Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat
Grossglockner - czerwiec 2013 - Wersja do druku

+- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum)
+-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18)
+--- Forum: Planowane wyprawy, wieści z gór, relacje tematyczne (/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Temat: Grossglockner - czerwiec 2013 (/showthread.php?tid=5055)


Grossglockner - czerwiec 2013 - tatry.hej - 19-03-2013 09:59 PM

Zamieściłem już info w innym poście, ale nie zaszkodzi założyć nowego tematu - mam nadzieję że moderator mnie nie ochrzani.
Temat wygląda następująco, z 4 zadeklarowanych osób została już tylko dwójka pewniaków którzy, choćby skały sra.. (robiły kupę), pojadą zdobyć ten piękny szczyt. Szukamy 2 osób chętnych zrzucić się na paliwko do auta i austriackie autostrady, wyjazd planowany na czerwiec - dokładniej w tym momencie nie mogę powiedzieć, dużo zależy od pogody, jak będą zapowiadać wielki wyż nad Europą to max. 2-3 dni po zapowiedziach (czas na załatwienie urlopu w robocie) jedziemy. Wyjazd planowany na max.5 dni - w sumie na siłę do tyłu wejdą 3 osoby :-) , ale wygodnie będzie dwójce (Peugeot 307 SW), chętnych zabieramy ze Śremu k.Poznania i okolic, lub też po drodze do Niemiec.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Karol - 21-03-2013 08:54 AM

Cześć.

Wstępnie wyrażam zainteresowanie jeżeli oferta jest nadal aktualna Smile Co do terminów to na 100% nie mogę się zadeklarować bo to też zależy od urlopu ale na 5 dni to jestem w miarę mobilny czasowo.

Jak coś proszę o kontakt tu czy na priv.

Pozdrawiam.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - tatry.hej - 05-04-2013 07:53 PM

Na dzień dzisiejszy ekipa jest skompletowana, gdyby coś się zmieniło to zaktualizuję post. Na nadchodzącą wiosnę życzę dobrej pogody na górskie wędrówki.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Stasiu - 05-04-2013 08:11 PM

Nie zapomnij, że Twoją powinnością jest napisanie relacji z tej wyprawy. Toungue


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - tatry.hej - 05-04-2013 09:07 PM

Stasiu napisał(a):
Nie zapomnij, że Twoją powinnością jest napisanie relacji z tej wyprawy. Toungue


Spokojnie, nie zapomnę, jeszcze nie wiem jak tu się wkleja zdjęcia w tekst, ale dowiem się:-), relacja będzie.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Sylwas72 - 26-04-2013 11:58 AM

Na pewno nie zapomnimy, któryś z nas napisze. Smile


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - dr.Etker - 01-05-2013 10:54 PM

Sylwas72 napisał(a):
Na pewno nie zapomnimy, któryś z nas napisze. Smile

Super, że się udało zebrać ekipę. Życzę powodzenia i mam nadzieję na relację po powrocie. Smile


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Sylwas72 - 07-05-2013 09:01 AM

dr.Etker napisał(a):

Sylwas72 napisał(a):
Na pewno nie zapomnimy, któryś z nas napisze. Smile

Super, że się udało zebrać ekipę. Życzę powodzenia i mam nadzieję na relację po powrocie. Smile


Udało się, mam tylko nadzieje że trafimy też na dobre okno pogodowe i więcej nam nie trzeba.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Stasiu - 07-05-2013 07:59 PM

Sylwas, i tutaj prawie problem. My sobie wybieramy termin i potem modlimy się, żeby nam wyszła pogoda. Normalnie jak ruska ruletka. Na takie wyprawy lepiej by było stanowić sobie czasową przestrzeń i potem wg prognozy wyjechać w okno pogodowe. Wtedy połowa problemów z głowy. Jednak życzę Wam udanej wyprawy. Glockner jest wart. ok


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - dr.Etker - 07-05-2013 10:02 PM

Sylwas72 napisał(a):

dr.Etker napisał(a):

Sylwas72 napisał(a):
Na pewno nie zapomnimy, któryś z nas napisze. Smile

Super, że się udało zebrać ekipę. Życzę powodzenia i mam nadzieję na relację po powrocie. Smile


Udało się, mam tylko nadzieje że trafimy też na dobre okno pogodowe i więcej nam nie trzeba.

