Na następny dzień Stanisław wyznaczył dość ambitne zadanie - ferrata Cesare Piazzetta
(trudność D/E) w masywie Sella. Link do opisu
http://www.bergsteigen.com/sites/default...azetta.pdf
Byliśmy z Lidką bardzo jej ciekawi. O ile poprzednie ferraty podczas tego wyjazdu były dla nas wszystkich debiutami, o tyle tutaj Stanisław pojawił się jako bywalec.
Dzionek słoneczny, chociaż rześki. Rano meldujemy się na Passo Pordoi (2239).
Stąd, spokojnie drepczemy w stronę Forcella Pordoi,
by następnie odbić w prawo po skalnym uskoku. Sama ferrata położona jest na drugim skalnym uskoku o wysokości około 300m.
Naszym celem była nie tylko sama ferrata, ale także wejście na Piz Boe (3152). Ferrata, no cóż, kto przejdzie początek, może iść.
Dalej gorzej nie będzie.
Są momenty, że pomagam sobie zębem, dłonią, łokciem, ramieniem, barkiem, plecami, głową, udem, kolanem, stopą.
I do przodu. W tych szczególnych miejscach króluje głównie styl "na górola".
Miejsca trudne przeplatane są łatwymi,
więc jest gdzie odpocząć. Po drodze wiszący mostek.
Wraz z końcem ferraty nie kończy się jednak trekking,
bo tu jeszcze do szczytu niezły kawałek, około 500m.
Zbocze wznosi się niezbyt stromo, ale nam uprzykrza życie śnieg, który spadł poprzedniej nocy. Topi się teraz w słońcu obniżając znacząco komfort poruszania.
Na szczycie tłok.
Niektórzy próbowali dorobić.
Nie pozostajemy tam długo. Schodzimy w stronę stacji kolejki
. Po drodze krótki postój w promieniach słońca.
Tu z widokiem na szczyt.
Przy Rifugio Forcella Pordoi (2848),
mały poczęstunek i kierujemy się wprost ku Passo Pordoi. Po drodze mały skalniaczek.
Wrażenia z tego dnia niezapomniane. Było pięknie. I daliśmy radę.
cdn.