Kolejny dzień minął nam na przeprowadzce do Styrii przy pięknej, słonecznej pogodzie. Żal się było ruszać z Włoch. Ale dobra pogoda pozwoliła nam na sucho złożyć obóz w Palafaverze i rozbić go na kempingu Zirngast w Schladming (Austria).
A to w górach nie byle co. W Schladming zdecydowanie cieplej. Zjechaliśmy w końcu z 1500m w Palafaverze na 745m w Schladming. Przeprowadzka została zainicjowana przez Stanisława do miejsca znanego mu od lat. Jak się okazało, decyzja była strzałem w dziesiątkę, gdyż pogoda w Dolomitach tuż po naszym wyjeździe się popsuła. Wieczorkiem zapoznawanie się z lokalną specjalnością.

Zaczęliśmy z grubej rury. Pierwszego dnia Stanisław od razu zarządził Dachstein (2996). Co by się pogoda nie rozmyśliła.
W dniu przyjazdu zarezerwowaliśmy wjazd/zjazd kolejką (bez wcześniejszej rezerwacji nie ma możliwości wjazdu, o czym Stanisław wiedział) na konkretną godzinę. Usługę rezerwacji świadczą także na kempingu. Jak się okazało, godzinę wjazdu kolejką wszyscy skrupulatnie przestrzegają ale godzina zjazdu traktowana jest swobodniej. Podjazd na parking pod kolejkę autkiem. Wjazd kolejką (1000 metrów w górę), odbyliśmy na dachu wagonika
(oj nieźle wiało). Na górze (Hunerkogel 2700) dużo chłodniej.
W końcu w pobliżu lodowiec (najdalej na wschód położony lodowiec w Alpach). Szlak początkowo prowadzi w dół. Spokojnie podchodzimy pod skałę
po wyratrakowanym śniegu
i dalej ferratą na górę.
Ferrata nietrudna.
Taka żeby nie zmarznąć.
Trochę ludzi przed nami,
(na szczycie widoczny krzyż) ale nie śpieszymy się, mamy duży zapas czasu. I w końcu jesteśmy!
Mimo, iż nie jest to jakaś wysoka ani trudna góra, satysfakcja ogromna. Wpis,
krótki popas
i w dół. Zejście początkowo tą samą drogą, a później decydujemy się na wcześniejsze zejście po lodowcu. Przy tej początkowej stromiźnie nie było łatwe,
ale im dalej tym bardziej płasko.
Kroki nasze skierowaliśmy w stronę jedynego w pobliżu schroniska Seethalerhütte (2740)
na herbatkę.
Tu Stanisław spotkał znajomego Szerpę.
Potem kierujemy się w stronę stacji kolejki.
Tam focimy
i serwujemy sobie kawkę. Zjazd o trochę innej godzinie niż planowaliśmy. I wielka radocha na dole.
Popołudniem udajemy się na spacer,
trafiając nie wiedzieć jak,
w znane nam z poprzedniego dnia miejsce.
Dzionek wyjątkowy. Ładna ta Austria. 
cdn.