Chyba masz za dużą rozdzielczość. Max. tak do 750 kilo.
Nie wiem. Fotki wrzucam najczęściej przez serwer mojej firmowej domeny i w większości sytuacji jest wszystko ok a mi tak jest dużo wygodniej.
Identycznie wrzuciłem tutaj ale coś się mocno rozjechało.
Poprzedniego posta nie da się edytować więc spacerowe foto może ruszy tutaj, przez jakiegoś fotosika.
. 

Obawiam się, że same japonki mogą nie dać rady i z dodatkowego sprzętu będą konieczne białe skarpety i reklamówka z biedry - w końcu człowiek musi się jakoś godnie prezentować.
aaa, tak, coś mi kolega ostatnio opowiadał... Biedronka on Tour 
Masz opisy z fotkami na drytooling i wspinanie...
Znalazłem trochę fotek z opisami tras - dzięki.
Jak patrzę na foto to mam ochotę od razu tam wleźć ale foto nigdy nie oddaje rzeczywistości. Na jednych fotkach jest stromo i gładko a na drugich łatwa pochylona ścianka z wieloma chwytami - jak to obejrzę na żywo to zdecyduję, czy wchodzić i którędy.
Poza tym, jak już wcześniej pisałem, wejść to nie sztuka, trzeba jeszcze zejść bezpiecznie a to najcześciej bywa trudniejsze bo i człowiek już trochę zmęczony samym podejściem, bo emocje już opadły a więc i wewnętrzna energia nie tak duża, noi chwyty czy punkty podparcia inaczej widać idąc w dół.
Najchętniej wlazłbym na żywca, bez niczego ale w dół zjechał już na lenia, w uprzęży - ale tak raczej się nie da
Można wiedzieć którędy dokładnie wchodziłeś na basztę w Mirowie? W necie jest sporo zdjęć, może na którymś widać okienko, o którym piszesz.
Kolego, ja już tego nie pamiętam.
Na Mirów właziłem gdzieś w latach 1998-2001, tak mi się wydaje.
Tak jak pisałem wcześniej... ta konkretna sytuacja miała miejsce trochę wcześniej przed tym chłopakiem co tam spadł i mu tablicę pamiątkową na zamku przywiesili.
Zresztą niedługo później zamek ten całkowicie został zamknięty - tzn. ogrodzony i pstrokato oznakowany jako bardzo niebezpieczny i z permanentnym zakazem wejścia.
Byłem tam również rok temu to wciąż był jeszcze zamknięty ale to już tyle lat minęło, że nie pamiętam jak długo się ciągnie jego odbudowywanie.
Z tego co pamiętam pod basztę wchodziłem gdzieś od środka, od dziedzińca. Szedłem tam w narożniku, raz jedną ścianą, raz drugą bo nie było czego się łapać.
A baszta to mało fajne wspomnienie. Już wtedy ciężko było o bezpieczny chwyt. Pamiętam jak łapałem kamień i próbując chwytu wyjąłem go ze ściany w całości - a było takich więcej po drodze - masakra 
Źle wspominam również Bobolice.
Tam wlazłem gdzieś m.in. na górę na mur. Mur dosyć wąski a na górze, czego nie widać było oczywiście z dołu, były takie luźne placki chyba zaprawy murarskiej. Mur wydawał się mało stabilny i spierniczałem z niego jeszcze szybciej niż na niego wlazłem 
Akurat tam, w odróżnieniu od Mirowa, nigdy później nie miałem ochoty włazić - to uczucie niestabilnego chwytu bardzo niefajne 
Oceniając na chłodno to te zamki to było jednak trochę wariactwo ale gadanie gadaniem a jak stoję na takim zamku to mimo upływu lat wciąż czuję jak mnie łapy swędzą.
Z tego raczej się nie wyrasta