Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat
Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Wersja do druku

+- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum)
+-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18)
+--- Forum: Sudety (/forumdisplay.php?fid=24)
+--- Temat: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 (/showthread.php?tid=2017)


Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Lorelei - 24-05-2009 04:50 PM

Rzadko bywam w górach = rzadko piszę relacje => jak mam okazję, to dam upust swojemu wodolejstwu Toungue Co niechybnie oznacza przerost formy nad treścią w tej relacji. Cóż... lojalnie ostrzegam Wink

Ostatni raz w górkach byłam ponad 10 miesięcy temu.
Jak tylko się okazało, że zapowiada się weekend wolny od szkolenia - do głowy zaświtała jedna myśl - Karkonosze, i to czeskie! Myśl ewaluowała i zaowocowała złożeniem karty urlopowej na piątek i rozszerzeniem planów o Izery. Też czeskie.
Plany planami, a wykonanie...

Czwartkowy wieczór. Pakuję się razem z całym stadem luda do PKSu do Szklarskiej. Tym razem nie mam dużo szczęścia - trafia mi się mało wygodne miejsce tuż za środkowym wejściem, nie ma gdzie nóg wyciągnąć, i wszyscy na upartego jadą daleko, tak że na wolne dwa siedzenia do Legnicy włącznie nie ma żadnych widoków. Wreszcie połowa towarzystwa się wysypuje i ostatnie 3 godziny udaje mi się trochę dospać... Za oknem przyjemnie, ciepło, bezchmurnie raczej. Prognozy mówiły co innego. I, kurcze, synoptycy nie żartowali...

Piątek. W Jeleniej Górze postój i przesiadka do Świeradowa. PKSem zaliczam wycieczkę krajoznawczą, bardziej dokoła się chyba nie dało Smile W okolicach 10tej wreszcie docieram do końcowego przystanku. Na dzień dobry zaczyna siąpić, wszystko powyżej wierzchołków drzew tonie w chmurach. I jak się okaże, tak będzie wyglądać prawie cały piątek. Wiem, ze z moim brakiem kondycji pierwsze podejście będzie mordęgą, ale co tam, przecież nie pojadę wyciągiem! Szlak czerwony wiodący na Stóg Izerski jest doprawdy malowniczy - widzę dokoła kilka drzew i kawałek asfaltu przed nosem, reszta w chmurze. W okolicach schroniska trochę się przejaśnia - chmura zostaje w dole, widać nawet górną stację kolejki gondolowej (a było jednak z niej skorzystać, mądry Polak po szkodzie Toungue).
[attachment=22326] [attachment=22327]
W schronisku mała przerwa na herbate i batona i szybka decyzja. Pogoda paskudna, zapowiadają burze - z Czech rezygnuje, zostaje po polskiej stronie. Zbieram się dość szybko, zostawiając za sobą spacerowiczów świeradowskich, raczących się bursztynowym płynem. Dla mnie na to jeszcze za wcześnie.
Ruszam szlakiem czerwonym. Z miejsca pakuję się w błoto, do tego zaczyna padać.
[attachment=22328] [attachment=22329]
Poprawiam stuptuty i pokrowiec na plecaku - i naprzód. Widoczność pogarsza się z każdą chwilą. Pada coraz mocniej. Szlak na szczęście szeroki, dobrze oznaczony, nie ma szans, żeby się zgubić.
[attachment=22330] [attachment=22331]
I słyszę łomot. Burza. Pięknie. Tuż za mną. Idę dalej. Kolejny łomot, teraz bliżej. Przyspieszam, burza w górach to coś czego się boję najbardziej, więc... mało komfortowo utknąć tak samej na pustkowiu. Docieram do krzyżówki szlaków, dalej niebieskim w stronę Chatki Górzystów. Teraz leje już solidnie, widoczność za to nieco się poprawia. A grzmoty coraz częstsze, coraz ich więcej, coraz głośniejsze. Dostaję speeda, prawie że biegnę po równej trasie. Po drodze wyprzedzam starszą parę ? państwo w butkach sportowych, z parasolem...
Chatki dopadam tuż za grupą niemieckich turystów. Jest już regularne oberwanie chmury, w środku nie ma miejsca, żeby gdzieś przysiąść, więc zostaję w wiatrołapie razem z dwoma chłopakami, którzy się w trasę rowerami wybrali. Komentujemy warunki i wyczekujemy jakiejkolwiek poprawy. Niestety, pogoda pokazuje nam dużą figę - pada coraz mocniej i co chwila niebo przeszywają błyskawice. Trwa to dobrze ponad godzinę ? w międzyczasie przenosimy się do biblioteki, rozmawiając o - kto by się spodziewał Toungue - górach Big Grin
Cały plan wyprawy mi się sypie - na wieczór mam dotrzeć na Szrenicę, a tu taki przestój... Nic to, czekam aż przynajmniej przestanie błyskać. Moi towarzysze decyduję się na dalszą drogę - w tą samą stronę co ja - na Orle. Po 10 minutach nudy i gapienia się na żaby lecące z nieba stwierdzam, że nie ma co, jak we mnie trzaśnie to najwyżej umrę szczęśliwa, bo w górach Toungue I ruszam dalej.


