Trzeci dzień weekendu.
Trzy osoby.
Idealna okazja, żeby wejść na Pilsko w moim skromnym przypadku... trzeci raz. Lato już było, jesień już była, tym razem czas na wiosnę.
Wycieczka jest w pełni rodzinna, toteż niezbyt ambitna. Tym razem robię za "przewodnika", więc wybieram szlak zielony z racji, że bardzo go lubię.
Pierwsze podejście idziemy w pięknej, wiosennej scenerii. Dochodzimy do Korbielowskiego Soliska i wchodzimy do lasu.
Wyżej, wyżej... I Królowa Beskidów ukazuje nam się w całej okazałości.
Jedynym minusem tego szlaku jest popularność. Chyba zbytnio przyzwyczaiłam się do pustek w Beskidach.
W czasie krótszym niż oczekiwany docieramy do Hali Miziowej. Szybki kurs po pieczątkę, oscypek na posilenie i w drogę. Widoczność troszkę się psuję, ale nadal mam nadzieję, że zobaczę dzisiaj Tatry.
W górę idziemy oczywiście szlakiem żółtym.
Z Tatrzańskich widoków dzisiaj nici. Ale są za to inne 
I jesteśmy na Pilsku.
Po co im tyle krzyży?
Tutaj powinny być Tatry. I są, z tym, że niestety niewidoczne.
Słońce zachodzi, wiatr mobilizuje nas do zejścia. Tym razem wybieramy oczywiście... szlak czarny. Szybko na dole. Obiecuję sobie, że następnym razem w końcu nim wyjdę.
Zbaczam troszkę ze szlaku i uwieczniam widoki, które w pełni rekompensują mi brak tych oczekiwanych wcześniej 
Schodzimy niestety tą samą drogą. Na moje szczęście zaczynają nas gonić ciemne chmury, ale tym razem okazują się niegroźne.
I na koniec wiosenny krajobraz 