|
Lato - wakacje 2008!!! A my na szlaku...
|
| Autor |
Wiadomość |
maciek
Moderator
     
Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-08-2008 06:57 PM przez maciek.
|
|
| 18-08-2008 06:56 PM |
|
 |
margit
Putinowa
    
Postów: 1,217
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
chyba się odważę i skrobnę coś. Ale może jutro, na razie jestem zmęczona i trochę się wstydzę, bo dotąd żadnej relacji nie pisałam
I feel every mountain
I hear every tree
I know every ocean
I taste every sea (...)
|
|
| 18-08-2008 07:08 PM |
|
 |
przemo
    
Postów: 1,258
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
Zdjęcia piękne.
Aż zacząłem normalnie tęsknić do gór jeszcze bardziej.
Pedro powiedz nam jaki masz aparat, to też bedziemy takie ładne zdjęcia robić.
A może właśnie by ktoś założył taki temat o aparatach foto, co by każdy mogł się pochwalić swoim sprzetem?
Co o tym myślicie?
|
|
| 18-08-2008 07:33 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
Pedro dzięki za tekst i za fotki fajnie się chodziło w chmurach 
ps. Ty chyba jakiś misi brat jesteś co chwila jakieś takie spotkania 
O o o z tymi misiami to jakaś plaga czy co?
I ja spotkałam misie w niedzielę 
Chyba wiem gdzie te dwie sztuki rezydują 
...
A może właśnie by ktoś założył taki temat o aparatach foto, co by każdy mogł się pochwalić swoim sprzetem?
Co o tym myślicie?
tu jest taki temat - w sprzęcie http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=9
można kontynuować, jak najbardziej.
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 18-08-2008 08:11 PM |
|
 |
Pedro
Administrator
      
Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
Pedro powiedz nam jaki masz aparat, to też bedziemy takie ładne zdjęcia robić. 
Heh, miło mi czytać takie opinie - ale tak właściwie jakaś tam przyzwoitość tych zdjęć jest zasługą pogody i chmur które ostatnio muszę przyznać mocno mi sprzyjają 
Mój aparacik to żadne cudo - Panasonic Lumix FZ5.
Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
|
|
| 18-08-2008 09:12 PM |
|
 |
paaulo
snow addict
    
Postów: 1,625
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
Pedro ładne fotki.
Margit nie bądź taka skromna, pisz pisz.
|
|
| 18-08-2008 10:06 PM |
|
 |
margit
Putinowa
    
Postów: 1,217
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
Pedro jakie piękne foty, ja dziś rano nadrabiam zaległości, no i zobaczyłam tę magiczną trasę, na fotach, ale już mam jakieś wyobrażenie
I feel every mountain
I hear every tree
I know every ocean
I taste every sea (...)
|
|
| 19-08-2008 04:33 AM |
|
 |
KasiaA
KrakowiankA
    
Postów: 1,329
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2007
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
|
|
| 19-08-2008 07:28 AM |
|
 |
margit
Putinowa
    
