RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Hella spróbuję Ci coś skrobnąć. W Tatrach Słowackich oprócz szlaków znakowanych są szlaki, z których można korzystać tylko z przewodnikiem. Są to wyjścia najczęściej na szczyty Łomnicy, Gerlacha, Wysokiej itp. Przeowdnik jest dostępny w wielu punktach na Słowacji - tam określają warunki (przy wejściu na niektóre szczyty wymagane są np pewne umiejętności spinaczkowe) i cenę. Ale na Słowacji jest tyle pięknych szlaków bez przewodnika. Na szlakach jest zdecydowanie mniej turystów niż w częsci polskiej (jedynymi bardziej zagęszczonymi turystami jest wejście na Rysy i Krywań). Szlaki są raczej dobrze utrzymane. Piękne i mające swój urokliwy spokój są Tatry Zachodnie. Generalnie w słowackiej części Tatr są bardzo długie podejścia. Doliny mają czasem kilka progów i to może być wyczerpujące. Ale najpiękniejsze jest, gdy można patrzeć na Polskie Tatry, rozpoznawać szczyty, na których się było, bo to zawsze niesie dla mnie dawkę sentymentu. Dysponuję adresem noclegów w Nowej Leśnej - warunki bardzo dobre.
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Hella, ja dopiero zaczęłam poznawać Słowackie Tatry ale już się w nich zakochałam Co prawda byłam tam dopiero 3 razy i to jakoś tak poza szlakiem przeważnie ale są inne niż Polskie. Dużo większa deniwelacja, robią wrażenie większych niż Polskie, i dużo mniej ludzi. Piękne, polecam do zapoznania się z nimi.
Również w ten weekend byłam w tatrach Słowackich, i nie tylko.
W sobotę pobudka o 3, niejedni z Was to znają! ICM wróży dobrą pogodę ale wycieraczki autka muszą pracować... Jedziemy z kolegą. Około 7 jesteśmy w Smokovcu. Pada, zimno, chmury. Idziemy do knajpki i siedzimy patrząc na ludzi pod parasolami. W końcu zapada decyzja że nie po to tu przyjechaliśmy żeby siedzieć. Trudno, idziemy!
Tylko dokąd? Jak pogoda do niczego to może chociaż cel ambitny? Posredny Hrot. Długo nie trzeba mnie namawiać. Według WHP wejście jest I więc pakujemy jeszcze z samochodu line, tak na wszelki wypadek dla mnie.
Ruszamy szlakiem w stronę Therynki. Po prawej stronie wyobrażam sobie Łomnice, po lewej Pośrednią Grań. W tych niskich chmurach nic nie widać. W końcu schodzimy ze szlaku tak jak Paryski podaje, przeprawiamy się przez Cichą wodę i żlebem Stilla do góry. 131 lat temu i 9 dni tędy po raz pierwszy wchodzili pierwsi zdobywcy Pośredniej Grani. Po głazach pniemy się w górę, mało co widać. Kierujemy się szumem wodospadu w żlebie. Dochodzimy do progu żlebu. Pierwsze trudności: I-ynkowy próg na wysokość może 5 metrów. Ale ewidentne stopnie. Wydaje się łatwy. I potwierdza się zasada: co łatwe to trudne! Kumpel bierze line i idzie w gorę. Stoję na dole i zastanawiam się co on tak długo tam robi: stoi na tych stopniach, kręci się, szuka lepszych chwytów... A wydaje sie tak banalne. w końcu znika mi z oczu, za chwilę leci lina. Zastanawiam się czy sie wiązać, te schody są takie fajne. Ale dostaję nakaz No to w górę. Od razu zrozumiałam w czym problem: to nie skała, to lodowisko! Granit+porosty+płynąca woda to nieszczęście. Szybko zaliczam pierwsze odpadnięcie. Trawersuję w bok, znowu lecę. Jak on tedy przeszedł?! W końcu jakoś się gramolę. Przy stanowisku pada stwierdzenie które staje się mottem: "I" czyli nieco trudno, skrajnie... (do pupy). Nic to, idziemy dalej. Jeszcze jeden próg ale już bez liny po czym trawki. Wydaje się że iść ścieżką po trawkach to takie miłe... Nic mylniejszego. Przy