I dlatego warto startować z rejonu schroniska ErzHerzog Johann. Kilka godzin okienka pogodowego o poranku powinno wystarczyć na wejście i powrót.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Sylwas72 - 10-05-2013 12:13 PM

Stasiu napisał(a):
Sylwas, i tutaj prawie problem. My sobie wybieramy termin i potem modlimy się, żeby nam wyszła pogoda. Normalnie jak ruska ruletka. Na takie wyprawy lepiej by było stanowić sobie czasową przestrzeń i potem wg prognozy wyjechać w okno pogodowe. Wtedy połowa problemów z głowy. Jednak życzę Wam udanej wyprawy. Glockner jest wart. ok


Mamy termin elastyczny między 8.06 wyjazd a 23.06 powrót. W tym terminie musimy znaleźć 5-6 dni na wyjazd.

dr.Etker napisał(a):
I dlatego warto startować z rejonu schroniska ErzHerzog Johann. Kilka godzin okienka pogodowego o poranku powinno wystarczyć na wejście i powrót.


I taki mamy plan. Smile


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Sylwas72 - 21-06-2013 01:14 PM

No i po tygodniu wyjazdu, wróciliśmy. Oto moja krótka relacja, przepraszam za błędy, z polskiego nigdy nie byłem orłem.

Wyjazd i dzień pierwszy 08.06. - 09.06.

Wyprawa w wysokie taury rozpoczęła się od spotkania uczestników (Sylwek czyli ja, Piotr, Łukasz oraz Błażej) w Łuszkowie koło Śremu, skąd po wypiciu kawy, zjedzeniu ciasta okolo 17:30 wyruszyliśmy w prawie 1000 kilometrową podróż do Kals pod Grossglockner. Przejazd przez Polskę i niemieckie autostrady przebiegł szybko i bezprolemowo, dopiero po wjeżdzie do Austrii i dojechaniu na drogę prowadzącą do Kals okazało się, że przejazd jest zamknięty z powodu zejścia lawiny błota i kamieni podczas ostatnich obfitych opadów deszczu. Wtedy rozpoczęły się rozmyślania którędy pojechać, wybór padł na trasę widokową Hochalpenstrasse, niestety płatną 33 euro, całe szczęście pogoda nam sprzyjała co owocowało pięknymi widokami pobliskich szczytów oraz naszego celu głównego - Grossglocknera. Po przejechaniu całej trasy i nacieszeniu oczu widokami ruszyliśmy w kierunku Kals a dokładnie na parking w pobliżu Lucknerhaus, do którego droga dojazdowa jest również płatna (9 euro) lecz nam udało się tej opłaty uniknąć Smile.




Po przybyciu na parking przyszła pora na przepakowanie plecaków, wzięciu najbardziej potrzebnych rzeczy i ruszeniu w góry. Z powodu zamkniętego tunelu i zeszłotygodniowych obfitych opadach śniegu planem na dzień pierwszy było dotarcie do schronu zimowego przy Studlhutte. Po przygotowaniu plecaków okazało się, że nie są one wcale lżejsze. Wyruszyliśmy około godziny 11 kierując się do schroniska Lucknerhutte, droga ta zajęła nam godzinę, dokładnie tyle ile pokazują znaki ale to tylko dlatego, że na tej trasie nie było już śniegu. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę, która nie była już taka różowa jak do tej pory. Zaraz po wyjściu z Lucknerhutte pojawiły się pierwsze pola śnieżne, my jak tylko mogliśmy omijaliśmy je. Jednak nie trwało to długo i choć bardzo tego nie chcieliśmy zaczęliśmy brnąć w śniegu z początku po kostki, później po kolana a zdarzały się też wpadki po pas co z każdą minutą powodowało u nas niechęć do dalszej wspinaczki. Z każdym krokiem zmęczenie nóg potęgowało się coraz bardziej zwłaszcza moich czterdziestoletnich Smile. Po kilku godzinach przedzierania się przez nie przetarte drogi po lewej stronie szlaku, który sami tyczyliśmy ujrzeliśmy, oddychając z ulgą schronisko Studlhutte (2801 m.n.p.m.). Oczywiście żeby znaleść się w upragninym schronie czekało nas jeszcze conajmniej godzinne podejście, jednak wszystko ma swój koniec co oznaczało, że po sześciu godzinach podejścia znaleźliśmy się w schronie zimowym. Tam okazało się, że nasze markowe buty z goretexem są całkowicie przemoczone, całe szczęście, że była tam możliwośc rozpalenia ognia w piecu i całkiem dobrego wysuszenia rzeczy. Od następnego dnia wszyscy wkładaliśmy do butów worki foliowe, które chociaż trochę chroniły nas przed wilgocią. Po kolacji położyliśmy się spać aby wypocząć przed jutrzejszą wspinaczką.