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Lorelei - 24-05-2009 04:53 PM

Okazuje się, ze podjęłam najlepszą z możliwych decyzję - deszcz słabnie, pojedyncze pomruki burzy słychać z daleka przede mną, czasem z boków - i to pomruki słabnące. A po 15 minutach wychodzi słońce Smile Towarzyszy mi ono aż do stacji Orle, gdzie spotykam po raz kolejny moich rowerowych znajomych - panowie właśnie wyruszali w stronę Jakuszyc. Robię krótki popas, pasztet już dawno mi tak nie smakował Big Grin a czekolada na gorąco nadaje się na napój bogów Smile
Słońce znów chowa się za chmury, ja tymczasem daję dalej czerwonym szlakiem do Jakuszyc. Znów w chmurze, ale - nie pada! Co wprawia mnie w stan dzikiej euforii i wywołuje wielkiego rogala na gębie. Jest pięknie Big Grin
Dochodzę do szosy. Telefon dzwoni - pani ze schroniska pyta, czy dotrę, gdzie jestem. Miło.
Tymczasem na trasie... Jest mokro, zimno, i mgła taka, ze ledwo widać przeciwną stronę drogi. Szlak zielony - ostatni, który prowadził mnie w piątek - prowadzi początkowo wzdłuż szosy, z minimalnej szerokości poboczem. Idąc modliłam się, żeby spotkać rozsądnych kierowców. I żeby mnie było w tym mleku widać...
Jak to w górach - pogoda szybko się zmienia. Szlak skręca w las, pod górkę - a na niebie pojawia się błękit! Na polanie nieco wyżej stoję przez dobre 10 minut i gapię się z tępym wyrazem facjaty w niebo nad Izerami.
[attachment=22332]
Ale ani chwili nie żałuję, że nie trafiły mi się takie warunki na przejście - przynajmniej było z przygodami! Toungue
Idę dalej. Ostrzegano mnie, ze szlak zielony jest cokolwiek błotnisty i kiepsko oznaczony. Ok, ja rozumiem, błotko może być, bo to raz po czymś takim się szło? Pierwszy odcinek trasy zaspokaja moje potrzeby w kwestii spełniania się tego typu przepowiedni - woda stoi w każdym możliwym dołku i zakamarku, obejść się tego nie da za bardzo, ale co tam. W tym momencie jestem już upieprzona równo po kolana Toungue W butach powoli zaczyna mi chlupotać. Nogi powoli dają znać, że mają chwilowo dosyć, i że może bym ich petycję uwzględniła i tak na przykład się już zatrzymała. Ale cóż, do schroniska trzeba jakoś dotrzeć Smile
Szlak skręca ostro w prawo i pod górę. A mi kopara opada. No ja wiem, że miało być błoto, ok, ale nikt nie wspominał o konieczności wdrapywania się w górę całkiem dziarsko rwącego potoku! Odcinek do Owczych skał dłuży się niemiłosiernie. Wodę mam po kostki, czasem wyżej. Komfortowe oparcie dla stóp zapewniają śliskie ociekające strugami wody kamienie bądź mocno podmokła trawa (czy raczej zarośnięte bajora...), w którą co i rusz się zapadam, np. ześlizgując się ze wspomnianych wyżej stabilnych kamieni blink Kilka razy wyciągam nogę z tego bagniska tylko dzięki solidnemu oparciu kijków. Mam dosyć, organizm krzyczy już że stop, że czas na chwilę przerwy, marzę o tym żeby się napić. A dokoła żadnego miejsca nadającego się na postój. Powoli zaczyna mi siadać kolano. Wreszcie docieram do Owczych Skał. Tam już pełna lampa, cieplutko. Chwila przerwy i dalej w górę - nadal po wodzie, ale przynajmniej stojącej...
W końcu pojawia się przede mną Szrenica - cieszę się na ten widok jak dziecko!
[attachment=22333]
Wlokę się dalej powoli, kolano i zmęczone mięśnie nieprzyzwyczajone do długiego wysiłku dają znać o sobie. Do schroniska docieram po 20tej, na zewnątrz piękny zachód słońca, ale ja marzę już tylko o tym, żeby zjeść coś ciepłego i przebrać się w suche ciuchy. Bufet już zamknięty, ale miła pani gospodarz się nade mną zlitowała i zaserwowała kiełbachę na gorąco, do tego napój wiadomego koloru. Kolację zjadam w pokoju. Zasypiam w połowie... Smile