tej pogodzie (cały czas jesteśmy w chmurach, jest drobny opad) trawki na stromej ekspozycji są śliskie, zdradliwe, moczą powyżej kolan. Ziemia jest jak gąbka: naciśniesz i wypływa woda. Z przyjemnością wita się skałę. Ale podejście żlebem jest bardzo kruche. znowu pełna koncentracja. Samo wejście na przełęcz zagradza olbrzymi głaz. Mam problemy z jego pokonaniem. Słyszę dobrą radę: na płytach po prawej jest kancik jak klama. Chwyć sie i podciągnij. Facet! Ja mam płuca już wyplute! Zastanawiam się czy mam siłę podnieś ręce do góry a ty mi sie podciągnąć każesz? No ale w końcu pokonuję głaz. Z przełęczy jeszcze około godzina na szczyt. Na szczytowych płytach nie trzeba słów, nie wolno nic mówić. W takich miejscach jest mistyka gór. Tylko cisza może to oddać. wiatr rozwiał chmury...
Zejście idzie dość sprawnie jak na moje możliwości. W Smokovcu jesteśmy około 22. Czołówki to dobra rzecz
Niedziela wita nas pięknym słońcem. Po wczorajszych przeżyciach trudno będzie dzisiaj dorównać. Nawet nie próbujemy. Trochę ociągamy sie z wyjściem i obraniem celu. W końcu pada decyzja o Jastrzębiej Turni, to taki analog polskiego Mnicha. Idziemy do Doliny Kieżmarskiej. Moje pierwsze spojrzenie na tą Turnie i od razu stwierdzenie: na to nie da się wejść. Ale w myśl zasady: co trudne to łatwe, jest bez porównania łatwiej niż wczoraj. W końcu wczoraj był HROT.
Pogoda jest tak piękna że decydujemy się zostać dzień dłużej. Załatwiam sobie urlop, może w końcu Mięguszowiecki? Ale niestety, nie. Źle się czuje, bardzo źle. Problem z żołądkiem osiąga apogeum powyżej MOka W końcu idę na czczo ale bez tego niemiłego odczucia... ciągle odpoczywając, właściwie się wlekę z zawrotami głowy. najrozsądniej byłoby zejść, ale nie mogę. Muszę iść w górę. Powoli poprawia się samopoczucie, ale jest już zbyt późno na Mięgusza. Skręcamy jednak do dolinki za Mnichem, pniemy się w górę. Siadamy w cieniu Mnicha. Czy tutaj będzie kres? A może "zrobimy" Mnicha? chce przynajmniej spróbować. Podchodzimy pod ścianę, zaczynamy wchodzić, jest może 0+. Już przed samym szczytem płyty II. Kumpel szybko i sprawnie to załoił, wspinam sie za nim. I w końcu na ostatniej płycie. Znowu ogarnia mnie nostalgia. Spoko, wiesz coś o tym, prawda?
Schodzimy gdy słońce zaczyna chować sie za Szpiglasowy wierch. Poniżej MOka łapie nas słynna wczorajsza burza. Była piękna, choć mogła nam oszczędzić gradu... Konec bajki, wraca szara rzeczywistość.
Dla orientacji o jakich szczytach pisałam pozwoliłam sobie skopiować zdjęcia z sieci (swoich nie mam, nie mam aparatu)
1. Pośrednia grań
2. Jastrzębia turnia
3. Mnich
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Brak słów .NIEOKIEŁZNANA JESTEŚ KASIU W TYCH SWOICH WYCZYNACH GÓRSKICH .Piękne przejścia .Ostro pniesz się w górę .(spróbuj wyluzować troszkę Bo nie znajdziesz potem równorzędnego partnera do Swoich wypraw .Gratuluję
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
KasiaA - zawsze z zapartym tchem czytam Twe relacje - Twoje wspinanie jest fascynujące również i ze wzgledu na zmagania! Może dlatego góry są tak fascynujące, że ciagle musimy pokonywać własne słabości i wzywają nas do wysiłku, przekraczania granic wysiłku, lęku itp. I ich mistyka ...... Zawsze z podziwem patrzę na wspinających się - może kiedyś Ci ze szlaku pomacham! Gdy wracałam z Jagnięcego i mgły otuliły skały, to gdzieś z oddali słychać było głosy wspinaczy! Może to z Jastrzębiej? tylko było to trochę wcześniej.