Postów: 1,217
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
Nie będzie takich pięknych fot jak Wasze. Ani aparat dobry, ani ze mnie czy Krzyśka fotograf, pokażę to co mam i opiszę jak było.
Zajechaliśmy do Zakopanego w czwartek przed południem. Właśnie zaczęło padać i byłam pewna, że fatalne prognozy staną się faktem i deszczowa pogoda popsuje nam wyjazd.
Mimo wszystko dziarsko ruszyliśmy na Antałówkę, bo tam pomieszkujemy w czasie górskich wypadów. Nasza gospodyni jak zwykle uśmiechnięta powitała nas serdecznie i pożyczyła ładnej pogody. Uczciwa kobieta - jej życzenia się spełniły.
Jeszcze tego samego dnia zrobiliśmy sobie małą rundkę na Nosala - w ramach rozgrzewki. Potem - O głupoto bez granic!!!! - poszliśmy na Krupówki! Na obiad :/. To był ostatni raz, nie da się tam funkcjonować, to co się tam dzieje przekracza granice mojej tolerancji. Postanowiliśmy, że więcej na ten jarmark nie pójdziemy.
Piątek 15.08 - pobudka koło 5 rano, pakowanie, śniadanko przed wyjściem i święta kawa na zachętę. Za oknem nie wiadomo co, chmurzy się i lekko grzmi. W planie Dolina Pięciu Stawów przez Zawrat.
Co robić? Idziemy! Najwyżej wrócimy się z Murowańca, ale na Halę Gąsienicową trzeba dojść i obadać sprawę na miejscu. No to? komu w drogę temu czas.
Przez Skupniów Upłaz - wolę górą 
Wcześnie rano szlaki wyglądają całkiem fajnie, jest pusto i rozkosznie cicho. Na początku jeszcze nas mijały pojedyncze osoby, potem byliśmy już sami. W Murowańcu - gdzie z oczywistych względów zaludnienie trochę większe - uzupełnienie zapasów energii i zmiana plastrów - no niestety już się zaczęło. Właściwie zaczęło się po zejściu z Nosala. Ale nie o tym...
Pogoda w dalszym ciągu gra z nami w ciuciubabkę, znowu grzmi, ale bardziej od strony Zachodnich i zaczyna kropić. Chwila konsternacji. Co robimy? Pomaszerujemy do Czarnego Stawu i tam postanowimy co dalej. Nad Świnicą kotłowały się już potężne chmurzyska, nie wyglądało to zbyt ciekawie, ale my uparcie idziemy.
Nad stawem chwila namysłu, grzmotów nie słychać, niebo wygląda jakby trochę mniej chmurnie, albo myśmy chcieli , aby tak wyglądało. Choć nadal nie jest zbyt przyjaźnie nie ma mowy o rezygnacji. Tak strasznie chcieliśmy już być tam u góry.
Pokonaliśmy kolejne etapy trasy. Minęliśmy Zmarzły Staw , pożegnaliśmy się z gadułą w adidaskach, który nas zagaił po drodze. On pomknął w stronę Koziej Przełęczy, my na Zawrat..obok Zmarzłego stawu uchował się jakiś brudny spłachetek śniegu, nie zatrzymywaliśmy się już, przez rumowisko prosto do miejsca gdzie zaczyna się to co lubię najbardziej - prawie wspinaczka
Momentami układ łańcuchów mi zupełnie nie odpowiadał, więc wspinałam się sama wyszukując podparcie dla nóg i skałki, aby się podciągnąć na rękach. Odstawiłam Krzyśka za co później mi się oberwało, bo stracił mnie z oczu. Trochę mi było wstyd, bo całkiem niedawno była mowa o tym, że tak się nie robi, ale nie uciekłam mu daleko. Starałam się przystawać tam gdzie było w miarę wygodnie , żeby mógł do mnie dołączyć. Ja, jeden z największych tchórzy jakich znam ( może największy nawet) w takich sytuacjach, gdzie mogę się trochę pogimnastykować na skałach czuję się jak ryba w wodzie. Jakaś nieopisana siła pcha mnie wyżej i wyżej , nie czuję wtedy zmęczenia, bólu (a pięty już zdarte były do krwi), ogarnia mnie uczucie niezmierzonej radości i spełnienia. Warunki były kapitalne, sucho, słoneczko świeciło, ale troszkę zamglone ,lepiej być nie mogło.
Dość szybko osiągnęliśmy przełęcz.
Na Zawracie wichura. Wcinając pyszne ciacha ( nie będę robić reklamy, ale zrobiły furorę tam u góry) i usiłując napić się herbaty - chlupotała na wszystkie strony od tego wiatru - spotkaliśmy starego znajomego - byłego chłopaka mojej siostry, który właśnie z nami 10 lat temu zaczynał górołażenie, a teraz .... powiedział, że już tak nie świruje w górach, miał zaplanowaną tylko Orlą na dziś. Była 11.30 jak się żegnaliśmy. Kiciu pobiegł w stronę Koziego Wierchu, my spokojnie w dół, w stronę Doliny Pięciu Stawów. Ludzi było mało, baaardzo mało. Cudnie się szło. Tu już włączył nam się totalny luz, co chwilę przysiadaliśmy na kamieniu delektując się widokami, obserwując ludzików na Orlej przez lornetkę, czy po prostu napawać się najpiękniejszą ciszą na świecie. Tak było bosko... aż do Wielkiego Stawu. Tam się zaczął folklor , który trwał aż do samej Palenicy. Nie chcę o nim pisać, bo wszyscy wiedzą jak to wygląda, a człowiek się niepotrzebnie denerwuje.
Wróciliśmy do domu chyba po 18. Byłam zachwycona, ale ostatni etap wędrówki bardzo mnie zmęczył. Moje stopy były obolałe, pięty otarte.
Kolejny dzień czyli sobotę przeznaczyliśmy na rekonwalescencję nie tylko ze względu na moje stopy. Po ostatnim wypadzie, kiedy chodziliśmy po górach bez wypoczynku Krzysiek przez pół roku leczył kolana. Aura jakby nam sprzyjała. Całą sobotę padało ....
