Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012
21.5.10.2012, dzień czwarty
Dzisiaj kończy się już nasze wędrowanie po MF. Trochę jest mi z tego smutno, że znowu trzeba między cywilizację i do pracy. Jak ja zazdroszczę Mirkowi. Młodszy ode mnie i już na emeryturze. Powróćmy jednak do rzeczywistości. Jednak jeszcze nas czeka chwila prawdy. Klak stoi uśmiechnięty. Dopiero teraz jest dostatecznie blisko.
Przed więcej jak miesiącem tutaj z Tomturem byliśmy i wiem co nas czeka. Trzeba tylko wydreptać na Rewań (na zdjęciu ten w prawo) i potem już trasa miodzio. Wyruszamy na trasę wcześnie, ponieważ wieczór trzeba spędzić w gronie rodziny. Żegnamy się z Faczkowskim
i jesteśmy porwani przez Rewań. Po trzech dniach jestem już solidnie zahartowany w podejściach, dlatego prawidłowym tempem zaliczam poszczególne metry wzniesienia. Co więcej, lubię pionowe podejścia podchodzić zygzakiem i tak jest właśnie tutaj. Siodło Rewania dopadam zatem bez większych problemów.
Kiedy tu byliśmy wczesną wiosną, na grani było jeszcze sporo śniegu. Czas od czasu człowieczyna zapadał się aż po krocze. Teraz nas czekała biesiadna leśna ścieżyna. Między drzewami przeświecał nochal Klaka.
Odwiedziny tego wierzchołka były dla mnie oczekiwanym, ale trochę smutnym zakończeniem. Od teraz będziemy zbliżać się już tylko do celu. Nawet pogoda się z tego zasmuciła, niebo odwiedziły chmury i powiało zimnym wiatrem. A mnie się tak nie chciało schodzić z kopczyków.
Robiłem jeszcze ostatnie zdjęcia i przy tym wspominałem na te kopczyki, które przez ostatnie dni postawiły się nam na drodze. Została do odwiedzenia tylko najbliższa Ostra Skała.
Przez trzy dni z wielu z nich patrzałem na Klaka. Teraz patrzałem z niego na te wszystkie. Taki widok mógł mnie tylko cieszyć, ponieważ było nam dane przy ładnej pogodzie i dobrym kolektywie poznać nowe miejsca i odwiedzić liczne wzniesienia. Opuszczamy Klak i szerujemy do tej ostatniej - Ostrej Skały (1220,1 m). Na tym kopczyku przypomniało mi się jeszcze jedno spostrzeżenie w tej części MF. Na szlaku dominowały dwie rośliny. Na holinach to była rzecz jasna czarna borówka (Vaccinium myrtillus). Było jej tyle, że w Strecznie jeden tubylec, kiedy dowiedział się, że idziemy na Martinki, powiedział, że tam się chodzi w lipcu i to z wiadrami. Bo kopczyki są do tego, żeby zbierać to cudo natury a nie chodzić tylko tak sobie. Dobry pomysł, tylko nie wiem co na to powiada misiu, kiedy mu jakieś zwierzę, poruszające się na tylnych łapach, ujada ze stołu głowne lipcowe danie. W zalesionych miejscach dominowała inna roślina, może lepiej powiedziane, że było ją czuć - niedźwiedzi czosnek (Allium ursinum).
No i na Ostrej Skale było go najwięcej, aż drażnił dziurki w nosie. Nie wiem, ale nigdzie nie przeczatałem czy niedźwiedzi czosnek jest lubiany przez misia albo raczej swym zapachem go odradza. Wiem tylko, że jest często używany przez ludzi (kuchnia leśna) i ma lecznicze właściwości. Kiedy Tomtur skosztował kawałek listka, to ponoć mu się odbijało czosnkiem cały dzień. Z Ostrej Skały dochodzimy do ładnego Wriczańskiego Siodła (1018,6 m).
Znowu dogodne miejsce na biwak. Woda, ławeczki. Trzeba zachować to w pamięci. Patrzymy na drogowskaz. Granią do Siodła pod Uplazem przez Skałki jest 2:20 + 2:45 do Rajeckiej Lesnej. Teraz mamy 11:00 tzn. do celu dotrzemy dopiero po 16-tej. W takim wypadku w domu będziemy gdześ w nocy. Nie będę dłużej przeciągał. Można to powiedzieć w skrócie. Wymiękamy i postanawiamy zejść wprost do doliny. Tam, przy styku żółtego i niebieskiego szlaku dokonujemy połączenia Streczna z Faczkowskim. Szkoda tylko, że połączenie nie jest pełnowartościowe, ponieważ nie było dokonane główną granią. Zakończenie górskiej części świętujemy znowu w osadzie Żiar, gdzie nas poprzedniego dnia nie ugoszczono łóżeczkiem. Ponowne drałowanie asfaltem 5 km do Rajeckiej Lesnej nie zasługuje na zbytnią uwagę. Na autobus, który miał rozpocząć nasz powrót do domu, nie trzeba było czekać długo. Szkoda tylko, że zabrakło czasu na odwiedziny największego poruszającej się szopki na Słowacji i nie było odwagi wypróbować tutejsze źródło mineralne.
Zakończenie: Jak już pisałem, odwiedziny tej "drugiej" MF mogę z całego serca polecić szerokiej wiarze turystycznej. Zwłaszcza dla turystów szukających spokoju i ciszy. No i lubiących przesypiać pod gołym niebem. Ja na pewno tu za niedługo wrócę i spróbuję ponownie przejść cały grzbiet. Tylko że w odwrotnym kierunku - od Faczkowskiego po Streczno a mooże aż do Zazriwej.
I to już koniec relacji z kolejnej biby. Dziękuję za uwagę. Do zobaczenia na następnej (W. Fatra albo N. Tatry albo coś ze Sudetów).
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-06-2012 07:25 PM przez Stasiu.
|
|