Odpowiedz  Napisz temat 
Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

20.5.10.2012, dzień trzeci
Na początku chciałbym wyjaśnić co to takiego "antytomturowy szlak". Ogólnie jest znane, że Tomtur nie lubi chodzić pod górkę i z górki. On lubi dreptać po równym chodniku. No i dzisiejszy szlak (oprócz początku) to była prawdziwa górska huśtawka - do góry, w dół, do góry ... - połączona z karuzelą - takich wiele "S" połączonych ze sobą. No i trzeba sobie przedstawić Tomtura jak musiał cierpieć. Rano jednak wstajemy w dobrym nastroju. Jesteśmy jeszcze w nieświadomości co nas czeka. Pogoda nas rozpieszcza i nie mamy powodu się starać co to będzie. Gdzieś w mózgownicy jest jednak ułożony jeden czas, który zaznaczyłem w poprzedniej wyprawie. Jest to czas do przejścia z W. Luki na Klak 9:40. Jeżeli doliczymy dojście z chaty na W. Luke (0:30) i z Klaka na Faczkowskie (1:30), to mamy 11:40 godz. czystego czasu dzisiaj do przejścia. To chyba dla takich dziadków jak ja z Tomturem jest nie do osiągnięcia. Mallaidh jeszcze nas prowokuje i mówi: "Jeżeli panowie to dzisiaj przejdziecie, to się Wam będę kłaniał do kónca". Na razie o tym jeszcze nie myślimy i cała piątka startuje na dalszą trasę. Dojście do W. Luki nie sprawia dla nas zbytnich problemów.
   
Na wierzchu znów wszyscy wyciągają aparaty i pstrykają na wszystkie strony świata. Mnie najwięcej interesuje widok na w dali widoczny nos Klaka.
   
Jak się tam na niego wchodzi? Nigdze nie widać znaczącego grzbietu, tylko zmieć kopczyków i dolin. No, jeszcze do tego później powrócimy, kiedy staniemy oko w oko z nastałą sytuacją. Żeby nie był tylko Klak na zdjęciach, wrzucam jeszcze jedno znaczące foto z W. Luki.
   
Widzimy przekaźnik na Kryżawie i za nim w oddali Pilsko i Babią. W prawo dobrze widoczne nasze znajome Krywanie. Wyruszamy dalej. Czeka nas druga część "holi", które kończą się na Górnej Luce. Najpierw docieramy na kopczyk o znaczącej nazwie Veterne (1441,6 m) Dojście do niego to coś takiego jak Połoniny w Bieszczadach.
   
Tylko ten Klak w oddali... Na Veternym kończy się płaskość i zaczyna się pierwszy zhuśt. Na razie jeszcze taki niewinny na Górną Lukę (1299,4 m).
    - G. Luka od Veternego
Ja z Tomturem zasuwamy ile się da. Mamy jeszcze spory zapas sił i niewiedzy. Trójca sądecka raczej się ostrzeliwuje foteczkami, ponieważ oni nie mają takich wygórowanych celów. Im się nie śpieszy, będą wracać dzisiaj do domu. G. Luka nas niebawem wita i pozwala nam chyba ostatni ładny widok na W. Lukę i Veterne.
   
Na G. Luce nasza miniekipa musi się rodzielić. Sądeckich wiatr spycha do doliny i do domu. Nas dwóch niesie w stroną Klaka. Tutaj też kończą się Martinki. Hole zamieniają się w las. Przyroda postanowiła z nami zagrać w ciuciubabkę. Jak było widać z W. Luki, Klak był w dali widoczny a przed nim nasadzona zmieć kopczyków. Od teraz trasa przechodziła przez tą zmieć. Niezliczoną ilość razy się wychodziło 10, 20 lub 50 m, czasami 100 lub 200 m. Potem znów to samo się schodziło. Dalszym utrudnieniem był i przebieg trasy w pozycji horyzontalnej. Na większości pasm górskich główny grzbiet trzyma się raczej w liniiprostej. Tutaj Klak był na wprost, ale chodnik raz zbaczał w prawo i potem znów w lewo. Wypisywał sobie parę dużych "S". I to wszystko schował w lesie. To była ta zabawa w ciuciubabkę. Tylko niekiedy las się zmiłował i pokazał nam widoki, ale tylko dlatego, żeby pokazać dalsze kopczyki i Klaka, który się wcale nie przybliżał.
   
W lewo widzimy Hnilicką Kiczerę (1217,6 m), na którą za chwilę mieliśmy wejść (rzecz jasna jeszcze trzeba dreptać sporo w lewo), następnie zejść na Uplaz, ten kopczyk w środku i znów w lewo na Skałki (też widoczne na zdjęciu) i dopiero potem szerokim łukiem szlak powoli skręca w prawo i przez Ostrą Skałę (na prawo przed Klakiem) prosto na Klaka. Podejście na Hnilicką Kiczeraę nas trochę postraszyło, ale przy włączonym mieciurowym autopilocie wogóle nie rozmyślałem o pokonywaniu grawitacji. Góra ta ma jeszcze jedno znaczenie. Hnilicka Kiczera jest w połowie drogi między W. Luką i Klakiem. Można to wizualnie porównać.
       