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Aniap, dziękuje Ale ja się jeszcze nie wspinam właściwie. Ja sie dopiero uczę.
A o tym co mówisz o uczuciach w górach, pięknie pisał w 1918 Zaruski. Można znaleźć jego teksty on-line. Tatry jako pustynia: obcowanie z niebezpieczeństwem, z samym sobą, czasem ze śmiercią... Warto poczytać.
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Kasiu, nie moge czytać Twoich postów bo za bardzo rozbudzają moją wyobraźnię. Piszesz w taki sposób że jak zamykam oczy to to wszystko widze i chcę tam tez iść............ a to zbyt niebezpieczne jak dla mnie.
Rosną skrzydła u ramion,
czas się w wieczność przemienia,
obłocznieją wszystkie ziemskie sprawy,
gdy zmierzamy do szczytu po kamieniach...
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Proszę mnie źle nie zrozumięć ,nie ma Tatr Słowackich jak i nie ma Tatr Polskich są Tatry Zachodnie ,Wysokie,Bielskie to tyle .
Pięknie opisaliście swoje wyprawy naprawde podczas czytania przypominają sie szlaki jak by sie film ogladało.
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Wielkie dzięki dziewczyny za relacje ze Słowacji!
KasiuA - jesteś wielka!
A tak do pooglądania jeszcze parę fotek z mojej wyprawy:
1. Czarny Staw Gąsiennicowy ze zielonego szlaku na Kościelec
2. W drodze na szczyt
3. Na Kościelcu
4. Niewinne maleństwo od strony "pojezierza"
5. W Dolinie Tomanowej
6. Giewont ze szlaku na Kondracką Kopę
7. W Jaskini Raptawickiej
"... Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie;
żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś..."
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Kasiu-gratulajki-wspaniala przygoda-znakomicie sie czytalo.
My dzis na wycieczce rowerowej w Oblazach/dol.Kwaczanska-ciekawe krajobrazy.Doskonale prawdziwki zebrane na Hucianskiej Przeleczy i browarek w domku do nich
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
tomtur napisał(a):
Proszę mnie źle nie zrozumięć ,nie ma Tatr Słowackich jak i nie ma Tatr Polskich
Tomtur proszę Nam wybaczyć to pewne uproszczenie w mówieniu Tatry Słowackie ,Czy Polskie .Chodzi o modny ostatnio tak zwany skrót myślowy.Zamiast mówić Tatry po stronie Słowackiej .znacznie krócej jest powiedzieć Tatry Słowackie Co niczym nie zmienia oczywiście właściwego podziału.Takie uproszczenia stosuje się też do Alp .Czasem spotyka się określenia Alpy Austriackie,Alpy Szwajcarskie itp
Prosimy o zrozumienie Po jaką ..... . są te granice w górach
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
RE: Lipiec, Sierpień- WAKACJE!!! A My na szlaku...
Hm, czas zacząć historyjkę z moich wakacji.
29 lipiec 2007, długo oczekiwany dzień, właściwie to prawie rok, a odczuwalnie to dwa lata, bo ostatni tydzień ciągnął się jak przez 365 dni. Ten tydzień był chyba najdłuższym tygodniem w moim życiu. Niedziela 8.00 wsiadamy do samochodu i w drogę. W planach odwiedziny rodzinki w Lipnicy Murowanej, Rajbrocie i Rąbkowej nad zalewem rożnowskim.
Do Rąbkowej docieramy późnym popołudniem, witają nas ucieszone dzieciaki.
Prawie nieprzespana noc i późnym rankiem, a właściwie w południe po śniadaniu wspólnie z chrześniaczką mojej żony pakujemy się do samochodu i w Tatry. Po drodze Nowy Sącz, Stary Sącz (i tu rewelacyjny suflet czekoladowy w restauracji Marysieńka na rynku), Krościenko nad Dunajcem (pierwotne plany przewidywały odwiedzenie Trzech Koron i Sokolicy ale późna pora nam nie pozwoliła), Niedzica i nareszcie Rzepiska.
Wysiadamy z samochodu, wokół nas unosi się zapach wsi, i szczerze powiem, że choć nie najprzyjemniejszy to jednak sprawiający ogromną radość, szczekanie psa, które po chwili milknie. To Kropka, poznała nas, merda wesoło ogonem.
Przywitanie z dziadkami, wujkami i kuzynostwem i wprowadzamy się do pokoi.
Wieczór przy małym co nieco i do spania, jutro zaczynamy przygodę z Tatrami.
Pierwsza wycieczka to Wierch Poroniec – Polana Rusinowa – Gęsia Szyja i powrót. Wyprawa rozruchowa. Na szlak wychodzimy ja, moja żona i Klaudia, 8 letnia bratanica mojej żony.
Dzień jest przyjemny, chociaż chłodno trochę. Zachmurzenie umiarkowane ale chmury dość wysoko. Idzie się przyjemnie. Po drodze mijamy paru wolniejszych turystów, według deklaracji Klaudii jej akumulatory wytrzymają jeszcze 11 godzin, natomiast baterie mojej żony tylko 2 godziny. No nieźle jak na początek. Po drodze zaskoczenie, szlak został wyremontowany, po nieprzyjemnym kamienistym, nierównym i zawsze zalanym wodą fragmencie szlaku ani śladu, jest wygodna żwirowa ścieżka. Myślę, że jest to ukłon w stronę pielgrzymów zmierzających na Wiktorówki.
Po 50 minutach docieramy do Rusinowej Polany. Jest znacznie cieplej, chociaż bardziej się zachmurzyło. Chwilka odpoczynku, śniadanko, oscypki z bacówki i dalej do góry. Powoli stawiając kroki po stopniach wchodzimy do góry, co chwilę odwracając wzrok by podziwiać wspaniałą panoramę Tatr Bielskich i Wysokich. Wchodzimy do lasu, robi się ciemno i wilgotno. Jest przyjemnie bo słońce już tak nie grzeje, ale niestety okazuje się że akumulatory moich towarzyszek praktycznie się wyczerpały. Metoda przekupstwa skutkuje, idziemy dalej. Na górze mały tłok ale jest miejsce żeby wygodnie się usadowić i podziwiać widoki. Można też pstryknąć zdjęcia. Od Hawrania do pasma Wołoszyna i Koszystej, coś pięknego całe Tatry przed oczami, i na zachodzie rycerz Giewont wydaje się tak samotnie trwać w uśpieniu.
Teraz już czas na nas ale już jutro tu wrócę, w planach samotna wyprawa na Kościelec.
Dochodzimy do Rusinowej Polany i niestety już tłok. Atrakcja dla małej to pogoń za owieczkami, właściwie to nie trzeba było zbyt wiele za nimi biegać, bo wystarczyło tylko trzymać coś w ręce a owieczka już przy tobie. I tak chwilę pokarmiliśmy owieczki wszystkimi batonikami, może dlatego te oscypki tak smakują, a potem już tylko powrót.
Krótka wycieczka ale bardzo miła, atrakcyjna no i udało mi się wprowadzić na szlaki nową młodą osóbkę. Zobaczymy może złapie bakcyla.
1. Wyremontowany szlak Wierch Poroniec - Rusinowa Polana
2-4. Tatry Bielski i Wysokie z Rusinowej Polany
5. Owieczki
6. Widok z podejścia na Gesią Szyję
7. Tatry z Gęsiej Szyi
Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-08-2007 02:53 PM przez fasmac.