I nadeszła niedziela. Pobudka 5 rano - tradycyjnie już. Zebraliśmy się dość szybko i już wyruszaliśmy w kierunku przystanku busów, bo dziś początek trasy w Chochołowskiej. Niebo było zachmurzone, ale tylko nad Tatrami, przy czym widać było, że z tych chmur deszczu nie będzie. Zapowiadał się ładny dzień co nastawiało nas nader optymistycznie. Od początku byłam nieco zaniepokojona kondycją stóp, bolały mnie palce, a rany na piętach szybko dały się we znaki. Jeszcze idąc Chochołowską zmieniałam opatrunki coraz bardziej martwiąc się o los wycieczki, bo jak tu iść w góry jak się utyka na prostej drodze Naszym celem był Starorobociański Wierch, ale do końca samego nie wiedzieliśmy którym szlakiem się udać. Przypadkowo zaczepiony turysta odradził nam trasę, którą wybraliśmy wstępnie: Szlak wiedzie kosodrzewiną, gołe korzenie wyślizgane i dość uciążliwe. Postanowiliśmy iść czerwonym szlakiem z Polany Chochołowskiej, początkowo wspólnym ze Szlakiem Papieskim, a później kawałek Doliną Jarząbczą, przez Wielki Przystup do Trzydniowiańskiego Wierchu.
Szliśmy dość szybko, ale nie dlatego, że taka świetna była trasa. Zaciskałam zęby z bólu i bez słowa parłam naprzód. Otaczały nas jagody, mnóstwo malin i kosodrzewina na przemian z lasem, to istny raj dla misia, więc gdyby mu się zachciało deserku ....Nie znamy ulubionych regionów misia, co roku go spotykam zatem prawdopodobieństwo, że w tym roku też tak się stanie było całkiem spore. Mieliśmy stracha, który napędzał nas konkretnie. Niesłusznie, miś zlekceważył malinowy chruśniak i nas w otoczeniu smakowitości i najwyraźniej buszował gdzie indziej. Gdyby nie strach pewnie zjadłabym największą ilość malin w moim życiu, bo takich połaci malinowych krzewów jeszcze nie widziałam.
A jak już wyszliśmy z lasu ślinotok minął , a pojawił się zachwyt. Jakie piękne widoki czekają na tych, którzy pokonają leśny etap szlaku. Nawet nie próbowałam robić zdjęć, żadne nawet w setnej części nie oddałoby tego co widzieliśmy.
I tak sobie kroczyliśmy dziarsko w coraz wyższe rejony.
Na Trzydniowiańskim spotkaliśmy dwie osoby, wcześniej - nikogo !
Nie odpoczywając poszliśmy już zielonym szlakiem, mijając Czubik na Kończysty Wierch. Chmurki sprawiły, że widoczność marna.
Na górze spotkaliśmy całą ekipę , która zmierzała na Ornak. Poczęstowali nas żelkami - mniam. Tutaj postój był trochę dłuższy. Czekaliśmy aż chmury odsłonią nam choć trochę widoków. Przez moment udało się zobaczyć Jarząbczy Wierch. Prezentował się imponująco
No, a potem już spokojnie wyłapując między przepływającymi chmurkami widoczki na słowackiej stronie zmierzaliśmy w stronę Starorobociańskiego. Minęło południe. Znajoma ekipa zrobiła zator tuż przy podejściu na szczyt. Byłam trochę zła, bo lubię chodzić w ciszy i tylko w towarzystwie męża, ale wybaczyłam wszystko jak zobaczyłam stadko ślicznych kozic. Stadko przecinało nam szlak, koziczki uciekły , a zza skałki wyłonił się dorodny kozioł. Udało nam się sfilmować koziołka i pstryknęliśmy kilka marnych fotek. Co za odmiana od futrzaków 
Po takich atrakcjach wejście na szczyt zdało się spacerkiem nawet nie wiem kiedy już byliśmy na górze... i znowu te chmury. Udało nam się przez moment zobaczyć co nieco: stawki w dolinach i szczyty : Bystrą i Błyszcz, ale czułam niedosyt. Chciałam więcej, widać - nie zasłużyłam.
A potem już tylko trasa w dół, w stronę Gaborowej Przełęczy.
Chmury ciekawie się zatrzymały na zboczach jakby się bały przejść na drugą stronę. W ten sposób z jednej strony nie było widać absolutnie nic i na szlaku nieśmiało kłębiły się chmury , po drugiej stronie było bezchmurne niebo.
Rozwidlenie szlaków na Gaborowej. My ruszyliśmy zielonym w stronę Siwej przełęczy, a potem czarnym Doliną Starorobociańską i stamtąd drogą na Siwą Polanę. Męcząca trasa dla schodzących z obolałymi stopami. Bardzo dużo osypujących się kamieni, im niżej tym więcej błota i strumyczków. Bardzo wolno schodziliśmy. Widok drogi bitej był dla mnie jak balsam na rany. Myślałam, że będzie ten sam folwarczny klimat jak na drodze do Moka, ale miła niespodzianka. Trochę rowerzystów, trochę spacerowiczów. Mnie i tak było wszystko obojętne.
W pokoju, po powrocie zobaczyłam, że skóra na moich piętach zniknęła bezpowrotnie, z butów wysypał się piasek ( skąd ten pierun tam się wziął ??). Paluchy spuchły jak pogryzione przez osy, a halluks ( ot przypomniał sobie, że czas poboleć) promieniował niemiłosiernym bólem na całą stopę. I co....? I Poszłabym jeszcze raz, poszłabym dalej i wyżej.
Nie umiem tak ładnie jak Wy pisać, brakuje mi ogłady, a i doświadczenie inne , mniejsze. Wstawiam kilka fotek, tylko linki podam, bo za cholerkę nie mogłam dojść do tego jak się miniaturki robi, choć mąż mi kiedyś pokazywał. Wybaczcie moją niewiedzę
1. Początek trasy

