Dzień drugi.
Miał to być dzień Wielkiej Fatry. Niestety pada. Cały dzień pada. Więc siedzimy na kempingu i gramy w karty.
Dzień trzeci.
Według planu dzień Małej Fatry. Jednak zmieniam plan i staje na Wielkiej Fatrze.
Byłam tam kilka lat temu. To w pamięci mi zostało:
wielkie, puste przestrzenie, wspaniałe widoki, pustki na szlakach. Tam wydawać się może jakby nikogo na świecie nie było. Słychać tylko szum trawy. Taki dziki kraj. Dlatego tak chciałam tam wrócić.
Wstajemy wcześnie niż zwykle. Nie pada, ale chmury kłębią się na niebie. Nie odpuszczam. Jadę. Tym razem sama. W planie Ploska, Ostredok i może...
Nawet dość sprawnie osiągam miejscowość Vyzne Revuce. Wysiadam z samochodu i ...zaczyna padać. Po prostu ręce opadają...ale jak już tu dojechała to może chociaż na Ploske ...wracam kawałek powrotem, wchodzę na szlak..pada...idę dalej pada...jestem coraz wyżej...z gór unoszą się morza mgieł...pięknie..ale jak pięknie mogłoby by być gdyby widoczność i pogoda dopisała..
idę w tym deszczu i tak rozmyślam..nagle przed sobą widzę coś czarnego.. leży w trawie..staję..COŚ mnie dojrzało...przygląda się...podnosi..wiem już kim jest COŚ..potężny Kaukaz..kolana mi miękną...przypominam sobie co nieco wiem o tych psach. .. same oceniają sytuację, potencjalne zagrożenie, same podejmuję decyzje..w końcu tam, skąd pochodzą pozostawiane są ze stadem sam na sam i muszą same myśleć ...tam nie ma człowieka który wyda komendę...często przez cały sezon nie tracą ani jednej owcy...Te cechy charakteru spowodowały iż niełatwo jest współpracować z kaukazem, zwłaszcza jeśli uważa się za potężniejszego i mądrzejszego. Tak więc stoi i przygląda mi się ..ja jemu. Robi dwa kroki do przodu ..zaczyna szczekać..dostrzegam łańcuch..jest uwiązany..robi mi się lżej...
w oddali odzywają się inne psy..Powoli, bardzo powoli ruszam naprzód. Po chwili dochodzę do bacówki. Obok stoją dwa podhalany.
Po drugiej stronie w drzewach jakieś szpicowate psy. Szlak biegnie pośrodku. Staram się jak najszybciej minąć rozszczekany odcinek. Gdy jestem już wyżej, uświadamiam sobie że te szpicowate w krzakach bardzo przypominały karelskiego psa na niedźwiedzie. Niestety zbyt dobrze im się nie przyjrzałam.
Deszcz zaczyna coraz bardziej padać. W tej chwili to już ulewa.
Docieram do Przełęczy Polskiej. Z nieba leją się strugi wody. Jestem chyba w środku chmury. Dookoła biało. Wracam. Na dole spotykam Słowaka wchodzącego na szlak. Zagaduje co tu robię. Mówię że wędruję. Trochę się dziwi że tak sama się nie boję. Odpowiadam że teraz to już się boję. I dowiaduję się że te psy to jego, że wypasa tam owce, że musi mieć tyle psów bo niedźwiedzie mu podchodzą....a psy są uwiązane i niby turystom w dzień nie zagrażają...
Wypad na Wielką Fatrę był dla mnie najważniejszy w tej wyprawie. Niestety nie wyszedł. Na dodatek po tym spotkaniu będę miała cykora samej tam wędrować.
W drodze powrotnej zahaczam o Vlkolinec, miejscowość wpisaną na listę dziedzictwa UNESCO: