było gdzie, niegdzie widać resztki śniegu po lodowych ogrodnikach, ale słońce zaczynało wzmacniać swoją przewagę. I tak miało być do końca naszej wyprawy.
- widok na ścieżkę wiodącą do chaty, grzbiet od Chlebu po Stieny, w tyle Chocz
Na wierzchołku zbytnio nie balangujemy. Raczej taki grzecznościowy postój, żeby K się nie obraził. Kolejka nieprzejdzionych kopczyków jest jeszcze długa. Numery dwa i trzy to Piekielnik (1609,3 m) i Mały K (1708,7 m).
Z Piekielnikiem mam swoje zamiary. Przed trzema laty na podobnej bibie tutaj wznikło zdjęcie, które było zarówno zagadką. Ciekawi mnie jakie różnice są między nimi.
Piekielnik ma na wieki swoje miejsce w naszych planach. Bibowicze lubią patrzeć w jego "piekielną" odchłań. No, wtedy wznikają bizarne zdjęcia. Po Piekielniku czas na mój ulubiony kopczyk - Mały K. Podczas schodzenia z P jest jeszcze widoczny, ale później z siodła Bublen zasłaniają go już dwa garby.
Wyjsćie na Małego to już indywidualna sprawą każdego trampowicza. Tutaj nie przenikają rzesze świątecznych turystów, dla których maksymem jest dojście na Wielkiego, lekko dostępnego z górnej stacji kolejki. Ludzka lawina kieruje się potem w przeciwległą stronę - na Chleb albo na chatę. Mały K jest po prostu taki balzam na duszy.
Podejście na niego nie przekracza średniej równi pochyłej. Można za kroku podziwiać dalekie widoki, zwłaszcza do Turczańskiej Kotliny. Z jego wierzchołka nam również pierwszy raz pokazuje się pełny widok na następne kopczyki do przejścia - cztery, pięć i sześć - Stratenec (1512,6 m), Białe Skały (1448 m) i Suchy (1467,8 m).
Nasza ekipa zarządza sobie większy postój. Nigdzie nam się nie śpieszy. Dzisiejszy dzień jest przeznaczony do rozruszania stęgniętych kości. Trasa jest ku temu wyznaczona. Powolne wyjścia i powolne zejścia. Ta dziczyzna ma przyjść dopiero w następne dni. Zejście od Małego to jeszcze większa sielanka. Można pełną piersią wchłaniać całą tą przestrzeń. Ci, co znają te okolice, wiedzą co chcę przez to powiedzieć.
Po przeforsowaniu Stratenca dochodzimy do ważnego miejsca - siodła Vrata.
- Mały K
Z powyższego zdjęcia proszę czytelników zapamiętać dwa czasy - ten, co przeszliśmy (na Snilowskie 2:45) i ten, co nam został do zejścia (Streczno 3:30). Będą później potrzebne dla porównania w drugiej części MF. W siodle przychodzi nam diabelska myśl. Wypróbować skrót, który omija Białe Skały i Suchy. Mnie ten skrót odpowiadał, ale pozostali bibowicze mniej lub więcej coś niespokojnie mamrotali pod nosem. A kiedy skrót nas na swym końcu wyplunął w siodle Przysłop, wszyscy wywalili się ze zmęczenia w trawie. Gdyby nie bliskość Chaty pod Suchym, to by się w tej trawie chyba wywalali do dziś. Nie wiem co ich tak zmęczyło? Przecież to była taka miodowa przechadzka. 
Na szczęście samotna nazwa chaty poderwała by i umarłego do ostatniego wysiłku. Dla mnie też bliskość lokalu gastronomicznego zawsze działa pobudzająco. Jak bym do żył wlał świeżą krew. Po 7 godzinach marszuty (z odpoczynkami) dochodzimy do pierwszej bazy noclegowej.
Co można dalej opisywać. Prawdziwi górole mają na czas od dojścia do noclegowni aż do przyjęcia w łóżeczku pozycji horyzontalnej swoje ustalone standartowe czynności. Tylko nie wiem dlaczego druh Tomtur chciał mermomocą iść na nocną wachtę, kiedy chata się na noc zamykała. 
Tego scenariusz nie przewidywał.
Dobranoc.
Cdn. Następny dzień - W dwóch pionach od chaty do chaty
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-05-2012 11:35 PM przez Stasiu.
|
|