Po pierwszym kultowym miejscu jakim jest Dachstein Stanisław zabrał nas w drugie takie miejsce. Udaliśmy się do Riesachfall w dolinie Untertal w Schladming Tauern. Jedziemy tym razem komunikacją zbiorową (super rzecz - Sommercard Schladming Dachstein
). Szlak prowadzi w górę potoku Riesachbach,
tworzącego liczne wodospady
i kaskady wodne.
Przez kilka mostków
szlak prowadzi nas to na jedną
to na drugą stronę wąwozu.
Przy słonecznej pogodzie i rozpylanej wodzie,
gra świateł i tęcze momentami są nieprawdopodobne. Niekiedy w pokonywaniu drogi wspomagają nas strome schody. Ludzi tutaj niestety dużo ale to cena za bycie w takim miejscu. Poruszanie się nie jest jednak bardzo uciążliwe, gdyż w zasadzie obowiązuje tu ruch jednokierunkowy. Po jakimś czasie wychodzimy z wąwozu na otwartą przestrzeń i oczom naszym ukazuje się niecodzienny widok na jezioro Riesachsee (1338)
i otaczające je góry. Nasza droga prowadzi najpierw wzdłuż jeziora.
Po drodze mijamy Stasiowe marzenie.
Dalej wyciskającym pot podejściem wznosimy się ku schronisku Preintalerhütte (1656). Tu krótka sjesta
i decyzja, że idziemy tak daleko jak się da, żeby jednak zdążyć na powrotny autobus. Udało się dojść do Unterer Sonntagskarsee (1962).
Po drodze kolejne wodospady. Towarzyszy nam ten sam potok co w wąwozie.
Pięknie tu i dziko. Mamy miłe towarzystwo, to grupa Polek. Chwila relaksu i pora wracać.
W drodze powrotnej zatrzymujemy się na postój, lecz tym razem w Waldhorn Ulm
gdzie skosztowaliśmy moszczu. Lekko nas rozmiękczył.
Potem już tylko w dół,
w dół,
w dół. Na przystanku fura luda. Mamy nawet obawy czy się wszyscy zmieścimy. Ale daliśmy radę. Wrażeń dzisiaj moc. Dolina przepiękna, takie trochę przerośnięte Tatry Zachodnie. Cudnie.
cdn