Ano pisać na ten temat będzie (chyba Bogusia), było łatwo lekko i przyjemnie żadnych pozaszlakowych wyjść (niestety) ale i tak bardzo fajna wycieczka, na pewno dużo fot się pojawi.
Cierpliwości please.
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
Tak na szybko do porannej kawusi :
1.Gerlach-widok z Kończystej.
2.Kowadło albo koń Jarmaya-jak kto woli.
3.Poranek w Złomiskach.
4."GŚ" reprezentowany na Wschodniej Przełęczy Żelaznych Wrót.
5.Chciałbym kiedyś tam być.... Wierzchołek Wschdniego Szczytu Żelaznych Wrót widziany z przełęczy o podobnie brzmiącej nazwie.
6.I jeszcze jedno spojrzenie z przełęczy na stronę Doliny Kaczej....
7...i w stronę Tępej.
8.Snieżne Kopy, przełęcz i szczyt Wschodni Żelaznych Wrót z progu Żelaznej Kotliny...
9... a w drugą stronę Zmarzły Staw.
A to dopiero !!!
Piękne zdjęcia Doktorze!!! Serducho mi podskoczyło , w tych przepięknych Złomiskach to coś ostatnio więcej Forumowiczów niż świstaków .
Muszę sobie taką flagę zamówić, bo kapitalnie to wygląda, a wcześniej o tym nie pomyślałam.
PS. Czekamy na resztę zdjęć i jakąś relacyjkę. Pozdrwiam beskidzko i życzę Wam zawsze takiej pogody w Tatrach
Kiedy w tęczy na niebie rozpoznasz kolorów życia odbicie, to znaczy po prostu, że kochasz życie! (...)
Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-08-2008 08:52 AM przez paulina.
No Doktorze, teraz czekamy na coś do obiadu.
Ładne zdjęcia. Podejście na Żelazne Wrota bardzo sypkie?
Będzie więcej-jak tylko uporam się z resztą urlopu...sierpniowego
Sypkie troszkę zwłaszcza w samym wyprowadzającym żlebie (pośrodku...jakby prożek z want..bez trudności).Podejście do żlebu, najlepiej wykonać po średniej wielkości kamolach-kanciastych-mniej więcej wzdłuż zboczy Hrubej Kopy Śnieżnej (patrząc od dołu na lewo od ujścia żlebu).
W sumie usypistość trasy w porównaniu do żlebu na Kończystej- do przyjęcia jeszcze
Wczorajszą niedzielę postanowiłem przeznaczyć na kontynuację nie całkiem spełnionych planów z przed tygodnia, a więc przejściem przez Kozie Czuby i Kozi Wierch. Co prawda długi weekend powinien świadczyć o olbrzymich tłumach na trasach, ale...
Obudziłem się o 2.50 rano. Z dworca wyjazd 3.40 (pierwszy autobus do Zakopca), pierwszym możliwym busem udałem się do Kuźnic, a kilkadziesiąt minut później powitało mnie słońce na Skupniowym Upłazie.
Póki co nie mogłem narzekać na nadmierną ilość turystów, z przodu gdzieś daleko jedna osoba, z tyłu też jedna. I tak doszedłem na Królowe Rówienki, a tam...
Od momentu kiedy wyłoniło mi się otoczenie Gąsienicowej byłem już przeszczęśliwy Widziałem że z tych chmur deszcz nie spadnie, wiedziałem też że mam szansę na jakieś widoki. Była to dla mnie o tyle dobra informacja, bo prognozy pogodowe wcale tego nie gwarantowały. Szybkim krokiem udałem się więc dalej i wyżej aby skorzystać z póki co sprzyjającej pogody.
Minąłem Czarny Staw Gąsienicowy...
Później wszedłem w podnoszące się chmury i zacząłem mały wyścig z nimi kto też szybciej zdobędzie wysokość. Ja czy one...
W trakcie tej małej rywalizacją osiągnąłem Kozią Przełęcz, a więc miejsce gdzie tydzień temu opuściłem OP.
Zacząłem zdobywać pierwsze metry na stromych skałach Kozich Czub, a po chwili ujrzałem drabinkę wiodącą ponad chmury
I tak zbliżając się ku szczytowi ciągle ścigaliśmy się wzajemnie, raz po raz zmieniając się na prowadzeniu (drugie zdjęcie to kopuła szczytowa Kozich Czub).
Tuż pod wierzchołkiem ponownie objąłem prowadzenie w wyścigu
Wkrótce jednak się to zmieniło. Chmury stały się wszechobecne, choć na wierzchołku Koziego Wierchu wypatrzyłem pierwszą osobę na dzisiejszym szlaku (nie licząc odcinka do Czarnego Gąsienicowego). Ten był ciągle powyżej chmur. Chcąc się dostać tam gdzie on, najpierw przyszło troszkę mi się pogimnastykować ze skałą i żelastwem
Najpierw w dół, później do góry i byłem na szczycie... Stanąłem na 2291 m. Poprzednio widzianego przeze mnie człowieka już nie było, więc w dalszym ciągu mogłem samotnie cieszyć oczy z wystających jeszcze gdzieniegdzie wierzchołków tatrzańskich
Chwila niezwykła, ale mająca swój niedaleki kres... Tutaj chmury mnie ponownie doścignęły, a ja z braku dalszej wznoszącej się skały musiałem skapitulować... i podążyć w dół
Dosłownie chwilę później zacząłem napotykać turystów, którzy szczęścia takiego jak ja już pewnie nie mieli...
I tak dotarłem do Żlebu Kulczyńskiego
I do kominka pod Czarnym Mniszkiem
Dalsza droga zaprowadziła mnie na Skrajny Granat, niestety nie dając mi możliwości podziwiania choćby najmniejszej panoramy... Cóż może za czwartym razem Skrajny Granat okaże się dla mnie bardziej łaskawy w tej kwestii
Po tym wszystkim rozpocząłem zejście, wyczekiwane tym bardziej, bo na dole w Murowańcu miało być małe spotkanko...
A po spotkanku wydawałoby się już nic ciekawego nie mogłoby mnie spotkać, ale się pomyliłem
I tak zszedłem do Kuźnic, przeżywając ciekawy dzień. W dodatku byłem bardzo pozytywnie zaskoczony ilością ludzi których spotkałem aż do zejścia nad Czarny Gąsienicowy. Dalej to już... tłumy ale o nich pisał nie będę
Nooo.... misio wyszedł niesłychanie dynamicznie , pozostała część trasy(myślę o zjawiskach pogodowych) zresztą też
I do tego miłe spotkanie forumowe-dzień udany