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Lorelei - 24-05-2009 05:01 PM

Sobota. Ranek. Za oknem mleko. Naciągam kołdrę wyżej, nie ma co się spieszyć w takich warunkach. Bolą mnie stopy - niestety odparzone po wczorajszej kąpieli błotnej (a podobno zdrowa i na urodę dobrze robi!! pffff... Toungue) - i ramiona (nauczka na przyszłość - mniej do plecaka!), wiem już, ze muszę zmodyfikować nieco trasę na ten dzień. Skoro wczoraj górą szłam, to dziś pójdę dołem Smile
Ze schroniska ruszam przed 9tą, dla odmiany w mgle, zimnie i towarzystwie całkiem solidnego wiatru. Odbijam żółtym szlakiem w stronę Labskiej Boudy.
[attachment=22334]
Pogoda zaczyna się poprawiać, narzekać mogę już tylko na wiatr. Powoli schodzę na szlak niebieski, rozkoszuję się widokami - błękitem na górze, soczystą zielenią w Labskym Dule.
[attachment=22335]
Słońce świeci, wiatr został na górze, Łaba szumi, ptaszki śpiewają - obrazek jak z kiczowatej bajeczki Smile
[attachment=22336] [attachment=22337]
Po drodze nieuważnie trochę staję krzywo na kamieniu, co kończy się ostrym bólem lewej kostki. Skończyło się na szczęście tylko na strachu. Przynajmniej na razie... Na skrzyżowaniu szlaków robię sobie mały przystanek na śniadanko i dalej niebieskim szlakiem przez Dul Bileho Labe.
[attachment=22338] [attachment=22339]
Na szlaku poznaję grupę Niemców, którzy tak jak ja idą w stronę Lucni Boudy. Rozmawiamy kilka razy, wyprzedzając się nawzajem. Mój niemiecki zdecydowanie wymaga odświeżenia Big Grin W pewnym momencie niestety musiałam opuścić moich korespondencyjnych towarzyszy ze szlaku, lewe kolano kategorycznie odmówiło współpracy na dotychczasowych zasadach. Po krótkich negocjacjach poszło na ustępstwa i powoli ruszyliśmy do góry. Niestety, tak to bywa, że siła złego na jednego - lewa kostka postanowiła najwyraźniej solidaryzować się z kolanem. Końcówkę niebieskiego szlaku ledwo przekuśtykałam - i dziękując wszystkiemu co mogłam za to, ze mam kijki. Bez nich na pewno nie dałabym rady. Przed Lucni Boudą chwila przerwy - z podziwianiem Śnieżki.
[attachment=22340]
Silny zimny wiatr i - jak się okazało - również gorączka pogoniły mnie dość szybko do zmiany miejscówki. Zatem powolnym krokiem ruszyłam w stronę Strzechy Akademickiej. Zejście szlakiem niebieskim było najgorszym momentem całej wyprawy - lewe kolano i biodro w ogóle się nie zginały, kostka bolała, prawa kostka nadmiernie obciążona również powoli przestawała dawać radę. Po raz kolejny na tym samym odcinku schodziłam z łzami bólu na twarzy. Przed Strzechą - konieczny odpoczynek, zasłużona strawa i napitek. Unieruchomiłam na spokojnie kolano i dalej żółtym szlakiem w dół, na szczęście z zapasem czasu, by zdążyć na PKS do Warszawy. Po 10-15 minut kuśtykania w dół pojawił się anioł! A tak dokładnie - przemiły człowiek w samochodzie, który zlitował się nade mną i podwiózł na dół aż do Dzikiego Wodospadu!
[attachment=22341]
Przemiły akcent na koniec pobytu w górach Smile A potem w PKSie - jak zwykle zaanektowałam do własnego wyłącznego użytku końcowe siedzenia - jak wracać - to na leżąco, po królewsku!
Odprowadzał mnie widok Królowej Śnieżki - jeszcze do niej wrócę...

Podsumowując... jestem obolała, posiniaczona, kontuzjowana, ale... z gęby rogal mi w ogóle nie schodzi, było re-we-la-cyj-nie! Chcę jeszcze!!!!!! I jak dobrze pójdzie - ciąg dalszy już baaardzo niedługo... Smile

A w Izery wrócę, ale... zimą Smile


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - tomtur - 24-05-2009 05:06 PM

No dziewczyno pełen szacun ,jak rozumie po nie przespanej nocy.Trasa Stóg Izerski Szrenica i ty nie masz kondycjiuhmBrawo


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Stasiu - 24-05-2009 05:21 PM

Gratulacyjki Lorelei. ok My dobrze wiemy co musiałaś przeżyć. Mam w głowie jeszcze zeszłoroczną bibę i wiem co to jest wędrować z Izer w Karkonosze. Ja ten etap nazwałem - "Diabelski plan Grazbirda" Toungue
Witam też w klubie Górskich Wilków-Samotników ok


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - paaulo - 24-05-2009 06:46 PM

Bardzo, bardzo fajnie napisane. Rogal mi z twarzy nie schodził. Smile
Ładnie opisałaś zmagania z pogodą, własnymi słabościami i napędzanie górską pasją.
Kolejnego wolnego weekendu życzę. ok


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Pablo - 24-05-2009 08:43 PM

Lorelei gratuluję wyjazdu. Bardzo fajna relacja oki życzę Ci byś miała jak najwięcej okazji do napisania następnej i następnej Wink


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Sylwester - 24-05-2009 08:49 PM

Trasa nie najłatwiejsza i stosunkowo długawa, ale widzę, że dałaś radę, gratki - pozdrawiam


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - KasiaA - 24-05-2009 09:14 PM

Lorelei, bardzo miło się z Tobą wędrowało. Jeżeli to ma być "przerost formy nad treścią" w Twoim wydaniu, to czekam na więcej takich "przerostów". Smile


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - mieciur - 24-05-2009 09:24 PM

Lori, kapitalna wyprawa i ile przygód ! Też tak chce ! świetnie to opisałas Smile Izery są naprawde super i mają to coś też tam chcę wrócić. A co do zimy to może razem sie tam wybierzemy na biegówki ?? Smile super trasy tam mają Smile


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Mordimer - 24-05-2009 09:30 PM

Bardzo barwny i obfity ten Twój wypad

Dałaś radę... ok gratuluję

Tras tych nie znam, ale czytając relację i powyższe komentarze widzę że przedeptałaś nie byle co... uhm


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Edyta85 - 25-05-2009 07:28 AM

Lori wreście udało Ci się wyjechać. Nie mogę przeboleć że byliśmy tak blisko i się nie spotkaliśmy Sad My na Szrenicy nocowaliśmy w sobotę
Kiedy kolejny wyjazd planujesz??


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Hella - 25-05-2009 07:29 AM

I nam Avionetka poleciała w Izery i Karkonosze Smile
A trasa - hmmmm super!

Stasiu napisał(a):
My dobrze wiemy co musiałaś przeżyć. Mam w głowie jeszcze zeszłoroczną bibę i wiem co to jest wędrować z Izer w Karkonosze. Ja ten etap nazwałem - "Diabelski plan Grazbirda" Toungue


O tym samym pomyślałam.
Faktycznie - podejście pod Owcze Skały wzdłuż/po/przez płynącą rzeczułkę ma swój urok giggle Szkoda tylko, że na jagody się nie załapałaś.

Lorelei napisał(a):
A w Izery wrócę, ale... zimą Smile


Huh Czyżbyś polubiła śnieżek? ok


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - gosia3ek - 25-05-2009 09:28 AM

Lori gratulki wielkie dla CiebieSmile
dałaś radę Kochana, i jesteś zadowolona, o to chodzilook:
pełna podziwu jestem dla Ciebie za tą walkę z własnymi słabościami Hug


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Lorelei - 25-05-2009 11:54 AM

Dziękuję za ciepłe słowa Smile
Powiem jedno - dawno już nie czułam sie w górach tak dobrze jak podczas tego wypadu Smile

Edyta85 napisał(a):
Kiedy kolejny wyjazd planujesz??

Za jakieś 2 tygodnie może się uda Big Grin

Hella napisał(a):
Huh Czyżbyś polubiła śnieżek? ok

Nie do końca, ale... Wink

mieciur napisał(a):
A co do zimy to może razem sie tam wybierzemy na biegówki ?? Smile super trasy tam mają Smile

No właśnie o tym myślałam Big Grin Znaczy się o biegówkach Smile Nigdy nie miałam ustrojstwa na nogach, ale już w ostatnim sezonie się przymierzałam - nie wyszło, ale co się odwlecze to nie uciecze Smile A tamte trasy wręcz krzyczą, żeby po nich na nartach zasuwać, więc... Smile Ja jestem chętna na taki wypad Smile


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - mar.an - 25-05-2009 01:37 PM

No Lori, zaszalałaś ładnie na chopkachSmile
Szkoda, że na tej Szrenicy się nie udało spotkać...ale co się odwlecze nie ucieknieWink.
Pozdrawiam!


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Agnieszka.S - 25-05-2009 04:00 PM

Agatka ok Ty wiesz, że ja całą trasę byłam z TobąWink
Wspaniały wypad, poradziłaś sobie rewelacyjnie-w końcu twarda babka z Ciebieok Pozdrowienia dla kolana i kostkiWink


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - Anna - 25-05-2009 09:50 PM

Super Lori, rzeczywiście kawał drogi przedreptałaśok
Trzymam kciuki, za realizacje wypadu w zimowe Izery-bo są niesamowicie urokliweSmile
Relację przeczytałam z przyjemnością,bo ciekawie piszeszSmile


RE: Mały wypad w Sudety - 22-23.05.2009 - KaRoLiNa :) - 27-05-2009 06:57 PM

Było słońce i deszcz, ból i cierpienie ale jednocześnie było meGa zadowolenie oraz serducho napełnione radościąSmile Gratuluję uporu, siły walki i realizacji górskich marzeń dla których warto żyćSmile Czekamy na kolejne relacjeSmile