Dzień drugi 10.06

Następny dzień przywitał nas piękną słoneczną pogodą, po zweryfikowaniu wszystkich znaków dla wędrujących turystów wyruszyliśmy w dobrych humorach zostawiając za sobą schronisko Studlhutte. Na początku wykonaliśmy trawers śnieżny pobliskiego szczytu, na którym zapadaliśmy się w mokrym śniegu nawet po pas. Po trawersie przyszedł czas na krótkie podejście, po którym naszym oczom ukazał sie nasz cel główny - Grossglockner częściowo ukryty pod pierzyną z chmur. Gdy już nacieszyliśmy oczy tym pięknym widokiem ruszyliśmy w dalszą śnieżną drogę by po kilkudziesięciu minutach dojść, tak nam się wydawało z uwagi na ilość śniegu, do czoła lodowca gdzie bardziej dla treningu niż dla bezpieczeństwa powiązaliśmy się liną i ubraliśmy raki. Po uzupełnieniu płynów ruszyliśmy do następnego celu, którym był początek ferraty prowadzącej do schroniska Erzh. Johann Hutte (3454 m.n.p.m.). Tam rozwiązaliśmy się z liny i rozpoczęliśmy wspinaczkę by po kilkudziesięciu metrach przekonać się, że stalowe liny ferraty giną w głębokim śniegu a my mamy do pokonania kolejne pole śnieżne. Gdy już uporaliśmy się z śnieżnym polem i dotarliśmy do następnej części ferraty do pokonania zostało nam kilkadziesiąt metrów wspinaczki po skalno - śnieżnym podłożu. Podczas tego ostatniego etapu jeszcze nie raz okazało się, że liny stalowe znikaja pod śniegiem a wspinaczka wtedy staje się bardziej trudna i niebezpieczna. Jednak te małe przeciwności nas nie zatrzymały i po około sześciu godzinach dotarliśmy do schronu. Resztę dnia spędziliśmy na odpoczynku i nabieraniu sił na atak szczytowy, który miał nastapić w dniu następnym, nikt jednak nie spodziewał sie, że nie będzie dane całej ekipie wejść na szczyt Sad.




Dzień trzeci 11.06

Pobudka zaplanowała była na godzinę 3:30, wszyscy bez większych problemów podnieśli się ze swoich łóżek. Za oknami jeszcze nie bardzo było widac jaka jest pogoda, słychać było jedynie bardzo silny wiatr, który nie napawał optymizmem. Rozpoczęły się przygotowania do wyjścia, między innymi, śniadanie, przygotowanie napoi na wspinaczkę i przepakowanie plecaków aby były najlżejsze jak to tylko możliwe. Około 5:00 wszyscy staliśmy przed drzwiami gotowi do wyjścia, za chwilę wszyscy byliśmy na zewnątrz gdzie zrobiliśmy pamiatkowe zdjęcia i powoli ruszyliśmy w stronę szczytu. Jednak po kilkunastu metrach nie dla wszystkich ale dla mnie wspinaczka się zakończyła, od rana nie czułem się dobrze, byłem osłabiony i z wielkim bólem stwierdziłem, że nie dam rady iść na szczyt po czym wróciłem do schronu aby przygotować się do zejścia, które w tym momencie także wydawało mi się ryzykowne, wiedziałem jednak, że nie mogę tam zostac dłużej. Zrobiłem tylko kolegom zdjęcie podczas wspinaczki i ruszyłem bardzo wolno w drogę powrotną. Po przejściu ferraty i zejściu na lodowiec mój stan się trochę poprawił co mnie trochę uspokoiło i przekonało, że zejdę cały i zdrowy. Lodowiec pokonałem w miarę sprawnie i znalazłem się w Studlhutte gdzie posiliłem się i po krótkim odpoczynku ruszyłem w drogę na parking podczas, której poza masą jeszcze bardziej mokrego śniegu zobaczyłem również parkę świstaków. Jeszcze podczas drogi w dół dostałem informację od kolegów, że około godziny 9:00 stanęli na szczycie i powiem szczerze, że byłem wtedy wściekły i zły na swoje niedomagania jednak z perspektywy czasu myślę, że podjąłem jedyną i słuszną decyzję, góra poczeka a ja jeszcze dostanę szansę na wejście. Gdy dotarłem do parkingu rozpocząłem proces suszenia ubrań i nadal zastanawiałem się dlaczego nie mogłem wejść i po złożeniu wszystkich faktów w jedną całość znalazłem wytłumaczenie. Celowo nie pisałem o tym wcześniej żeby zrobić to w jednym miejścu i przestrzec wszystkich przed tym co ja zrobiłem źle a mianowicie, poprzedniego dnia gdy dotarłem do Studlhutte dostałem gorączki, którą się bardzo nie przejąłem myśląc, że to skutek przemoczonych nóg. Sytuacja oczywiście powtórzyła się dnia następnego i wtedy już mnie to trochę zastanowiło a w szczególności uczucie zimna i dreszcze w nocy. Wniosek był jeden, był to udar słoneczny bo oczywiście czapka została w samochodzie i ja całą drogę przebyłem bez przykrycia głowy a że było ciepło zimowej czapki nie ubrałem co było moim wielkim błedem. Myślę, że nikt po przeczytaniu tego tekstu nie popełni tego błędu a dodam, że wcale te dwa dni do bardzo słonecznych nie należały. Po kilku godzinach oczekiwania na kolegów dostałem od nich informację, że nocują w Studlhutte bo są wyczerpani, przemoczeni i nie mają sił na zejście. Ja tą noc spędziłem w samochodzie co okazało się bardzo wygodnym rozwiązaniem.




Dzień czwarty 12.06

Rankiem czwartego dnia około godziny 9:00 koledzy zeszli ze Studlhutte, tego dnia czekało nas jeszcze ponad 1,5 kilometrowe przewyższenie podczas podejścia do schroniska a raczej schronu zimowego - Defreggerhause. Przed tą wędrówką skierowaliśmy swoje kroki do Lucknerhause położonego zaraz przy parkingu aby wziąć długo oczekiwany prysznic w niewygórowanej cenie 3 euro. W zdecydowanie lepszych nastrojach zapakowaliśmy się do samochodu i udaliśmy w podróż do Hinderbichl gdzie znajdował się parking płatny (8 euro dwa dni), z którego rozpoczynała się droga na Grossvenediger (3674 m.n.p.m.). Po przepakowaniu plecaków około godziny 14:00 ruszyliśmy do pierwszego celu naszej wędrówki schroniska Johannishutte (2121 m.n.p.m.) gdzie po doświadczeniach z poprzednich dni przygotowaliśmy się do przedzierania przez pola śnieżne. Po kilkunastominutowym odpoczynku ruszyliśmy do celu głównego tego dnia - Defreggerhause (2962 m.n.p.m.), początkowo droga prowadziła po słabo ośnieżonych łąkach przeplatanych skałami aby w niedługim czasie przejść już w tylko śnieżne pola. Naszym problemem tego odcinka drogi było zgubienie szlaku, który zniknął pod śniegiem a my na nasze nieszczęście udaliśmy się w złym kierunku przez co czas przybycia do schroniska znacząco się wydłużył. Gdy po dłuższym błądzeniu wreszcie zobaczyliśmy schronisko, faktem stała się możliwość nie dotarcia do niego przed zmrokiem. Ta ewentualność trochę nas przestraszyła biorąc pod uwagę fakt, że temperatura zaczynała spadać. Na nasze szczęście strach dodał nam sił i około 22:00 dotarliśmy do schronu zimowego schroniska Defreggerhause, tam czekała nas ostatnia noc w górach.




Dzień piąty 13.06


Piąty dzień przywitał nas piękną słoneczną pogodą z lekkim przymrozkiem co znacząco ułatwiło na poruszanie się w rakach. Tego dnia okazało się jednak, że jeden z uczestników wyprawy (Piotr) z powodu złego samopoczucia zrezygnował z ataku szczytowego. Reszta ekipy nie traciła nadziei i po przygotowaniu napojów oraz spakowaniu plecaków około 7:30 ruszyła w kierunku lodowca prowadzącego na szczyt Grossvenedigera. Po kilkudziesięciometrowej wspinaczce ponad schronisko dotarliśmy do zejścia na lodowiec, który ciągnął się niemal na sam szczyt i nieźle dał mi w kość swoimi podejściami. Początkowa droga przez lodowiec była całkiem przyjemna bo odbywała się przy zmarzniętym śniegu i przy lekkim wietrze jednak wszystko co dobre się szybko kończy. Słońce szybko poruszało się ku górze a śnieg stawał się coraz bardziej grząski by przy szczycie przejść w całkiem mokry. W takich warunkach droga na szczyt zajęła nam około czterech godzin, na szczycie stanąłem o 11:40 i muszę powiedzieć, że wejście całkowicie mnie wyczerpało a jeszcze dzisiejszego dnia czekało nas zejście o 2,2 kilometra niżej na parking. Po obowiąkowych zdjęciach, filmach, powiadomieniu rodzin i oczywiście zebraniu sił na powrót ruszyliśmy w drogę powrotną, po półtorej godzinie zameldowaliśmy się w schronisku gdzie czekał na nas wylegujący się w słońcu Piotr. Tutaj odpoczęliśmy około godziny i ruszyliśmy w ostatnią drogę w dół tego wyjazdu, na parkingu zameldowaliśmy się o 19:30, po przygotowaniu ostatniego noclegu położyliśmy się spać. Rankiem udaliśmy się na zakupy, wysyłanie pocztówek aby na koniec ruszyć w podróż do domu.





Tak mniej więcej wyglądała nasza wyprawa, jakby coś pytajcie.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - dr.Etker - 21-06-2013 01:43 PM

No pięknie opisałeś Waszą imprezę. Gratuluję ekipie wysokich szczytów Austrii.ok


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Sylwas72 - 21-06-2013 04:31 PM

Dzięki, mam nadzieje że nie jest to nasz ostatni raz Smile


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - tatry.hej - 21-06-2013 06:51 PM

dr.Etker napisał(a):
No pięknie opisałeś Waszą imprezę. Gratuluję ekipie wysokich szczytów Austrii.ok


Sam bym lepiej tego nie opisał:-) Generalnie wyprawa udana w 100%, jedynym zgrzytem były te pieprzone objazdy! Sylwek, nie napisałeś o drodze powrotnej...przez ciągle zamknięty (i tak pewnie będzie przez kolejne kilka miesięcy) tunel Felbertauernstraße nadrobiliśmy jakieś 150km, tym razem wybraliśmy trasę bardziej na wschód do Spittal an der Drau, skąd autostradą A10 pojechaliśmy na Salzburg, ta wycieczka kosztowała nas dodatkowo 8,3Eu za winięt i 10Eu za tunele na autostradzie:-(

Kilka słów o Grossglocknerze, dla nas wszystkich była to pierwsza góra mierząca ponad 3tyś metrów, dla niektórych był to pierwszy cel po tym jak wszystkie szlaki w Tatrach zostało już przechodzone po kilka razy. Jeśli ktoś jest ambitny, ma w głowie gram rozsądku i trochę samozaparcia to mierząc w grossa zaraz po Tatrach, nie mierzy źle, jest to szczyt jak najbardziej do zdobycie dla alpejskich laików.

Termin jaki wybraliśmy był idealny ze względu na ilość ludzi- przez kilka dni byliśmy w górach praktycznie sami, dopiero w Erzh. Johann Hutte dołączyła trójka czechów, przyszli późno, było coś koło 21:30, ich zamiarem było zdobycie Grossa w dniu następnym- niestety, chyba nawet nie podjęli próby.

Z Erzh. Johann Hutte wyszliśmy o 5:15, szczyt zdobyliśmy (ja) dokładnie o 8:41, jako że szedłem na linie ostatni to Łukasz i Piotr weszli kilka minut wcześniej:-), chyba w czerwcu byliśmy pierwszymi zdobywcami. Momentami było ciężko, pogoda nie nastrajała do wycieczek, nie mówiąc już o widokach, których praktycznie nie było, widoczność na 1,5-2 tyczki, momentami silny wiatr, temperatura ok.-6C i sypiący od czasu do czasu drobny śnieżek, zatem pogoda dosyć ekstremalna, trzeba było bardzo uważać i dobrze się asekurować. Wszystko poszło po naszej myśli, ubolewam tylko nad tym że Sylwkowi nie udało się wejść- góra poczeka i że GoPro wysiadło dnia poprzedniego- padła bateria, która miała być doładowana panelem słonecznym, ale słońca zabrakło:-(. Dla chcących zdobyć szczyt w takich warunkach jak my chciałbym dać jedną radę, jak śnieg zalepi wam szkła okularów, nie róbcie ani jednego kroku więcej, najpierw dokładnie przeczyśćcie szkła, jak trzeba to poczekajcie aż przestanie sypać i potem można ruszać. Nie zapomnijcie o dobrej - najlepiej podwójnej- asekuracji na przełęczy między Kleinglocknerem i Grossglocknerem, w takich warunkach jest tam dosyć niebezpiecznie.
Nie bardzo mam czas na wstawianie zdjęć w tekst...nie bardzo też wiem jak to zrobić:-), dla chętnych dodaję link do większej porcji zdjęć w moim albumie google:
https://plus.google.com/photos/103908415285454545649/albums/5890520573487640689


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Stasiu - 21-06-2013 09:38 PM

Mogę Wam tylko pogratulować udanej wycieczki. Ja jednak nie lubię zbytnio śniegu i wolę raczej w takich kopczykach pod koniec lata chodzić. Jednak podstawa to osiągnięcie celu, trzeźwa głowa i szczęśliwy powrót do domu. I to wszystko się Wam udało. ok


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - jastrzab - 21-06-2013 10:49 PM

Gratulacje chłopaki za osiągnięcie zamierzonego celu. Super opisana wyprawa dobre Fotki.
Też się wybieram na ten szczyt w pierwszej połowie lipca, mam nadzieje że z podobnym rezultatem jak u was. Pozostaje tylko skompletować ekipę z czym pewnie będzie trochę problemu.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - tatry.hej - 21-06-2013 10:52 PM

jastrzab napisał(a):
Pozostaje tylko skompletować ekipę z czym pewnie będzie trochę problemu.


Do lipca już niedaleko więc musisz się pośpieszyć, masz do dyspozycji kilka górskich forum, na nich załóż temat i jak Twój termin jest lekko ruchomy to na pewno znajdziesz kilku chętnych


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Sylwas72 - 22-06-2013 09:42 AM

Błażej, dzięki za sprostowanie tekstu. Jest jeszcze galeria z mojego aparatu - tutaj


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Pedro - 22-06-2013 09:59 AM

Przeczytałem, oglądnąłem - fajnie ok
Choć oczywiście dla tych którzy nie zdecydowali się na wejścia szczytowe może być poczucie niedosytu, ale fajnie że każdy choć na jeden z dwóch planowanych wierzchołków wszedł ok

Sylwek, nie wolałeś zostać w Johann Hutte i schodzić później ale nazwijmy to niesamotnie?


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Sylwas72 - 24-06-2013 05:55 AM

Pedro napisał(a):
Sylwek, nie wolałeś zostać w Johann Hutte i schodzić później ale nazwijmy to niesamotnie?


Myślałem ale stwierdziłem, że pójdę bardzo wolno na dół. Bałem żebym się nie poczuł jeszcze gorzej wraz z upływem czasu ale na szczęście z czasem zaczęło się poprawiać. Jeżeli chodzi o lodowiec to moim zdaniem w tym momencie był bardzo bezpieczny nawet dla jednej poruszającej się po nim osoby.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - maka - 27-06-2013 12:44 PM

Gratki za pierwszy i jakże udany wyjazd w alpy,od teraz coś będzie was tam ciągło że trudno będzie się oprzeć. ok


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Sylwas72 - 27-06-2013 02:26 PM

maka napisał(a):
Gratki za pierwszy i jakże udany wyjazd w alpy,od teraz coś będzie was tam ciągło że trudno będzie się oprzeć. ok


Juz ciągnie a co będzie za miesiąc. Jakbym miał kasę i czas to bym stamtąd w ogóle nie wyjeżdżał.Smile


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - yooz - 07-09-2013 10:50 PM

Piękna wyprawa chłopaki - my też tam się wybieramy, dokładnie za tydzień wyjazd. Mamy tylko nadzieję, że pogoda dopisze, co wcale nie jest takie pewne we wrześniu. No ale mamy kilka planów awaryjnych i tydzień czasu - coś powinno się udać zrobić Smile


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Sylwas72 - 26-09-2013 01:53 PM

yooz napisał(a):
Piękna wyprawa chłopaki - my też tam się wybieramy, dokładnie za tydzień wyjazd. Mamy tylko nadzieję, że pogoda dopisze, co wcale nie jest takie pewne we wrześniu. No ale mamy kilka planów awaryjnych i tydzień czasu - coś powinno się udać zrobić Smile


Witam.
Po pierwsze to dziękuję a po drugie to jak Wasza wyprawa, doszła do skutku, udało się zdobyć szczyt ? Ja ma z Glockiem rachunki do wyrównania ale to może w przyszłym roku :-).


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - yooz - 27-09-2013 11:22 AM

Cześć, szczyt udało się zdobyć, jednak po kilku dniach walki i nie granią Stüdlgrat, która początkowo była w planie, a drogą normalną. Ale po kolei: po podejściu ze schroniska Stüdlhütte pod miejsce gdzie wchodzi się w grań nastąpiło nagłe załamanie pogody (a właściwie to po prostu nadciągnęło całkiem sporo niskich chmur i widoczność spadła do jakichś 20 metrów, choć wcześniej Grossglockner oczywiście się odsłonił i kusił swoim majestatem). Została podjętą decyzja o wycofie (z uwagi na małą atrakcyjność wspinaczki po grani w mgle) do miejsca, gdzie relatywnie łatwo, bo jednym zjazdem, dostaliśmy się na drugą stronę Luisengratu (wschodnią) i poszliśmy przez lodowiec Kodnitzkees w kierunku schronu Erzherzog-Johann. Widoczność była podobna, ale mieliśmy ślady, dobrą mapę, no i kompas. Co prawda do schronu dotarliśmy, przenocowaliśmy na 3454 m co było również w planie, lecz nazajutrz rozpętała się śnieżna zawierucha, dosypało bez przesady około 70-100 cm śniegu, więc wróciliśmy znów przez lodowiec (tym razem tylko i wyłącznie na kompas bo śladów nie było) do schroniska Stüdlhütte. W czwartek po południu miało być okno pogodowe (pomimo dość silnego wiatru), więc wyruszyliśmy rano znowu do Erzherzoga. Już po dojściu do niego wiatr który teoretycznie miał słabnąć wcale nie słabł, więc postanowiliśmy zaczekać do następnego dnia, zwłaszcza że miała dotrzeć większa ekipa z Polski i skrycie liczyliśmy na to, że ktoś przetrze szlak przez pole śnieżne na Małego Dzwonnika (byliśmy trochę zmęczeni ciągłym torowaniem drogi przez śniegi). Tak też się stało, przy okazji zaliczyliśmy przecudny zachód słońca, który praktycznie cała ekipa stacjonująca w Erzherzogu namiętnie fotografowała. I to było tyle z widoków panoramicznych na tą cześć Alp, bo nazajutrz wiatr wcale nie zmalał, a pogoda była przecudna ale ... 1000 metrów niżej. Na naszej wysokości oraz jakiś km powyżej gęste i rozłożyste chmury. Na samym szczycie zrobiliśmy kilka zdjęć z krzyżem, poczekaliśmy z 15 minut w nadziei że jednak chmury się rozwieją, ale tak się niestety nie stało. Nie zwlekając zeszliśmy do schronu, po krótkiej pauzie dawaj przez lodowiec i do Stüdla, w którym mieliśmy zostawiony depozyt, i dalej na dół.

Jak widzisz opisałem naszą wycieczkę dość lakonicznie, może kiedy będzie więcej czasu to rozszerzę opis no i wkleję jakieś zdjęcia. Miał być jeszcze Venediger, było trochę innych planów, ale wiadomo jak to w górach. To co mnie zdziwiło to że na Glocknera można z Erzherzoga wejść praktycznie w dwie godziny, o ile nie trzeba torować ścieżki przez pole śnieżne powyżej schronu i nie trzeba czekać na mijanki na Małym i na przełęczy (my czekaliśmy, dlatego zajęło to ok 2:30).

Dla mnie osobiście najważniejsze było to, że ekipa czyli Ewka, mój śfagier Kasat i ja była zgrana i że była kupa frajdy z tego wyjazdu. Szczyt się bronił, my atakowaliśmy w stylu "oblężniczym", ale się udało i padł. Są oczywiście rzeczy do odrobienia, jak wejście granią no i panorama ze szczytu, ale to być może w przyszłym roku i przy pewniejszej pogodzie (czerwiec?).


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Pablo - 27-09-2013 11:59 AM

yooz napisał(a):
...
Dla mnie osobiście najważniejsze było to, że ekipa czyli Ewka, mój śfagier Kasat i ja była zgrana i że była kupa frajdy z tego wyjazdu. Szczyt się bronił, my atakowaliśmy w stylu "oblężniczym", ale się udało i padł. Są oczywiście rzeczy do odrobienia, jak wejście granią no i panorama ze szczytu, ale to być może w przyszłym roku i przy pewniejszej pogodzie (czerwiec?).


To najważniejsze by się cieszyć z całej akcji jaka by nie była, a Wasza na pewno była ciekawa i wymagająca, bo opis krótki ale konkretny ok czekam na zdjęcia, albo jaki link do nich?
Gratuluję i pozdrawiam.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Sylwas72 - 27-09-2013 12:56 PM

yooz napisał(a):
Cześć, szczyt udało się zdobyć, jednak po kilku dniach walki i nie granią Stüdlgrat


Gratulacje za zdobycie mimo nie sprzyjających warunków szczytu.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Stasiu - 28-09-2013 07:23 AM

Fajnie yooz, że się Wam jednak udało o takiej porze roku. Faktycznie człowiek nie jest w pełni usatysfakcjonowany, kiedy nie ma widoków. Można sobie wmawiać, że wierzchołek był odwiedzony, ale i tk będziecie kiedyć chcieli tam powrócić. Smile
Co do Twojego opisu, to mi odpowiada - krótko i zwięźliście. Nie to, kiedy ja zanudzam długimi opowieściami. Shy
Dobrze się czyta, kiedy człowiek tam był i może sobie w myślach wyobrazić, przez co przechodziliście. ok


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Pablo - 28-09-2013 10:33 AM

Stasiu napisał(a):
... Nie to, kiedy ja zanudzam długimi opowieściami. Shy
...

