Dzień 3: Schronisko Estós (1895 m n.p.m.) - Pico Gias (3002 m n.p.m.) i z powrotem
Tego dnia mamy w planie wejście na Pico Gias (trasa pomarańczowa na mapce).
Według przewodnika na szczyt powinnyśmy dotrzeć w ok. 3,5 godziny. Wstajemy rano Jemy słodkie hiszpańskie śniadanko pozostawione dla nas w głównej sali przez opiekuna schroniska, który postanowił, że nie będzie wstawał tak wcześnie jak my.
Na początku droga jest łatwa a przebieg szlaku oczywisty i jednoznaczny. Szybko więc docieramy do miejsca gdzie wyrastają przed nami pionowe ściany na które patrzyłyśmy poprzedniego dnia siedząc na tarasie przed schroniskiem.
Wyglądało to tak
Miałyśmy spory dylemat co dalej robić. Chodziłyśmy więc tam gdzie się dało z nadzieją, że pokaże się jakieś oznaczenie szlaku. Jakieś - to znaczy mały kopczyk ułożony z kilku kamieni. Chodzimy i napotykamy kolejne przeszkody np. takie
Udaje nam się nawet pokonać kilkanaście centymetrów w górę !!!
. Robi się jednak zbyt niebezpiecznie. Skały są śliskie a my kompletnie nieprzygotowane do takiej drogi. Postanawiamy posiedzieć chwilę tam gdzie jakoś udało nam się wejść a potem wrócić do schroniska i jednak poszwendać się po niższych partiach. Ze "stanowiska", które udało nam się założyć mamy bardzo ładny widok
Tym bardziej trudno nam wykonać krok w kierunku zejścia. Po jakimś czasie jednak wilgotne, zacienione skały robią swoje i ruszamy aby troszkę powygrzewać się na słońcu.
W ostatniej chwili Kasia zauważa mały kamienny kopczyk ułożony na kamieniu, który opływa wartko spływający z gór potok. Okazało się, że był to najprawdopodobniej jakiś ciek okresowy, który skutecznie nas zmylił. Przekraczamy go w najbardziej dogodnym miejscu i zadowolone idziemy dalej.
Warto było bo dalej droga nie jest już trudna a widoki coraz piękniejsze
Po pewnym czasie docieramy do jeziora Ibón de Gias Inferior (2538 m n.p.m.)
Odpoczywamy tam chwilę, robimy zdjęcia i ruszamy dalej
Nad nami niestety zaczynają zbierać się chmury. Gdy jednak zaczynamy słyszeć pomruki nieba zarządzamy odwrót
Pico Gias tym razem nie chciał nas gościć.
W trybie przyspieszonym znalazłyśmy się na łączce tuż nad schroniskiem. Burza odeszła więc decydujemy się trochę tam posiedzieć. Po chwili jednak znowu nadciągają ciemne chmury
Schodzimy więc do schroniska.
Tego dnia pojawiło się w schronisku więcej turystów. Ze względu na deszcz wszyscy siedzieliśmy w sali głównej. Gdy burza w końcu do nas dotarła wszyscy, pomimo ulewnego deszczu wyszli przed schronisko. Każdy znalazł sobie kawałek ściany, do której przylgnął aby zmieścić się pod okapem by jednak zmoknąć jak najmniej. Podziwialiśmy burzę.
To była moja pierwsza burza w górach i zrobiła na mnie piorunujące wrażenie 
Huk był niesamowity ? tego się nie da opisać.
Bardzo się cieszyłam że mogę sobie to widowisko podziwiać w schronisku. Na szlaku pewnie tak bardzo by mi się nie podobało.
Dzień 4: Okolice Schroniska Estós
Kolejny dzień traktujemy bardziej 'lajtowo'. Idziemy szlakiem GR11 (główny szlak pirenejski biegnący przez całe Pireneje od Morza Śródziemnego po Zatokę Biskajską) - trasa granatowa na mapce. Próbujemy też znaleźć szlak prowadzący na Pico Gias od drugiej strony. Niestety nie natrafiamy na żadne małe kamienne kopczyki, które sugerowałyby właściwą drogę. Przemieszczamy się w kierunku błękitnego nieba
A za plecami mamy
chmury nad Masywem Aneto. Po drodze mijamy różne twory natury
i ludzi
Dziwny to widok bo w drodze na Gias nie spotkałyśmy nikogo. Główny szlak pirenejski okazał się dość popularną drogą. Ciągle przemieszczamy się w kierunku błękitu ale żeby nie było nudno tym razem po śniegu
Gdy docieramy do przełęczy Puerto de Chistau (2577 m n.p.m.) coraz więcej chmur jest nad nami i znowu słychać jakby delikatne pomruki nieba gdzieś daleko.
Pamiętając wczorajszą burzę decydujemy się na powrót tą samą drogą.
Robię więc kilka fotek ślicznych niebieskich kwiatków, którymi usiana jest łąka
Moja beztroska troszkę zaskoczyła moją towarzyszkę. Kasia pozwala mi jednak dokończyć fotografowanie pirenejskiej roślinności jedynie w delikatny sposób okazując swoje zniecierpliwienie związane z wizją burzy na szlaku. Gdy jesteśmy już całkiem blisko schroniska nieoczekiwanie spotykamy mieszkańca gór
Tym razem także Kasia wyjmuje swój aparat.
Prawdopodobieństwo burzy spadło więc udaje my się na dalsze szwendanie po okolicy. Przechodzimy na drugą stronę rzeki i poznajemy tamtejsze pochyłości terenu.
cdn