Optymista by powiedział, już tylko połowę a pesymista, jeszcze połowę. Tutaj dajemy większy postój. Po dłuższym czasie możemy się znów kochać widokami. No i czas na małą nagrodę w postaci napoju turystycznego. Dzięki Mieciurze za podarunki. Faktycznie uratowały nam życie. Schodzenie z HK to fajna zabawa. Tych 200 m wysokościowych do siodła było niemal w pionie. Jest to dalszy kandydat na miano wyciskacza tchu, potu i krwi. Koniecznie będzie trzeba jeszcze raz przejść tą trasę, ale w odwrotnym kierunku. Jeżli tutaj nie wypluję płuca, to już chyba nigdzie. My szliśmy w dół i mieliśmy szczęście, że było sucho. Gdyby było mokro to z całą pewnością by to było po d...e. Siodło pod Hnilicką Kiczerą nie mogę wyminąć w opisie.
   
Sporo się o nim pisze jako o miejscu idealnym do biwakowania. Woda jest niedaleko (2 min), są tu prymitywne ławeczki i ognisko można zrobić. Kiedy tam przyszliśmy, to jeszcze z paleniska się kurzyło. Wypróbowaliśmy źródełko, ponieważ zasoby wody pitnej były już na minimum. Faktychnie miłe miejsce. Następny kopczyk - Uplaz (1084,8 m) - nie robił na nas zbytniego wrażenia. Jedynie mogę zaznaczyć, że znów skręcamy o 90 stopni od pomyślnej prostopadłej do Klaka i z tąd ładnie się prezentuje akurat opuszczona przez nas HK.
   
Większe znaczenia od Uplaza ma jego opodal położone siodło. Jak opisywałem pierwszy dzień, chciałem by zapamiętano czasy marszuty do pewnych punktów z siodła Vrata. Było to na Snilowskie 2:45 godz i do Sreczna 3:30 godz. Teraz dla porównania mamy czasy w Siodle pod Uplazem W. Luka 6:00 i Klak 4:20.
   
I to jest ta odmienna twarz Luczańskiej MF, gdzie trzeba do znaczącego celu dreptać około dwa razy dłużej. Na podstawie danych szlakowskazu robimy weryfikację naszej taktyki w strategii przejścia trans Streczno - Faczkowskie. Jest 14:45 i dochodzimy do wniosku, że nam zaczana brakować czasu na normalne dojście do celu (jeszcze 6 godz czystego czasu). Może gdyby jaki misiu się pojawił, to by nas zmusił do zmiany tempa i częstotliwości przebierania nogami i na wskutek tego czas by się nam skrócił. Jednak jak na ujmę żadnego gospodrza nie było w pobliżu. Ostatecznie decydujemy się na zejście do doliny i przenocowanie w chatowej osadzie Żiar. Następny dzień dokończymy naszą wędrówkę. Mieliśmy możliwość dzisiaj przekroczyć cień chłopców z piaskownicy i nie udało się. Jeszcze nie nadszedł ten odpowiedni czas. W osadzie dostajemy jednak kopa. Ponoć nie ma wolnych miejsc do spania. Mnie się jednak wydaje, że oni nie są przychylnie nastawieni na tego rodzaju turystów jak my. Dwa typki z worami, zmachane, śmierdzące i chcą tylko przenocować. Dla nich się opłaca zielona szkoła albo tygodniowi rekreanci. Nic innego nam jednak nie pozostaje, jak dreptać dalej do wylotu Doliny Rajeckoleśnej. Jeszcze spojrzenie na nasz opuszczony grzbiet przez pryzmat napoju chmielowego
   
i trzeba się przesunąć do dalszego punktu. Czeka nas 5 km asfaltem. Po 8,5 godzinach jesteśmy na przystanku autobusowym w Rajeckiej Leśnej i tutaj kończy się dzisiejsza wędrówka. Na Faczkowskie dojeżdżamy już wygodnie autobusem. W sam raz. Na spałaszowanie kolacji mamy ostatnią godzinkę. Po 20 zamykają karczmę i potem by nam pozostało tylko pastwisko. Noclegownia w hotelu Klak oferuje dla nas odpoczynek na wysokim poziomie.
Dobranoc.

Cdn. Następny dzień - Połączenie dokonane i Rajeckoleśną Doliną po raz drugi.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
31-05-2012 09:22 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012 - Stasiu - 31-05-2012 09:22 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: