No i niestety stało się. Pocukrowało,
jak mawia Stanisław. I to dość dobrze. Trzeba było nanieść korekty, uwzględniając zjawisko atmosferyczne, jakim jest śnieg w górach.
Co by się poruszać, a nie pchać się gdzie może być zbyt niebezpiecznie, Stanisław zaproponował odwiedziny Monte Rite (2181). Udaliśmy się na Passo Cibiana (1530) i stamtąd, po nóżkach
(bo można także busem) na szczyt. A busem można dlatego, że na szczycie, w forcie zbudowanym w okresie I wojny światowej,
oprócz schroniska znajduje się jeden z oddziałów Messner Mountain Museum (płatne). Ale my grzecznie szlakiem po nóżkach, ale kurna miejscami w takim błocie,
że powrót odgórnie zarządzono busową drogą (przy zejściu dupozjazdy murowane). Widoki ładne,
chociaż tego dnia ograniczane chmurami. Na górze mimo chwilowych przebłysków słońca ziąb,
przeszywający wiatr dawał się mocno we znaki. Na górze pojedli, popili
(chociaż nie w schronisku - takiej tragicznej obsługi jeszcze nie widziałem) i powrót. Sama góra oszpecona zabudowaniami i antenami,
delikatnie mówiąc, nie powala. Ale wycieczka udana.
cdn.