Odpowiedz  Napisz temat 
Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Rolleyes  Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010

Motto (dedykacja własna dla Mieciura): "Krzychu, to co spożywałeś na Smrekowicy nie był "utopenec", tylko coś ostrego co się za niego podszywało. Postanowiłem jednak zafundować Ci przy najbliższej okazji jeszcze jedną rundę już z prawdziwym utopencem z dodatkiem napoju turystycznego."

Nie wiem co komu zrobiłem, ale otrzymałem chyba jakieś piętno z wyznaczonym napisem "Ten, co pisze relacje z Biby". Zwierzchnia administracja znowu zleciła mi zadanie opisać przeżycia bibowiczów GŚ podczas wędrówki po Wielkiej Fatrze (WF). Postaram się nie zanudzać i uprzednio przeprosić za mój styl i błędy.

Dane techniczne:
DOBA : 21.5. - 23.5.2010
PRZESTRZEŃ: część głównej grani WF na odcinku Ostriedok - Ploská i liptowska (prawa) odnoga na odcinku Ploská - Ružomberok, Słowacja
OBJEKTY (do spania): Chata pod Borišovom (Ch p/B) i vojenská zotavovňa Smrekovica (VZS)
ODLEGŁOŚĆ (obliczone z czasu wyznaczonego na mapie): 22 km (1100 m przewyższenia), 17 km (600 m przewyższenia), 19 km (100 m przewyższenia)
CZAS: 7:10 godz., 5:00 godz. i 4:50 godz. (wg mapy)
SUBJEKTY:
w kolejności alfabetycznej - Gosia3czek, Mallaidh, Mieciur, Stasiu, Tomtur

21.5.2010, dzień pierwszy

Ružomberok na nas czeka otworem. Tomtur i ja dojeżdżamy na umówione miejsce (parking przy Kuflandzie) o 8:15, grupa sądecka - Gosia, Mallaidh i Meciur w pół godziny po nas. Postanawiamy dalej jechać innym środkiem lokomocji. Do jego odjazdu mamy 1 godzinkę i wolny czas spędzamy okupywaniem pobliskiego Kauflandu. Jedziemy przecież do kraju misiów i trzeba się zaopatrzyć w porządne zapasy. Nie wiadomo jaka posucha nas może napotkać a misie chyba nie lubią sprzedawać swoich zapasów. Po odpowiednich zakupach idziemy na przystanek autobusów.
   
Tutaj mamy jeszcze buźki wyśmiane, spodnie czyste i buty niezabłocone. O 9:45 wsiadamy w autobus. Płacimy 1,20 Euro za siebie i 0,15 Euro za plecak, żeby dojechać do wioski w głąb gór - Vyšná Revúca (720 m). Pasażerami autobusu są kobieciny powracające z zakupów do domu i dlatego nie powtarza się scenariusz z przed roku, kiedy integrowaliśmy się za pomocą malinówki.
Dojeżdżamy do celu i robimy pierwszą korektę. Postanawiamy wyruszyć mokrym wariantem, zakwaterować się i potem na lekko (bez worów) dorobić dalszą trasę. Nad takim planem trzeba się dobrze zastanowić i zrobić ewentualnie zdjęcie. Pierwszy nasz cel to Sedlo Ploskej i samotna Ploská (1532 m). O 11:00 start ostry. Ruszamy żwawo, sił jest sporo i chodnik jest taki akurat na rozgrzewkę. Pokazują się nam też pierwsze kopczyki WF.
    - Čierny kameň
    - Gosia na tle Rakytova
W połowie drogi do siodła przechodzimy koło szałasu. Jeszcze przed miesiącem było tutaj pusto i Tomtur chciał się tutaj zakwaterować. Teraz już tu byli inni osadnicy a przybytek bacy pilnowały już pieski, odstraszając nie tylko misie, ale i turystów.
   
Tych 800 m przewyższenia na Ploską daje się jednak uczestnikom we znaki i dlatego przy każdym postoju trzeba nabrać nowych sił przed następną wspinaczką (     . Wszystko męczące raz musi się skończyć     i bez strat na ludziach osiągamy półmetek - Sedlo Ploskej     . Z tąd na szczyt Ploskej mamy co by puszką po piwie rzucił. Jest to też siodło, z którego podchodzi się najłatwiej na samotny wierzchołek. Ruszamy jak konie za wodą, żeby osiągnąć ten punkt kulminacyjny.
   
13:45 jesteśmy na wierzchołku "odwróconej do góry dnem miski". Faktycznie, widoki są tylko dalekie     . Zapowiadamy tylko krótki odpoczynek. Ch p/B jest już gdzieś blisko. Jeszcze jej nie widać, ale szósty zmysł każdego górołaza daje to wyczuć. Schodzimy z "miski" na drugą stronę i zaraz też pokazuje się nam upragniony cel - Ch p/B.
   