Przestań już, takie jak Twoje są najbardziej oczekiwane ok


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - kasat - 02-10-2013 07:12 PM

Witam.
No cóż tu pisać ,jak yooz opisał wszystko bardzo szybko i zwięźle.Ja dopiszę to co zostało ominięte , a więc:
1)Ustaliliśmy że to ma być wyprawa i całe żarcie na plecach ,jedynie śpimy w schroniskach a to się wiązało z ciężkimi plecakami ,jeżeli chodzi o mnie to za ciężkimi i patrząc po minach ludzi według nich też. Wyglądaliśmy jakbyśmy mieli całe Alpy przejść , ja pomyślałem że może dać te 4 euro i wór pojedzie do Studla ale yooz bardzo szybko mi to wybił z głowy że to się nie godzi i hańba takie tam.... byle dojść do Studla.
Plan był taki 3 dni i schodzimy na dół (tyle zabraliśmy jedzenia , jak sie okazało -błąd)
2)Po wycofaniu się z grani i dojściem do Erzherzog-Johann-Hütte śfagier postawił piwo a ja wypiłem i to był kolejny błąd,chciało mi łeb rozpi....
3)Gotujemy śniegowiczankę na zupkę ,no to już jest istny hardcor litr wrzątku zajmuje nam ok 20 minut , jeden litr yooz drugi ja.
4) Rano sie okazuje że nawaliło tyle śniegu i taka mgła że nie ma mowy o wejściu na szczyt ,obsługa mówi że raczej nic sie nie polepszy z pogodą ,decyzja schodzimy na dół i mnie się zaczeły styki palić po Alpach w takich śniegach i mgle , powiedziałem sobie że jak dojdziemy do Studla to żadna siła mnie tu nie wyciągnie (jak sie okazało to była nieprawda)
5)W Studlu juz wiemy że musimy zejść na sam dół auta po papu ,bo nam się wydłuża wyprawa i tak w ramach wolnego czasu na dół po prowiant i do góry,za to jak my se zrobili obiadek to życie stało się znowu piękne.
6) Ja czuje że mam juz dość i powoli oswajam kompanów że chyba na szczyt nie pójdę tylko do Erzherzog-Johann-Hütte (po raz drugi) aby przez lodowiec we trzech iść , niestety nie przyjęło się to ze zrozumieniem
7) Po dojściu do Erzherzog-Johann-Hütte niestety czuję wysokość ,nierówny oddech tkzw. hiperwentylacja i są obawy że rano nie będzie dobrze jak się okazało było super i nastąpił wielki atak na szczyt który bronił sie jak mógł ,po prostu chciał nas zwiać ale nie dał rady wreszcie padł pod naszymi stopami i tak sie to zakończyło ,potem juz tylko na dół na dół i do cywilizacji.
Zdjęcia:
01 - Dymiący Gross niczym K2
02- Słonko już zachodzi
03 - tam na dole jest życie
04 - Żeby sobie nikt nie myślał że nie wiemy jak po lodowcu chodzićWink
[attachment=56867]
[attachment=56866]
[attachment=56865]
[attachment=56864]


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - dr.Etker - 02-10-2013 07:32 PM

Brawo za cierpliwość do pogody ok
Widoczność może i mała- ale przygody tylko pozazdrościć. ok


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Stasiu - 02-10-2013 07:37 PM

Wiecie co panowie? Człowiek naszej szerokości geograficznej musi w Alpach najpierw dostać w tyłek i potem przyjdzie po rozum do głowy, że nie można na takie kopce taszczyć wszystkie bebechy jak ślimak winniczek ze swoim domkiem. Jeszcze tak na na jeden, dwa dni, ale na więcej to już trzeba skorzystać z oferty miejscowych schronisk. giggle
Kasat, fajnie sobie pochodziliście na Wielkim G. ok


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - kasat - 02-10-2013 08:08 PM

Doktorze nie było aż tak źle z Erzherzog-Johann-Hütte (drugie wejście) widoki były piękne ,wręcz zapierające dech w piersi.
[attachment=56868]
[attachment=56869]
Fakt ze szczytu nic.

Stasiu wiesz jak to jest wszystko zależy od ilości Euro w kieszeni a z tym nie jest najlepiej a przy okazji człowiek poczuł (przynajmniej w jakimś małym procencie) jak to kiedyś nasi pionierzy zdobywali szczyty kiedy w górach nie było takiej cywilizacji.
Trzymajcie się.


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Stasiu - 02-10-2013 09:47 PM

kasat napisał(a):
... Erzherzog-Johann-Hütte (drugie wejście) ...


Ładnie to brzmi i nie często się to spotyka. Smile


RE: Grossglockner - czerwiec 2013 - Pablo - 03-10-2013 11:01 AM

http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=56865 tu normalnie jak w zimę... w ogóle ładne zdjęcie ok