2. krótko pisząc - mniam

3. Trzymam się , trzymam... jeszcze mnie nie zwiało

4. Jezuusicku jak mi dobrzee

5. z mężowskim , a w tle.... 

6. Ale ktoś solidnie przykurzył

7. oto koziołek

8. Dwa światy

9. hmmm ...nic nie napiszę

10. I ostatnie...
I feel every mountain
I hear every tree
I know every ocean
I taste every sea (...)
Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-08-2008 05:21 AM przez margit.
|
|
| 20-08-2008 11:34 AM |
|
 |
Edyta85
    
Postów: 2,589
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
|
|
| 20-08-2008 12:02 PM |
|
 |
dzienciol313
okrzyknięty stukaczem
    
Postów: 1,457
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
"Góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do wysiłku, do przezwyciężania samych siebie." J.P.II
|
|
| 20-08-2008 12:02 PM |
|
 |
margit
Putinowa
    
Postów: 1,217
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
I feel every mountain
I hear every tree
I know every ocean
I taste every sea (...)
|
|
| 20-08-2008 12:05 PM |
|
 |
Zoe
    
Postów: 837
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
Margit pięknie! Świetnie się czytało. A ze zdjęciami nie bądź taki skromniś. Bardzo mi się podobają.
|
|
| 20-08-2008 12:25 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 20-08-2008 12:38 PM |
|
 |
margit
Putinowa
    
Postów: 1,217
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...
I feel every mountain
I hear every tree
I know every ocean
I taste every sea (...)
|
|
| 20-08-2008 12:54 PM |
|
 |
|
|