Kolejny dzień pogodowo rozpoczął się nie najlepiej, od deszczyku. Wyruszyliśmy około 9-tej. Planów szczególnych zatem nie było. Stanisław zarządził wjazd kolejką na Planai (1906).
Stąd niezła panorama na Dachstein i okolice (na tyle na ile chmury jej nie przesłaniały). Na Planai zdecydowaliśmy,
że pomaszerujemy szlakiem w stronę gór. Był nawet moment, że zastanawiałem się nad Höchstein (2543) ale musiałbym pędzić żeby zdążyć na kolejkę, a nie chciało mi się potem drałować prawie 1300m w dół z Planai na kemping. Nie spiesząc się wchodzimy na Krahbergzinken (2134).
Podejście dosyć ostre, dające się we znaki. Chmury to odsłaniają słoneczko, to groźnie straszą. Panorama ze szczytu okazała.
W tle z krzyżem Seerieszinken. Dookoła góry. Po krótkim postoju decydujemy o dalszym marszu. Kroki nasze kierujemy ku Seerieszinken (2221). O ile szlak na Krahbergzinken to łazikowanie po górskiej ścieżce, o tyle dalej to już górska perć,
niekiedy zabezpieczana stalową liną.
Tu jednak pogoda (jak się okazało na krótko) zaczęła pokazywać swoje pazurki strasząc nam Lidkę. Zdecydowała się powoli wracać a my rozglądając się poszliśmy dalej. Pogoda jak szybko się popsuła, tak szybko się poprawiła pozwalając nam dotrzeć na szczyt.
Trochę nas wymęczył ale warto było.
W tle Krahbergzinken, dalej Planai i w tle Dachstein. Górskie widoki w słońcu! Z Lidką spotykamy się na Planai. Tutaj dłuższa sjesta na fajnych bujakach.
Tu widok na nasze dzisiejsze dokonania z Hochsteinem w tle.
A tu lokalni kamikadze.
Widok na Schladming.
Dzionek luzacki, rekreacyjny. Potrzebny po tylu dniach w górach. 
cdn