Do wszystkich wstąpiła nowa siła, pognali jak ćmy za światłem. Tam będzie można po dzisiejszy dzień zrzucić ciężkie wory. Aha. Jeszcze jedno zapomniałem dodać. W mini wyprawie 5 osób była jedna dziewczyna - Gosia. Żeby zasłużyć na ten zaszczyt wędrować z prawdziwymi mężczyznami, musiała przejść przez parę męskich zadań. Podczas odpoczynku przy chacie nastał czas na pierwsze zadanie. Wszystkim jest znane, że Gosia nie lubi jeść tłustego mięsiwa. Z tej okazji Tomtur zakupił tłusty boczek i jeden kawałek musiała zjeść prawie ona. Prawda, trochę Mallaidh musiał jej pomóc, ale w końcu smakowity kąsek został wchłonięty przez jej usta.
   
Po zakwaterowaniu (podrożeli - 7 Euro za noc) i krótkim odpoczynku zastanawiamy się co dalej. Trzeba rozdzielić funkcje. Ciągniemy losy i wychodzi to tak. Tomtur i Mallaidh będą pilnować chałupy, naszych rzeczy i wspierać drugą grupę w postaci bazy widokowej na Borišove. Reszta, tzn. Gosia, Meciur i ja mamy za zadanie osiągnąć punkt na wysokości 1592 m - Ostriedok. Grupa wypadowa wyrusza o 15:30, grupa wspierająca zajmuje na łóżkach pozycje leżące, żeby wypełnić pierwsze dwa zadania. Do wypełnienia trzeciego zadania - zajęcia stanowiska na Borišove - mają jeszcze czas. Najpierw trzeba od chaty trawersem obejść Ploske i przedostać się na główny szlak. To nam nie przyswaja trudności. Niemal z każdego miejsca widać naszą bazę noclegową - Ch p/B usytuowaną pod charakterystycznym Borišovom.
   
Jednak trzeba myśleć co jest naszykowane przed nami i próbujemy wypatrzeć naznak szlaku na czekających nas kopczykach. Najpierw lajtowe Chyžky, potem trochę straszący Suchý vrch i w tyle grzbiet Ostriedka.
   
Aczkolwiek scieżka nie prowadziła przez wierzchołek Suchého vrchu, ale prawym trawersem, było to dla mnie uciążliwe podejście.
   
Po pokonaniu tego skalnego stożka, już nic poważnego nie stało nam na przeszkodzie. Goły najwyższy kopczyk WF - Ostriedok - aż sam się prosił, żeby na niego wyjść.
   
Najwyższy punkt osiągamy około 17:30. Widoki z wierzchołka były rzecz jasna wyśmienite. Na północ już znane tereny z dominantą Ploskej i Borišova. Mnie jednak oko uciekało w stronę południową. Tam był widać dalszy przebieg głównego grzbietu aż po Križnou z przekaźnikiem wojskowym.
   
Trzeba było jednak odpuścić sobie ten odcinek i zostawić na inne czasy. Nas czeka jeszcze powrót na Ch p/B a dzień zaczyna powoli więdnąć. Ładną pogodę i chwilę odpoczynku na wierzchołku wykorzystujemy do górskich pogaduszek.
   
Rozmowa o wspólnym zainteresowaniu kopczykami usypia naszą czujność. Nagle za plecami słyszymy w oddali jakiś pomruk. Nie, nie były to misie. To nadciągała normalna burza. Trzeba było czmychać z tego miejsca czym prędzej, ponieważ mogliśmy się stać łatwym jej celem.
   
Ciekawe o czym w tym czasie myśleli nasi dwaj strażnicy z pewnością patrzących przez okna chałupy. Na szczęście burza się o nas tylko trochę otarła i przeszła bokiem. Minimalnie nas sprawdziła czy zawsze jesteśmy przygotowani do jej nadejścia i jak szybko ubierzemy się w nieprzemakalne ciuszki. Powrotna droga zleciała szybko. Jeszcze ostatnie spojrzenie na nasz jutrzejszy główny cel - Rakytov     i o 20:30 jesteśmy pod dachem noclegowego przybytku. Jako nagrodę za ten wyczyn mamy przygotowaną kolację. Ściśle mówiąc tylko Gosia. Była grzeczna i dlatego od Mallaidha otrzymała kluski owocowe na parze zakupione z miejscowej oferty. Ja z Mieciurem musieliśmy zaspokoić głód suchym prowiantem.
   
O czym się mówiło przy wieczornym stole wiem tylko na pół ucha. Zasypiałem ze zmęczenia i jedyne co pamiętam to, że Tomtur szturchał mnie co chwila i ponaglał mnie do jedzenia i picia.
Dobranoc.

koniec pierwszego dnia
cdn... uhm



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-05-2010 10:06 PM przez Stasiu.

25-05-2010 10:05 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
Wielkie wędrowanie małej ekipy - Wielka Fatra, maj 2010 - Stasiu - 25-05-2010 10:05 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: