Tym samym dotarliśmy do ostatniego dnia naszego pobytu.
Jutro wyjazd. Rano trochę pada. Stanisław nam dzisiaj zafundował ekstra bonus w postaci austriackich kletersztajgów.
Dopiero będąc tutaj dowiedziałem się ile tu jest ferrat i to o zróżnicowanych trudnościach. Niektórym spośród nich udało się nam przyjrzeć podczas wjazdu kolejką na Dachstein. Johann (D/E) czy Sky Walk (D/E) robiły naprawdę niesamowite wrażenie.
Nas Stanisław zabrał do uroczej doliny Silberkarklamm (transportem lokalnym).
W samej dolinie znajdują się trzy naprawdę ciekawe ferraty. Stanisław wybrał się dzisiaj na lekko. Zdecydował, że tego dnia będzie się jedynie przyglądał naszym poczynaniom samemu oddając się słodkiemu lenistwu. Wcześniej był już tu na Hias i Siega. Co prawda jak zobaczył Rosinę (nowa ferrata otwarta w 2014) to nabrał ochoty na wspinaczkę, ale było za późno. Dolina początkowo wąska
z rwącym potokiem tuż obok.
Zaraz na początku odbicie na Hias. Trochę wyżej Rosina (trudność D), podobno najlepsza ferrata w dolinie. Opis ferraty http://www.bergsteigen.com/sites/default...topo_0.pdf
Ściana wygląda okazale. Stanisław nie ma sprzętu a Lidka się nie decyduje, więc idę sam. Po deszczowym poranku mam trochę mieszane uczucia ale okazało się, że skała jest ok. Początek to dość osobliwy mostek. Dalej to już w zasadzie pionowo.
Tam gdzie trzeba ułatwienia, ale rączki się pocą.
Powietrza pod butkami nie mało. Bardzo pięknie!
Tu dość osobliwy austriacki patent. Zejście z ferraty trochę kłopotliwe, można się zgubić na wydeptanych ścieżkach. Kieruję swoje kroki w kierunku schroniska Silberkarhütte (1250),
gdzie czekają już na mnie Lidka ze Stasiem. Tam trochę się posilamy i Stanisław wysyła nas na Siegę (trudność C/D). Opis ferraty http://www.bergsteigen.com/sites/default...g_topo.pdf
Spod schroniska to niedaleko. Stanisław odprowadza nas wzrokiem. Podejście pnie się ostro w górę. Po drodze mała wtopa, pakujemy się jedną z licznie wydeptanych ścieżek w ślepą uliczkę. Drobna korekta i jesteśmy na starcie.
Przyznać muszę, że od początku trudności jakich się nie spodziewałem.
A i dalej są momenty.
Trzeba się naprawdę wysilić żeby ją przejść. Ale pięknie.
Tu trzeba wspomnieć, że ani na Rosinie ani tutaj nie ma ludzi. Na jednej i na drugiej raptem po jednej osobie. O tyle to dziwne, że wszystkie ferraty w tej dolinie dostępne są bez większego wysiłku. Po prostu idąc doliną wchodzi się na nie wprost ze ścieżki. Powrót z ferraty pod schronisko po małej pętelce.
Tutaj w tle nasze wczorajsze dokonania.
I taka mała uwaga - liny w Austrii są grubsze niż we Włoszech.
Zarządzamy odwrót. Niespiesznie schodzimy opadającą doliną. Po drodze Lidka chciała zobaczyć jeszcze wiszący mostek z bliska.
Jej też się podobało. Dalej podążamy w dół i powrót na bazę. Ostatnim epizodem to wspólna wizyta na Planai. Odwiedzamy schronisko Schladmingerhütte
żeby po raz ostatni zakosztować lokalny specjał.
Tym akcentem kończymy tegoroczne wakacje.
I to by było na tyle co nam Stanisław pokazał.
Dziękujemy Ci Stasiu za wspólne górskie bytowanie. Za uśmiech, pot i bolące nogi. Może jeszcze kiedyś cdn.
Lidka i Janusz
P.S.
Po drodze chyba Fazika auto widziałem. To chyba jego rower.